TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Operacja Frantic

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Europa Środkowo-Wschodnia
Data:
2 czerwca 1944
Autor:
Natalia
Tagi:
Stany Zjednoczone, ZSRR, Węgry, Ukraina

Rankiem 2 czerwca 1944 roku z lotnisk wokół Foggii w południowych Włoszech wystartowało około 130 bombowców Boeing B-17 Flying Fortress amerykańskiej 15 Armii Lotniczej, osłanianych przez około 70 myśliwców North American P-51 Mustang. Ich celem była stacja rozrządowa w Debreczynie we wschodnich Węgrzech. Po zrzuceniu bomb wyprawa nie zawróciła jednak do Włoch, lecz poleciała dalej na wschód, nad linią frontu, i po kilku godzinach wylądowała na lotniskach w radzieckiej Ukrainie – bombowce w Połtawie i Mirhorodzie, myśliwce w Pyriatynie. Na pokładzie jednej z latających fortec leciał sam dowódca sił powietrznych aliantów na Morzu Śródziemnym, gen. Ira Eaker. Tak rozpoczęła się operacja „Frantic” – seria amerykańskich nalotów wahadłowych, w których samoloty startujące z Wielkiej Brytanii lub Włoch lądowały w Związku Radzieckim, a w drodze powrotnej atakowały kolejne cele.

Sam fakt, że 2 czerwca Amerykanie rozpoczęli operację „Frantic” bombardowaniem Debreczyna, jest dobrze poświadczony. Warto jednak dodać jedno zastrzeżenie. Tego samego dnia inne formacje 15 Armii Lotniczej uderzyły na węzły kolejowe w kilku miastach Węgier, m.in. w Segedynie, Szolnoku, Miszkolcu, Nagyváradzie (Oradei) i Kolozsvárze (Klużu), i wróciły do Włoch. Węgierska historiografia często zalicza cały ten dzień do „operacji Frantic”, ale w ujęciu amerykańskim była to jedna wyprawa – ta, która po ataku na Debreczyn poleciała na Ukrainę; pozostałe naloty należały do trwającej od kwietnia ofensywy przeciwko kolejom Węgier i Rumunii, a część z nich miała odciągnąć uwagę niemieckiej obrony od właściwego celu.

Bazy po drugiej stronie frontu

Pomysł korzystania z lotnisk w Związku Radzieckim narodził się w sztabach amerykańskiego lotnictwa wojskowego (USAAF) wkrótce po niemieckim ataku na ZSRR w czerwcu 1941 roku, a po Pearl Harbor rozszerzono go o myśl o bombardowaniu Japonii z Syberii. Przez długi czas pozostawał na papierze: Moskwa, walcząca o przetrwanie, wolała dostawy w ramach Lend-Lease niż obecność obcych lotników na swoim terytorium. Formalnie sprawę postawiła amerykańska delegacja na konferencji ministrów spraw zagranicznych w Moskwie w październiku 1943 roku, w rozmowach z Wiaczesławem Mołotowem.

Przełom przyniosła konferencja teherańska pod koniec listopada 1943 roku. Prezydent Franklin Delano Roosevelt osobiście poprosił Józefa Stalina o udostępnienie baz dla amerykańskich bombowców i samolotów rozpoznawczych, a radziecki przywódca zgodził się „w zasadzie”. Szczegóły negocjowali w Moskwie ambasador William Averell Harriman i szef amerykańskiej misji wojskowej gen. John R. Deane. Ostateczną zgodę Stalin wyraził na spotkaniu z Harrimanem 2 lutego 1944 roku; ambasador zameldował do Waszyngtonu, że Stalin aprobuje projekt „ograniczony do 200 bombowców i sześciu lotnisk”. W praktyce Rosjanie udostępnili tylko trzy.

Amerykanie mieli przy tym cele szersze niż samo bombardowanie. Loty wahadłowe pozwalały dosięgnąć zakładów i węzłów komunikacyjnych na wschodzie Rzeszy i w krajach jej sojuszników, dotąd leżących na granicy zasięgu bombowców z Anglii i Włoch, oraz zmuszały Niemców do rozciągnięcia obrony przeciwlotniczej. Ważniejsze były jednak względy polityczne: wspólna operacja miała zbudować zaufanie między sojusznikami, przetrzeć drogę do przyszłych baz na Syberii na wypadek wojny ZSRR z Japonią i dać doświadczenie współpracy w łączności, meteorologii i rozpoznaniu lotniczym. Szef lotnictwa amerykańskiego gen. Henry Arnold liczył początkowo na stałe rozmieszczenie w ZSRR trzech grup ciężkich bombowców, a nawet całej armii lotniczej. Cele radzieckie pozostają mniej jasne. ZSRR nie miał doktryny bombardowań strategicznych i zgodził się na obecność Amerykanów dopiero wtedy, gdy jego zwycięstwo nie budziło już wątpliwości; radzieccy oficerowie skwapliwie poznawali amerykański sprzęt i metody, a Moskwa uzyskała m.in. tajny celownik bombowy Norden i obszerne zdjęcia lotnicze Europy.

Połtawa, Mirhorod i Pyriatyn

Trzy lotniska leżały wzdłuż linii kolejowej Kijów–Charków, na terenach odbitych przez Armię Czerwoną kilka miesięcy wcześniej i daleko już od frontu. Pod koniec kwietnia 1944 roku w Połtawie powstało dowództwo amerykańskiej Eastern Command pod kierunkiem gen. Alfreda Kesslera; bazy otrzymały kryptonimy stacji 559, 560 i 561. Ich przygotowanie było ogromnym przedsięwzięciem logistycznym. Niemal wszystko trzeba było przywieźć ze Stanów Zjednoczonych – od wysokooktanowej benzyny lotniczej po stalowe płyty do budowy pasów startowych. Ciężki sprzęt płynął konwojami do Murmańska i Archangielska, a stamtąd koleją na Ukrainę; ludzi i lżejsze ładunki przerzucano samolotami transportowymi przez Teheran. Wiosenne roztopy zmieniły lotniska w morze błota, a wycofujący się Niemcy zniszczyli, co tylko mogli – w budynku sztabu w Połtawie pozostawili nawet zdalnie odpalaną bombę, wykrytą w porę.

Zamiast planowanych kilku tysięcy ludzi Rosjanie zgodzili się przyjąć tylko około 1300 Amerykanów. Radzieckie władze kontrolowały łączność, trasy przelotów i wybór celów, a każde ustępstwo wymagało długich negocjacji. Amerykańscy oficerowie dobrze oceniali współpracę z radzieckimi lotnikami i mechanikami, ale skarżyli się na nieufną biurokrację. Ochronę baz przed atakiem z powietrza Moskwa zastrzegła dla siebie i odmówiła wpuszczenia amerykańskich myśliwców nocnych oraz radarów – ta decyzja miała się wkrótce zemścić. Pod koniec maja z Połtawy zaczął działać niewielki oddział samolotów rozpoznawczych Lockheed P-38, a jeszcze w maju bazy odwiedziła delegacja amerykańskiego dowództwa strategicznych sił powietrznych w Europie, która uznała je za gotowe do przyjęcia bombowców.

„Frantic Joe”

Pierwszą wyprawę przydzielono 15 Armii Lotniczej z Włoch. Wybór celu wywołał spory: Amerykanie proponowali m.in. zakłady lotnicze Heinkla pod Rygą, lecz Rosjanie nie chcieli amerykańskich nalotów na obszarach, gdzie przygotowywali własną wielką ofensywę letnią. Ostatecznie dowódca amerykańskich strategicznych sił powietrznych w Europie gen. Carl Spaatz, za radą gen. Deane’a, wskazał stację rozrządową w Debreczynie – ważny węzeł na kolejach prowadzących z Węgier do Siedmiogrodu i na front w Karpatach, na który Moskwa nie miała zastrzeżeń. Ponieważ w Połtawie nie dałoby się poważnie naprawiać uszkodzonych maszyn, wyprawa miała unikać walk z myśliwcami Luftwaffe, a inne jednostki 15 Armii Lotniczej atakowały tego dnia cele na Węgrzech i Bałkanach, odwracając uwagę niemieckiej obrony.

Pierwsza misja nosiła roboczą nazwę „Frantic Joe”. Ponieważ „Joe” było popularnym wśród Amerykanów przezwiskiem Stalina, a słowo frantic znaczy „szaleńczy”, nazwę uznano za niezręczną, a nawet obraźliwą dla radzieckiego przywódcy i skrócono do samego „Frantic”. Według amerykańskich zestawień 2 czerwca około 130 B-17 w eskorcie mniej więcej 70 Mustangów zbombardowało stację rozrządową w Debreczynie; dołączyło do nich 27 bombowców, które zboczyły z kursu w drodze na węzeł w Nagyváradzie. Nad celem stracono jedną latającą fortecę. Gen. Eaker, który chciał osobiście zrobić wrażenie na radzieckich gospodarzach, leciał w bombowcu 97 Grupy Bombowej nazwanym „Yankee Doodle II”. Po kilku godzinach lotu nad Węgrami, Karpatami i frontem formacja dotarła nad Ukrainę; bombowce wylądowały w Połtawie i Mirhorodzie, myśliwce w Pyriatynie. Na płycie w Połtawie Eakera powitali ambasador Harriman, amerykańscy generałowie i radzieccy oficerowie z gen. Pierminowem, odpowiedzialnym po stronie radzieckiej za bazy. Dla obu stron była to przede wszystkim demonstracja sojuszniczej jedności.

Na samych Węgrzech dzień ten miał zupełnie inne oblicze. Według węgierskich danych naloty 2 czerwca – na Debreczyn i pozostałe węzły kolejowe – zabiły w całym kraju 2387 Węgrów i 174 Niemców; najcięższe straty poniósł Kolozsvár, gdzie według raportu burmistrza zginęło 459 osób, w tym 362 cywilów. Ruch kolejowy na Węgrzech został na trzy dni sparaliżowany, ale całkowitego zatrzymania tranzytu przez kraj nie osiągnięto, bo pozostały drogi objazdowe. Naloty wpisywały się w kampanię, którą lotnictwo amerykańskie prowadziło nad krajem od kwietnia, a której pierwsze wielkie uderzenia opisują naloty na Budapeszt i Bukareszt. Węgry, od marca okupowane przez Niemców, stały się jednym z głównych celów alianckiego lotnictwa z Włoch, podobnie jak rumuńskie rafinerie, które od początku kwietnia bombardowano wokół Ploeszti.

Z Ukrainy nad Rumunię

Lotnicy spędzili w ZSRR ponad tydzień. 6 czerwca, w dniu, w którym zachodni alianci wylądowali w Normandii – wieść o inwazji dotarła do Połtawy jeszcze tego dnia – 104 B-17 w eskorcie 42 Mustangów wystartowały z Ukrainy i zbombardowały lotnisko w Gałaczu w Rumunii, po czym wróciły do baz radzieckich; Amerykanie zestrzelili według własnych danych osiem niemieckich myśliwców i stracili dwa Mustangi. 11 czerwca wyprawa wróciła do Włoch, bombardując po drodze lotnisko w Fokszanach; w czasie tego przelotu stracono jeszcze jedną latającą fortecę. Tak zakończyła się pierwsza misja, określana jako Frantic I. Dowództwo uznało ją za pełny sukces, a w Połtawie panowały znakomite nastroje.

Noc połtawska

Druga misja należała do 8 Armii Lotniczej z Anglii. 21 czerwca 163 B-17 wystartowały, by zbombardować zakłady benzyny syntetycznej w Ruhland na południe od Berlina, a następnie polecieć na Ukrainę; 144 z nich wylądowały w Połtawie i Mirhorodzie. Formację śledził z daleka niemiecki samolot rozpoznawczy, choć według części źródeł Niemcy znali położenie baz już wcześniej i zawczasu zgromadzili na lotniskach wokół Mińska siły uderzeniowe. Krótko po północy z 21 na 22 czerwca, w trzecią rocznicę ataku na ZSRR, nad Połtawę nadleciało około 75 bombowców Heinkel He 111 i Junkers Ju 88. Samoloty prowadzące zrzuciły flary, a przez blisko dwie godziny bombowce precyzyjnie trafiały w stojące na otwartym polu latające fortece. Radziecka artyleria przeciwlotnicza strzelała gęsto, ale na ślepo, a myśliwce – zarówno radzieckie, jak i amerykańskie – nie dostały pozwolenia na start.

Z 73 bombowców, które wylądowały w Połtawie, 47 zostało zniszczonych, a większość pozostałych poważnie uszkodzona; spłonęły też z mozołem zgromadzone zapasy paliwa i amunicji. Amerykanie, ukryci w rowach daleko od samolotów, stracili dwóch zabitych. O wiele większe straty ponieśli Rosjanie, których żołnierzy i obsługę wysłano do gaszenia pożarów i rozbrajania niewybuchów jeszcze w trakcie nalotu; małe bomby odłamkowe wybuchały na lotnisku przez kolejne tygodnie. Niemcy nie stracili ani jednego samolotu. Następnej nocy uderzyli na Mirhorod, gdzie trafili w składy paliwa i amunicji, i szukali Pyriatynu, lecz zdolne do lotu maszyny zdążono już przebazować dalej na wschód. Tego samego 22 czerwca Armia Czerwona rozpoczęła na Białorusi wielką ofensywę letnią – operację „Bagration”.

Od Gdyni do Warszawy

Po klęsce w Połtawie operacja trwała dalej, ale w coraz skromniejszej skali. W lipcu i na początku sierpnia 15 Armia Lotnicza wysyłała na Ukrainę już tylko myśliwce, które atakowały m.in. lotniska w Rumunii i zakłady lotnicze w Mielcu. 6 sierpnia bombowce 8 Armii Lotniczej zaatakowały zakłady w Gdyni, a następnego dnia, na prośbę strony radzieckiej, rafinerię w Trzebini, gdzie zginęli także pracujący w niej polscy robotnicy. W tym samym czasie w Warszawie trwało już powstanie. Waszyngton i Londyn prosiły o zgodę na wykorzystanie baz ukraińskich do zrzutów dla Armii Krajowej, ale Stalin przez kilka tygodni odmawiał, co wywołało pierwszy poważny kryzys w stosunkach amerykańsko-radzieckich i zmieniło sposób, w jaki amerykańscy dyplomaci i wojskowi postrzegali cele Moskwy.

Zgodę uzyskano dopiero we wrześniu, gdy powstanie dogorywało. 18 września 107 latających fortec 8 Armii Lotniczej przeleciało nad Warszawą i zrzuciło na spadochronach 1284 zasobniki z bronią i zaopatrzeniem, po czym wylądowało na Ukrainie. Ponieważ zrzutu dokonano z dużej wysokości, a powstańcy utrzymywali już tylko kilka odciętych od siebie dzielnic, do Polaków trafiła jedynie niewielka część ładunku – według ustaleń historyków 288 zasobników, czyli mniej niż jedna czwarta; reszta spadła w ręce Niemców. Był to jedyny wielki dzienny zrzut amerykański dla powstania. Następnego dnia bombowce, lecąc z Ukrainy do Włoch, zbombardowały stację rozrządową w Szolnoku – i była to ostatnia bojowa wyprawa operacji „Frantic”.

Po sprawie warszawskiej Mołotow dał Amerykanom do zrozumienia, że ich obecność nie jest już potrzebna, a atmosfera w bazach stała się wroga – mnożyły się incydenty, kradzieże i utrudnienia. USAAF, powołując się na trudności logistyczne, zawiesiło loty wahadłowe; w Połtawie została tylko szczątkowa załoga licząca na zimę około 300 ludzi, ewakuowana ostatecznie w czerwcu 1945 roku. Bilans całej operacji to siedem misji i ataki na 24 cele w Niemczech i krajach przez nie kontrolowanych – część z nich po raz pierwszy w zasięgu amerykańskich bombowców strategicznych.

Miejsce w wojnie

Militarnie operacja „Frantic” była epizodem pobocznym. Niemal wszystkie atakowane cele dało się osiągnąć z Włoch lub Anglii, Rosjanie wetowali część propozycji Amerykanów, a nocny nalot na Połtawę pokazał, jak bezbronne były bazy pozbawione nowoczesnej obrony. Niemieckie dowództwo widziało w lotach wahadłowych przede wszystkim amerykańską akcję propagandową obliczoną na zrobienie wrażenia na Rosjanach i nie było w tym dalekie od prawdy – głównym celem operacji od początku była polityka, a nie zniszczenia. Bazy nie posłużyły też do tego, w czym mogły mieć znaczenie rozstrzygające: do regularnego zaopatrywania powstania warszawskiego czy szybkiego odzyskania amerykańskich jeńców, a pomysł baz na Syberii stracił sens, gdy latem 1944 roku Amerykanie zdobyli lotniska na Marianach.

Znacznie większe było znaczenie „Frantic” dla stosunków amerykańsko-radzieckich. Operacja, zaczęta 2 czerwca w atmosferze sojuszniczej euforii, skończyła się po kilku miesiącach wzajemną nieufnością. Radzieckie myśliwce i artyleria niejednokrotnie ostrzeliwały amerykańskie samoloty; Rosjanie tłumaczyli to tym, że amerykańscy piloci nie trzymali się ściśle wyznaczonych korytarzy i pułapów. Problem uznano za tak poważny, że przed konferencją jałtańską w lutym 1945 roku Amerykanie zażądali obecności swoich obserwatorów przy radzieckich bateriach przeciwlotniczych wokół lotniska, na którym miał wylądować Roosevelt. Radzieccy oficerowie, którzy zbyt chętnie współpracowali z Amerykanami, popadli w niełaskę – marszałek lotnictwa Aleksandr Nowikow, odznaczony amerykańską Legią Zasługi, został po wojnie aresztowany i skazany. Historycy widzą dziś w doświadczeniach z Połtawy, Mirhorodu i Pyriatynu jedną z pierwszych zapowiedzi zimnej wojny.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.