TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Nalot na Berlin 20 stycznia

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
20 stycznia 1944
Autor:
Łukasz
Tagi:
RAF, Arthur Harris, Luftwaffe, III Rzesza

Wieczorem 20 stycznia 1944 roku z lotnisk we wschodniej Anglii wystartowało 769 bombowców brytyjskiego Bomber Command: 495 Lancasterów, 264 Halifaxy i 10 Mosquito. Ich celem był Berlin. Brytyjskie Ministerstwo Lotnictwa ogłosiło potem, że w ciągu nieco ponad pół godziny na stolicę Rzeszy spadło około 2300 ton bomb i że był to najcięższy dotąd atak na to miasto. Pod względem liczby wysłanych samolotów rzeczywiście był to największy nalot na Berlin od początku wojny. Gęste chmury zakryły jednak miasto, więc załogi zrzucały bomby na oślep, na znaki zawieszone nad chmurami. Następnego dnia lotnicy zwiadowczy także nie zobaczyli celu, więc nie dało się ocenić skutków. Niemieckie nocne myśliwce zestrzeliły albo uszkodziły tak, że nie wróciły, 35 bombowców: 22 Halifaxy i 13 Lancasterów, czyli 4,6 procent wysłanych sił.

Ten nalot był jednym z szesnastu wielkich ataków, z których składała się powietrzna bitwa o Berlin. Pokazał zarazem, dlaczego bitwa ta nie przyniosła tego, co obiecywał jej autor: wielkie siły, zła pogoda, niepewne wyniki i straty, które z każdym miesiącem było trudniej uzupełniać.

Bitwa o stolicę Rzeszy

Naczelny dowódca Bomber Command, marszałek lotnictwa Arthur Harris, od dawna chciał uderzyć na Berlin wszystkimi siłami. Brytyjczycy bombardowali to miasto już wcześniej, także w styczniu 1943 roku, ale były to pojedyncze ataki. 3 listopada 1943 roku Harris napisał do Winstona Churchilla, że jeśli przyłączą się Amerykanie, można „zniszczyć Berlin od jednego końca do drugiego”. Ocenił, że będzie to kosztować od 400 do 500 samolotów, a Niemcy przegrają przez to wojnę. Amerykańska 8 Armia Lotnicza, wykrwawiona po nalocie na Schweinfurt i Ratyzbonę i po drugim ataku na Schweinfurt w październiku, nie była jednak gotowa do dalekich lotów nad Niemcy. Harris zaczął więc sam.

Pierwszy nalot nowej serii odbył się w nocy z 18 na 19 listopada 1943 roku. Ataki z 22–27 listopada przyniosły największe zniszczenia: spłonęły całe kwartały w śródmieściu, w Tiergarten i Charlottenburgu, zginęło kilka tysięcy ludzi, a setki tysięcy straciły dach nad głową. W grudniu Bomber Command wróciło nad Berlin kilka razy. Nalot z nocy 2 na 3 grudnia opisał słuchaczom w Stanach Zjednoczonych Edward R. Murrow, który leciał w jednym z Lancasterów. W pierwszych dniach stycznia 1944 roku Lancastery dwa razy z rzędu poleciały nad Berlin: w nocy z 1 na 2 stycznia (421 maszyn) i z 2 na 3 stycznia (383 maszyny). W tym drugim ataku straciły około 10 procent sił. Potem przyszła przerwa spowodowana pogodą i atakami na inne cele. 14 na 15 stycznia Lancastery po raz pierwszy w czasie wojny zbombardowały Brunszwik i straciły 38 maszyn.

Stolica była trudnym celem. Leżała daleko w głębi Rzeszy, więc bombowce spędzały nad terytorium wroga kilka godzin. Rozległe miasto bez wyraźnego zarysu rzeki czy wybrzeża słabo odbijało się na ekranach pokładowych radarów nawigacyjnych. Zimą nad Brandenburgią prawie zawsze wisiały chmury. Przez całą zimę 1943/1944 Pathfinderzy, załogi, które oznaczały cel, musieli najczęściej rzucać flary spadochronowe nad chmury. Wiatr spychał je w bok, a bomby rozrzucały się na wiele kilometrów.

Noc z 20 na 21 stycznia

Wieczorem 20 stycznia pogoda nad Anglią pozwalała na start, a nad Niemcami miało być pochmurno. Dla załóg oznaczało to dwie rzeczy. Chmury utrudniały obronie przeciwlotniczej działanie reflektorów i celowanie, ale też uniemożliwiały dokładne bombardowanie. Strumień 769 bombowców ciągnął się na długości ponad stu kilometrów; przelot nad cel i z powrotem trwał kilka godzin.

Niemieccy kontrolerzy tym razem wcześnie wykryli i śledzili ten strumień. Nocne myśliwce weszły między bombowce jeszcze w drodze nad cel i walczyły z nimi aż do Berlina i z powrotem. Najwięcej strat poniosły Halifaxy, wolniejsze i latające niżej niż Lancastery. Z 264 Halifaxów nie wróciły 22, czyli ponad 8 procent. Wśród poległych lotników byli Brytyjczycy, Kanadyjczycy, Australijczycy i Nowozelandczycy. Załogi Bomber Command pochodziły z całej Wspólnoty Brytyjskiej.

Nad samym celem Pathfinderzy zrzucili flary nad chmurami, a główne siły bombardowały według nich. Załogi widziały pod sobą tylko poświatę pożarów przebijającą przez chmury. Brytyjski dziennik operacji Bomber Command odnotował, że następnego dnia zwiad fotograficzny nie mógł ocenić szkód z powodu niskich chmur. Powojenne opracowania brytyjskie, oparte także na niemieckich źródłach, podają, że bomby spadły głównie na wschodnie dzielnice miasta. Dokładnej liczby ofiar tej nocy nie da się ustalić z dostępnych zestawień. Berlińska policja i obrona przeciwlotnicza sporządzały raporty po każdym nalocie. Według brytyjskiego filozofa i historyka A.C. Graylinga grudniowe i styczniowe ataki zabijały każdej nocy setki ludzi i pozbawiały dachu nad głową od 20 do 80 tysięcy berlińczyków.

„Oswojony dzik” – niemiecka obrona nocna

Straty z 20 na 21 stycznia i z kolejnych nocy były skutkiem zmian, jakie Luftwaffe wprowadziła w nocnej obronie w drugiej połowie 1943 roku. Wcześniej opierała się ona na systemie stref, w których naziemne stacje radarowe naprowadzały pojedyncze myśliwce na pojedyncze bombowce, zwanym Himmelbett. Latem 1943 roku, podczas operacji „Gomora” nad Hamburgiem, Brytyjczycy po raz pierwszy zrzucili paski folii aluminiowej o kryptonimie „Window”, które zakłócały niemieckie radary. Na kilka tygodni system stref przestał działać.

Niemcy odpowiedzieli dwiema nowymi metodami. Pierwszą była Wilde Sau, „dziki dzik”: jednosilnikowe myśliwce polowały nad samym celem, wypatrując bombowców na tle pożarów i w świetle reflektorów. Drugą, ważniejszą, była Zahme Sau, „oswojony dzik”, opracowana przez pułkownika Viktora von Loßberga. Dwusilnikowe nocne myśliwce, przede wszystkim Messerschmitty Bf 110 i Junkersy Ju 88, zbierały się wokół radiolatarni rozstawionych w całych Niemczech. Naziemne dowództwa nadawały przez radio bieżący komentarz o położeniu, wysokości i kierunku strumienia bombowców. Kontrolerzy kierowali całe grupy myśliwców w strumień, a dalej piloci szukali celów sami, własnymi radarami pokładowymi. Walczyli tak długo, jak pozwalało paliwo i amunicja.

Pomagała im nowa technika. Pokładowy radar Lichtenstein SN-2 działał na innej częstotliwości niż wcześniejsze urządzenia i „Window” w ówczesnej postaci go nie zakłócał. Urządzenia Naxos i Flensburg pozwalały namierzyć bombowiec po sygnałach jego własnego radaru nawigacyjnego H2S albo tylnego radaru ostrzegawczego Monica. Coraz więcej myśliwców miało też Schräge Musik, czyli działka strzelające skośnie w górę. Pilot podchodził od dołu, w martwym polu bombowca, i strzelał w jego zbiorniki paliwa w skrzydłach. Wiele załóg Bomber Command ginęło, zanim zrozumiało, co je trafiło.

Bitwa o Berlin stała się przez to zimową bitwą na wyczerpanie między dwiema flotami nocnych samolotów. Brytyjczycy odpowiadali na zmiany przeciwnika fałszywymi nalotami na inne miasta, kluczeniem po drodze, zakłócaniem łączności radiowej i nocnymi myśliwcami eskortującymi, a Niemcy w kolejnych tygodniach uczyli się te sztuczki rozpoznawać.

Magdeburg – noc później

Jak trudna stała się sytuacja Bomber Command, pokazała już następna noc. Z 21 na 22 stycznia Harris wysłał 648 samolotów (421 Lancasterów, 224 Halifaxy i 3 Mosquito) nad Magdeburg. Niemieckie myśliwce dotarły do strumienia bombowców jeszcze przed wybrzeżem i towarzyszyły mu przez całą drogę. Wiatr okazał się silniejszy, niż przewidywali meteorolodzy, więc część bombowców przyleciała nad cel przed Pathfinderami i bombardowała, zanim cel oznaczono. Pożary wywołane przez te pierwsze bomby i niemieckie pozorne pożary rozpaliły się w złych miejscach, a większość bomb spadła poza miastem. Bomber Command straciło 57 maszyn, 8,8 procent sił, w tym 35 Halifaxów. Dwie styczniowe noce z rzędu kosztowały więc łącznie ponad 90 bombowców i ponad sześciuset lotników zabitych lub wziętych do niewoli.

Obietnice Harrisa a rzeczywistość

Harris nie zmienił zdania. 7 grudnia 1943 roku zapewniał Ministerstwo Lotnictwa, że jeśli dostanie dość Lancasterów, do 1 kwietnia 1944 roku doprowadzi Niemcy do takiego stanu zniszczeń, że ich kapitulacja stanie się nieunikniona. Jego sztab mierzył postępy liczbą zniszczonych hektarów zabudowy w zdjęciach lotniczych i porównywał Berlin z Hamburgiem. Szef sztabu RAF, marszałek RAF Charles Portal, coraz częściej upominał się jednak o ataki na niemiecki przemysł lotniczy. Bez osłabienia Luftwaffe nie mogło się udać ani lądowanie we Francji, ani samo bombardowanie Rzeszy. Harris uważał takie cele za „panaceum”, czyli rozwiązanie pozorne, które odwraca uwagę od niszczenia miast.

Berlin nie spłonął jak Hamburg. Miasto miało szerokie ulice, wiele kamiennych domów i nowocześniejszą zabudowę niż stare hamburskie dzielnice, a jego rozległy obszar rozpraszał bomby. Niemieckie władze przygotowały się do nalotów. Joseph Goebbels, gauleiter Berlina i jeden z głównych organizatorów pomocy dla bombardowanych miast, ewakuował dzieci, matki i starszych, kazał rozbudowywać schrony, kierował do Berlina ekipy ratunkowe z innych miast i nagłaśniał w propagandzie „bohaterstwo berlińczyków”. Przemysł zbrojeniowy stolicy poniósł straty, ale się nie zatrzymał. Ludzie przyzwyczajali się do nocy w piwnicach, a lekarze opisywali „grypę piwniczną” wywołaną dymem, pyłem i zimnem w schronach.

Znaczenie

Po nalotach z 20 na 21 i z 21 na 22 stycznia przyszły jeszcze trzy ataki na stolicę: z 27 na 28, z 28 na 29 i z 30 na 31 stycznia. Każdy z nich kosztował ponad 6 procent wysłanych bombowców. 15 na 16 lutego 891 samolotów przeprowadziło największy nalot na Berlin w tej kampanii, ale 19 na 20 lutego nad Lipskiem zestrzelono 78 bombowców i Harris musiał wycofać starsze Halifaxy z wypraw nad Niemcy. Ostatni nalot bitwy o Berlin odbył się w nocy z 24 na 25 marca, a tydzień później, 30 na 31 marca, Bomber Command poniosło najcięższą stratę w całej wojnie: nad Norymbergą nie wróciło 95 bombowców.

Według brytyjskich historyków oficjalnych Charlesa Webstera i Noble’a Franklanda szesnaście wielkich nalotów na Berlin (9111 lotów) kosztowało 492 samoloty, czyli 5,8 procent, więcej, niż RAF uważał za straty możliwe do wytrzymania. Ocenili oni, że w sensie operacyjnym bitwa o Berlin była „czymś więcej niż porażką – była klęską”. Stolica Rzeszy została ciężko zniszczona, Niemcy musieli trzymać w kraju tysiące dział przeciwlotniczych i setki myśliwców, ale Rzesza nie skapitulowała, a straty nocnych myśliwców Luftwaffe były niewielkie w porównaniu ze stratami Bomber Command.

Pośrednio styczniowe noce przyczyniły się też do zmiany alianckiej strategii. W nocy z 21 na 22 stycznia, czyli w tę samą noc, w którą RAF atakował Magdeburg, Luftwaffe rozpoczęła operację „Steinbock”, serię odwetowych nalotów na Londyn i inne miasta Anglii, nazwaną przez Brytyjczyków „małym Blitzem”. Przyniosła ona niewielkie szkody za cenę ciężkich strat niemieckich bombowców. Wiosną 1944 roku przewaga nad Niemcami przeszła na amerykańskie bombowce dzienne, osłaniane przez dalekie myśliwce Mustang, które w lutym uderzyły na fabryki samolotów, a od marca atakowały Berlin w dzień i niszczyły w powietrzu niemieckie myśliwce. Od kwietnia 1944 roku Bomber Command, podobnie jak amerykańskie siły bombowe, wykonywało zadania wyznaczane przez Dwighta Eisenhowera, który przybył do Londynu w połowie stycznia 1944 roku jako naczelny dowódca alianckich sił ekspedycyjnych, w ramach przygotowań do inwazji: bombardowało węzły kolejowe we Francji i Belgii. Do bombardowania niemieckich miast Harris wrócił jesienią 1944 roku, kiedy obrona Rzeszy była już znacznie słabsza.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.