TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

„Zorkiestrowane piekło” Murrowa

Kategoria:
Społeczeństwo
Front:
Front zachodni
Data:
3 grudnia 1943
Autor:
Natalia
Tagi:
Edward R. Murrow, RAF, Arthur Harris, Stany Zjednoczone

Wieczorem 3 grudnia 1943 roku słuchacze amerykańskiej sieci radiowej CBS usłyszeli specjalną audycję z Londynu. Zapowiadający w Nowym Jorku powiedział, że korespondent stacji był na pokładzie jednego z bombowców RAF, które poprzedniej nocy uderzyły na Berlin, że w nalocie stracono czterdzieści jeden maszyn i że z pięciu dziennikarzy, którzy polecieli z załogami, trzech nie wróciło. Potem odezwał się znajomy głos: „This is London”. Edward R. Murrow przez kilkanaście minut opowiadał, jak w nocy z 2 na 3 grudnia leciał nad stolicę Rzeszy w Lancasterze „D-Dog”. Jedno zdanie z tej relacji – „Berlin był czymś w rodzaju zorkiestrowanego piekła, straszliwą symfonią światła i ognia” – dało audycji nazwę, pod którą przeszła do historii dziennikarstwa.

Amerykański głos z Londynu

Murrow był w 1943 roku najbardziej znanym amerykańskim reporterem radiowym. Od 1937 roku kierował europejskim biurem CBS, a jesienią 1940 roku, w czasie Blitzu, jego relacje nadawane na żywo z londyńskich dachów, ulic i schronów sprawiły, że miliony Amerykanów po raz pierwszy usłyszały wojnę we własnych domach. Relacjonował też wystąpienia Churchilla z tamtych miesięcy – o premierze, autorze przemówienia z czerwca 1940 roku, powiedział później, że „zmobilizował język angielski i posłał go do boju”. Reportaże Murrowa przyczyniły się do tego, że Stany Zjednoczone, jeszcze neutralne, zaczęły postrzegać Wielką Brytanię jako państwo, które warto wspierać. Wokół siebie zebrał zespół korespondentów, nazywanych później „chłopcami Murrowa” – od Williama L. Shirera po młodszych reporterów, którzy w latach wojny relacjonowali walki w Afryce, we Włoszech i na Pacyfiku.

Do 1943 roku Murrow nie musiał już opisywać bombardowań widzianych z ziemi. Teraz to alianci bombardowali Niemcy. Brytyjskie Bomber Command pod dowództwem marszałka lotnictwa Arthura Harrisa prowadziło nocną kampanię przeciw niemieckim miastom, a od listopada 1943 roku jej głównym celem był Berlin. Pierwszy nalot nowej serii w nocy z 18 na 19 listopada przyniósł niewielkie szkody, ale trzy kolejne wielkie ataki z 22–27 listopada spustoszyły całe dzielnice miasta. Harris liczył, że zniszczenie stolicy może skrócić wojnę.

Dziennikarze chcieli zobaczyć tę kampanię z bliska, a dowództwa lotnictwa – brytyjskie i amerykańskie – widziały w ich relacjach sposób na pokazanie wysiłku lotników opinii publicznej. Loty korespondentów nad Niemcy były jednak niebezpieczne. 26 lutego 1943 roku, gdy amerykańskie bombowce dzienne atakowały Wilhelmshaven, zginął Robert Post z „New York Timesa”, jeden z sześciu reporterów, którzy po raz pierwszy polecieli nad Rzeszę razem z załogami 8 Armii Lotniczej. Murrow, mimo sprzeciwu przełożonych w CBS, latał wielokrotnie; jego biografowie szacują, że w całej wojnie wziął udział w około 25 lotach bojowych.

Noc z 2 na 3 grudnia

Po wielkich atakach z końca listopada Harris zrobił kilka dni przerwy. 2 grudnia 1943 roku nad Berlin wysłano 458 samolotów: 425 Lancasterów, 15 Halifaxów i 18 lekkich Mosquito. Tym razem nie udało się zmylić niemieckiej obrony. Kontrolerzy nocnych myśliwców wcześnie rozpoznali, że celem jest stolica, i skierowali tam swoje siły. Nad Morzem Północnym i nad Niemcami wiał przy tym silny wiatr boczny, którego meteorolodzy nie przewidzieli. Strumień bombowców rozciągnął się i rozproszył, a wiele maszyn zboczyło z wyznaczonej trasy i znalazło się nad silnie bronionymi rejonami.

Straty były dotkliwe. Według zestawień Bomber Command nie wróciło 40 samolotów – 37 Lancasterów, dwa Halifaxy i jeden Mosquito – czyli około 8,7 procent wysłanych sił; zapowiedź CBS mówiła o 41 maszynach. Za próg strat, którego lotnictwo nie mogło długo wytrzymywać, uważano wtedy około 5 procent. Wynik bombardowania był przy tym mizerny. Znaczniki i bomby spadły w dużej części na południowe peryferie i okolice miasta, choć według brytyjskich i niemieckich raportów uszkodzono kolejne zakłady Siemensa w Siemensstadt, fabrykę łożysk kulkowych i kilka obiektów kolejowych. Następnej nocy bombowce poleciały w stronę Berlina ponownie, ale tylko po to, by w ostatniej chwili skręcić na Lipsk; według brytyjskich opracowań dopiero tam, a nie w Berlinie, ucierpiały m.in. zakłady lotnicze Erla.

Lot „D-Dog”

Murrow poleciał z jednego z lotnisk 5 Grupy w hrabstwie Lincolnshire. Większość opracowań podaje, że był to Lancaster 619 Dywizjonu RAF z Woodhall Spa, oznaczony literą D, czyli w alfabecie radiowym „D-Dog”. Pilotował go dowódca dywizjonu, wing commander William Abercromby, przez załogę nazywany „Jockiem”; część autorów wiąże jednak lot z 50 Dywizjonem, a nazwisko pilota bywa pisane jako Abercrombie. Siedmiu lotników i reporter – „ośmiu nas w naszym małym świecie na wygnaniu”, jak mówił Murrow – wystartowało o zmierzchu.

Nad Berlinem Lancaster wpadł w snop reflektorów przeciwlotniczych. „Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, D-Dog wypełnił się niezdrowym białym światłem” – opowiadał Murrow. Pilot rzucił maszynę w nurkowanie, by wyrwać się ze świateł, a reporter przypominał sobie, że w luku wciąż wiszą bomba burząca o wadze 4000 funtów (około 1,8 tony), zwana „cookie”, i kosze bomb zapalających. Udało się. Bomby zrzucono na cel oznaczony przez Pathfinderów, w drodze powrotnej załoga widziała płonące samoloty – nie wiedziała, czyje. Po północy „D-Dog” wylądował w Anglii. W pokoju odpraw Murrow zobaczył na tablicy, że dwaj lotnicy, których poznał przed startem – „wielki, powoli uśmiechający się Kanadyjczyk” i „rudy angielski chłopak z dwutygodniowym wąsikiem” – nie wrócili.

„Zorkiestrowane piekło”

Następnego dnia Murrow usiadł przed mikrofonem w studiu BBC w Londynie, skąd audycja poszła falami krótkimi do Nowego Jorku. Reportaż trwał kilkanaście minut – część autorów podaje 18 – i był zbudowany jak opowieść. Zaczynał się od zdania: „Wczoraj wieczorem kilku młodych dżentelmenów z RAF zabrało mnie do Berlina”. Murrow opisał odprawę, na której atmosfera była „jak w szkole i w kościele”, meteorologa, oficera wywiadu wyliczającego działa przeciwlotnicze i reflektory, start o zachodzie słońca, chmury nad Morzem Północnym zabarwione na czerwono w „zamki, blanki i całe miasta”. Członków załogi przedstawiał po imionach: Jock za sterami, nawigator Dave, radiooperator Titch, Wally w górnej i Jack w tylnej wieżyczce strzelniczej.

Najmocniejsze fragmenty dotyczyły samego celu. Bomby burzące wybuchały w dole „jak ogromne słoneczniki, które oszalały”, małe bomby zapalające sypały się „jak garść białego ryżu rzucona na czarny aksamit”, a rozjaśniony nimi Berlin przypominał „źle rozplanowane miasto z zapalonymi latarniami”. Lancaster w snopie reflektorów był „czarnym robakiem na białym prześcieradle”. Potem Murrow przerwał opis i przeszedł do refleksji, która uczyniła audycję sławną: „Berlin był czymś w rodzaju zorkiestrowanego piekła, straszliwą symfonią światła i ognia. To nie jest przyjemny rodzaj wojny. Ludzie, którzy ją prowadzą, mówią o niej jak o pracy”. I dalej: „Ludzie giną na niebie, podczas gdy inni pieką się żywcem w swoich piwnicach. Berlin ostatniej nocy nie był ładnym widokiem. W ciągu mniej więcej trzydziestu pięciu minut spadło na niego około trzy razy więcej, niż kiedykolwiek spadło na Londyn podczas całonocnego Blitzu. To wyrachowana, bezlitosna kampania zniszczenia”.

Te słowa nie były ani pochwałą, ani potępieniem bombardowań. Murrow podziwiał spokój lotników, „mówiących tym samym tonem, jakim opisywaliby łan żonkili”, i nie ukrywał, że w snopie reflektorów był „bardzo przestraszony”. Zarazem jako jeden z niewielu reporterów wojennych powiedział wprost amerykańskim słuchaczom, że w płonącym mieście giną ludzie w schronach. Zakończył zwyczajnie: zapewne właśnie w tej chwili mechanicy pracują przy „D-Dogu”, przygotowując go do następnego lotu.

Dziennikarze, którzy nie wrócili

Według zapowiedzi CBS tej nocy z załogami Bomber Command poleciało pięciu korespondentów; sam Murrow mówił o czterech reporterach biorących udział w „tej operacji”, z których dwóch nie wróciło, i nazwał ich swoimi przyjaciółmi. Australijczyk Norman Stockton, korespondent australijskiej prasy (Murrow wymienił Australian Associated Newspapers, inne źródła piszą o sydnejskim „Sun”), zginął w zestrzelonym Lancasterze. Amerykanin Lowell Bennett z agencji International News Service wyskoczył ze spadochronem nad Niemcami i trafił do niewoli; doczekał końca wojny w obozie jenieckim Stalag Luft I w Barth, wyzwolonym przez Armię Czerwoną na przełomie kwietnia i maja 1945 roku. Bennett miał być tej nocy reporterem „wspólnym” dla amerykańskich agencji. Według zwyczaju, na który powołał się Murrow, ten, kto wrócił, zastępował kolegów, którym „okoliczności nie pozwoliły nadać relacji”, więc skrócona wersja jego opowieści poszła także do agencji prasowych.

Trzecią ofiarą wśród dziennikarzy był norweski poeta i pisarz Nordahl Grieg, który jako oficer i korespondent norweskich sił na emigracji leciał w Lancasterze australijskiego 460 Dywizjonu z Binbrook. Samolot nie wrócił, a miejsce pochówku Griega przez długie lata pozostawało nieznane. W okupowanej Norwegii jego śmierć stała się symbolem; wiersze Griega, recytowane w audycjach londyńskiego radia, znało wielu Norwegów.

Reportaż i spór o bombardowania

Audycja natychmiast zyskała rozgłos. Recenzent radiowy nowojorskiego „Daily News” już 4 grudnia nazwał ją „niezapomnianym kawałkiem reportażu radiowego”, a tekst wielokrotnie przedrukowywano i powtarzano. Stała się wzorem dla relacji wojennych: konkretne szczegóły zamiast patosu, zwykli ludzie zamiast abstrakcji, osobiste doświadczenie reportera zamiast komunikatów sztabowych. W czasie, gdy amerykańska propaganda wojenna, koordynowana przez Biuro Informacji Wojennej, chętnie mówiła o „precyzyjnym” bombardowaniu celów przemysłowych, Murrow opisał nalot RAF takim, jakim był: nocnym atakiem na wielkie miasto, w którym giną zarówno lotnicy, jak i cywile.

Nie oznaczało to, że Murrow podważał sens kampanii. Jak większość Brytyjczyków i Amerykanów w 1943 roku uważał bombardowania Niemiec za odpowiedź na wojnę, którą rozpętała Rzesza, i za sposób na skrócenie jej trwania; pamiętał też Londyn z 1940 roku. Jego słowa o „wyrachowanej, bezlitosnej kampanii zniszczenia” były jednak bliższe prawdzie niż oficjalne brytyjskie komunikaty, które unikały mówienia, że celem Bomber Command są całe dzielnice mieszkalne. Spór o moralną ocenę nalotów obszarowych – prowadzony już w czasie wojny przez nielicznych krytyków, jak anglikański biskup Chichesteru George Bell w Izbie Lordów – wrócił z pełną siłą po wojnie, a reportaż Murrowa jest w nim cytowany przez obie strony: jako świadectwo odwagi lotników i jako jedno z pierwszych publicznych świadectw tego, jak z bliska wyglądały naloty obszarowe na niemieckie miasta.

Miejsce w wojnie

Nalot z 2 na 3 grudnia był jednym z kilkunastu wielkich ataków powietrznej bitwy o Berlin, którą Harris prowadził do końca marca 1944 roku. Kampania nie złamała ani Berlina, ani Rzeszy, a według powszechnie przytaczanych zestawień kosztowała Bomber Command ponad tysiąc samolotów utraconych w ciągu tej zimy; noc z 2 na 3 grudnia, z ponad 8-procentowymi stratami, była zapowiedzią tego, jak wysoką cenę przyjdzie zapłacić. W marcu 1944 roku nalot na Norymbergę przyniósł największe straty w historii Bomber Command, a samo dowództwo zostało wkrótce skierowane do wspierania inwazji we Francji.

Dla Murrowa reportaż z „D-Doga” był jednym z najważniejszych osiągnięć wojennych. Latał dalej i relacjonował ostatnie miesiące wojny w Europie, a w kwietniu 1945 roku jako jeden z pierwszych reporterów wszedł do obozu Buchenwald i nadał stamtąd relację, która wstrząsnęła Ameryką. „Zorkiestrowane piekło” weszło do antologii dziennikarstwa i do programów nauczania szkół dziennikarskich jako przykład reportażu radiowego, w którym precyzyjny opis nie wypiera pytania o sens tego, co reporter widzi.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.