TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Tragedia pod Slapton Sands

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
27 kwietnia 1944
Autor:
Łukasz
Tagi:
Stany Zjednoczone, US Navy, Kriegsmarine, Dwight Eisenhower
Amerykańscy żołnierze lądują na plaży w Anglii podczas próby inwazji, znanej jako Exercise Tiger.
Amerykańscy żołnierze lądują na plaży w Anglii podczas próby inwazji, znanej jako Exercise Tiger.Autor: U.S. Signal Corps · Public domain · Wikimedia Commons

Rankiem 27 kwietnia 1944 roku na żwirową plażę Slapton Sands w hrabstwie Devon wyszły z morza pierwsze fale amerykańskiej piechoty. Była to kulminacja ćwiczeń „Tiger” – generalnej próby desantu, który pięć tygodni później amerykański VII Korpus miał przeprowadzić na plaży nazwanej kryptonimem „Utah” w Normandii. Ćwiczenie od początku szło źle: część barek wylądowała o złej godzinie, wprost pod ostrzał prowadzony ostrą amunicją. Najgorsze przyszło jednak następnej nocy. Wczesnym rankiem 28 kwietnia niemieckie kutry torpedowe, które wyszły z Cherbourga, wpadły w zatoce Lyme Bay na konwój okrętów desantowych płynący na drugi rzut ćwiczeń. Dwa okręty poszły na dno, a w lodowatej wodzie zginęło według amerykańskich danych co najmniej 749 żołnierzy i marynarzy – kilka razy więcej, niż wyniosą 6 czerwca straty wojsk lądujących z morza na plaży „Utah”.

Często pisze się o setkach amerykańskich żołnierzy i marynarzy zabitych „w ciągu dwóch dni” ćwiczeń w Devon. To trzeba uściślić. Ogromna większość ofiar nie zginęła w wypadku szkoleniowym, lecz w regularnej akcji bojowej nieprzyjaciela, w ciągu niespełna dwóch godzin nocy z 27 na 28 kwietnia. Ofiary bratobójczego ognia przy lądowaniu 27 kwietnia są osobną, znacznie słabiej udokumentowaną sprawą: ich liczby nie znamy, a krążące od lat liczby sięgające kilkuset nie mają oparcia w zachowanych dokumentach.

Plac ćwiczeń nad Start Bay

Inwazja na Francję, przygotowywana od początku 1944 roku przez kwaterę gen. Dwighta Eisenhowera – SHAEF – wymagała wyszkolenia setek tysięcy żołnierzy w czymś, czego większość z nich nigdy nie robiła: w lądowaniu z morza na bronionym brzegu. Amerykańskie dywizje, ściągane do Wielkiej Brytanii od jesieni 1943 roku, rozmieszczono w większości w południowo-zachodniej Anglii, skąd miały wypłynąć do Normandii – tak ułożono amerykańskie korpusy w Wielkiej Brytanii, by porty Devon i Kornwalii obsłużyły właśnie wojska amerykańskie. Najbliżej prawdziwych warunków dało się ćwiczyć nad zatoką Start Bay w południowym Devon. Długi pas żwirowej plaży między wioskami Slapton i Torcross, za nim wąski wał i słodkowodne jezioro Slapton Ley – ten układ przypominał wybrzeże u nasady półwyspu Cotentin, gdzie za plażą „Utah” ciągnęły się zalane przez Niemców łąki.

Pod koniec 1943 roku brytyjskie władze zajęły na potrzeby wojska obszar około 120 km² na zapleczu plaży. Około 3 tysięcy mieszkańców kilku parafii dystryktu South Hams musiało do Bożego Narodzenia opuścić domy, gospodarstwa, kościoły i szkoły, zabierając dobytek i inwentarz; część z nich nigdy wcześniej nie wyjeżdżała ze swojej wsi. Na opustoszałym terenie od stycznia 1944 roku odbywały się kolejne ćwiczenia desantowe, które obnażały słabości na każdym szczeblu: od załadunku w portach po kierowanie ogniem i ruchem na plaży.

„Tiger” miał być największą z tych prób. Brały w nim udział siły przeznaczone do lądowania na „Utah”: 4 Dywizja Piechoty gen. Raymonda Bartona, oddziały VII Korpusu gen. Josepha Lawtona Collinsa, saperzy 1 Specjalnej Brygady Inżynieryjnej (1st Engineer Special Brigade), która miała organizować plażę i jej zaplecze, a od strony morza zespół „U” (Force U) kontradm. Dona P. Moona. Według różnych opracowań w ćwiczeniu uczestniczyło 25–30 tysięcy żołnierzy i blisko 3 tysiące pojazdów. Pierwsza faza, od 22 do 25 kwietnia, objęła zgrupowanie wojsk w obozach i załadunek na okręty w Plymouth, Dartmouth i innych portach. Wieczorem 26 kwietnia okręty z pierwszym rzutem wyszły w morze i – by udawać przeprawę przez kanał La Manche – zatoczyły długi łuk po zatoce Lyme Bay, tak by o świcie 27 kwietnia stanąć przed Slapton Sands. Osłonę na morzu zapewniała Royal Navy: niszczyciele, ścigacze i kanonierki patrolowały wejście do zatoki, a kutry torpedowe czuwały przed Cherbourgiem, bazą niemieckich kutrów.

27 kwietnia: lądowanie pod ostrzałem własnych

Ćwiczenie miało być możliwie bliskie prawdziwej bitwie. Zgodnie z wytycznymi naczelnego dowództwa, by żołnierze przed inwazją oswoili się z hukiem, dymem i zapachem pola walki, plażę przed lądowaniem ostrzeliwały ostrą amunicją okręty zespołu ogniowego, wśród nich brytyjski krążownik HMS „Hawkins”, a oddziały na lądzie miały prowadzić ogień nad głowami nadpływającej piechoty. Ostrzał okrętowy wyznaczono na mniej więcej godzinę przed godziną „H”, ustaloną na 7.30; potem saperzy mieli sprawdzić plażę i dopiero wtedy miały podejść barki.

Rano okazało się, że część okrętów desantowych jest spóźniona. Kontradm. Moon postanowił przesunąć godzinę „H” o godzinę, na 8.30. Rozkaz nie dotarł jednak do wszystkich jednostek. Część barek przybiła do brzegu o pierwotnej porze i żołnierze znaleźli się na plaży w chwili, gdy wciąż spadały na nią pociski. Ilu zginęło lub zostało rannych, nie wiadomo: dokumenty ćwiczenia nie podają tych strat osobno, a wśród załóg i żołnierzy szybko rozeszły się pogłoski o kilkuset zabitych, których nigdy nie potwierdzono. Część historyków uważa, że ofiar bratobójczego ognia było niewiele, inni – że ich liczbę ukryto razem z całą sprawą. Pewne jest jedynie, że lądowanie 27 kwietnia pokazało te same słabości, które kilkanaście godzin później zebrały znacznie większe żniwo: zawodną łączność i brak koordynacji między okrętami a wojskami lądowymi.

Na lądzie ćwiczenie toczyło się dalej. Oddziały 4 Dywizji przechodziły przez wał za plażą i nacierały w głąb opustoszałego terenu, ćwicząc to, co w Normandii miało nastąpić po zejściu z plaży: wyjście na nieliczne drogi i groble za pasem wybrzeża. Według wielu relacji ćwiczeniu przyglądali się wysocy dowódcy alianccy, wśród nich gen. Omar Bradley, dowódca amerykańskiej 1 Armii. Tymczasem do zatoki zmierzał drugi rzut – konwój T-4, który miał wyładować na Slapton Sands sprzęt i saperów 28 kwietnia.

Noc w Lyme Bay

Konwój T-4 tworzyło osiem dużych okrętów desantowych do przewozu czołgów – LST (Landing Ship, Tank), powolnych, płaskodennych jednostek, które mogły wjechać dziobem na plażę i wyładować pojazdy przez otwierane wrota. Wiozły ciężarówki, amfibie DUKW, sprzęt saperski i po kilkuset ludzi na każdym okręcie – w większości żołnierzy 1 Specjalnej Brygady Inżynieryjnej oraz służb 4 Dywizji i VII Korpusu. Szły w jednej linii, jeden za drugim, długim łukiem przez Lyme Bay. Ochraniać je miały dwa brytyjskie okręty, ale na miejscu był tylko jeden: korweta HMS „Azalea” z typu Flower, prowadząca kolumnę. Stary niszczyciel HMS „Scimitar”, weteran I wojny światowej, wcześniej zderzył się z jednym z okrętów desantowych i z uszkodzonym kadłubem został w Plymouth. Amerykanie o tym nie wiedzieli – okręty desantowe nadawały i odbierały na innej częstotliwości radiowej niż brytyjskie dowództwa na lądzie i eskorta. Wysłany na zastępstwo niszczyciel HMS „Saladin” nie zdążył dołączyć.

Tej nocy z Cherbourga wyszło dziewięć niemieckich kutrów torpedowych – szybkich Schnellbootów, które alianci nazywali E-boatami – z 5. i 9. flotylli, pod dowództwem kmdr. ppor. (Korvettenkapitän) Bernda Kluga i kpt. mar. (Kapitänleutnant) Götza von Mirbacha. Wyszły na rutynowy patrol przeciw żegludze u wybrzeży Anglii, a w Niemczech już wcześniej zwrócono uwagę na wzmożony ruch w rejonie Lyme Bay. Prześlizgnęły się obok brytyjskich patroli i około 1.30 dostrzegły szereg ciemnych, dziwnie wyglądających sylwetek. Niemcy nie byli pewni, z czym mają do czynienia; wzięli je za jakiś rodzaj płytko zanurzonych okrętów desantowych, co tłumaczyło, dlaczego pierwsze torpedy przechodziły pod kadłubami.

Około 2.00 torpeda trafiła LST-507. Wybuchł pożar, którego nie dało się opanować, i załoga z żołnierzami zaczęła opuszczać okręt. Kilka minut później dwie torpedy rozerwały LST-531, który przewrócił się i zatonął w ciągu kilku minut – na nim zginęło najwięcej ludzi. Trafiony w rufę LST-289 płonął, ale zdołał dotrzeć do brzegu. W ciemności i zamieszaniu okręty desantowe otworzyły ogień z działek przeciwlotniczych; pociski z LST-496, wymierzone w kuter, który przemknął między okrętami, trafiły sąsiedni LST-511 i raniły kilkunastu ludzi. Reszta konwoju rozproszyła się i część okrętów skierowała się ku brzegowi. Niemieckie kutry, ostrzeliwane i niepewne sytuacji, oderwały się pod osłoną zasłony dymnej; dwa z nich zderzyły się przy tym, ale żaden nie został zatopiony. Atak dobiegł końca przed świtem. Obu dowódców flotylli wymienił z nazwiska codzienny komunikat niemieckiego naczelnego dowództwa – Wehrmachtbericht – z 28 kwietnia; zostali też wysoko odznaczeni.

Ofiary

Większość zabitych nie zginęła od samych wybuchów, lecz w wodzie. Kwietniowe morze w kanale La Manche miało kilka stopni; ludzie, którzy skakali z płonących okrętów, umierali z wychłodzenia i wyczerpania, zanim nadeszła pomoc. Wielu żołnierzy wojsk lądowych nigdy nie pokazano, jak zakładać pas ratunkowy. Zapinali go w pasie, bo wyżej nie pozwalał na to plecak – a po skoku do wody ciężar ekwipunku obracał ich głową w dół. Pomoc przyszła po kilku godzinach; łodzie i okręty, które rano dotarły na miejsce, wyławiały z morza głównie ciała.

Amerykańska marynarka podała, że w ćwiczeniu „Tiger” zginęło 749 ludzi: 551 żołnierzy wojsk lądowych i 198 marynarzy. Najwięcej ofiar pochłonęło zatonięcie LST-531 (według zestawień marynarki ponad 400 zabitych) i LST-507 (ponad 200); 13 marynarzy zginęło na trafionym LST-289. Najcięższe straty poniosła 1 Specjalna Brygada Inżynieryjna. Ponad 300 ludzi zostało rannych. Także te liczby są niepewne: dzienniki pokładowe zatopionych okrętów poszły na dno, a ewidencja przewożonych żołnierzy była niepełna – jeszcze w 1988 roku amerykański Departament Obrony przyznał, że prowadzono ją niedbale. Kontradm. Moon zameldował już 30 kwietnia o 749 zabitych, ale komunikat SHAEF z sierpnia 1944 roku podał 639. Ken Small, mieszkaniec okolic Slapton, który po latach upomniał się o pamięć ofiar, podał w tytule swojej książki 946 zabitych – i tę liczbę powtarza część publikacji. Według większości historyków bezsporne jest minimum około 750 ofiar śmiertelnych.

Odnalezione ciała – według zachowanych danych 248 – przewieziono 29 kwietnia na cmentarz Brookwood w Surrey. Wokół losu pozostałych narosło wiele plotek, m.in. o masowych grobach w polach Devon, których nigdy nie potwierdzono.

Tajemnica i oficerowie „BIGOT”

Wiadomość o ataku dotarła do Eisenhowera 29 kwietnia. Według jego otoczenia był wściekły: o konwój płynący prosto jak po sznurku, o brak eskorty, o utracone okręty desantowe, których i tak brakowało w całym planie inwazji – LST były wówczas najcenniejszym i najrzadszym sprzętem alianckiej floty desantowej. Najbardziej niepokoiło go jednak co innego. Wśród zaginionych było dziesięciu oficerów 1 Specjalnej Brygady Inżynieryjnej z dopuszczeniem „BIGOT” – najwyższym stopniem tajności, który oznaczał wiedzę o miejscu i terminie inwazji. Znali plany lądowania na „Utah” i sąsiedniej plaży „Omaha” oraz wyposażenie przygotowane m.in. dla szturmu na klif Pointe du Hoc. Gdyby któryś z nich został wyłowiony przez niemieckie kutry i trafił do niewoli, cała operacja mogła się okazać zdradzona; niektóre relacje mówią o kutrach, które po ataku przeszukiwały z reflektorami miejsce katastrofy. Ekipy poszukiwawcze dostały rozkaz odnalezienia zaginionych. Ciała wszystkich dziesięciu oficerów odnaleziono, a dowództwo mogło odetchnąć: tajemnica inwazji nie wyciekła.

Od tego momentu sprawę Slapton Sands otoczono milczeniem. Ocalałym i świadkom nakazano nikomu nie mówić o tym, co widzieli; według relacji lekarzy i pielęgniarek, do których trafiali ranni i wychłodzeni, im także zakazano zadawania pytań i rozmów o tym, skąd przybyli pacjenci. Nie chodziło tylko o wstyd dowódców. Alianci za wszelką cenę ukrywali przed Niemcami wszystko, co mogło wskazać, gdzie i jak wylądują – a wiadomość, że amerykańskie oddziały ćwiczą desant na plaży z jeziorem za wałem, mogła być dla niemieckiego wywiadu cenna. Historyk Stephen E. Ambrose sugerował nawet, że Hitler, który w maju nalegał na wzmocnienie obrony Normandii, mógł dostrzec podobieństwo Slapton Sands do wybrzeża Cotentin – to jednak tylko hipoteza.

Wnioski

Choć sprawę wyciszono, wnioski wyciągnięto szybko. Ujednolicono częstotliwości radiowe okrętów desantowych, eskorty i dowództw na lądzie, by meldunek o nieprzyjacielu docierał do wszystkich jednostek konwoju. Żołnierzy wojsk lądowych zaczęto uczyć prawidłowego zakładania kamizelek ratunkowych i pasów. Na dzień inwazji wyznaczono małe jednostki, których jedynym zadaniem było wyławianie rozbitków.

Dowódca amerykańskich sił morskich przeznaczonych do inwazji, Alan G. Kirk, od razu zrozumiał, co kilka kutrów może zrobić z powolnymi, słabo uzbrojonymi okrętami desantowymi stłoczonymi na redzie. 4 maja w depeszy do adm. Bertrama Ramsaya, który dowodził całością sił morskich inwazji, domagał się zniszczenia kutrów lub wyparcia ich z Cherbourga przed dniem inwazji: jedyną skuteczną obroną przed kutrami torpedowymi było według niego zatopienie ich, zanim dojdą do pozycji ataku. Strata trzech okrętów LST – dwóch zatopionych i jednego ciężko uszkodzonego – była dotkliwa dla planistów, którym liczba okrętów desantowych od miesięcy wyznaczała granice całej operacji. Brakujące jednostki trzeba było uzupełnić z rezerwy.

Miejsce w wojnie

Tragedia w Lyme Bay uchodzi za najkrwawszy epizod przygotowań do inwazji na Wyspach Brytyjskich. Nie zmieniła planu ani terminu operacji, a jej ofiary zginęły w ćwiczeniu, które w znacznej mierze spełniło swoje zadanie. 6 czerwca 1944 roku zespół „U” kontradm. Moona wysadził 4 Dywizję Piechoty na plaży „Utah”, gdzie – inaczej niż na sąsiedniej „Omaha” – lądowanie poszło sprawnie; według amerykańskich danych wojska, które zeszły tam z okrętów, straciły około 200 ludzi zabitych i rannych. Sam Moon nie doczekał końca lata: w sierpniu 1944 roku, w trakcie przygotowań do lądowania w południowej Francji, odebrał sobie życie, co przypisywano wyczerpaniu i ciężarowi odpowiedzialności.

Liczby ofiar SHAEF ogłosił dopiero w sierpniu 1944 roku, razem ze stratami z Normandii; komunikat przeszedł prawie niezauważony, choć opisała go wojskowa gazeta „Stars and Stripes”, a sprawę wspominały powojenne wspomnienia, m.in. adiutanta Eisenhowera Harry’ego Butchera (1946). Dlatego „Tiger” zyskał opinię tragedii ukrytej. Ken Small, który od początku lat 70. zbierał na plaży pozostałości po ćwiczeniu, natrafił na dnie zatoki na czołg Sherman z 70 Batalionu Czołgów, zatopiony podczas ćwiczeń przed inwazją; w 1984 roku wydobyto go na brzeg i ustawiono w Torcross jako pomnik ofiar. Small pisał później, że sprawy nie zatuszowano, lecz „wygodnie zapomniano”. Z czasem stanęły kolejne pomniki – m.in. tablica na cmentarzu w Arlington i na plaży „Utah” w Normandii – a w 2013 roku przy pomniku w Torcross umieszczono tablicę z nazwiskami wszystkich zabitych. Mieszkańcy wysiedlonych wsi wracali tymczasem do zniszczonych domów; ich poświęcenie także stało się częścią pamięci o tym, jak przygotowywano lądowanie w Normandii.

Źródła

  1. Exercise Tiger · Wikipedia (en)
  2. exercisetiger.org · exercise tiger history
  3. exercisetigermemorial.co.uk · story exercise tiger
  4. nbcnews.com · wbna30977039

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.