TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Początek bitwy powietrznej o Berlin

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
18 listopada 1943
Autor:
Natalia
Tagi:
RAF, Arthur Harris, III Rzesza, ludność cywilna

Wieczorem 18 listopada 1943 roku z lotnisk we wschodniej Anglii wystartowało 440 ciężkich bombowców Avro Lancaster i cztery lekkie Mosquito – razem 444 samoloty brytyjskiego Bomber Command. Ich celem był Berlin. Tej samej nocy drugie, niemal równie liczne zgrupowanie poleciało nad Ren, by odciągnąć niemieckie nocne myśliwce od stolicy. Nalot na Berlin trwał według brytyjskich dzienników operacyjnych zaledwie szesnaście minut, od 20.56 do 21.12. Miasto przykrywała jednak gruba warstwa chmur, bomby rozsypały się na dużym obszarze, a szkody okazały się niewielkie. Zginęło od około 130 do ponad 150 osób, a brytyjskie dowództwo straciło dziewięć Lancasterów.

Sam nalot nie był więc niczym wyjątkowym. Wyjątkowe było to, co otwierał. Noc z 18 na 19 listopada uważa się za początek powietrznej bitwy o Berlin – kampanii, w której dowódca Bomber Command marszałek lotnictwa Arthur Harris chciał zrobić ze stolicą Rzeszy to, co w lipcu zrobił z Hamburgiem, i w ten sposób rozstrzygnąć wojnę z powietrza. Kampania trwała do marca 1944 roku i stała się najcięższą próbą w dziejach jego dowództwa.

W wielu kalendariach nalot opisano jako atak 440 samolotów, który spowodował „tylko lekkie szkody” i zabił 131 osób, przy stracie dziewięciu maszyn i 53 lotników. Liczba samolotów to w istocie liczba samych Lancasterów; razem z czterema Mosquito było ich 444. Liczba 131 zabitych pochodzi z jednego z niemieckich zestawień – raport berlińskiego prezydenta policji mówił o 154 zabitych. Liczby 53 lotników nie potwierdzają szczegółowe wykazy strat: według zestawienia, które przytacza Martin Middlebrook, z dziewięciu załóg zginęło 43 lotników, 20 trafiło do niewoli, a czterech uniknęło schwytania.

„Możemy zniszczyć Berlin od końca do końca”

Berlin był dla Brytyjczyków celem szczególnym – stolicą Rzeszy, siedzibą rządu i Hitlera, a zarazem jednym z największych ośrodków przemysłowych Niemiec, z zakładami elektrotechnicznymi, zbrojeniowymi i lotniczymi. Był jednak także celem bardzo trudnym. Leżał daleko w głębi Niemiec, około tysiąca kilometrów od angielskich lotnisk, więc bombowce musiały spędzić nad nieprzyjacielskim terytorium wiele godzin. Miasto było ogromne, rozległe, z szerokimi ulicami i licznymi parkami, a jego budynki – w dużej części murowane czynszówki – paliły się znacznie gorzej niż średniowieczne starówki. Wreszcie Berlin otaczał gęsty pierścień artylerii przeciwlotniczej i baz nocnych myśliwców.

RAF bombardował Berlin od 1940 roku, a w styczniu 1943 roku wznowił naloty na stolicę Rzeszy z użyciem nowych ciężkich bombowców. Po operacji Gomora – serii lipcowych nalotów, które wywołały w Hamburgu burzę ogniową i zabiły dziesiątki tysięcy ludzi – Harris uznał, że ma narzędzie zdolne do zniszczenia każdego miasta. Pod koniec sierpnia i na początku września 1943 roku Bomber Command trzykrotnie uderzył na Berlin. Naloty z 23 na 24 sierpnia, z 31 sierpnia na 1 września i z 3 na 4 września zniszczyły m.in. dużą część dzielnicy Lankwitz, ale kosztowały bardzo wiele maszyn, a główny punkt celowania w śródmieściu za każdym razem był chybiany. Po drugim z nich Joseph Goebbels, gauleiter Berlina, przyspieszył ewakuację kobiet i dzieci z miasta. Harris przerwał ataki na stolicę i przez dwa miesiące bombardował inne miasta – w październiku m.in. Kassel. Nie jest jasne, czy naloty z przełomu sierpnia i września miały być już pierwszą fazą bitwy o Berlin; sam Harris w swoich wspomnieniach wskazywał listopad jako jej początek.

Jesienią warunki wydawały się Harrisowi sprzyjające. Długie listopadowe noce pozwalały dolecieć nad Berlin i wrócić w ciemności, a złą pogodę uważano za utrudnienie bardziej dla niemieckich myśliwców niż dla bombowców. Bomber Command miał codziennie do dyspozycji ponad siedemset sprawnych Lancasterów i Halifaxów, a coraz więcej z nich wyposażano w pokładowy radar H2S, który pokazywał nawigatorowi zarys terenu pod samolotem także przez chmury. Krótkozasięgowy system Oboe, tak skuteczny nad Zagłębiem Ruhry, nie sięgał tak daleko na wschód, więc nad Berlinem to H2S miał zastąpić wzrok.

3 listopada 1943 roku Harris napisał do premiera Winstona Churchilla list, który stał się najsłynniejszym wyrazem jego przekonań. Wymienił w nim dziewiętnaście niemieckich miast, które uważał za „praktycznie zniszczone”, i zapowiedział, że do tej listy może dołączyć Berlin. „Jeśli [lotnictwo amerykańskie] w tym weźmie udział – pisał według cytatów w brytyjskiej i kanadyjskiej historiografii oficjalnej – możemy zniszczyć Berlin od końca do końca. Będzie to kosztowało nas łącznie 400–500 samolotów. Będzie to kosztowało Niemcy wojnę”. W tle tej obietnicy kryło się przekonanie, że systematyczne niszczenie miast może uczynić zbędną planowaną na wiosnę 1944 roku inwazję na Francję – albo przynajmniej uczynić ją łatwą.

Warunek, który postawił Harris, nie został spełniony. Amerykańska 8 Armia Lotnicza była jesienią 1943 roku w kryzysie. Po nalocie na Schweinfurt i Ratyzbonę w sierpniu i drugim ataku na Schweinfurt 14 października, które kosztowały dziesiątki „Latających Fortec”, Amerykanie musieli ograniczyć dzienne wyprawy w głąb Niemiec, dopóki nie otrzymają myśliwców eskortowych zdolnych towarzyszyć bombowcom aż do celu. Bomber Command poszedł na Berlin sam.

Noc z 18 na 19 listopada

Plan pierwszego nalotu odzwierciedlał doświadczenia ostatnich miesięcy. Niemiecka obrona nocna przeszła po Hamburgu głęboką przebudowę. Zamiast sztywnego systemu stref Himmelbett, w których naziemny kontroler naprowadzał pojedynczy myśliwiec na pojedynczy bombowiec, Luftwaffe zaczęła rzucać całe grupy nocnych myśliwców prosto w strumień bombowców, a jednomiejscowe myśliwce dzienne polowały nad samym celem, w świetle reflektorów i pożarów – taktyką nazwaną Wilde Sau. Kluczowe było więc zmylenie przeciwnika co do celu i skrócenie czasu, jaki bombowce spędzały nad miastem.

Dlatego tej nocy Harris wysłał dwie duże formacje jednocześnie. Główna, złożona z 440 Lancasterów – w tym 29 z kanadyjskiej 6 Grupy – i czterech Mosquito zrzucających fałszywe flary, miała zaatakować Berlin. Druga, licząca 395 samolotów (248 Halifaxów, 114 Stirlingów i 33 Lancastery), poleciała na Ludwigshafen nad Renem, z wielkimi zakładami chemicznymi IG Farben, leżący naprzeciw Mannheimu – w części brytyjskich zestawień atak ten opisuje się po prostu jako nalot na Mannheim i Ludwigshafen. Obie formacje miały przekroczyć wybrzeże w tym samym czasie, a południowa najpierw zmierzała w stronę Frankfurtu nad Menem, gdzie pozorowany atak wykonały Mosquito, i dopiero potem zawracała ku właściwemu celowi. Razem z mniejszymi akcjami Bomber Command wykonał tej nocy 884 loty bojowe – było to jedno z największych przedsięwzięć dowództwa w tamtym czasie.

Pogoda była fatalna. Nad Morzem Północnym i nad północnymi Niemcami zalegały gęste chmury i mgła, na wysokości przelotu panował mróz dochodzący do minus 40 stopni Celsjusza, a samoloty pokrywał lód. W kanadyjskiej bazie Middleton St George odnotowano odmrożenia u trzech lotników – strzelca ogonowego, który wyciął w osłonie wieżyczki okienko dla lepszej widoczności, i dwóch nawigatorów siedzących przy nieszczelnych lukach kamer. Spośród 440 Lancasterów 26 zawróciło przed celem z powodu usterek i oblodzenia.

Niemieccy kontrolerzy obrony powietrznej dostrzegli oba strumienie bombowców i podzielili swoje siły. Nad Berlinem, gdzie warunki były tak złe, że wiele nocnych myśliwców odesłano na ziemię, Brytyjczycy stracili tylko dziewięć Lancasterów, czyli 2 procent wysłanych maszyn. Nad Ludwigshafen pogoda była lepsza i myśliwce zebrały znacznie większe żniwo: nie wróciły 23 samoloty – 12 Halifaxów, 9 Stirlingów i 2 Lancastery, czyli 5,8 procent formacji. Ogółem dowództwo straciło tej nocy 32 maszyny. Dywersja spełniła więc swoje zadanie, ale zapłacili za nią lotnicy drugiej formacji.

Nad samym Berlinem lotnicy niewiele widzieli. Pathfinderzy, czyli załogi specjalnej 8 Grupy, które miały oznaczyć cel flarami i bombami znacznikowymi, musieli działać na ślepo, posługując się radarem i flarami zawieszonymi nad chmurami. Obraz Berlina na ekranie H2S był trudny do odczytania: wielkie, jednolicie zabudowane miasto bez wyraźnych punktów orientacyjnych, otoczone jeziorami i lasami, dawało na radarze plamę, z której trudno było wyłowić punkt celowania. Bombowce zrzuciły około 1600 ton bomb – mniej więcej po połowie burzących i zapalających – ale załogi nie widziały efektów, a zdjęć, które pozwoliłyby ocenić nalot, nie dało się zrobić.

Skromne skutki

Niemieckie meldunki potwierdziły, że nalot się nie udał. Według berlińskiej Głównej Placówki Ochrony Przeciwlotniczej (Hauptluftschutzstelle), na której raportach oparł swoje opracowanie historyk Laurenz Demps, na miasto spadło 75 bomb burzących, z których jedenaście nie wybuchło lub miało opóźnione zapalniki, jedenaście min lotniczych oraz około 2,5 tysiąca bomb zapalających i fosforowych. Według kanadyjskiej historii oficjalnej nie zniszczono żadnego budynku przemysłowego. Zestawienie tych liczb z tonażem zrzuconym według brytyjskich dzienników pokazuje, że przeważająca część ładunku spadła poza miastem – na pola, lasy i podberlińskie miejscowości – a reszta rozproszyła się po dzielnicach mieszkaniowych.

Liczby ofiar różnią się w zależności od źródła. Raport prezydenta policji, przytaczany w opracowaniach opartych na pracy Dempsa, mówił o 154 zabitych, 443 rannych i około 7500 osobach, które straciły dach nad głową. W części zestawień, a za nimi w popularnych kalendariach, podaje się 131 zabitych. Tak czy inaczej, były to straty wielokrotnie mniejsze niż w Hamburgu czy w Kassel – i wielokrotnie mniejsze, niż oczekiwał Harris.

Rajd na Ludwigshafen również nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Kanadyjska 6 Grupa oceniła w swoim sprawozdaniu, że bombardowanie było „bardzo rozproszone”, a cały nalot nieudany. Zniszczeń na miarę Hamburga nie osiągnięto ani nad Renem, ani nad Szprewą.

Dla Berlina pierwsza noc bitwy była więc tylko ostrzeżeniem. Dla Goebbelsa, który jako gauleiter stolicy i szef międzyresortowego komitetu do spraw szkód spowodowanych nalotami odpowiadał za obronę cywilną miasta, był to sygnał, że Brytyjczycy wracają nad stolicę na dobre. Przygotowania prowadzone od sierpnia – ewakuacja dzieci, budowa schronów i rozbudowa straży pożarnej – miały się wkrótce okazać bezcenne.

Bitwa o Berlin

Cztery dni później, w nocy z 22 na 23 listopada, Bomber Command wrócił nad Berlin z 764 samolotami i tym razem trafił w śródmieście. Był to najskuteczniejszy brytyjski nalot na stolicę w całej wojnie: suche powietrze sprzyjało pożarom, które ogarnęły dzielnice na zachód od centrum – Tiergarten, Charlottenburg, Schöneberg i Spandau. Spłonął Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma, zginęło około dwóch tysięcy ludzi, a dach nad głową straciło według ówczesnych szacunków około 175 tysięcy. Następne noce przyniosły kolejne wielkie ataki, które zniszczyły całe kwartały śródmieścia.

Bitwa trwała całą zimę. Do końca marca 1944 roku główne siły Bomber Command zaatakowały Berlin szesnaście razy, a w przerwach bombardowały inne miasta – Lipsk, Stuttgart, Frankfurt, Brunszwik, Magdeburg – by Niemcy nie mogli skupić całej obrony wokół stolicy. Prawie każdy nalot na Berlin odbywał się nad chmurami, więc bombardowano według radaru, z wynikami trudnymi do oceny. Rosły za to straty. Niemiecka obrona nocna, wyposażona w nowe radary pokładowe i ukośnie strzelające działka Schräge Musik, coraz sprawniej naprowadzała myśliwce w strumień bombowców. Według brytyjskich historyków oficjalnych Charlesa Webstera i Noble’a Franklanda szesnaście nalotów na Berlin, w sumie 9111 lotów, kosztowało 492 samoloty – 5,8 procent, czyli więcej niż próg 5 procent, który w RAF uważano za granicę strat możliwych do wytrzymania na dłuższą metę. Kanadyjska historia oficjalna podaje dla wszystkich nocnych operacji Bomber Command od 18 listopada 1943 do końca marca 1944 roku stratę 1117 samolotów. W całej kampanii zginęło lub trafiło do niewoli kilka tysięcy brytyjskich i wspólnotowych lotników – według części opracowań ponad siedem tysięcy.

Ostatni wielki nalot na Berlin w tej kampanii, w nocy z 24 na 25 marca 1944 roku, rozproszył silny wiatr, a z 811 samolotów nie wróciły 72. Tydzień później, w nocy z 30 na 31 marca, Bomber Command wysłał 795 maszyn na Norymbergę. Przy bezchmurnym niebie i niemal prostej trasie przelotu niemieckie myśliwce wdarły się w strumień bombowców jeszcze nad Belgią; zestrzelono około 95 samolotów, co było największą stratą Bomber Command w jednym nalocie w całej wojnie. Ta noc zamknęła zimową ofensywę Harrisa.

Berlin nie podzielił losu Hamburga. Ludność miasta, już wcześniej zmniejszona przez ewakuację, poniosła jednak ciężkie straty. W literaturze anglojęzycznej przytacza się dla tych miesięcy liczby rzędu czterech tysięcy zabitych, dziesięciu tysięcy rannych i 450 tysięcy pozbawionych dachu nad głową; niemieckie opracowania oparte na dokumentach policji i obrony przeciwlotniczej podają dla poszczególnych nalotów wyższe liczby, a łączne szacunki ofiar wszystkich nalotów na Berlin w czasie wojny mieszczą się według historyków Olafa Groehlera i Laurenza Dempsa w granicach 29–30 tysięcy. Luftwaffe straciła w walkach z ofensywą nocną od listopada 1943 do marca 1944 roku według danych I Korpusu Myśliwskiego 256 nocnych myśliwców.

Miejsce w wojnie

Bitwa o Berlin była szczytem i zarazem granicą koncepcji Harrisa. Jego obietnica, że zniszczenie Berlina „będzie kosztowało Niemcy wojnę”, się nie spełniła: stolica została ciężko okaleczona, ale nie zniszczona, przemysł wciąż pracował, a państwo i społeczeństwo nie załamały się. Brytyjscy historycy oficjalni uznali kampanię wprost za porażkę Bomber Command. Jednocześnie wiązała ona olbrzymie siły – tysiące dział przeciwlotniczych, setki tysięcy ludzi w obronie powietrznej i odbudowie oraz najlepsze nocne myśliwce Luftwaffe, które nie mogły walczyć na innych frontach. Odwetem miała być operacja Steinbock, seria niemieckich nalotów na Londyn od stycznia do maja 1944 roku, które przyniosły niewielkie szkody za cenę ciężkich strat.

Wiosną 1944 roku ciężkie bombowce RAF podporządkowano przygotowaniom do inwazji na Francję i skierowano przeciwko kolejom i umocnieniom na zachodzie. Nad Berlin wróciły już przede wszystkim bombowce amerykańskie – od marca 1944 roku, za dnia i z eskortą myśliwców dalekiego zasięgu, które w wielkich bitwach powietrznych wykrwawiły niemieckie lotnictwo myśliwskie. Najcięższy nalot na stolicę Rzeszy przeprowadziła 3 lutego 1945 roku amerykańska 8 Armia Lotnicza. Noc z 18 na 19 listopada 1943 roku, z jej chmurami i rozproszonymi bombami, pozostała w pamięci jako skromny początek najdłuższej i najkosztowniejszej kampanii Bomber Command – kampanii, która pokazała, że nawet najpotężniejsze lotnictwo bombowe świata nie było w stanie samo rozstrzygnąć wojny.

Źródła

  1. worldhistory.org · the bombing of berlin
  2. memorialflightclub.com · bomber command battle berlin
  3. Battle of Berlin (air) · Wikipedia (en)

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.