TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Operacja Chastise

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
16 maja 1943
Autor:
Łukasz
Tagi:
RAF, Zagłębie Ruhry, Arthur Harris, praca przymusowa

W nocy z 16 na 17 maja 1943 roku dziewiętnaście bombowców Avro Lancaster ze specjalnie utworzonego 617 Dywizjonu RAF Bomber Command zaatakowało z wysokości kilkunastu metrów zapory wodne w zachodnich Niemczech. Uzbrojone w obracające się „skaczące bomby” konstrukcji inżyniera Barnesa Wallisa, załogi dowodzone przez podpułkownika (wing commander) Guya Gibsona przerwały zaporę Möhne nad zbiornikiem zasilającym Ruhrę oraz zaporę jeziora Edersee na rzece Eder. Trzecia z głównych zapór, Sorpe, została uszkodzona, ale wytrzymała. Fala powodziowa spustoszyła doliny Möhne i Ruhry, zabijając około 1600 osób, w większości robotników przymusowych i jeńców z okupowanej Europy. Brytyjczycy stracili osiem z dziewiętnastu samolotów i 53 lotników.

Operacja „Chastise” (ang. „ukarać”, „wychłostać”), w Wielkiej Brytanii znana jako Dambusters Raid, przeszła do legendy jako najbardziej brawurowy nalot wojny. Często spotykane twierdzenie, że przemysł zbrojeniowy Zagłębia Ruhry stracił wtedy zasilanie elektryczne, wymaga jednak uściślenia: przerwy w dostawach prądu i wody trwały w większości kilka tygodni, a produkcja szybko wróciła do normy.

Tło: zapory jako cel

Już przed wojną brytyjskie Ministerstwo Lotnictwa uznało zapory w okolicach Zagłębia Ruhry za cele strategiczne. Zbiorniki dostarczały wodę do hut, kopalń i miast, regulowały poziom rzek i kanałów żeglugowych, a ich elektrownie wodne wspierały sieć energetyczną regionu. Zbiornik Möhne, mieszczący około 130 milionów metrów sześciennych wody, był głównym rezerwuarem dla Ruhry; Edersee, jeszcze większy, utrzymywał żeglowność Wezery i Kanału Śródlądowego. Problem polegał na tym, że masywne mury z kamienia i betonu wymagały trafienia z dokładnością, której nocne bombowce nie osiągały, a zapory osłaniały sieci przeciwtorpedowe.

Barnes Wallis, zastępca głównego konstruktora w zakładach Vickers, szukał rozwiązania od pierwszych lat wojny. Doszedł do wniosku, że nie potrzeba gigantycznej bomby, jeśli ładunek wybuchnie pod wodą tuż przy murze. Zaprojektował walcowatą minę, nazwaną kryptonimem Upkeep, a w literaturze polskiej bombą skaczącą. Ważyła około 4,2 tony, z czego około 3 tony przypadało na materiał wybuchowy torpex. Przed zrzutem silnik nadawał jej wsteczną rotację około 500 obrotów na minutę. Zrzucona z wysokości 60 stóp (18 metrów) przy prędkości około 390 km/h, odbijała się od powierzchni wody jak kamień puszczany „kaczką”, przeskakiwała sieci, uderzała w mur, a następnie, dzięki rotacji, opadała wzdłuż niego na głębokość około 9 metrów, gdzie zadziałał zapalnik hydrostatyczny. Ciśnienie wody kierowało siłę wybuchu w konstrukcję zapory.

Próby z modelami i z nieczynną zaporą Nant-y-Gro w Walii w 1942 roku potwierdziły teorię, ale projekt miał przeciwników. Dowódca Bomber Command, marszałek lotnictwa Arthur Harris, który właśnie rozpoczynał bitwę o Zagłębie Ruhry, uważał go za fantazję odciągającą najlepsze maszyny od zasadniczej ofensywy. O losie operacji przesądził szef sztabu RAF Charles Portal: po obejrzeniu filmu z prób 26 lutego 1943 roku polecił przebudować trzydzieści Lancasterów. Na atak zostało niespełna osiem tygodni, a ostatecznej wersji bomby wciąż nie było. Termin wyznaczono na połowę maja, gdy zbiorniki są najpełniejsze, a księżyc w pełni pozwala lecieć nisko nocą.

Dywizjon X

Zadanie powierzono 5 Grupie Bomber Command, która w marcu 1943 roku sformowała w bazie Scampton koło Lincoln nowy dywizjon, początkowo nazywany po prostu „Dywizjonem X”, a wkrótce 617 Dywizjonem RAF. Dowództwo objął 24-letni Guy Gibson, weteran ponad 170 lotów bojowych na bombowcach i nocnych myśliwcach. Załogi dobierano z doświadczonych lotników 5 Grupy; obok Brytyjczyków służyli w nich członkowie Royal Canadian Air Force, Royal Australian Air Force i Royal New Zealand Air Force, a także Amerykanin w kanadyjskim mundurze, Joe McCarthy. Przez sześć tygodni ćwiczono nocne loty na wysokości kilkunastu metrów nad brytyjskimi zbiornikami wodnymi. W tym samym czasie reszta Bomber Command bombardowała miasta Zagłębia Ruhry, a w kwietniu sięgała nawet po odległe cele, jak Stuttgart i Pilzno.

Trzeba było rozwiązać dwa problemy techniczne. Wysokość dokładnie 60 stóp nad wodą wyznaczały dwa reflektory pod kadłubem, ustawione tak, by ich plamy światła zbiegały się na powierzchni w jedną. Odległość od muru celowniczy oceniał za pomocą prostego drewnianego przyrządu, w którym dwa kołki pokrywały się z wieżami na koronie zapory. Gibson kazał też zamontować w samolotach radiotelefony UKF, by kierować atakiem znad celu — był to zalążek późniejszej funkcji „mistrza ceremonii” (master bomber). Przebudowane Lancastery pozbawiono części opancerzenia, grzbietowej wieżyczki i drzwi komory bombowej; bombę zawieszano częściowo pod kadłubem. Gotowe bomby dywizjon otrzymał dopiero 13 maja, a większość załóg poznała cel na odprawach 16 maja, kilka godzin przed startem.

Nalot w nocy z 16 na 17 maja

Wieczorem 16 maja, około wpół do dziesiątej czasu brytyjskiego, ze Scampton wystartowały trzy formacje. Pierwsza, dziewięć maszyn prowadzonych przez Gibsona, miała zaatakować Möhne, a samoloty, którym zostaną bomby, polecieć nad Eder. Druga, pięć maszyn, leciała dłuższą trasą północną na Sorpe. Trzecia, pięć samolotów rezerwy, wystartowała po północy, by zastąpić straty lub uderzyć na mniejsze zapory. Bombowce leciały nad Holandią na wysokości kilkudziesięciu metrów, poniżej zasięgu radarów, i ponosiły straty już nad wybrzeżem: jedną maszynę zestrzeliła artyleria przeciwlotnicza, dwie rozbiły się o linie wysokiego napięcia, jedna zawróciła z uszkodzonym radiem, a inna, lecąc zbyt nisko, zahaczyła o morze i straciła bombę.

Nad Möhne Gibson wykonał pierwsze podejście krótko po północy. Druga maszyna, Johna Hopgooda, trafiona przez obronę przeciwlotniczą, rozbiła się za zaporą. Gibson przelatywał następnie wzdłuż muru obok kolejnych atakujących, by ściągać na siebie ogień. Trzeci zaatakował Australijczyk Harold „Micky” Martin, czwarty Henry „Dinghy” Young, którego bomba wybuchła przy samym murze; po piątym zrzucie, Davida Maltby’ego, mur pękł. Wyłom miał szerokość około 75 metrów, a w ciągu kilku godzin zbiornik opuściło ponad 100 milionów metrów sześciennych wody. Gibson z resztą formacji poleciał nad Eder. Ta zapora nie miała obrony przeciwlotniczej, bo Niemcy uznali, że strome, zalesione stoki doliny wykluczają atak. Teren był rzeczywiście tak trudny, że pierwsza załoga wykonała kilka nieudanych podejść, a bomba Henry’ego Maudslaya uderzyła w koronę muru i wybuch uszkodził jego samolot. Zaporę przerwała dopiero ostatnia bomba, zrzucona przez Australijczyka Lesa Knighta.

Na Sorpe dotarły tylko dwie maszyny. Sorpe była nie murowaną, lecz ziemną zaporą z betonowym rdzeniem, odporną na tę metodę; bomby zrzucano tu bez rotacji, wzdłuż korony. McCarthy zrzucił swoją dopiero za dziesiątym podejściem, a Kanadyjczyk Ken Brown, w gęstniejącej mgle, za ósmym. Wybuchy uszkodziły koronę, ale zapora wytrzymała. Ostatnia bomba spadła w pobliżu zapory Ennepe, nie czyniąc jej szkody; część historyków uważa, że załoga omyłkowo zaatakowała pobliską zaporę Bever. W drodze powrotnej artyleria przeciwlotnicza zestrzeliła jeszcze dwie maszyny, w tym samolot Younga, który wpadł do morza u wybrzeży Holandii. Ostatni Lancaster wylądował w Scampton o 6.15 rano 17 maja; czekał na niego Harris.

Z 133 lotników, którzy wzięli udział w operacji, zginęło 53, a trzech dostało się do niewoli — straty sięgały niemal 40 procent. Wśród zabitych było trzynastu Kanadyjczyków i dwóch Australijczyków.

Powódź i jej ofiary

Fala z wyłomu w zaporze Möhne, wysoka początkowo na około 10 metrów, przeszła doliną Möhne i dalej Ruhry, zalewając wsie i miasta na odcinku kilkudziesięciu kilometrów; pojedyncze ofiary odnotowano jeszcze w Essen-Steele. Zniszczyła lub uszkodziła ponad sto zakładów przemysłowych i ponad tysiąc domów, zerwała mosty, drogi i tory kolejowe, zatopiła część kopalń. Dwie elektrownie wodne przy zaporach zostały zniszczone, kilka innych uszkodzonych. Fala z Edersee wyrządziła szkody w dolinie Eder i Fuldy, ale do Kassel dotarła już osłabiona.

Najtragiczniejszy bilans przyniosła miejscowość Neheim (dziś część Arnsbergu), kilkanaście kilometrów poniżej zapory Möhne. W dolinie stał tam obóz Möhnewiesen dla robotnic przymusowych, przede wszystkim Ostarbeiter — kobiet wywiezionych z okupowanych terenów ZSRR. Baraki zostały zmyte w ciągu kilku minut. Według niemieckiego historyka Ralfa Blanka w samym Neheim zginęło ponad 800 osób, w tym co najmniej 493 radzieckie robotnice przymusowe (inne opracowania podają ponad 520). Pierwsze niemieckie zestawienia mówiły o 1294 zabitych, w tym 749 jeńcach i robotnikach z Francji, Belgii, Holandii i Ukrainy. Według późniejszych ustaleń Blanka zginęło co najmniej 1650 osób: około 70 w dolinie Eder i co najmniej 1579 wzdłuż Möhne i Ruhry, przy setkach zaginionych. Ponad tysiąc ofiar poniżej zapory Möhne stanowili cudzoziemscy jeńcy i robotnicy przymusowi, głównie z ZSRR. Najczęściej przytaczana liczba to około 1600 zabitych, z czego około 1000 to robotnicy przymusowi i jeńcy, a około 600 Niemcy.

Planiści RAF wiedzieli, że przerwanie zapór oznacza powódź w zamieszkanych dolinach, ale traktowali ofiary wśród ludności jako skutek uboczny ataku na infrastrukturę przemysłową. Paradoksem nalotu jest to, że jego głównymi ofiarami okazali się ludzie, których III Rzesza siłą sprowadziła do pracy w swoim przemyśle. Po wojnie ataki na zapory, które mogą spowodować ciężkie straty wśród ludności cywilnej, zostały co do zasady zakazane przez I Protokół dodatkowy do konwencji genewskich z 1977 roku.

Skutki dla przemysłu

Szkody były poważne, lecz krótkotrwałe. Brak prądu sparaliżował część fabryk i gospodarstw domowych w regionie na mniej więcej dwa tygodnie. W maju wydobycie węgla w Zagłębiu Ruhry spadło o około 400 tysięcy ton, co niemieckie źródła przypisywały skutkom nalotu. Zaopatrzenie w wodę pitną przywrócono do końca czerwca dzięki planowi awaryjnemu przygotowanemu rok wcześniej, a mniej więcej w tym samym czasie naprawiono sieć elektryczną. Najważniejsza zapora Zagłębia, Sorpe, ocalała, a wraz z nią znaczna część rezerw wody.

Minister uzbrojenia Albert Speer, który rano 17 maja poleciał nad zniszczone doliny, przyznał po wojnie we wspomnieniach, że tej nocy „kilkoma bombowcami Brytyjczycy byli bliscy sukcesu, który byłby większy niż wszystko, co osiągnęli dotąd przy użyciu tysięcy samolotów”. Zarazem wskazał na ich błąd: Bomber Command nie ponowiło ataku konwencjonalnymi bombami w czasie odbudowy, choć zwykły nalot na place budowy mógł ją wstrzymać na długo. Wallis podzielał tę opinię. Speer przerzucił do odbudowy około 7 tysięcy robotników Organizacji Todta, w części ściągniętych z budowy Wału Atlantyckiego, i zapory zamknięto jeszcze przed jesiennymi deszczami 1943 roku. Wzmocniono też obronę zapór: balony zaporowe, sieci, artylerię przeciwlotniczą i zasłony dymne.

Propaganda i odznaczenia

Zdjęcia rozpoznawcze, wykonane rano 17 maja z pokładu Spitfire’a, pokazały zalane doliny i wyrwę w zaporze Möhne. Brytyjska prasa i kroniki filmowe uczyniły z nich symbol odwetu za Blitz i dowód, że RAF może razić Niemcy z chirurgiczną precyzją. Winston Churchill, przebywający wówczas w Waszyngtonie na konferencji Trident, wspomniał o ataku na zapory w przemówieniu przed Kongresem 19 maja. Nalot miał znaczenie także dla stosunków z sojusznikami: pokazywał Amerykanom i Stalinowi, który domagał się drugiego frontu, że Wielka Brytania prowadzi wojnę w samych Niemczech. Niemieckie komunikaty wojenne przyznały, że zapory zostały uszkodzone, i podkreślały straty wśród ludności cywilnej, nie ujawniając skali szkód.

Guy Gibson otrzymał Krzyż Wiktorii, najwyższe brytyjskie odznaczenie wojenne. Łącznie 34 uczestników nalotu odznaczył król Jerzy VI 22 czerwca 1943 roku w Pałacu Buckingham. Gibsona wysłano następnie w podróż propagandową do Stanów Zjednoczonych i Kanady. 617 Dywizjon nie został rozwiązany: pozostał jednostką do zadań specjalnych z dewizą „Après moi le déluge” („Po mnie choćby potop”).

Znaczenie

Operacja „Chastise” była taktycznym majstersztykiem, ale nie strategicznym przełomem. Zniszczenie dwóch zapór nie zatrzymało przemysłu Zagłębia Ruhry, a ciężar bitwy o Zagłębie nadal spoczywał na nocnych nalotach setek bombowców na miasta, z których największy w maju spadł pod koniec miesiąca na Wuppertal. Nalot dowiódł jednak, że mała, wyspecjalizowana jednostka z bronią zaprojektowaną do jednego zadania może razić cele punktowe, których cała armada nie była w stanie trafić. Wyciągnięte z niego wnioski ukształtowały dalsze działania 617 Dywizjonu, który w latach 1944–1945 zrzucał zaprojektowane przez Wallisa ciężkie bomby Tallboy i Grand Slam na bunkry dla okrętów podwodnych, wiadukty i tunele, a w listopadzie 1944 roku zatopił pancernik „Tirpitz”. Gibson zginął 19 września 1944 roku, gdy jego Mosquito rozbił się koło Steenbergen w Holandii.

Legenda „Pogromców tam”, utrwalona w filmie z 1955 roku, przesłoniła na długo drugą stronę tej nocy: utopionych w barakach Neheim robotnice ze Wschodu i niemieckich mieszkańców zalanych dolin. W historii wojny powietrznej nalot pozostał przykładem zarówno odwagi i pomysłowości, jak i tego, jak trudno było bombardowaniem przemysłu rozstrzygnąć wynik wojny.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.