TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Koniec operacji „Outward”

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
4 września 1944
Autor:
Łukasz
Tagi:
Wielka Brytania, Royal Navy, III Rzesza, Luftwaffe

4 września 1944 roku, według brytyjskich danych zebranych po wojnie, z wybrzeża Anglii wypuszczono ostatnie balony operacji Outward. Tak zakończyła się jedna z najdziwniejszych kampanii II wojny światowej: przez dwa i pół roku Royal Navy posyłała nad Niemcy i okupowaną Europę tanie, wypełnione wodorem balony bez załogi, które ciągnęły stalowy drut zrywający linie wysokiego napięcia albo niosły ładunki zapalające przeznaczone dla lasów i wrzosowisk. Ostatnie starty nie były już niczym spektakularnym – od wiosny 1944 roku operacja wygasała stopniowo, a jej koniec przyszedł w dniach, gdy wojska alianckie wkraczały do Belgii i wyzwalały Brukselę, a front przesuwał się szybko na wschód, coraz bliżej granic Rzeszy.

Dwa i pół roku balonów

Pierwsze balony wystartowały 20 marca 1942 roku z pola golfowego Felixstowe Ferry pod Felixstowe w hrabstwie Suffolk, gdzie mieściła się baza marynarki HMS Beehive. W lipcu 1942 roku uruchomiono drugie stanowisko nad zatoką Oldstairs Bay w pobliżu Dover. Broń była nadwyżką magazynową: marynarka miała w zapasie około stu tysięcy lateksowych balonów meteorologicznych o średnicy około 2,4 metra, a ponieważ lateks był surowcem deficytowym, wykorzystanie tych zapasów przesądziło o opłacalności przedsięwzięcia. Prosty mechanizm z wolno tlącym się lontem i puszką oleju służącą za balast miał sprawić, że balon opadnie i zwolni ładunek dopiero nad terytorium kontrolowanym przez Niemców. Według brytyjskich obliczeń jeden balon kosztował około 1 funta i 15 szylingów.

Obsługę stanowisk stanowiło według opracowań ponad 230 osób: oficerowie marynarki, żołnierze Royal Marines i kobiety z Women’s Royal Naval Service, wspierani przez dowództwo balonowe RAF, które dostarczało wodór w butlach, oraz przez meteorologów marynarki. Praca bywała niebezpieczna – przy napełnianiu balonów i obchodzeniu się z ładunkami zapalającymi zdarzały się poparzenia, a z powodów bezpieczeństwa obsługę określano jako jednostkę zapór przeciw okrętom podwodnym.

Od sierpnia 1942 roku wypuszczano do tysiąca balonów dziennie, a w pojedynczych akcjach do 1800 w ciągu trzech–czterech godzin. Największym sukcesem okazała się awaria z 12 lipca 1942 roku: drut balonu zwarł linię 110 kV pod Lipskiem, a uszkodzony wyłącznik wywołał pożar, który zniszczył elektrownię w Böhlen. Balony nie wybierały jednak celów. Część spadała przedwcześnie w okupowanej Belgii, zmienny wiatr zawracał niektóre nad Anglię, a w neutralnej Szwecji, w nocy z 19 na 20 stycznia 1944 roku, zderzyły się pod Laholmem dwa pociągi – według brytyjskich opracowań po tym, jak balon uszkodził zasilanie oświetlenia kolejowego.

Od zmasowanych startów do „sączenia”

Operacja od początku kolidowała z ofensywą lotniczą przeciw Niemcom. W noce wielkich nalotów Bomber Command starty wstrzymywano, bo obawiano się, że stalowy drut lub ładunek zapalający może trafić we własny bombowiec. Gdy wiosną 1944 roku nad kanałem La Manche, Morzem Północnym i zachodnią Europą zaroiło się od alianckich samolotów przygotowujących inwazję, ryzyko to wyraźnie wzrosło. W maju 1944 roku zdecydowano więc o zmianie taktyki. Masowe starty zarzucono, a zastąpiono je tak zwanym „sączeniem” (ang. trickle): z trzech stanowisk wypuszczano w ciągu dnia pojedyncze balony co dziesięć minut. Tylko około dwóch procent z nich miało nieść drut, resztę stanowiły balony z ładunkami zapalającymi.

Brytyjczycy uznali, że taki rzadki strumień balonów nie stanowi poważnego zagrożenia dla własnego lotnictwa, więc mógł trwać bez przerw. Uprościło to także zaopatrzenie stanowisk w wodór i zwolniło samochody oraz butle ze sprężonym gazem, których potrzebowano teraz gdzie indziej – przy lądowaniu w Normandii i w obronie przed niemieckimi pociskami V-1, które od czerwca 1944 roku spadały na Londyn i południowo-wschodnią Anglię. Balony zaporowe, do których obsługi potrzebny był ten sam sprzęt i ten sam gaz, ustawiono latem 1944 roku w gęsty pas na południe od stolicy jako jedną z zapór przeciw latającym bombom.

Dlaczego balony przestały latać

Dostępne opracowania nie przytaczają jednego rozkazu, który zakończył operację, i podają raczej splot przyczyn. Starty od miesięcy słabły, bo musiały ustępować bombardowaniom Niemiec i operacjom inwazyjnym. Balony – jak podkreślają autorzy piszący o Outward – nie odróżniały terytorium okupowanego od wyzwolonego, a ich ładunki mogły zagrażać alianckim lotnikom i wojskom. Na przełomie sierpnia i września 1944 roku, po rozbiciu Niemców pod Falaise i wyzwoleniu Paryża, alianckie armie posuwały się przez północną Francję i Belgię po kilkadziesiąt kilometrów dziennie; 4 września, w dniu ostatnich startów, brytyjska 11 Dywizja Pancerna wkroczyła do Antwerpii. Balony wypuszczane z Suffolku i Kentu, kierowane wiatrem nad Niderlandy, Belgię i zachodnie Niemcy, miały coraz większą szansę spaść na tereny już wyzwolone lub na tyły własnych wojsk. Wydaje się, że w tej sytuacji tania broń nękająca po prostu straciła sens, a ludzi i sprzęt można było wykorzystać lepiej.

Bilans

Przez niespełna dwa i pół roku – 899 dni, jak liczą niektóre opracowania – wypuszczono łącznie 99 142 balony Outward, mniej więcej po połowie z drutem i z ładunkami zapalającymi. Spotykany w literaturze podział na 53 343 balony zapalające i 45 599 z drutem daje sumę nieco mniejszą od łącznej liczby, różnica wynika zapewne z niepełnych zapisów. Skutków pożarów niemal nie dało się ocenić: trudno było rozstrzygnąć, czy dany pożar lasu wywołał balon, wypadek, sabotaż czy bomba zapalająca zrzucona z samolotu. Wiadomości czerpano głównie z gazet w okupowanej Danii, Francji i innych krajach, które pisały o „brytyjskich balonach”, by przedstawić przeciwnika w złym świetle.

Lepiej udokumentowane okazały się szkody w sieci energetycznej. Brytyjski raport z 1946 roku, oparty na zdobytych niemieckich dokumentach, oszacował je na co najmniej półtora miliona funtów, zastrzegając, że rzeczywiste straty musiały być znacznie wyższe: dokumenty były niepełne, po 1943 roku coraz mniej wiarygodne, a z radzieckiej strefy okupacyjnej nie było ich wcale. Według tego raportu Niemcy próbowali rejestrować awarie na liniach niższego napięcia, ale zdarzały się one tak często, że z tego zrezygnowali. Do zwalczania balonów wysyłano myśliwce Luftwaffe i używano artylerii przeciwlotniczej, a przy spodziewanym nalocie balonów wyłączano niekiedy zagrożone linie. Brytyjczycy od początku liczyli właśnie na to: zestrzelenie balonu kosztowało Niemców więcej paliwa i zużycia samolotów niż Brytyjczyków jego wyprodukowanie.

Miejsce w wojnie

Operacja Outward była bronią nękania, a nie zniszczenia. Nie wpłynęła na przebieg wojny, ale przy znikomych kosztach i bez ryzyka dla brytyjskich załóg zmuszała przeciwnika do czuwania nad lasami, przebudowy zabezpieczeń sieci energetycznej, usuwania licznych drobnych awarii i odciągania myśliwców od zadań bojowych. Dla przemysłu Rzeszy, którego zasilanie miało w ostatnim roku wojny znacznie poważniej ucierpieć od bombardowań, była zaledwie dokuczliwym tłem.

Jej koniec zbiegł się z momentem, gdy kierunek „broni powietrznej bez załogi” odwrócił się na niekorzyść Brytyjczyków. Cztery dni później, 8 września 1944 roku, na londyńską dzielnicę Chiswick spadła pierwsza niemiecka rakieta V-2 – broń, przeciw której nie było żadnej obrony. Z kolei Japonia od listopada 1944 do kwietnia 1945 roku wypuściła nad Pacyfik ponad dziewięć tysięcy wielkich bomb balonowych fu-go, technicznie znacznie bardziej zaawansowanych, które prąd strumieniowy niósł do Ameryki Północnej; w maju 1945 roku w stanie Oregon zabiły sześć osób. Brytyjskie balony musiały przebyć tylko kilkaset kilometrów, dlatego mogły być prymitywne i tanie, a mimo to wyrządziły przeciwnikowi zapewne więcej szkód niż japońska broń tego samego rodzaju.

Źródła

  1. stratocat.com.ar

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.