TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kamikaze na drodze do Luzonu

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
2 stycznia 1945
Autor:
Natalia
Tagi:
Japonia, US Navy, Filipiny, Australia

Na początku stycznia 1945 roku z zatoki Leyte wyruszyły pierwsze zespoły wielkiej armady, która miała wysadzić amerykańską 6 Armię na Luzonie – największej wyspie Filipin, z Manilą i główną japońską armią na archipelagu. Przez kolejnych dwanaście dni, aż do 13 stycznia, okręty płynące do zatoki Lingayen i stojące już w niej były celem najgwałtowniejszej do tej pory kampanii japońskich samolotów samobójczych. Japończycy coraz powszechniej sięgali po taktykę kamikaze – i w tych dniach osiągnęli nią więcej niż kiedykolwiek wcześniej w stosunku do liczby użytych maszyn.

Kamikaze w Filipinach

Pierwsze zorganizowane ataki samobójcze przeprowadzili lotnicy 1 Floty Powietrznej wiceadmirała Takijirō Ōnishiego w październiku 1944 roku, tuż po bitwie koło Samar, w ostatniej fazie bitwy w zatoce Leyte. W listopadzie samoloty samobójcze atakowały lotniskowce szybkiego zespołu admirała Williama Halseya, a w grudniu – konwoje płynące pod Mindoro. Z improwizowanego zrywu garstki ochotników kamikaze stali się regularną metodą walki, którą przejęło także lotnictwo armii japońskiej.

Japońskie dowództwo nie miało już czym prowadzić klasycznej walki powietrznej. Lotnictwo marynarki i armii na Filipinach straciło jesienią setki maszyn, a w ostatnim tygodniu grudnia Cesarska Kwatera Główna zdecydowała, że archipelag nie otrzyma więcej posiłków lotniczych. Według amerykańskiego historyka Iana Tolla 201 Grupa Lotnicza w Mabalacat koło dawnej bazy Clark mogła na początku stycznia wystawić około 40 sprawnych samolotów, a na całych Filipinach pozostało ich najwyżej około 200. Rozkaz był jednoznaczny: z wyjątkiem maszyn przeznaczonych do eskorty wszystkie pozostałe samoloty miały zostać rzucone na flotę amerykańską w atakach samobójczych.

Długa droga do Lingayen

Plan inwazji generała Douglasa MacArthura zakładał lądowanie 9 stycznia 1945 roku na plażach u południowego krańca zatoki Lingayen, skąd do Manili prowadziła równina środkowego Luzonu. Za transport i osłonę odpowiadała 7 Flota wiceadmirała Thomasa Kinkaida, a za przygotowanie artyleryjskie – zespół pancerników i krążowników wiceadmirała Jesse’ego Oldendorfa, z grupą lotniskowców eskortowych osłaniającą go z powietrza. Trałowce 2 Eskadry Minowej odłączyły się od konwoju na Leyte 2 stycznia i skierowały ku Lingayen, by przed lądowaniem oczyścić podejścia do zatoki.

Trasa była długa i okrężna. Z zatoki Leyte okręty przechodziły przez cieśninę Surigao i Morze Mindanao na Morze Sulu, a stamtąd wzdłuż zachodnich brzegów Negros, Panay i Mindoro płynęły na północ, mijając wejście do Zatoki Manilskiej. Przez blisko tydzień zespoły znajdowały się w zasięgu japońskich lotnisk na Luzonie, Negros i w środkowych Filipinach. Japończycy, jak ustalił później historyk marynarki Samuel Eliot Morison, najpóźniej 6 stycznia byli przekonani, że celem jest Lingayen – a to pozwalało im skupić resztki sił na jednym kierunku.

4 stycznia: „Ommaney Bay” na Morzu Sulu

Japońskie samoloty śledziły zespoły od chwili, gdy opuściły zatokę Leyte, a pojedyncze maszyny próbowały je atakować, ale pierwszy wielki cios padł 4 stycznia. Po południu 4 stycznia lotniskowiec eskortowy „Ommaney Bay” płynął na Morzu Sulu w tylnej grupie zespołu Oldendorfa, za pancernikiem „New Mexico”. Około godziny 17.12 dwusilnikowy bombowiec Yokosuka P1Y „Ginga” z dwiema bombami prześlizgnął się niezauważony przez osłonę niszczycieli. Radary nie wykryły go na czas, a załoga sądziła, że japońskie samoloty już odleciały; dowódca okrętu meldował później, że podejście maszyny zasłoniło oślepiające słońce.

Samolot zahaczył skrzydłem o nadbudówkę i runął na pokład lotniczy. Jedna z bomb przebiła go i eksplodowała w hangarze wśród zatankowanych samolotów, druga przeszła przez pokład hangarowy i przerwała magistralę wodną, utrudniając gaszenie. Pożary i kolejne wybuchy objęły cały okręt; jeszcze tego samego wieczoru opuszczony „Ommaney Bay” dobił torpedą niszczyciel „Burns”. Zginęło 93 członków załogi i dwóch marynarzy z niszczyciela eskortowego „Eichenberger”, którzy pomagali w akcji ratunkowej. Na dno poszło 29 samolotów, z których żaden nie zdążył wystartować. Była to pierwsza duża strata zespołu inwazyjnego – i zapowiedź tego, co miało nastąpić.

5 stycznia: pod Corregidorem

Następnego dnia zespoły minęły wejście do Zatoki Manilskiej. Ludzie Ōnishiego mieli tu do celu bardzo blisko: według Morisona 16 samolotów samobójczych i 4 maszyny eskorty wystartowały o 15.57 z lotniska w Mabalacat, na północ od Manili, i w niecałą godzinę dotarły do okrętów płynących około 160 kilometrów od Corregidoru. Między 16.51 a 17.50 trafiony został niszczyciel „Helm”, australijski niszczyciel „Arunta”, krążownik ciężki „Louisville” i lotniskowce eskortowe „Manila Bay” oraz „Savo Island”. Na „Manila Bay” zginęło 14 ludzi, ale okręt już następnego dnia wznowił ograniczone loty.

O 17.35 kamikaze uderzył w lewą burtę australijskiego krążownika ciężkiego HMAS „Australia”, który płynął do zatoki, by wspierać lądowanie pod San Fabian. Zginęło od 25 do 30 ludzi – źródła podają różne liczby – głównie z obsług dział przeciwlotniczych. Okręt pozostał w szyku. Generał MacArthur płynął na krążowniku lekkim „Boise”, który tego dnia uniknął dwóch torped wystrzelonych przez japoński miniaturowy okręt podwodny.

6 stycznia: najczarniejszy dzień

Rankiem 6 stycznia okręty Oldendorfa weszły do zatoki Lingayen i około południa rozpoczęły ostrzał wybrzeża, a trałowce przeczesywały podejścia do plaż. Okręty zakotwiczone lub manewrujące powoli w ciasnym akwenie były łatwym celem, a zachmurzenie nad zatoką i otaczające ją wzgórza utrudniały radarom wykrywanie nisko lecących samolotów. Według relacji komandora Tadashiego Nakajimy, odpowiedzialnego za szkolenie i użycie kamikaze na Filipinach, tego dnia wystartowało z lotnisk Luzonu około 27–28 samolotów samobójczych; MacArthur pisał później o 58 maszynach i 18 myśliwcach eskorty.

O 11.59 kamikaze uderzył w lewe skrzydło pomostu pancernika „New Mexico”. Zginęło 30 ludzi, a 87 zostało rannych. Wśród zabitych był dowódca okrętu, komandor Robert Fleming, oraz generał porucznik Herbert Lumsden – osobisty łącznik premiera Winstona Churchilla przy MacArthurze, w 1942 roku dowódca X Korpusu w drugiej bitwie pod El Alamein, odwołany wówczas przez Bernarda Montgomery’ego. Był jednym z najwyższych rangą brytyjskich oficerów wojsk lądowych, którzy zginęli w walce w czasie II wojny światowej. Kilka metrów dalej, po prawej stronie pomostu, stali admirał Bruce Fraser, dowódca tworzonej właśnie brytyjskiej Floty Pacyfiku, który przybył obserwować działania Amerykanów, oraz kontradmirał George Weyler; obaj wyszli bez szwanku.

Kilkanaście minut później, około 12.15, myśliwiec Mitsubishi A6M „Zero” wbił się tuż nad linią wodną w lewą burtę trałowca „Long” (dawnego niszczyciela), pod pomostem. Okręt stanął w ogniu i załoga musiała go opuścić; trafiony ponownie, z przełamanym kadłubem zatonął rankiem 7 stycznia. Niemal całą załogę – 149 ludzi – podjął trałowiec „Hovey”. Około 12.52 kamikaze trafił szybki transportowiec „Brooks”, który trzeba było porzucić. Uszkodzenia odniosły też niszczyciele „Walke”, „Allen M. Sumner” i inne okręty.

Po południu nastąpiła druga fala. Pięć samolotów, które o 16.55 wystartowało z Mabalacat pod dowództwem porucznika Nakano, zaatakowało około 17.20–17.35. Kamikaze trafił pancernik „California” przy maszcie głównym; w pożarze, spotęgowanym przez pocisk z sąsiedniego okrętu, który przypadkowo trafił jedną z wież, zginęło 44 ludzi, a 155 zostało rannych. O 17.34 drugi kamikaze uderzył w „Australię” między działami 102 mm na prawej burcie, zabijając 14 marynarzy; odtąd krążownik miał dość przeszkolonych artylerzystów, by obsadzić tylko po jednym dziale tego kalibru na każdej burcie. Ponownie trafiony został „Louisville”: na jego pomoście śmiertelnie ranny został kontradmirał Theodore E. Chandler, dowódca 4 Dywizjonu Krążowników, który zmarł następnego dnia – jeden z pięciu amerykańskich admirałów poległych w walce w czasie wojny. Uszkodzony został także krążownik lekki „Columbia”.

Morison ocenił, że 6 stycznia kamikaze uszkodzili 15 okrętów, i nazwał ten dzień najcięższym ciosem dla marynarki amerykańskiej od bitwy pod Tassafarongą w listopadzie 1942 roku. Uważał też te ataki za najskuteczniejsze w całej wojnie w stosunku do liczby użytych samolotów.

„Wielki niebieski koc” i lądowanie

Straty z 6 stycznia zaniepokoiły dowództwo. Na prośbę Kinkaida i MacArthura Halsey, którego 3 Flota w pierwszych dniach stycznia uderzała na Formozę, skierował 6 i 7 stycznia samoloty szybkich lotniskowców nad lotniska Luzonu. Była to taktyka „wielkiego niebieskiego koca”, opracowana przez komandora Johna Thacha: stałe, liczne patrole myśliwskie nad lotniskami przeciwnika, które miały niszczyć samoloty na ziemi i przechwytywać je zaraz po starcie. Lotnicy Halseya meldowali o zniszczeniu co najmniej 75 maszyn na ziemi. Z lotniskowców eskortowych Oldendorfa wykonano w dniach 6–8 stycznia od 250 do 300 lotów nad plaże i lotniska.

Ataki nie ustały. 7 stycznia przed świtem trałowiec „Hovey”, wiozący rozbitków z „Longa” i „Brooksa”, zatonął trafiony torpedą lotniczą; zginęło 24 członków jego załogi i 24 rozbitków. Wieczorem tego dnia bomby z japońskiego bombowca zatopiły trałowiec „Palmer”. 8 stycznia „Australia” została trafiona dwukrotnie w ciągu dwudziestu minut – jeden z samolotów wybił w jej burcie na linii wodnej otwór o wymiarach około 4 na 2,5 metra – i mimo przechyłu prowadziła dalej zaplanowany ostrzał. Tego samego dnia uszkodzone zostały lotniskowiec eskortowy „Kadashan Bay” i transportowce.

9 stycznia rano oddziały 6 Armii generała porucznika Waltera Kruegera wylądowały na plażach zatoki Lingayen niemal bez oporu – generał Tomoyuki Yamashita nie zamierzał bronić wybrzeża i wycofał główne siły w góry. Kamikaze nadal jednak atakowali okręty. 9 stycznia o 13.02 samolot samobójczy trafił pancernik „Mississippi”, zabijając 23 ludzi, a o 13.11 piąty już kamikaze uderzył w „Australię”, niszcząc komin, radar i radiostację. Krążownik, na którym od 5 stycznia zginęło 44 ludzi, a 72 zostało rannych, wycofano do naprawy. 10 stycznia trafiono transportowiec „DuPage” i niszczyciel eskortowy „Leray Wilson”, 11 stycznia – stary niszczyciel „Belknap”, na którym zginęło 38 ludzi.

Ostatnie samoloty

Po 10 stycznia ataki zaczęły słabnąć – nie dlatego, że Japończycy zrezygnowali z tej taktyki, lecz dlatego, że skończyły się im samoloty. Wiceadmirał Ōnishi przeniósł dowództwo 1 Floty Powietrznej na Formozę, a personel naziemny 201 Grupy Lotniczej pozostawiony na Luzonie wcielono do oddziałów piechoty, które miały się bronić w górach na zachód od Clark. W połowie stycznia na Formozę odleciał – bez zgody przełożonych – także dowódca 4 Armii Lotniczej armii japońskiej, generał porucznik Kyōji Tominaga, który organizował ataki samobójcze lotnictwa armii nad Filipinami.

Ostatnie ataki trafiły w jednostki najsłabiej bronione. 12 stycznia kamikaze uderzył w statek transportowy „Kyle V. Johnson”, zabijając około 120 ludzi, a kolejne samoloty uszkodziły inne statki i niszczyciele eskortowe. Rankiem 13 stycznia samolot runął niemal pionowo na pokład lotniskowca eskortowego „Salamaua”; zginęło 15 marynarzy. Był to ostatni okręt trafiony przez kamikaze w zatoce Lingayen. Japońskie lotnictwo na Luzonie praktycznie przestało istnieć.

Bilans

Dokładne liczby różnią się w zależności od źródła i od tego, jaki okres się liczy. Według zestawień opartych na pracach Morisona w dniach 3–13 stycznia kamikaze i inne samoloty japońskie trafiły około 47 okrętów i statków alianckich, z których cztery zatonęły; zginęło około 740 marynarzy i żołnierzy, a blisko 1300 zostało rannych. Licząc od połowy grudnia, od operacji na Mindoro, do 13 stycznia, ataki samobójcze zatopiły według tych samych zestawień 24 jednostki i uszkodziły 67. Morison szacował, że 6 stycznia trafiała niemal co druga maszyna, która dotarła nad zespół – znacznie więcej niż w innych fazach wojny na Pacyfiku – a w całym okresie co trzecia. Japończycy zapłacili za to około stu, może dwustu samolotami i życiem ich pilotów, w tym wielu młodych, ledwie przeszkolonych lotników.

Amerykanie wyciągnęli z tych dni wnioski. Rozbudowano patrole myśliwskie nad flotą i ustawiono niszczyciele dozoru radarowego daleko przed zespołami, zwiększono liczbę dział przeciwlotniczych na okrętach, a lotnictwo pokładowe miało systematycznie niszczyć lotniska przeciwnika jeszcze przed operacjami desantowymi. Dowódcy przyznawali jednak, że zdecydowany pilot, który przedarł się przez zaporę ogniową, trafiał w cel niemal zawsze – niezależnie od manewrów okrętu.

Miejsce w wojnie

Kamikaze nie zatrzymali inwazji: 6 Armia wylądowała w zatoce Lingayen zgodnie z planem, a kampania filipińska weszła w fazę walk o Luzon, Manilę i góry północnej części wyspy, które trwały do końca wojny. Ataki samobójcze kosztowały jednak flotę więcej ludzi niż samo lądowanie i pokazały, że z każdym krokiem ku Japonii opór będzie bardziej zażarty. Po utracie Luzonu japońskie lotnictwo przeniosło ataki samobójcze na Formozę i Wyspy Japońskie: już 21 stycznia kamikaze startujący z Formozy ciężko uszkodzili lotniskowiec „Ticonderoga”, w lutym uderzyli pod Iwo Jimą, a wiosną 1945 roku pod Okinawą masowe ataki samobójcze zadały marynarce amerykańskiej najcięższe straty w ludziach w jej historii. Doświadczenia z zatoki Lingayen i Okinawy zaważyły na amerykańskich szacunkach kosztów inwazji na same Wyspy Japońskie.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.