- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 24 lipca 1943
- Autor:
- Natalia
- Tagi:
- RAF, Arthur Harris, III Rzesza, Stany Zjednoczone
Krótko przed północą 24 lipca 1943 roku nad Morze Północne wyleciało niemal 800 bombowców RAF Bomber Command. Ich celem był Hamburg – największy port Niemiec i drugie co do wielkości miasto Rzeszy. Tak zaczęła się operacja „Gomora”, seria czterech wielkich nocnych nalotów brytyjskich i dwóch dziennych nalotów amerykańskich, trwająca do nocy z 2 na 3 sierpnia. W ciągu tych dziesięciu dni na miasto spadło około 9 tysięcy ton bomb. W nocy z 27 na 28 lipca bombardowanie wywołało w gęsto zabudowanych dzielnicach robotniczych burzę ogniową, jakiej wcześniej nie znano. Zginęło łącznie od około 34 do 40 tysięcy ludzi, w większości cywilów, a około miliona mieszkańców uciekło z miasta. Był to najtragiczniejszy w skutkach nalot na europejskie miasto od początku wojny i jeden z punktów zwrotnych alianckiej ofensywy bombowej.
Drugie miasto Rzeszy
Hamburg liczył przed wojną około 1,7 miliona mieszkańców. Był największym portem Europy kontynentalnej, siedzibą wielkich stoczni – Blohm + Voss, Howaldtswerke, Deutsche Werft – w których budowano U-Booty, ośrodkiem rafinerii w Harburgu i setek zakładów pracujących dla zbrojeniówki. Brytyjskie lotnictwo atakowało go od 1940 roku – między innymi w maju 1941 roku i w lipcu 1942 roku – ale były to naloty rozproszone, które nie zagroziły życiu miasta. W maju 1942 roku Hamburg miał być celem pierwszego nalotu tysiąca bombowców; z powodu pogody bombowce skierowano wtedy na Kolonię.
Od lutego 1942 roku dowódcą Bomber Command był marszałek lotnictwa Arthur Harris, zwolennik bombardowania obszarowego. Według przyjętej w RAF doktryny celem nie były już pojedyncze fabryki, które trudno było trafić nocą, lecz całe dzielnice mieszkalne: zniszczenie domów robotników, sieci wodociągowej, komunikacji i usług miało sparaliżować przemysł i złamać morale ludności. Na konferencji w Casablance w styczniu 1943 roku Brytyjczycy i Amerykanie przyjęli wspólną ofensywę bombową przeciw Niemcom: RAF miał atakować nocą, a amerykańska 8 Armia Lotnicza w dzień, w ramach kompromisu, który zamknął wcześniejszy spór o nalot dzienny i nocny. Od marca do lipca 1943 roku Harris prowadził bitwę o Zagłębie Ruhry, w której pożary strawiły między innymi Barmen i Elberfeld. Zdobyte tam doświadczenia miały teraz zostać wykorzystane przeciw Hamburgowi. W rozkazie operacyjnym z 27 maja 1943 roku Harris pisał, że całkowite zniszczenie tego miasta przyniosłoby nieocenione skutki dla potencjału przemysłowego nieprzyjaciela.
Hamburg wybrano z kilku powodów. Leżał blisko brytyjskich lotnisk, więc w krótkie letnie noce bombowce spędzały nad Rzeszą mniej czasu. Ujście Łaby i charakterystyczna linia wybrzeża dobrze odbijały się na ekranach pokładowych radarów H2S, co ułatwiało odnalezienie celu nawet bez widoczności. Analitycy brytyjscy, którzy od 1941 roku badali, jak najskuteczniej podpalać niemieckie miasta, oceniali zabudowę Hamburga – kamienice z drewnianymi stropami i klatkami schodowymi, ciasne podwórza dzielnic robotniczych – jako wyjątkowo podatną na ogień. Doświadczenia Blitzu nauczyły Brytyjczyków, że bomby zapalające niszczą miasto skuteczniej niż burzące; właściwa mieszanka miała łączyć jedne i drugie.
Nazwa operacji pochodziła z Księgi Rodzaju, z opowieści o Sodomie i Gomorze, na które Bóg zesłał z nieba siarkę i ogień.
„Okno”
Najważniejszą nowością operacji był „Window” („Okno”): wiązki pasków papieru pokrytych z jednej strony folią aluminiową, przyciętych do połowy długości fali niemieckich radarów. Zrzucane co minutę przez każdy bombowiec, tworzyły na ekranach chmurę fałszywych ech, w której ginęły prawdziwe samoloty. Brytyjczycy mieli ten środek gotowy od 1942 roku, ale szef sztabu lotnictwa Charles Portal wstrzymywał jego użycie z obawy, że Niemcy go skopiują i użyją przeciw radarom brytyjskim. Niemcy zresztą opracowali to samo rozwiązanie pod nazwą „Düppel” i z tej samej przyczyny go nie stosowali. Gdy przewaga Luftwaffe nad Wielką Brytanią była już przeszłością, a nowe radary alianckie stały się mniej wrażliwe na zakłócenia, Winston Churchill zgodził się 15 lipca 1943 roku na użycie „Okna” – właśnie przeciw Hamburgowi.
Skutek był natychmiastowy. Obrona nocna Rzeszy opierała się na systemie stworzonym przez gen. Josefa Kammhubera: pas stref, w których naziemne radary Würzburg prowadziły pojedynczego myśliwca nocnego na pojedynczy bombowiec, a radary pokładowe Lichtenstein pozwalały go dopaść w ciemności. „Okno” oślepiło jedne i drugie. Obsługi radarów widziały setki celów, artyleria przeciwlotnicza strzelała na oślep, a myśliwce krążyły bez naprowadzania.
Pierwsza noc
Nalot planowano na noc z 23 na 24 lipca, lecz pogoda wymusiła dobę zwłoki. Wieczorem 24 lipca wystartowało 791 bombowców – Lancasterów, Halifaxów, Stirlingów i Wellingtonów, z załogami brytyjskimi, kanadyjskimi, australijskimi, nowozelandzkimi i polskimi. Według polskich opracowań w nalocie wzięły udział 300 i 305 Dywizjon Bombowy, które wróciły bez strat. Około godziny 0.57 samoloty Pathfinder Force, prowadzone radarem H2S, zaczęły zrzucać żółte znaczniki celu, a następnie czerwone, kładzione już przy świetle flar. Punktem celowania był rejon kościoła św. Mikołaja w centrum. Od godziny 1.02 przez niespełna godzinę w sześciu falach bombardowała siła główna.
Znaczniki nie ułożyły się w jednym miejscu, a część załóg, jak zwykle, zwalniała bomby zbyt wcześnie: bombardowanie „pełzło” wstecz wzdłuż linii nalotu na kilka kilometrów. Około stu samolotów zaatakowało pozorne pożary rozpalone przez Niemców poza miastem. Mimo to zapaliły się rozległe obszary Altony, Eimsbüttel, Hoheluft, St. Pauli i śródmieścia, a bomby spadły też na port i stocznie. Pożar centrali telefonicznej przerwał łączność dowództwa obrony cywilnej, gruzy blokowały wozy strażackie, a niektóre ogniska dogasały jeszcze trzy dni później. Według ówczesnych szacunków hamburskiej policji zginęło około 1500 osób. Brytyjczycy stracili tylko 12 bombowców, czyli około półtora procent – znacznie mniej niż w nalotach na Zagłębie Ruhry.
Amerykanie nad Hamburgiem
Operacja była pomyślana jako wspólne przedsięwzięcie obu lotnictw. 25 lipca po południu nad Hamburg nadleciało 90 amerykańskich Latających Fortec B-17 z 8 Armii Lotniczej, dowodzonej przez gen. Irę Eakera; inne formacje atakowały tego dnia Kilonię i Warnemünde. Celami były stocznia Blohm + Voss i wytwórnia silników lotniczych Klöckner. Miasto spowijał jeszcze dym nocnych pożarów: trafiono część zabudowań stoczni, lecz pochylnie U-Bootów ocalały, a zasłoniętą fabrykę silników zastąpiły cele zapasowe. Zatopiono dwa duże liniowce używane jako okręty koszarowe. Niemieckie myśliwce i artyleria przeciwlotnicza zestrzeliły kilkanaście bombowców.
Wieczorem rozpoznanie wykazało, że nad Hamburgiem wciąż wisi dym, więc Harris skierował siłę główną na Essen, a nad Hamburg posłał jedynie kilka szybkich Mosquito, które miały trzymać miasto w stanie alarmu. 26 lipca Amerykanie wrócili, ale z powodu kłopotów z formowaniem szyku nad Hamburg dotarły tylko 54 bombowce. Niemcy zdążyli zasłonić port sztuczną mgłą; bomby uszkodziły elektrownię w Neuhof, odcinając miastu znaczną część dostaw prądu. Po tych dwóch dniach 8 Armia Lotnicza, która w tym samym tygodniu – nazwanym później „Blitz Week” – atakowała też Hanower, Kassel i Oschersleben, poniosła tak dotkliwe straty, że na kilka tygodni wstrzymała wyprawy w głąb Niemiec.
Burza ogniowa
Noc z 26 na 27 lipca była spokojna – Bomber Command rzadko wysyłało siłę główną trzy noce z rzędu. W nocy z 27 na 28 lipca, około północy, nad Hamburg nadleciało 787 bombowców. Tym razem celem były gęsto zaludnione dzielnice robotnicze na wschód od centrum: Hammerbrook, Hamm, Borgfelde, Hohenfelde, Billwerder i Rothenburgsort. Znaczniki spadły tym razem wyjątkowo gęsto, kilka kilometrów na wschód od planowanego punktu, a bombowce trzymały się ich z niezwykłą dokładnością.
O tym, co nastąpiło, przesądziło kilka okoliczności naraz. Lato było upalne i suche; 27 lipca termometry pokazywały w dzień około 30 stopni, a powietrze było wyjątkowo suche. Na początku nalotu spadły ciężkie bomby burzące i miny lotnicze, które zrywały dachy, wybijały okna i drzwi oraz niszczyły rury wodociągowe; bomby z opóźnionym zapłonem miały trzymać strażaków w schronach. Za nimi przyszły dziesiątki tysięcy bomb zapalających. Większość hamburskiej straży pożarnej walczyła jeszcze z ogniem w zachodniej części miasta, a jednostki ściągnięte z Hanoweru wróciły do siebie po amerykańskim nalocie na tamto miasto. Pojedyncze pożary szybko połączyły się w jeden. Rozgrzane powietrze uniosło się słupem na kilka kilometrów, a na jego miejsce z całej okolicy wtłaczało się powietrze z siłą huraganu. Według późniejszych obliczeń wiatr osiągał w ulicach około 240 km/h, a temperatura w centrum pożaru sięgała 800 stopni lub więcej. Już pół godziny po pierwszych bombach ogień objął około 10 kilometrów kwadratowych; ostatecznie burza ogniowa strawiła ponad 20 kilometrów kwadratowych miasta.
Większość ofiar zginęła w piwnicach i schronach. Ludzi tych nie zabił zwykle brak tlenu, jak długo sądzono, lecz tlenek węgla i gazy pożarowe, które wdzierały się do pomieszczeń, a także żar rozpalonych gruzów nad stropami. Ratownicy znajdowali potem całe rodziny siedzące bez śladu obrażeń. Ci, którzy uciekali na ulice, ginęli w ogniu albo byli porywani przez wiatr; ocaleli najczęściej ci, którym udało się dotrzeć do parków, kanałów i do brzegów Łaby i Alster. Relacje o płonącym asfalcie, w którym grzęźli ludzie, według badaczy brały się z płonącej, lepkiej mieszanki z bomb zapalających, rozlanej na bruku. Tej jednej nocy zginęło, według najczęściej podawanych szacunków, około 18 tysięcy ludzi. Bomber Command straciło 17 samolotów.
Ostatnie naloty
W nocy z 28 na 29 lipca nad miasto, wciąż spowite dymem, wysłano tylko kilka Mosquito. Następnej nocy 777 bombowców wyruszyło do trzeciego wielkiego nalotu. Znaczniki spadły tym razem na południe od dzielnic spalonych dwa dni wcześniej, a „pełzanie” bombardowania sprawiło, że najciężej ucierpiały Barmbek i Wandsbek. Straż pożarna już nie istniała jako zorganizowana siła, więc małe pożary łatwo przeradzały się w wielkie. W jednym dużym schronie publicznym zaczadziło się około 370 osób. Niemcy szybko uczyli się walczyć z „Oknem”: zamiast prowadzić myśliwce radarem, nadawali przez radio bieżące komunikaty o kursie i wysokości strumienia bombowców, a piloci szukali celów na własną rękę, często w świetle reflektorów i pożarów nad samym miastem. Z tej improwizacji wyrosła taktyka Wilde Sau. Brytyjczycy stracili tej nocy 28 samolotów.
Ostatni nalot odkładano kilka dni z powodu pogody. W nocy z 2 na 3 sierpnia wystartowało 737 bombowców, lecz nad wybrzeżem Niemiec wpadły one w potężną burzę z piorunami. Wiele załóg zawróciło lub zrzuciło bomby na przypadkowe miejscowości, nawet o 160 kilometrów od Hamburga. Do celu doleciało mniej więcej 400 samolotów, a ich bomby rozsypały się po mieście i okolicy, nie wyrządzając już wielkich szkód. Rozproszony strumień stracił osłonę „Okna” i bombowce zestrzeliwane były przez myśliwce nocne; łącznie z ofiarami burzy Brytyjczycy stracili tej nocy około 30 maszyn, w tym jednego Wellingtona z polskiego 300 Dywizjonu.
Ofiary i zniszczenia
W czterech nocnych i dwóch dziennych nalotach alianci wykonali około 3000 lotów bojowych i zrzucili około 9 tysięcy ton bomb. Bomber Command straciło łącznie 87 bombowców, czyli niespełna 3 procent wysłanych samolotów – mniej niż w wielu nalotach na Zagłębie Ruhry. Straty po stronie niemieckiej były niewspółmierne. Liczba zabitych nigdy nie zostanie ustalona dokładnie. Do 30 listopada 1943 roku służby miejskie wydobyły ciała 31 647 osób, z czego zidentyfikowano tylko około połowy; w wielu piwnicach liczbę ofiar dało się oszacować jedynie po ilości popiołu. Na podstawie dokumentów policyjnych historycy przyjmują zwykle liczbę około 34 tysięcy zabitych, a niekiedy do 37–40 tysięcy; podawana w Niemczech jeszcze w czasie wojny liczba 40 tysięcy jest górną granicą szacunków. Rannych było, zależnie od źródła, od 125 do 180 tysięcy. Wśród zidentyfikowanych zabitych było około połowy kobiet i jedna ósma dzieci. Do odgruzowywania miasta, wydobywania zwłok i rozbrajania niewybuchów Niemcy kierowali potem więźniów obozu koncentracyjnego Neuengamme, pracujących bez żadnej ochrony; wielu z nich zginęło przy tej pracy.
Zniszczeniu uległa ponad połowa zasobu mieszkaniowego miasta – według zestawień niemieckich około 214 tysięcy z 414 tysięcy mieszkań – a także setki zakładów przemysłowych, szkoły, szpitale i kościoły. Najbardziej zniszczone dzielnice wschodnie odgrodzono i ogłoszono strefą zamkniętą. Z Hamburga uciekło lub zostało ewakuowanych około miliona ludzi; gauleiter i namiestnik Rzeszy Karl Kaufmann zarządził wywiezienie kobiet, dzieci i rannych, ale miasto opuszczali też mężczyźni, urzędnicy i kierownicy zakładów. Uchodźcy rozjechali się po całych Niemczech, niosąc ze sobą opowieści, których propaganda nie była w stanie przemilczeć.
Wstrząs w Rzeszy
Żaden wcześniejszy nalot nie wywarł na przywódcach Rzeszy takiego wrażenia. Minister propagandy Joseph Goebbels pisał w dzienniku o katastrofie, której rozmiary przekraczają wszelką wyobraźnię. Minister uzbrojenia Albert Speer wspominał po wojnie, że ostrzegł Hitlera, iż sześć kolejnych podobnych nalotów na wielkie miasta mogłoby sparaliżować produkcję zbrojeniową. Według późniejszych przesłuchań niemieckich dygnitarzy także sam Hitler miał mówić, że dalsze naloty tej skali mogą wytrącić Niemcy z wojny. Nie odwiedził jednak spalonego miasta. Hamburg uruchomił z czasem ponownie najważniejsze zakłady zbrojeniowe, ale już nigdy nie odzyskał pełnej zdolności produkcyjnej; w pierwszych miesiącach po nalotach liczba pracowników spadła o około jedną dziesiątą.
Ważniejsze okazały się zmiany w obronie Rzeszy. Hermann Göring i Luftwaffe przesunęli priorytet na produkcję myśliwców, przyspieszono prace nad radarami odpornymi na zakłócenia, a nad Niemcy ściągano z frontów kolejne eskadry i baterie przeciwlotnicze. Według zachodnich opracowań w sierpniu 1943 roku w Rzeszy i na zachodzie stacjonowała już blisko połowa niemieckich myśliwców, a liczba ciężkich dział przeciwlotniczych w kraju wzrosła o ponad jedną czwartą. Brakowało ich w tym samym czasie na wschodzie, gdzie trwała bitwa na łuku kurskim, i nad Morzem Śródziemnym, gdzie alianci walczyli na Sycylii, a kilka dni wcześniej po raz pierwszy zbombardowali Rzym.
„Najcięższy atak w dziejach lotnictwa”?
Operację „Gomora” często określa się jako najcięższy do tamtej pory atak w historii wojny powietrznej. Wymaga to uściślenia. Pod względem liczby samolotów pojedyncze naloty nie przewyższały nalotu tysiąca bombowców na Kolonię z maja 1942 roku, a podobny ciężar bomb spadał już na miasta Zagłębia Ruhry. Wyjątkowe były łączny ciężar bomb zrzuconych na jedno miasto w ciągu kilku dni, współdziałanie lotnictwa brytyjskiego i amerykańskiego, a przede wszystkim skutki: burza ogniowa z 27/28 lipca sprawiła, że był to najbardziej zabójczy nalot w Europie od początku wojny. Dla porównania: w całym Blitzu zginęło w Wielkiej Brytanii około 43 tysięcy ludzi – niewiele więcej, niż przez dziesięć dni w jednym niemieckim mieście.
Miejsce w wojnie
Dla Bomber Command Hamburg był potwierdzeniem, że bombardowanie obszarowe w połączeniu z nowymi środkami technicznymi może zniszczyć wielkie miasto. Harris uznał to za dowód, że wojnę można wygrać z powietrza, i jesienią 1943 roku rozpoczął bitwę o Berlin, która jednak nie przyniosła podobnego efektu i kosztowała jego dowództwo bardzo wysokie straty. W sierpniu Goebbels wezwał do ewakuacji z Berlina wszystkich mieszkańców, których obecność nie była konieczna. Burze ogniowe powtórzyły się w Kassel w październiku 1943 roku, w Darmstadcie w 1944 roku i w Dreźnie w lutym 1945 roku, a amerykańskie lotnictwo zastosowało podobną metodę na wielką skalę w Japonii, poczynając od nalotu na Tokio w marcu 1945 roku. Hamburg był jeszcze atakowany kilkadziesiąt razy, aż do końca wojny.
Operacja „Gomora” nie złamała morale Niemców ani nie wyłączyła na długo przemysłu, ale zmusiła Rzeszę do przerzucenia ogromnych środków na obronę własnego nieba – myśliwców, dział, amunicji i ludzi, których zabrakło na frontach. Zarazem pozostała jednym z najbardziej spornych epizodów wojny: już w czasie jej trwania, a tym bardziej po niej, toczyły się spory o moralność celowego niszczenia dzielnic mieszkalnych. W Hamburgu przypomina o niej ruina kościoła św. Mikołaja, pozostawiona jako pomnik ofiar wojny i tyranii z lat 1933–1945, a na cmentarzu Ohlsdorf zbiorowa mogiła dziesiątek tysięcy zabitych w lipcu i sierpniu 1943 roku.
Źródła
W tym samym czasie
(03)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 22 lipca 1943 · Morze ŚródziemneZdobycie Palermo22 lipca 1943 Amerykanie gen. Pattona wkroczyli do Palermo. Rajd przez zachodnią Sycylię dał ok. 53 tys. jeńców, ale jego wartość wojskowa budziła spory.
- 28 lipca 1943 · PolskaJan Karski u Roosevelta28 lipca 1943 kurier Polskiego Państwa Podziemnego Jan Karski opowiedział w Białym Domu prezydentowi Rooseveltowi o okupacji i zagładzie Żydów.
- 19 lipca 1943 · Morze ŚródziemnePierwsze bombardowanie Rzymu19 lipca 1943 bombowce USA uderzyły na węzły kolejowe i lotniska Rzymu. Zginęło 1,5–3 tys. ludzi, a Mussolini milczał tego dnia przed Hitlerem w Feltre.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 17 sierpnia 1943 · Front zachodniOperacja HydraW nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 blisko 600 bombowców RAF zaatakowało ośrodek rakietowy w Peenemünde. Zginęło ok. 700 osób, głównie robotników przymusowych.
- 27 listopada 1943 · Front zachodniNaloty na Berlin w listopadzieTrzy wielkie nocne naloty RAF z 22–27 listopada 1943 spustoszyły Berlin. Spłonęły Kościół Pamięci i opera, zginęło kilka tysięcy ludzi.
- 18 listopada 1943 · Front zachodniPoczątek bitwy powietrznej o BerlinW nocy z 18 na 19 listopada 1943 444 samoloty RAF zaatakowały Berlin. Chmury rozproszyły bomby, zginęło ok. 130–150 osób. Tak zaczęła się bitwa o Berlin.
- 3 września 1943 · SpołeczeństwoEwakuacja BerlinaPo Hamburgu Goebbels wezwał berlińczyków bez pracy w mieście do wyjazdu. Po nalotach z przełomu sierpnia i września ewakuację kobiet i dzieci przyspieszono.