Kamikaze atakują lotniskowce
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Pacyfik
- Data:
- 5 listopada 1944
- Autor:
- Łukasz
- Tagi:
- Japonia, Stany Zjednoczone, US Navy, Filipiny
5 listopada 1944 roku, po południu, nad zespołem amerykańskich lotniskowców operujących na wschód od Luzonu pojawiło się kilka japońskich samolotów. Jeden z nich, już płonący od trafień artylerii przeciwlotniczej, nie zawrócił i nie zrzucił bomby, lecz wbił się w nadbudówkę lotniskowca „Lexington”. Eksplozja i płonące paliwo zniszczyły znaczną część „wyspy” okrętu, a ogień ogarnął stanowiska artylerii i pomosty. Zginęło 50 marynarzy, 132 zostało rannych. Mimo to po około dwudziestu minutach pożary były opanowane, a lotniskowiec nadal przyjmował i wysyłał samoloty.
Dwadzieścia dni później, 25 listopada, japońskie samoloty samobójcze trafiły tego samego dnia cztery lotniskowce szybkiego zespołu: „Intrepid”, „Essex”, „Cabot” i „Hancock”. Oba te dni pokazały, że ataki kamikaze, które zaczęły się w czasie bitwy w zatoce Leyte, nie były jednorazowym aktem desperacji, lecz nową, stałą metodą walki japońskiego lotnictwa.
Od Samar do Luzonu
Pierwszy zorganizowany atak jednostek specjalnych przeprowadzono 25 października 1944 roku, gdy grupa porucznika Yukio Sekiego uderzyła na lotniskowce eskortowe zespołu „Taffy 3” tuż po bitwie koło Samar i zatopiła „St. Lo”. Pomysłodawcą i patronem tej taktyki był wiceadmirał Takijirō Ōnishi, dowódca 1 Floty Powietrznej na Filipinach. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej odrzucał samobójcze ataki jako sprzeczne z zasadami sztuki wojennej; po utracie Marianów, mając do dyspozycji zaledwie kilkadziesiąt sprawnych samolotów i rozkaz wsparcia floty w operacji Shō, uznał je za jedyny sposób, by na kilka dni wyłączyć z walki amerykańskie lotniskowce. Myśliwce Mitsubishi A6M z bombą 250-kilogramową miały rozbijać się o pokłady lotnicze, gdzie stały zatankowane i uzbrojone maszyny.
Po bitwie w zatoce Leyte japońska flota przestała być groźna, ale walka o Filipiny trwała. Na Leyte, gdzie Amerykanie wylądowali 20 października, Japończycy przerzucali przez zatokę Ormoc kolejne dywizje, a lotniska Luzonu i Visayas zasilano samolotami przysyłanymi z Formozy i Japonii. Zadaniem szybkich lotniskowców 3 Floty admirała Williama Halseya było niszczenie tych samolotów na ziemi i w powietrzu oraz zatapianie żeglugi w Zatoce Manilskiej. 30 października dowództwo Task Force 38 objął po wiceadmirale Marcu Mitscherze wiceadmirał John S. McCain.
To właśnie ta służba – długie tygodnie w tym samym rejonie, w zasięgu lotnisk wroga – czyniła lotniskowce łatwym do odnalezienia celem. Japończycy zrozumieli to szybko. 29 października kamikaze uderzył w stanowisko artylerii przeciwlotniczej „Intrepida”, zabijając dziesięciu ludzi (polska Wikipedia podaje datę 30 października; amerykański słownik okrętów DANFS i historia marynarki USA – 29). 30 października samoloty samobójcze trafiły „Franklina” – 56 zabitych – i lekki lotniskowiec „Belleau Wood”, na którym zginęły 92 osoby. Oba musiały popłynąć do stoczni w Stanach Zjednoczonych. 1 listopada w zatoce Leyte kamikaze i bombowce zatopiły niszczyciel „Abner Read” i uszkodziły kilka innych.
5 listopada: „Lexington”
5 i 6 listopada Task Force 38 przeprowadził silne naloty na lotniska i porty Luzonu. Najdotkliwszy cios spadł na żeglugę w Zatoce Manilskiej. Samoloty grupy TG 38.3 kontradmirała Fredericka Shermana przez cały dzień atakowały ciężki krążownik „Nachi”, okręt flagowy wiceadmirała Kiyohide Shimy, który uszedł z bitwy w Cieśninie Surigao. Po kilku falach nalotów i trafieniach torpedami krążownik rozpadł się na części i zatonął; według historii marynarki USA zginęło 808 członków załogi. Amerykańscy piloci zgłosili zniszczenie ponad 400 japońskich samolotów w powietrzu i na ziemi – liczba ta była, jak zwykle w meldunkach z obu stron, zawyżona, ale straty Japończyków były bez wątpienia bardzo duże. Amerykanie stracili około 40 samolotów, w walce i w wypadkach.
Tego samego popołudnia, gdy samoloty wracały na pokłady, japońska grupa przedarła się do zespołu. „Lexington”, okręt flagowy Shermana, został trafiony przez płonący samolot, który uderzył tuż przy nadbudówce. Większość „wyspy” spłonęła lub została rozbita, a szczątki i płonąca benzyna zasypały stanowiska działek. Według amerykańskiego słownika okrętów (DANFS) zginęło 50 ludzi, a 132 odniosło rany; podobne liczby podaje historia marynarki USA.
Określenie, że okręt został „ciężko uszkodzony”, wymaga uściślenia. Straty w ludziach były poważne, a nadbudówka wymagała odbudowy, ale kadłub, pokład lotniczy i maszynownie pozostały nietknięte. Pożary ugaszono w około dwadzieścia minut, lotniskowiec nie opuścił szyku, prowadził dalej operacje lotnicze, a jego działa zestrzeliły jeszcze tego dnia kolejny samolot samobójczy, nurkujący na lotniskowiec „Ticonderoga”. 9 listopada „Lexington” wszedł na atol Ulithi, gdzie naprawiono go w warunkach polowych; w grudniu był z powrotem w akcji. Radio Tokio ogłosiło, nie po raz pierwszy, że okręt zatonął – był to już kolejny raz, gdy japońska propaganda „zatapiała” lotniskowiec, który Amerykanie z tego powodu nazywali „Niebieskim Duchem”.
Dzień 5 listopada pokazał obie twarze nowej wojny na morzu. Amerykańskie lotnictwo pokładowe mogło bez większych przeszkód niszczyć japońskie okręty i samoloty w ich własnych bazach, a jednocześnie nawet kilka maszyn prowadzonych przez pilotów gotowych zginąć mogło zabić i zranić na jednym lotniskowcu ponad 180 ludzi. Kilka dni później, 11 listopada, samoloty Task Force 38 rozbiły konwój płynący do zatoki Ormoc, a 13 i 14 listopada zatopiły w Zatoce Manilskiej lekki krążownik „Kiso” i kilka niszczycieli. Konieczność dalszego wspierania walk na Leyte sprawiła jednak, że Halsey 11 listopada niechętnie zalecił odłożenie planowanych nalotów na Japonię. Lotniskowce zostały u brzegów Filipin – a tym samym w zasięgu kamikaze.
25 listopada: cztery lotniskowce w jedno popołudnie
Po kilku dniach niepogody Task Force 38 wznowił 25 listopada naloty na Luzon. Rano samoloty z „Ticonderogi” dopadły w zatoce Dasol na zachodnim wybrzeżu wyspy ciężki krążownik „Kumano”, uszkodzony jeszcze w bitwie koło Samar, i zatopiły go. Japończycy odpowiedzieli w południe. Między około 12.30 a 13.30 nad dwoma grupami lotniskowców pojawiły się trzy fale samolotów, które – jak ustalili później Amerykanie – wystartowały z lotnisk południowego Luzonu, a nie z rejonu Manili, nad którym krążyły amerykańskie myśliwce.
Najciężej ucierpiał „Intrepid”. Około 12.53 pierwszy kamikaze uderzył w stanowisko działek 20 mm przy lewej burcie, obsadzone przez czarnoskórych stewardów, którzy – jak podkreśla historia marynarki USA – strzelali do końca. Chwilę później drugi samolot przebił pokład lotniczy i jego bomba wybuchła w hangarze, wywołując groźny pożar wśród samolotów i paliwa. Liczba zabitych różni się w zależności od źródła: słownik DANFS podaje 65, oficjalne opracowanie historyczne marynarki 66, a polska i angielska Wikipedia – 69. Okręt nie stracił napędu ani miejsca w szyku, a ostatnie ogniska pożaru ugaszono w niecałe dwie godziny. Uszkodzenia pokładu i hangaru były jednak na tyle poważne, że następnego dnia „Intrepida” odesłano do stoczni; do San Francisco dotarł 20 grudnia.
Często powtarzane zdanie, że 25 listopada „Intrepid” został trafiony przez kamikaze po raz trzeci, jest prawdziwe, jeśli liczyć pojedyncze samoloty: pierwszy uderzył w okręt 29 października, dwa kolejne 25 listopada. Ataków, w których lotniskowiec otrzymał trafienia, było natomiast dwa. Wcześniej, w lutym 1944 roku pod Truk, „Intrepid” został storpedowany przez japoński samolot, a w 1945 roku przyjął jeszcze jedno trafienie samobójcze – stąd żartobliwe przydomki, jakie nadali mu marynarze, kpiący z jego pecha i częstych pobytów w doku.
Niemal w tej samej chwili, około 12.55, samolot samobójczy uderzył w lewą krawędź pokładu lotniczego „Essexa”, między samoloty zatankowane do startu. Uderzenie, uchwycone na filmie, który stał się jednym z najczęściej pokazywanych obrazów wojny na Pacyfiku, zabiło 15 ludzi i raniło 44, ale uszkodzenia okazały się powierzchowne; były to pierwsze uszkodzenia, jakie ten okręt odniósł w walce. Lekki lotniskowiec „Cabot” zestrzelił kilka atakujących maszyn, lecz jedna, już płonąca, rozbiła się przy lewej krawędzi pokładu lotniczego, niszcząc stanowiska działek i urządzenie kierowania ogniem, a druga eksplodowała tuż przy burcie, obsypując ją odłamkami i płonącymi szczątkami. Według historii marynarki USA zginęło 36 ludzi, a 16 zostało rannych; słownik DANFS mówi łącznie o 62 zabitych i rannych. „Cabot” utrzymał się w szyku, a później naprawiono go na Ulithi.
Najmniej ucierpiał „Hancock”, od 17 listopada okręt flagowy McCaina. Kamikaze nurkujący na niego od strony słońca został rozerwany przez artylerię przeciwlotniczą około 90 metrów nad okrętem, ale fragment kadłuba spadł na śródokręcie, a część skrzydła zapaliła się na pokładzie lotniczym. Pożar szybko ugaszono. Łącznie 25 listopada na czterech lotniskowcach zginęło, według sumy danych z historii marynarki USA, ponad 110 ludzi, a blisko sto zostało rannych.
Halsey odwołał zaplanowane na 26 listopada naloty i wycofał lotniskowce dalej od Filipin. Pod koniec listopada Task Force 38 zawinął do Ulithi na mniej więcej dziesięciodniowy odpoczynek, uzupełnienia i – przede wszystkim – na naradę o tym, jak chronić okręty przed nową bronią.
Jak bronić się przed samobójcą
Dla amerykańskich dowódców listopad 1944 roku był bolesną lekcją. Od końca października kamikaze trafiły siedem szybkich lotniskowców (licząc lekko uszkodzonego „Hancocka”), z których trzy – „Franklin”, „Belleau Wood” i „Intrepid” – musiały wrócić na naprawę do Stanów Zjednoczonych. Każdy taki okręt wyłączony na kilka miesięcy z walki znaczył dla Task Force 38 więcej niż kilkadziesiąt zestrzelonych japońskich maszyn. Stare reguły obrony przeciwlotniczej przestały wystarczać: samolot trafiony i płonący, który w 1942 roku zawróciłby albo spadł do morza, teraz nadal leciał na cel, a pilot nie potrzebował celnego zrzutu bomby, bo sam był pociskiem.
Odpowiedź przychodziła stopniowo, w ciągu kolejnych tygodni. McCain już 20 listopada zalecił zastąpienie części bombowców nurkujących Curtiss SB2C Helldiver myśliwcami. 23 grudnia admirał Ernest King zdecydował, że lotniskowce typu Essex będą odtąd zabierać około 72 myśliwców i tylko po kilkanaście bombowców i samolotów torpedowych; na przełomie roku na pokłady weszły też eskadry Corsairów piechoty morskiej. Oficer operacyjny McCaina, komandor John Thach, opracował system nazwany „wielkim niebieskim kocem” (big blue blanket): liczniejsze patrole myśliwców F6F Hellcat krążące dalej od zespołu, stałe patrole nad japońskimi lotniskami, które miały przydusić samoloty na ziemi, oraz linie niszczycieli-pikiet radarowych wysuniętych kilkadziesiąt kilometrów przed lotniskowce, by wcześniej wykrywać nadlatujące maszyny i naprowadzać na nie myśliwce. Według amerykańskich historyków marynarki system ten zastosowano na dużą skalę od połowy grudnia, w czasie lądowania na Mindoro, które – między innymi z obawy przed lotnictwem japońskim – przesunięto z początku na 15 grudnia.
Zmieniała się też artyleria. Okręty dostawały więcej działek 40 mm, a coraz większą rolę odgrywały działa 127 mm strzelające pociskami z zapalnikami zbliżeniowymi, zdolne rozbić samolot w bezpiecznej odległości od burty. Żaden z tych środków nie dawał jednak pełnej ochrony. Kamikaze, który przedarł się przez myśliwce i ogień, i tak często trafiał – według powojennych szacunków amerykańskich mniej więcej co piąty atak samobójczy kończył się trafieniem lub groźnym uszkodzeniem celu.
Ofiara, przymus i propaganda
Po stronie japońskiej sukcesy z 25 października i z listopada przesądziły o rozbudowie programu. Ataki, które Ōnishi przedstawiał jako doraźny środek na czas operacji na Filipinach, stały się stałą metodą walki marynarki, a w listopadzie do akcji weszły także pierwsze samobójcze jednostki lotnictwa armii. Oficjalnie były to oddziały ochotników. Relacje ocalałych pilotów i badania powojenne pokazują jednak, że granica między dobrowolnością a przymusem była płynna: młodych lotników zbierano na odprawach, na których odmowa oznaczała hańbę wobec kolegów i przełożonych, a w późniejszych miesiącach część wyznaczano do lotów wprost. Wielu z nich miało za sobą zaledwie kilkadziesiąt godzin szkolenia.
Japońska propaganda przedstawiała poległych jako bohaterów, którzy swoim „boskim wiatrem” odwrócą losy wojny, jak burze, które według tradycji zniszczyły w XIII wieku floty mongolskie. Komunikaty sztabu wyolbrzymiały wyniki ataków, zgłaszając zatopienie lotniskowców, które w rzeczywistości po kilku tygodniach wracały do akcji. Poległych pośmiertnie awansowano i czczono w chramie Yasukuni. Według relacji japońskich oficerów cesarz Hirohito, poinformowany o pierwszych atakach, miał zapytać, czy trzeba było posuwać się aż tak daleko, dodając zarazem, że piloci spisali się dobrze – i ta dwuznaczna aprobata utrwaliła kurs.
Po stronie amerykańskiej cenzura długo ograniczała informacje o skali strat zadawanych przez samoloty samobójcze, by nie ujawniać przeciwnikowi ich skuteczności i nie szerzyć niepokoju w kraju. Dla marynarzy, którzy oglądali nurkujące na nich maszyny, kamikaze stały się jednym z najbardziej przerażających doświadczeń wojny – nie dlatego, że zabijały więcej niż zwykłe bombardowania, lecz dlatego, że nie dało się ich odstraszyć.
Znaczenie w przebiegu wojny
Listopadowe ataki na lotniskowce nie zmieniły przebiegu walk o Filipiny. Amerykanie utrzymali panowanie na morzu i w powietrzu, zdobyli Leyte, w grudniu wylądowali na Mindoro, a w styczniu 1945 roku w zatoce Lingayen na Luzonie. Pokazały jednak, jaką cenę Japonia gotowa była płacić za każdy tydzień zwłoki. Jeszcze 27 listopada samoloty samobójcze trafiły w zatoce Leyte pancerniki „Colorado” i „Maryland” oraz krążownik „St. Louis”; w grudniu i styczniu kamikaze zatopiły i uszkodziły dziesiątki okrętów pod Mindoro i w zatoce Lingayen. Szczyt nastąpił wiosną 1945 roku pod Okinawą, gdzie w masowych nalotach „Kikusui” samoloty samobójcze zadały flocie amerykańskiej najcięższe straty w ludziach, jakie poniosła w jednej kampanii, a do walki weszły też rakietowe bomby pilotowane Ōka.
Według najczęściej przytaczanych szacunków w atakach samobójczych zginęło około 3,8 tys. japońskich lotników, a na alianckich okrętach – ponad 7 tys. ludzi; zatopiono kilkadziesiąt jednostek, głównie niszczycieli i mniejszych okrętów, ale żadnego lotniskowca floty ani pancernika. Ōnishi, który wysłał pierwszych pilotów na śmierć, popełnił samobójstwo 16 sierpnia 1945 roku, dzień po ogłoszeniu kapitulacji, zostawiając list z przeprosinami dla poległych i ich rodzin. Doświadczenie z jesieni 1944 roku wpłynęło też na amerykańskie rachuby dotyczące inwazji na Wyspy Japońskie: jeśli kilka samolotów mogło na tygodnie wyłączyć z walki wielki lotniskowiec, obrona samej Japonii zapowiadała się na bardzo krwawą.
W tym samym czasie
(04)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 4 listopada 1944 · PolitykaŚmierć Johna Dilla4 listopada 1944 w Waszyngtonie zmarł marszałek polny John Dill, szef brytyjskiej misji wojskowej w USA, którego pochowano na cmentarzu w Arlington.
- 1 listopada 1944 · Front zachodniOperacja „Infatuate”1 listopada 1944 brytyjscy komandosi wylądowali na Walcheren pod Vlissingen i Westkapelle. Na południe od Skaldy Kanadyjczycy zajęli Knokke i Zeebrugge.
- 1 listopada 1944 · BałkanyBrytyjczycy w SalonikachPo odejściu Niemców 30 X Saloniki zajęła ELAS, a z nią mały oddział brytyjski. Do 2 XI Grupa Armii E opuściła kontynent; na wyspach Niemcy trwali do 1945.
- 9 listopada 1944 · Front zachodniOfensywa Pattona nad Mozelą9 listopada 1944 XX Korpus 3 Armii sforsował wezbraną Mozelę na północ od Metzu. Dzień wcześniej ruszyła listopadowa ofensywa Pattona w Lotaryngii.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 15 grudnia 1944 · PacyfikLądowanie na Mindoro15 grudnia 1944 Amerykanie wylądowali bez oporu pod San Jose na Mindoro. Lotniska na wyspie miały osłaniać zbliżającą się inwazję na Luzon.
- 12 października 1944 · PacyfikNaloty na Formozę12–16 października 1944 lotniskowce Halseya rozbiły lotnictwo japońskie nad Formozą. Tokio ogłosiło zatopienie 11 lotniskowców – w rzeczywistości żadnego.
- 17 grudnia 1944 · PacyfikTajfun CobraTajfun „Cobra” uderzył 18 grudnia 1944 w 3 Flotę Halseya na Morzu Filipińskim. Wywróciły się trzy niszczyciele, zginęło 790 marynarzy.
- 2 stycznia 1945 · PacyfikKamikaze na drodze do LuzonuOd początku stycznia 1945 kamikaze atakowali flotę płynącą do zatoki Lingayen. Zatonął „Ommaney Bay”, trafiono „New Mexico”, „California” i „Australię”.