TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Naloty na Formozę

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
12 października 1944
Autor:
Łukasz
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, US Navy, William Halsey

12 października 1944 roku przed świtem z pokładów kilkunastu amerykańskich lotniskowców wystartowały pierwsze myśliwce Grumman F6F Hellcat. Ich celem była Formoza, czyli Tajwan, od pół wieku japońska kolonia, a w 1944 roku wielka baza lotnicza i morska na drodze między Japonią a Filipinami. Tak zaczęła się trwająca do 16 października seria starć, którą Japończycy nazwali bitwą powietrzną u wybrzeży Tajwanu (台湾沖航空戦, Taiwan-oki kōkūsen), a Amerykanie – bitwą powietrzną nad Formozą. Za dnia samoloty z lotniskowców niszczyły lotniska, hangary i składy na wyspie, nocą i o zmierzchu japońskie samoloty bazowania lądowego atakowały amerykańskie okręty.

Kalendaria odnotowują krótko, że lotniskowce US Navy zaatakowały Formozę. To się zgadza. Warto tylko dodać, że naloty na samą Formozę były częścią dłuższej operacji: 10 października lotniskowce uderzyły na Okinawę, 11 października na północny Luzon, a od 12 do 14 października na Formozę. Najważniejszy okazał się jednak nie sam nalot, lecz japońska odpowiedź na niego i jej skutki.

Przed inwazją na Filipiny

Na początku października 1944 roku amerykańskie kolegium szefów sztabów rozstrzygnęło ostatecznie spór o drogę do Japonii. Inwazję na Formozę odłożono, a pierwszeństwo dostały Filipiny: 20 października wojska gen. Douglasa MacArthura miały wylądować na wyspie Leyte. Zadaniem 3 Floty adm. Williama Halseya, podległej adm. Chesterowi Nimitzowi, było osłonić desant i wcześniej zniszczyć japońskie lotnictwo na lotniskach, z których mogło ono zagrozić flocie inwazyjnej – na Okinawie, na Formozie i na Luzonie.

Uderzeniową siłą floty był Zespół Operacyjny 38 (Task Force 38) wiceadm. Marca Mitschera. Składał się z czterech grup operacyjnych, dowodzonych przez wiceadm. Johna S. McCaina i kontradmirałów Geralda Bogana, Fredericka Shermana i Ralpha Davisona. Według zestawień przytaczanych w literaturze zespół liczył 17 lotniskowców (9 dużych i 8 lekkich) z ponad tysiącem samolotów, 6 pancerników, kilkanaście krążowników i ponad 50 niszczycieli. Był to wówczas najsilniejszy zespół okrętów na świecie. Po zajęciu Ulithi flota miała już w zachodnich Karolinach wielkie osłonięte kotwicowisko, z którego mogła operować bez powrotu na odległe bazy.

Japończycy spodziewali się amerykańskiej ofensywy. Od lata przygotowywali plan „Shō-Gō” („Zwycięstwo”) w czterech wariantach, zależnie od tego, gdzie nastąpi desant: Shō 1 dotyczył Filipin, Shō 2 – Formozy, Riukiu i południowej Japonii, Shō 3 – głównych wysp Japonii, Shō 4 – Hokkaido i Kuryli. Po klęsce w bitwie na Morzu Filipińskim japońskie lotniskowce prawie nie miały wyszkolonych lotników, więc w planie główną rolę w walce powietrznej miało odegrać lotnictwo bazowania lądowego. Na Formozie i na wyspie Kiusiu stała 2 Flota Powietrzna wiceadm. Shigeru Fukudome; w jej skład wchodziła też specjalna jednostka „T” (od słowa „tajfun”), szkolona do ataków torpedowych w nocy i przy złej pogodzie.

Uderzenie zaskoczyło japońskie dowództwo w niezręcznym momencie. Dowódca Floty Połączonej adm. Soemu Toyoda objeżdżał wówczas jednostki na południu i 10 października przebywał na Formozie. Nie chcąc ryzykować lotu do Japonii przez rejon, w którym operowały amerykańskie lotniskowce, utknął na wyspie, a operacjami z kwatery w Japonii kierował jego szef sztabu wiceadm. Ryūnosuke Kusaka. Uznał on naloty za zapowiedź desantu i postanowił rzucić do walki lotnictwo przeznaczone na Shō – nie czekając, aż nadejdą okręty. 10 października ogłoszono pogotowie dla wariantów Shō 1 i Shō 2, a 12 października rano uruchomiono lotniczą część Shō 2.

Trzy dni nad wyspą

Rankiem 12 października cztery grupy Mitschera rozdzieliły się celami: grupa Bogana atakowała północ Formozy, grupa Shermana – środek wyspy, grupy McCaina i Davisona – południe, z rejonem portu Takao (dziś Kaohsiung). Japończycy byli w pogotowiu i poderwali myśliwce, w dużej części armijne. Według przekazów obu stron starcie było jednostronne: japońscy piloci byli w większości słabo wyszkoleni, nie umieli działać w parach i kluczach, a ich maszyny łatwo się zapalały. Amerykańskie grupy zgłosiły ponad sto zestrzeleń samego pierwszego dnia, tracąc według tych samych zestawień kilkanaście samolotów. Fukudome, który obserwował walkę ze stanowiska dowodzenia, pisał po wojnie, że jego myśliwce były „jak jajka rzucane o kamienny mur”.

Za myśliwcami nadleciały bombowce nurkujące Curtiss SB2C Helldiver i samoloty torpedowe Avenger. Przez cały dzień kolejne fale bombardowały lotniska, hangary, warsztaty, koszary, magazyny i statki w portach. 13 października, przy gorszej pogodzie, naloty objęły także Peskadory i północny Luzon, 14 października lotniskowce wykonały już tylko jeden poranny nalot, po czym zaczęły się wycofywać. W kolejnych dniach Formozę bombardowały amerykańskie B-29 z 20 Dowództwa Bombowego, startujące z lotnisk pod Chengdu w Chinach, skąd latem wykonywały naloty na Kiusiu; uderzyły m.in. na wielkie zakłady naprawy samolotów przy lotnisku Okayama koło Takao.

Najgroźniejsze dla Amerykanów okazały się japońskie ataki o zmierzchu i w nocy. Samoloty jednostki „T” – bombowce Mitsubishi G4M i Yokosuka P1Y z torpedami – nadlatywały nisko nad wodą, oświetlały cele flarami i przebijały się przez ogień przeciwlotniczy. Większość zginęła, zanim zdołała zaatakować. Wieczorem 13 października jedna z maszyn P1Y trafiła jednak torpedą ciężki krążownik USS „Canberra”. Zginęło 23 marynarzy, zalane zostały obie maszynownie i okręt stanął. Zamiast go zatopić, Amerykanie wzięli go na hol – zadanie przypadło krążownikowi USS „Wichita”. Następnego wieczoru, 14 października, torpeda trafiła lekki krążownik USS „Houston” (CL-81), drugi okręt tej nazwy w tej wojnie. Okręt przechylił się, część załogi znalazła się w wodzie, ale i jego uratowano – na holu poprowadził go krążownik USS „Boston”. 16 października „Houston” otrzymał drugą torpedę, a mimo to utrzymał się na wodzie. Lżejsze uszkodzenia od bomb i rozbijających się samolotów odniosły też m.in. lotniskowce „Franklin” i „Hancock”.

„Przynęta” Halseya

Dwa unieruchomione krążowniki, holowane z prędkością kilku węzłów, znalazły się w zasięgu lotnictwa z Formozy i Luzonu. Halsey mógł je zatopić i odejść. Postanowił inaczej: zgrupowanie uszkodzonych okrętów z eskortą, nazywane przez marynarzy „Dywizją Kalek” (CripDiv 1), a potem „Dywizją Przynętą” (BaitDiv 1), miało zwabić japońską flotę. Grupa McCaina osłaniała krążowniki, grupa Davisona atakowała lotniska na Luzonie, a pozostałe dwie grupy odeszły na wschód, poza zasięg japońskiego rozpoznania, gotowe uderzyć na każdy zespół, który ruszyłby, by „dobić” Amerykanów.

Plan niemal się powiódł. Na wieść o sukcesach lotnictwa z Japonii wyszła 15 października 5 Flota wiceadm. Kiyohide Shimy – dwa ciężkie krążowniki, lekki krążownik i niszczyciele – by zniszczyć resztki rzekomo rozbitego zespołu. Japońskie samoloty rozpoznawcze wypatrzyły jednak nienaruszone amerykańskie lotniskowce i Shima zawrócił. Lotnictwo japońskie atakowało przez cały 15 i 16 października, ponosząc dalsze ciężkie straty. Oba krążowniki doholowano ostatecznie do Ulithi, a po prowizorycznych naprawach odesłano do stoczni w Stanach Zjednoczonych. Żaden z nich nie wziął już udziału w walkach.

Zwycięstwo, którego nie było

Japońscy lotnicy, którzy wracali z nocnych ataków, meldowali o płonących i tonących lotniskowcach. W ciemności, wśród wybuchów, smug ognia przeciwlotniczego i płonących na wodzie wraków własnych samolotów, łatwo było wziąć każdy błysk za trafienie. Większość załóg, które mogłyby cokolwiek sprostować, nie wróciła. Meldunki sumowano bez krytycznej weryfikacji. 19 października Cesarska Kwatera Główna ogłosiła, że od 12 października zatopiono 11 lotniskowców, 2 pancerniki i 3 krążowniki oraz krążownik lub niszczyciel, a uszkodzono 8 dalszych lotniskowców, 2 pancerniki i kilkanaście innych okrętów; własne straty podano jako 312 samolotów, które nie wróciły. W rzeczywistości nie zatonął żaden amerykański okręt, a poważnie uszkodzone zostały dwa krążowniki.

W Japonii ogłoszono wielkie zwycięstwo. Prasa i radio pisały o rozgromieniu amerykańskiej floty, a 21 października cesarz Hirohito wydał reskrypt z wyrazami uznania dla wojska i marynarki. Halsey, gdy dowiedział się o komunikatach z Tokio, wysłał podobno do Nimitza depeszę, że okręty „zatopione” przez radio Tokio zostały podniesione i wycofują się z dużą prędkością w stronę nieprzyjaciela. Depesza ta weszła do amerykańskiej legendy wojny.

W samej marynarce szybko zrozumiano, że wyniki były znacznie skromniejsze. Według japońskich opracowań sztab Floty Połączonej do 18 października przyjął, że uszkodzono najwyżej kilka lotniskowców, a większość amerykańskiej floty jest nietknięta. Wątpliwości miał też mjr Eizō Hori z wywiadu armii, który przesłuchał lotników w bazie Kanoya i depeszował do Tokio, że zatopiono co najwyżej dwa–trzy okręty, i to niekoniecznie lotniskowce. Według jego wspomnień depesza nie wpłynęła na decyzje sztabu. Armia, jak się powszechnie przyjmuje, nie dowiedziała się w porę od marynarki, jak wyglądały faktyczne wyniki.

Bilans

Straty amerykańskie były stosunkowo niewielkie. Według zestawień przytaczanych w literaturze Amerykanie stracili w dniach 12–16 października 89 samolotów (część z przyczyn niebojowych), a w lotnictwie i na okrętach zginęło około stu ludzi. Dwa krążowniki na długie miesiące wyszły z linii. Straty japońskie są trudniejsze do ustalenia. Sama Kwatera Główna przyznała 312 samolotów, które nie wróciły; według opracowań opartych na danych japońskich nad Formozą i w atakach na okręty zginęło łącznie ponad 300 maszyn, Amerykanie zaś szacowali je na znacznie więcej. Do tego doszły samoloty zniszczone na ziemi, zbombardowane zakłady i statki w portach. Najdotkliwsza była utrata doświadczonych lotników, w tym załóg jednostki „T”, oraz grup lotniczych odwołanych z lotniskowców wiceadm. Jisaburō Ozawy i rzuconych do walki z lądu.

Skutki przed Leyte

Bitwa nad Formozą rozstrzygnęła w dużej mierze, jak potoczy się walka o Filipiny. Japońska flota straciła na niej osłonę powietrzną, na którą liczyła w operacji Shō. Lotniskowce Ozawy miały jeszcze pokłady, ale prawie bez samolotów i lotników, co sprawiło, że w nadchodzącej bitwie mogły odegrać tylko rolę przynęty. Brytyjski historyk H. P. Willmott pisał, że klęska Japończyków na Filipinach w dużej mierze dokonała się już przed desantami 17 i 20 października – właśnie wskutek zwycięstwa amerykańskiego lotnictwa pokładowego po 10 października. Toyoda po wojnie jako główną przyczynę niepowodzenia Shō wskazał słabość w powietrzu.

Fałszywe meldunki miały też skutki strategiczne. Przekonani, że amerykańska flota jest rozbita, w Tokio uznali, że lądowanie na Leyte jest szansą na rozstrzygającą bitwę. Wbrew dotychczasowym planom, zakładającym obronę przede wszystkim na Luzonie, gen. Tomoyuki Yamashita, dowódca 14 Armii Obszarowej, otrzymał rozkaz przerzucenia na Leyte dużych sił. Konwoje płynące tam pod nieustannymi atakami lotnictwa poniosły ciężkie straty, a Luzon został osłabiony przed walkami, które miały tam nadejść.

Wreszcie po klęsce nad Formozą w japońskiej marynarce zwyciężyła idea, odrzucana jeszcze we wrześniu: zorganizowanych ataków samobójczych. Wiceadm. Takijirō Ōnishi, który w październiku objął dowództwo 1 Floty Powietrznej w Manili, uznał, że przy tak słabo wyszkolonych lotnikach jedynym sposobem trafienia amerykańskich lotniskowców jest rozbicie o nie samolotu z bombą. Kilka dni później powstała pierwsza jednostka kamikaze, która weszła do walki w bitwie w zatoce Leyte pod koniec października.

Miejsce w wojnie

Naloty na Formozę były ostatnim wielkim przygotowaniem przed powrotem Amerykanów na Filipiny. 17 października Amerykanie zajęli wysepki u wejścia do zatoki Leyte, 20 października wojska MacArthura wylądowały na wyspie, a 23–26 października w bitwie w zatoce Leyte, największej bitwie morskiej w historii, japońska flota została rozbita. Formoza, choć tak bliska, do końca wojny pozostała w rękach japońskich: Amerykanie ominęli ją, zajmując na wiosnę 1945 roku Iwo Jimę i Okinawę, a wyspę bombardowano aż do kapitulacji Japonii. Po wojnie, w październiku 1945 roku, przejęły ją władze Republiki Chińskiej. Japońska propaganda „zwycięstwa” sprzed Leyte pozostała natomiast jednym z najbardziej jaskrawych przykładów tego, jak przecenianie własnych sukcesów może pchnąć dowództwo do decyzji opartych na fikcji.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.