TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Czwarta kadencja Roosevelta

Kategoria:
Polityka
Data:
7 listopada 1944
Autor:
Natalia
Tagi:
Stany Zjednoczone, Franklin Delano Roosevelt, wybory prezydenckie
Portret Franklina D. Roosevelta z sierpnia 1944 roku.
Portret Franklina D. Roosevelta z sierpnia 1944 roku.Autor: Leon Perskie · CC BY 2.0 · Wikimedia Commons

We wtorek 7 listopada 1944 roku Amerykanie wybierali prezydenta po raz pierwszy od 1864 roku w czasie wielkiej wojny, w której walczyły miliony ich żołnierzy. Wygrał urzędujący prezydent Franklin Delano Roosevelt, który pokonał republikańskiego gubernatora stanu Nowy Jork Thomasa Deweya i jako pierwszy i jedyny w dziejach Stanów Zjednoczonych został wybrany na czwartą kadencję. Rządził od marca 1933 roku: w 1932 roku pokonał Herberta Hoovera, w 1936 roku Alfa Landona, a w listopadzie 1940 roku jako pierwszy zdobył trzecią kadencję, łamiąc obyczaj dwóch kadencji, który od czasów Jerzego Waszyngtona przestrzegali wszyscy jego poprzednicy.

Określenie tego zwycięstwa jako bezprecedensowego i niepowtórzonego jest ścisłe. Żaden prezydent przed Rooseveltem nie sprawował urzędu dłużej niż dwie kadencje i żaden po nim nie może tego uczynić: zabrania tego 22. poprawka do Konstytucji, uchwalona po jego śmierci właśnie w odpowiedzi na jego cztery zwycięstwa. Wybory z 1944 roku były jednak także najmniej okazałym z tych zwycięstw, a prezydent, który je odniósł, był już człowiekiem ciężko chorym. Nie dożył nawet czwartego miesiąca nowej kadencji.

Kandydaci

O tym, że Roosevelt będzie ubiegał się o czwartą kadencję, Waszyngton wiedział od lata. 11 lipca 1944 roku prezydent ogłosił, że przyjmie nominację, choć „dla siebie” wolałby wrócić do domu nad rzeką Hudson. Konwencja Partii Demokratycznej w Chicago (19–21 lipca) nominowała go bez trudu, ale ostro spierała się o kandydata na wiceprezydenta. Przywódcy partii, zaniepokojeni wyglądem prezydenta i pogłoskami o jego chorobie, nie chcieli pozostawić na tym stanowisku lewicującego Henry’ego Wallace’a, który mógł niebawem objąć urząd po Roosevelcie. Ostatecznie kandydatem na wiceprezydenta został mało znany senator z Missouri Harry Truman, przewodniczący senackiej komisji badającej marnotrawstwo w przemyśle zbrojeniowym.

Republikanie już pod koniec czerwca, również w Chicago, nominowali Deweya. Czterdziestodwuletni gubernator, znany w latach trzydziestych jako nieprzejednany nowojorski prokurator walczący z przestępczością zorganizowaną, reprezentował umiarkowane, wschodnie skrzydło partii. Nie był izolacjonistą: akceptował udział Stanów Zjednoczonych w wojnie i ideę powojennej organizacji międzynarodowej, której zręby uzgadniano właśnie na konferencji w Dumbarton Oaks. Kandydatem na wiceprezydenta został konserwatywny gubernator Ohio John W. Bricker. Gdyby Dewey wygrał, zostałby pierwszym prezydentem urodzonym w XX wieku.

Kampania w czasie wojny

Dewey znalazł się w trudnym położeniu. Nie mógł atakować prowadzenia wojny, która jesienią 1944 roku szła po myśli aliantów: w sierpniu wyzwolono Paryż, we wrześniu wojska amerykańskie stanęły na granicy Niemiec, a w październiku wylądowały na Filipinach. Skupił się więc na polityce wewnętrznej: na krytyce Nowego Ładu, rozrostu biurokracji i rzekomej rozrzutności administracji, a także na obawach przed powojennym bezrobociem. Republikanie przedstawiali rząd jako gromadę „zmęczonych starych ludzi”, co było czytelną aluzją do zdrowia prezydenta, i przekonywali, że szesnaście lat rządów jednego człowieka to zagrożenie dla ustroju.

Ostrym tematem kampanii stały się związki Demokratów ze związkami zawodowymi, zwłaszcza z komitetem akcji politycznej federacji CIO, kierowanym przez Sidneya Hillmana. Republikanie upowszechnili hasło „Clear it with Sidney” („uzgodnijcie to z Sidneyem”), przypisując Rooseveltowi słowa, jakoby wybór kandydata na wiceprezydenta miał zatwierdzić Hillman. Dewey w przemówieniu radiowym w Oklahoma City pod koniec września oskarżył prezydenta, że stał się „niezbędny” dla skorumpowanych wielkomiejskich machin partyjnych i dla amerykańskich komunistów, a jego gabinet nazwał „zbieraniną”.

Roosevelt początkowo zapowiadał, że nie będzie prowadził zwykłej kampanii, bo ma wojnę do prowadzenia. Zmienił zdanie, gdy sondaże pokazały, że przewaga nad Deweyem nie jest tak pewna, jak sądzono. 23 września w Waszyngtonie, na kolacji ze związkowcami z federacji kierowców ciężarówek (Teamsters), wygłosił transmitowane przez radio przemówienie, które przeszło do historii jako „mowa o Fali”. Wyśmiewał w nim republikańskie zarzuty, a zwłaszcza pogłoskę, że po swoim psie, szkockim terierze Fali, zapomnianym rzekomo na Aleutach, wysłał okręt wojenny na koszt podatników. Republikanie, mówił, nie poprzestają na atakach na niego, jego żonę i synów, lecz atakują teraz jego małego psa – a Fala, Szkot z pochodzenia, na wieść o tych wydatkach „wpadł we wściekłość”. Sala pękała ze śmiechu, a komentatorzy uznali przemówienie za jedno z najskuteczniejszych w karierze prezydenta: pokazało Roosevelta pewnego siebie i dowcipnego, a Deweya postawiło w roli tego, który odpowiada z irytacją.

Jedną z najpoważniejszych broni, jakie Dewey mógł wykorzystać, sam odłożył. Do republikanów docierały wiadomości, że Amerykanie jeszcze przed atakiem na Pearl Harbor łamali japońskie szyfry dyplomatyczne, co dawało pole do oskarżeń, że administracja mogła przewidzieć japońskie uderzenie. Szef sztabu armii gen. George Marshall pod koniec września dwukrotnie wysłał do Deweya zaufanego oficera wywiadu z listem, w którym prosił, by kandydat nie poruszał tej sprawy, bo Japończycy wciąż używali części tych samych systemów szyfrowych, a ich odczytywanie ratowało życie amerykańskich żołnierzy na Pacyfiku. Według relacji uczestników Dewey, choć niechętnie, przystał na to i do końca kampanii milczał o łamaniu szyfrów.

Zdrowie prezydenta

W tle całej kampanii toczyła się sprawa, której opinia publiczna nie znała w pełni. Od marca 1944 roku lekarze Roosevelta wiedzieli, że prezydent cierpi na bardzo wysokie nadciśnienie i niewydolność serca; kardiolog marynarki wojennej Howard Bruenn czuwał nad nim odtąd niemal stale. Oficjalnie naczelny lekarz prezydenta, adm. Ross McIntire, zapewniał, że Roosevelt jest zdrowy jak na swój wiek. Zdjęcia z lata – wychudzona twarz, zapadnięte policzki – oraz niepewne wystąpienie w bazie marynarki wojennej w Bremerton w sierpniu podsycały jednak pogłoski.

Roosevelt odpowiedział na nie wysiłkiem, który współcześni uznali za pokaz siły, a późniejsi historycy – za ryzyko dla jego zdrowia. 21 października przez około cztery godziny przejeżdżał otwartym samochodem przez cztery dzielnice Nowego Jorku w zimnym, ulewnym deszczu, pozdrawiając tłumy, a wieczorem wygłosił przemówienie o polityce zagranicznej, w którym bronił projektu powojennej organizacji narodów zjednoczonych. W kolejnych dniach przemawiał w Filadelfii, na stadionie Soldier Field w Chicago przed tłumem liczonym przez prasę na ponad sto tysięcy osób, a 4 listopada w Bostonie. Pogłoski o złym zdrowiu na pewien czas ucichły. Dziś wiadomo, że były uzasadnione.

Głosowanie żołnierzy

Wybory 1944 roku po raz pierwszy postawiły na tak wielką skalę problem głosowania żołnierzy. Pod bronią było około jedenastu milionów Amerykanów, rozrzuconych od Europy po wyspy Pacyfiku. Prawo wyborcze regulowały stany, a w Kongresie toczył się spór, czy rząd federalny może wydać jednolitą kartę do głosowania dla wojska. Demokraci, licząc na głosy żołnierzy, chcieli prostej karty federalnej; republikanie i część Demokratów z Południa, broniąca prawa stanów do określania zasad głosowania (a w praktyce także pogłównego i innych barier dla czarnych wyborców), domagali się, by o wszystkim decydowały stany. Ustawa przyjęta wiosną 1944 roku była kompromisem: kartę federalną mogli wykorzystać tylko żołnierze ze stanów, które na to zezwoliły, i tylko wtedy, gdy nie otrzymali karty stanowej. Roosevelt uznał ją za niewystarczającą i pozwolił, by weszła w życie bez jego podpisu.

Mimo tych przeszkód wojsko i poczta przeprowadziły jedną z największych operacji wyborczych w historii kraju. Szacunki liczby oddanych głosów wojskowych wahają się w różnych źródłach od około 2,5 do ponad 3 milionów. Karty wędrowały pocztą wojskową na okręty i do okopów, a potem z powrotem do stanów, gdzie liczono je czasem jeszcze kilka tygodni po wyborach.

Głosy Polonii

Kampania miała wymiar, który bezpośrednio dotyczył Polski. Kilka milionów Amerykanów polskiego pochodzenia, skupionych w wielkich miastach Północy i Środkowego Zachodu – Chicago, Detroit, Buffalo, Milwaukee, Pittsburghu – stanowiło ważną część koalicji wyborczej Demokratów. Pod koniec 1943 roku w Teheranie Roosevelt dał Stalinowi do zrozumienia, że w zasadzie godzi się na przesunięcie granic Polski na zachód, ale ze względu na tych wyborców nie może wypowiedzieć się w tej sprawie publicznie przed wyborami. Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Karol Rozmarek zabiegał o jednoznaczne poparcie dla niepodległości i granic Polski. 11 października, w rocznicę śmierci Kazimierza Pułaskiego, Roosevelt przyjął w Białym Domu delegację Polonii i dał się sfotografować na tle mapy przedwojennej Polski; pod koniec października, w Chicago, Rozmarek po rozmowie z prezydentem ogłosił, że go popiera. Konkretnych zobowiązań w sprawie granic Roosevelt nie złożył. Większość Polonii głosowała na niego, a wielu jej działaczy uznało później, że w Jałcie zostali oszukani.

Noc wyborcza i wyniki

Dzień wyborów prezydent spędził w rodzinnym domu w Hyde Park nad rzeką Hudson, gdzie głosował, a wieczorem śledził napływające wyniki w jadalni, z ołówkiem i arkuszami wyników z poszczególnych stanów. Około północy było jasne, że wygrał; tradycyjnie wyszedł do sąsiadów, którzy przyszli pod dom z pochodniami. Dewey uznał porażkę w przemówieniu radiowym nad ranem 8 listopada, ale nie zadzwonił do prezydenta ani nie wysłał depeszy z gratulacjami. Roosevelt odpowiedział mu chłodnym telegramem: „Dziękuję za pańskie oświadczenie, które przed kilkoma minutami słyszałem przez radio”.

Według oficjalnych wyników Roosevelt zdobył 25 612 916 głosów (53,4%), Dewey – 22 017 929 (45,9%). Prezydent wygrał w 36 stanach, które dały mu 432 głosy elektorskie; Dewey zdobył 12 stanów i 99 głosów elektorskich. Na tle poprzednich zwycięstw był to wynik najskromniejszy: przewaga w głosach powszechnych wyniosła około 3,6 miliona głosów i 7,5 punktu procentowego, mniej niż w 1940 roku. Dewey odebrał Demokratom Ohio, Wisconsin i Wyoming, Roosevelt zdobył natomiast Michigan. W rodzinnym stanie Nowy Jork prezydent wygrał tylko dzięki głosom oddanym na listach dwóch lewicowych partii stanowych, Amerykańskiej Partii Pracy i Partii Liberalnej, które również go popierały. Dewey zdobył też osobistą satysfakcję: wygrał w samym Hyde Park. W wyborach do Kongresu Demokraci zyskali około dwudziestu mandatów w Izbie Reprezentantów i zachowali wyraźną większość w obu izbach.

Komentatorzy i historycy zgodnie wskazują, że o wyniku zadecydowała przede wszystkim wojna. Większość wyborców uznała, że w jej rozstrzygającej fazie i w okresie, gdy trzeba będzie zawierać pokój, nie należy zmieniać przywódcy, którego znano od dwunastu lat. Sukcesy z ostatnich tygodni kampanii – amerykański desant na Leyte i zwycięstwo w zatoce Leyte, postępy na froncie zachodnim – tylko to przekonanie wzmocniły.

Wynik z ulgą przyjęto w Londynie. Winston Churchill, który od 1940 roku zbudował z Rooseveltem bliską, choć nie wolną od napięć współpracę, przesłał mu serdeczne gratulacje. Dla aliantów wynik oznaczał ciągłość: zaledwie kilka tygodni wcześniej, na konferencji moskiewskiej, Churchill uzgadniał z nim podział wpływów na Bałkanach, a sprawy Polski i powojennej Europy czekały na spotkanie całej „Wielkiej Trójki”.

Miejsce w wojnie

Zwycięstwo z 7 listopada 1944 roku zapewniło, że Stany Zjednoczone dokończą wojnę pod tym samym kierownictwem politycznym, z tymi samymi dowódcami i według tej samej strategii: najpierw Niemcy, potem Japonia, a na koniec organizacja międzynarodowa, która miała utrwalić pokój. Dla rządu RP na uchodźstwie oznaczało natomiast koniec złudzeń, że po wyborach Waszyngton wystąpi otwarcie w obronie wschodnich granic Polski. Kilka tygodni później, 24 listopada, premier Stanisław Mikołajczyk, nie mogąc uzyskać ani amerykańskich gwarancji, ani zgody własnego rządu na ustępstwa wobec Moskwy, podał się do dymisji.

20 stycznia 1945 roku Roosevelt po raz czwarty złożył przysięgę, w skromnej ceremonii na południowym portyku Białego Domu, bez tradycyjnej parady. Dwa dni później wyruszył w podróż na konferencję jałtańską, gdzie w lutym 1945 roku wraz z Churchillem i Stalinem uzgadniał powojenny ład Europy, w tym granice i rząd Polski, oraz warunki przystąpienia ZSRR do wojny z Japonią. Wrócił z niej wyczerpany. 12 kwietnia 1945 roku zmarł w Warm Springs w Georgii na wylew krwi do mózgu, niespełna trzy miesiące po zaprzysiężeniu i niecały miesiąc przed kapitulacją Niemiec. Prezydentem został Truman, który jako wiceprezydent sprawował urząd tylko 82 dni i dopiero po objęciu prezydentury dowiedział się o budowie bomby atomowej. To on doprowadził wojnę do końca, podjął decyzję o zrzuceniu bomb na Hiroszimę i Nagasaki i otworzył okres zimnej wojny. Wybór wiceprezydenta, dokonany w lipcu w Chicago, okazał się w ten sposób jedną z najważniejszych decyzji politycznych 1944 roku.

Czwarta kadencja pozostała jedyna w dziejach. Republikanie, którzy w 1946 roku zdobyli większość w Kongresie, przeforsowali w 1947 roku 22. poprawkę do Konstytucji, ograniczającą sprawowanie urzędu prezydenta do dwóch kadencji z wyboru. Po ratyfikacji przez wymaganą liczbę stanów weszła ona w życie 27 lutego 1951 roku i zamieniła w przepis konstytucyjny obyczaj, który Roosevelt złamał w 1940 roku i przekreślił cztery lata później. Dewey, ponownie nominowany przez republikanów w 1948 roku, przegrał wtedy z Trumanem. Wybory z 1944 roku przeszły do historii jako dowód, że amerykańska demokracja potrafiła przeprowadzić normalne, uczciwe wybory w środku wojny światowej, oraz jako ostatnie zwycięstwo prezydenta, który poprowadził Stany Zjednoczone przez Wielki Kryzys i niemal do końca II wojny światowej.

Źródła

  1. archives.gov
  2. millercenter.org · campaigns and elections
  3. 1944 United States presidential election · Wikipedia (en)
  4. Twenty-second Amendment to the United States Constitution · Wikipedia (en)

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.