TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

„Będziemy walczyć na plażach”

Kategoria:
Polityka
Data:
4 czerwca 1940
Autor:
Natalia
Tagi:
Wielka Brytania, Winston Churchill, Stany Zjednoczone, Francja

4 czerwca 1940 roku o 15.40 premier Winston Churchill wstał w Izbie Gmin, by złożyć zapowiedziane tydzień wcześniej sprawozdanie z położenia wojennego. Tego samego dnia rano zakończyła się ewakuacja wojsk sprzymierzonych z Dunkierki. Churchill mówił przez około 35 minut. Większość przemówienia była rzeczowym, momentami gorzkim raportem o klęsce we Flandrii, ale jego ostatnie zdania stały się jednym z najsłynniejszych tekstów XX wieku: „Będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i na ulicach, będziemy walczyć na wzgórzach; nigdy się nie poddamy”. Przemówienia nie transmitowało radio i wbrew temu, co pamiętało później wielu Brytyjczyków, nikt w 1940 roku nie usłyszał go głosem Churchilla.

Tydzień wcześniej

Kiedy 28 maja Churchill informował Izbę o kapitulacji armii belgijskiej, nikt w Londynie nie wiedział, ilu żołnierzy uda się zabrać z wybrzeża. Premier poprosił wtedy posłów, by przygotowali się na „ciężkie i bolesne wieści”, i wyznaczył 4 czerwca jako dzień pełnego sprawozdania. Tego samego wieczoru, po trzech dniach sporu z lordem Halifaksem, przekonał rząd, że Wielka Brytania nie będzie przez Włochy sondować warunków pokoju (kryzys w gabinecie wojennym). Teraz miał tę decyzję ogłosić krajowi, nie zdradzając, że w ogóle ją rozważano.

Położenie było paradoksalne. Operacja Dynamo przyniosła ocalenie znacznie większej liczby ludzi, niż ktokolwiek oczekiwał: w ciągu dziewięciu dni przewieziono do Anglii ponad 330 tysięcy żołnierzy brytyjskich i francuskich. Ale armia straciła niemal cały sprzęt, Belgia wypadła z wojny, a nad Sommą i Aisne Francuzi gen. Maxime’a Weyganda czekali na kolejne niemieckie uderzenie, które nastąpiło już następnego dnia. Rząd brytyjski wiedział, że front francuski może się nie utrzymać. 3 i 4 czerwca gabinet wojenny dyskutował o prośbach Francuzów o kolejne dywizjony myśliwskie i zgodnie z radą ministra lotnictwa sir Archibalda Sinclaira i dowództwa RAF postanowił nie wysyłać ich więcej, bo myśliwce trzeba było zachować do obrony wysp.

Nastroje w kraju były złe. Obserwatorzy organizacji Mass-Observation, która od 1937 roku badała opinię społeczną, notowali w wielu miejscach przygnębienie, a według ich raportów tylko mniej więcej połowa ankietowanych była przekonana, że Wielka Brytania będzie walczyć dalej. Ulgę z powodu powrotu żołnierzy mieszała z lękiem przed inwazją, spadochroniarzami i „piątą kolumną”. Churchill musiał więc opisać katastrofę bez upiększeń, przygotować ludzi na możliwy upadek Francji, nie dając przy tym Francuzom żadnego pretekstu do wyjścia z wojny, i przekonać zarówno Brytyjczyków, jak i Amerykanów, że kraj się nie podda.

Sprawozdanie z klęski

Churchill pisał swoje wielkie przemówienia sam, dyktując je sekretarkom i wielokrotnie poprawiając. Tekst, z którego mówił, był rozbity na krótkie wersy, przypominające układem poezję, co ułatwiało mu oddychanie i rozkładanie akcentów. Zaczął od przebiegu kampanii: od przełamania francuskiej obrony nad Mozą pod Sedanem, przez „niemiecki wybuch”, który „jak ostra kosa” obszedł prawe skrzydło i tyły armii północnych, po marsz dywizji pancernych wzdłuż wybrzeża na Boulogne-sur-Mer i Calais. Za czołgami, mówił, „wlokła się powoli tępa, bezmyślna masa zwykłej armii niemieckiej i niemieckiego narodu, zawsze tak gotowego dać się prowadzić do deptania w innych krajach swobód i wygód, których nigdy nie znał u siebie”.

Długo mówił o obronie Calais, gdzie około 4 tysięcy żołnierzy brytyjskich i francuskich walczyło na ulicach przez cztery dni. Według niego ich ofiara związała co najmniej dwie dywizje pancerne i pozwoliła Francuzom zalać i utrzymać linię wodną pod Gravelines, dzięki czemu port w Dunkierce pozostał otwarty. Historycy do dziś spierają się, ile ta obrona rzeczywiście zmieniła, ale Churchill potrzebował jej jako przykładu, że ofiara nie poszła na marne.

Potem przyznał, czego się obawiał tydzień wcześniej: „Kiedy tydzień temu prosiłem Izbę o wyznaczenie dzisiejszego popołudnia na sprawozdanie, obawiałem się, że przypadnie mi ciężki los ogłoszenia największej klęski wojskowej w naszej długiej historii”. Spodziewał się, że uda się zaokrętować 20–30 tysięcy ludzi, a reszta armii zostanie rozbita w polu albo pójdzie do „haniebnej, głodowej niewoli”, i z nią „cały rdzeń, jądro i mózg armii brytyjskiej”.

Ostro, choć bez wymieniania wprost słowa „zdrada”, potraktował króla Belgów Leopolda III. Zarzucił mu, że „nagle, bez uprzedniej konsultacji, z najkrótszym możliwym wyprzedzeniem, bez rady swoich ministrów i na podstawie własnej osobistej decyzji” poddał armię i odsłonił drogę odwrotu sojuszników. Dodał, że gdyby Belgia nie trwała w „zgubnej neutralności”, Francuzi i Brytyjczycy mogliby na początku wojny uratować nie tylko Belgię, ale może nawet Polskę. Większość historyków ocenia dziś postępowanie króla łagodniej, ale w czerwcu 1940 roku podobnie mówili premier Francji Paul Reynaud i belgijski rząd na emigracji.

„Cud wybawienia”

Najważniejszy fragment środkowej części przemówienia dotyczył ewakuacji. Churchill opisał 220 lekkich okrętów wojennych i 650 innych jednostek pod nieustannym bombardowaniem, statki szpitalne, w które celowali niemieccy lotnicy, i marynarzy kursujących dzień i noc przez zaminowane wody. Mówił:

Nagle scena się oczyściła, huk i grzmot na chwilę, ale tylko na chwilę, ucichły. Cud wybawienia, osiągnięty dzięki męstwu, wytrwałości, doskonałej dyscyplinie, nienagannej służbie, zaradności, umiejętnościom i niezłomnej wierności, jest widoczny dla nas wszystkich. […] Marynarka, używając blisko tysiąca jednostek wszelkiego rodzaju, przewiozła ponad 335 tysięcy ludzi, Francuzów i Brytyjczyków, z paszczy śmierci i hańby do ich ojczyzny. Musimy bardzo uważać, by nie przypisać temu ocaleniu cech zwycięstwa. Wojen nie wygrywa się ewakuacjami.

Liczba 335 tysięcy odpowiadała stanowi wiedzy z 4 czerwca. Ostateczne brytyjskie zestawienia podają dla operacji Dynamo 338 226 ludzi.

Churchill dodał, że „wewnątrz tego ocalenia było zwycięstwo”, odniesione przez RAF. Żołnierze na plażach widzieli głównie niemieckie bombowce, które przedarły się przez osłonę, i wielu z nich wróciło z pretensjami do lotnictwa. Premier celowo stanął w jego obronie: według niego Hurricane’y, Spitfire’y i nowe Defianty zadawały wrogowi straty co najmniej cztery do jednego. Dziś wiadomo, że była to znaczna przesada, a straty obu stron nad Dunkierką były zbliżone. Churchill wyprowadził jednak z tego wniosek, który miał się sprawdzić kilka miesięcy później: jeśli RAF radził sobie nad francuskim wybrzeżem, to nad własną wyspą będzie miał jeszcze większą przewagę. Młodych lotników porównał do rycerzy Okrągłego Stołu i krzyżowców, cytując wersy Alfreda Tennysona o czasach, gdy „każdy ranek przynosił szlachetną sposobność, a każda sposobność ujawniała szlachetnego rycerza”.

„Kolosalna katastrofa militarna”

Potem wrócił do bilansu. Straty armii w ludziach przekroczyły 30 tysięcy zabitych, rannych i zaginionych. Straty w sprzęcie były „ogromne”: blisko tysiąc dział, cały transport i wszystkie pojazdy pancerne armii z północy. Premier nie owijał w bawełnę:

Nasza wdzięczność za ocalenie armii i tak wielu ludzi, których bliscy przeszli przez straszny tydzień, nie może nam jednak przesłonić faktu, że to, co się wydarzyło we Francji i w Belgii, jest kolosalną katastrofą militarną. Armia francuska została osłabiona, armia belgijska jest stracona, znaczna część umocnionych linii, w których pokładano tyle wiary, przepadła, wiele cennych zagłębi górniczych i fabryk przeszło w ręce nieprzyjaciela, wszystkie porty nad kanałem La Manche są w jego rękach, ze wszystkimi tragicznymi tego następstwami, a musimy się spodziewać, że niemal natychmiast spadnie kolejny cios, na nas albo na Francję.

Mówił otwarcie, że Hitler ma podobno plan inwazji na Wyspy Brytyjskie, i przypomniał Napoleona, który przez rok czekał w Boulogne ze swoimi płaskodennymi łodziami. Zapowiedział, że Brytyjski Korpus Ekspedycyjny zostanie odbudowany pod dowództwem lorda Gorta i wróci do Francji, a o szczegółach obrony kraju Izba podyskutuje na tajnym posiedzeniu. Bronił też surowych środków wobec obywateli państw nieprzyjacielskich i podejrzanych cudzoziemców, a także wobec Brytyjczyków, którzy mogliby stać się zagrożeniem, w tym internowania przywódców brytyjskich faszystów. Przyznał, że wśród internowanych jest wielu zagorzałych wrogów nazizmu, ale w obecnym napięciu nie można dokonywać wszystkich rozróżnień. Dla „piątej kolumny” zapowiedział twardą rękę.

„Nigdy się nie poddamy”

Ostatnie akapity, przeznaczone już nie tylko dla posłów, brzmiały tak:

Sam mam pełne zaufanie, że jeśli wszyscy spełnią swój obowiązek, jeśli niczego się nie zaniedba i jeśli poczyni się najlepsze przygotowania, tak jak się je czyni, raz jeszcze dowiedziemy, że potrafimy obronić nasz wyspiarski dom, przetrwać burzę wojny i przetrwać groźbę tyranii, w razie potrzeby przez lata, w razie potrzeby samotnie. W każdym razie to właśnie spróbujemy zrobić. Takie jest postanowienie rządu Jego Królewskiej Mości, każdego z jego członków. Taka jest wola parlamentu i narodu. Imperium Brytyjskie i Republika Francuska, połączone wspólną sprawą i wspólną potrzebą, będą bronić swojej ojczystej ziemi aż do śmierci, wspierając się nawzajem jak dobrzy towarzysze z całych sił.

Choć wielkie obszary Europy i wiele starych i sławnych państw wpadło lub może wpaść w szpony Gestapo i całego odrażającego aparatu nazistowskich rządów, nie osłabniemy ani nie zawiedziemy. Wytrwamy do końca. Będziemy walczyć we Francji, będziemy walczyć na morzach i oceanach, będziemy walczyć z rosnącą pewnością siebie i rosnącą siłą w powietrzu, będziemy bronić naszej wyspy, bez względu na koszty. Będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i na ulicach, będziemy walczyć na wzgórzach; nigdy się nie poddamy. A nawet gdyby, w co ani przez chwilę nie wierzę, ta wyspa albo jej znaczna część została ujarzmiona i głodowała, wtedy nasze imperium za morzami, uzbrojone i strzeżone przez flotę brytyjską, prowadziłoby walkę dalej, aż w Bożej godzinie Nowy Świat z całą swą potęgą i siłą wystąpi, by ratować i wyzwolić Stary.

Słowa „w razie potrzeby samotnie” były ostrożnym, ale czytelnym przygotowaniem kraju na upadek Francji, choć w tym samym zdaniu Churchill zapewniał o wspólnej walce obu sojuszników. Często zwraca się uwagę, że w zdaniu od „Będziemy walczyć na plażach” do „poddamy” wszystkie słowa poza ostatnim, „surrender”, wywodzą się z języka staroangielskiego. Jedyne słowo pochodzenia francuskiego oznacza właśnie kapitulację. Szukano też inspiracji tego fragmentu w słowach Ferdinanda Focha z marca 1918 roku, że będzie walczył przed Amiens, w Amiens i za Amiens, i w zapowiedzi Georges’a Clemenceau z czerwca 1918 roku, że nawet po utracie Paryża Francja będzie walczyć nad Loarą, nad Garonną, w Pirenejach, a w końcu na morzu i w Afryce. Churchill znał obie wypowiedzi.

Słowa do Ameryki

Ostatnie zdanie przemówienia było skierowane za ocean. Dla amerykańskiego słuchacza zawierało dwa przesłania. Pierwsze brzmiało: Wielka Brytania nie skapituluje, więc pomoc dla niej nie będzie zmarnowana. Drugie było ukryte: nawet gdyby wyspa padła, flota przejdzie do imperium, a nie w ręce Niemców. Churchill zdawał sobie sprawę, że ta druga myśl może działać w obie strony. Następnego dnia, 5 czerwca, pisał do premiera Kanady Williama Lyona Mackenziego Kinga, że trzeba uważać, by Amerykanie nie patrzyli zbyt spokojnie na perspektywę brytyjskiego upadku, po którym przejęliby flotę brytyjską i opiekę nad imperium bez Wielkiej Brytanii. Od połowy maja prosił prezydenta Franklina Delano Roosevelta o niszczyciele, samoloty i broń (jego pierwszy apel z 15 maja). Przemówienie z 4 czerwca, przedrukowywane w amerykańskiej prasie, było częścią tej samej kampanii: Ameryka miała uwierzyć, że Wielka Brytania jest warta wsparcia, i zrozumieć, że jej upadek byłby zagrożeniem dla samych Stanów Zjednoczonych.

Przyjęcie

Izba przyjęła przemówienie z wielkim wzruszeniem. Jeden z sekretarzy premiera, John Colville, zanotował w dzienniku: „Wspaniała mowa, która wyraźnie poruszyła Izbę”. Konserwatywny poseł Henry „Chips” Channon, który nie przepadał za Churchillem, pisał, że premier był elokwentny, mówił wspaniałą angielszczyzną, a kilku posłów Partii Pracy płakało. Laburzysta Josiah Wedgwood, przyjaciel Churchilla od czasów operacji w Dardanelach, przysłał mu liścik: „Mój drogi Winstonie. To było warte tysiąca dział i przemówień z tysiąca lat”.

Po przemówieniu nie było debaty. Gdy pełniący obowiązki przywódcy opozycji Hastings Lees-Smith chciał dodać kilka słów, zaprotestował James Maxton z Niezależnej Partii Pracy, a poseł Frederick Bellenger, który wrócił właśnie z Francji, upomniał się o prawo zwykłych posłów do wyrażenia opinii. Spiker uciął spór. Churchill zapowiedział tylko, że tajne posiedzenie odbędzie się w następny wtorek.

Do biografii Churchilla trafiła anegdota, że zaraz po przemówieniu, siadając, mruknął do jednego z kolegów: „I będziemy z nimi walczyć tłuczonymi butelkami po piwie, bo, do cholery, tylko to nam zostało”. Nie ma na nią wiarygodnego współczesnego potwierdzenia, ale dobrze oddaje to, co premier wiedział o stanie obrony wysp, gdy armia wróciła z Francji bez dział i pojazdów.

W kraju odbiór był bardziej złożony. Historyk Richard Toye, który zbadał raporty Mass-Observation i rządowe raporty o nastrojach, pokazał, że część słuchaczy odebrała przemówienie jako przygnębiające: zapowiedź walki „w razie potrzeby samotnie” przyjęto jako sygnał, że Francja upadnie. Inni czuli ulgę, że rząd mówi prawdę. Jednoznaczny entuzjazm, z jakim wspomina się tę mowę, jest w dużej mierze dziełem późniejszej pamięci.

Lektor zamiast premiera

Przemówienia Churchilla w Izbie Gmin nie były w 1940 roku nagrywane ani transmitowane, bo parlament nie zgadzał się na obecność mikrofonów na sali. Tak jak 13 maja, wieczorem 4 czerwca obszerne fragmenty mowy odczytał w wieczornym serwisie informacyjnym BBC spiker. Nawet w tej formie robiły wrażenie. Pisarka Vita Sackville-West pisała do męża, posła i wiceministra informacji Harolda Nicolsona, że nawet w ustach spikera słowa premiera przeszyły ją dreszczem, „nie ze strachu”, bo czuło się za nimi całą siłę i determinację, „jak wielką fortecę”.

Churchill nagrał przemówienie dopiero w 1949 roku w swojej posiadłości Chartwell, na potrzeby wydania płytowego swoich mów wojennych, które później ukazało się w wytwórni Decca. To nagranie słychać dziś w filmach dokumentalnych i fabularnych, a nawet na koncertach zespołu Iron Maiden. Ponieważ jest tak powszechne, wielu Brytyjczyków po wojnie było szczerze przekonanych, że w czerwcu 1940 roku słyszało przez radio głos Churchilla.

Z tym samym nieporozumieniem wiąże się mit o dublerze. Aktor radiowy Norman Shelley, znany m.in. jako głos Kubusia Puchatka w audycjach BBC dla dzieci, twierdził pod koniec lat siedemdziesiątych, że na prośbę władz nagrywał przemówienia Churchilla, w tym „walkę na plażach”, do emisji za granicą. Brytyjski pisarz David Irving powtórzył to w 1987 roku, a w 2000 roku wśród rzeczy Shelleya znaleziono płytę z etykietą „BBC, Churchill: przemówienie. Wykonawca Norman Shelley”, datowaną na 7 września 1942 roku. Prasa uznała to za dowód, że naród słuchał aktora. Badacze, w tym archiwiści Churchill Archives Centre i International Churchill Society, wskazali jednak, że płyta powstała ponad dwa lata po czerwcu 1940 roku i dotyczy innego tekstu, związanego z wydarzeniami 1942 roku, a nie ma żadnego dowodu, że kiedykolwiek ją wyemitowano. Mowy z 4 czerwca nie mógł zresztą w 1940 roku „podłożyć” aktor, bo wtedy nikt jej nie nadawał głosem premiera. Fałszywy jest też rozpowszechniony cytat, rzekomo z przemówienia radiowego Chamberlaina, o walce „na plażach” i „w każdym domu”, z którego Churchill miałby zaczerpnąć swoje słowa: źródło, biografia Chamberlaina z 1946 roku, datuje go na koniec czerwca 1940 roku, a więc po przemówieniu Churchilla.

Miejsce w wojnie

Przemówienie z 4 czerwca było drugim z trzech wielkich wystąpień Churchilla w czasie kampanii francuskiej, po mowie o „krwi, znoju, łzach i pocie” z 13 maja. Następnego dnia Niemcy uderzyli nad Sommą i w ciągu trzech tygodni pokonali Francję. 18 czerwca, gdy nowy rząd francuski poprosił o zawieszenie broni, Churchill przypomniał w Izbie, że dwa tygodnie wcześniej uprzedzał o możliwości walki „w razie potrzeby samotnie”, i wezwał rodaków, by tak spełnili swój obowiązek, żeby za tysiąc lat mówiono: „to była ich najwspanialsza godzina”. Tamtą mowę sam powtórzył wieczorem przez radio.

Zapowiedź walki na plażach nie została wystawiona na próbę. Niemcy przygotowali latem 1940 roku plan inwazji (operacja Lew Morski), ale warunkiem było opanowanie nieba nad kanałem, a tego Luftwaffe nie zdołała osiągnąć w bitwie o Anglię, wygranej przez lotników, których Churchill 4 czerwca porównywał do rycerzy. Spełniło się także zdanie o Nowym Świecie: we wrześniu 1940 roku Stany Zjednoczone przekazały Wielkiej Brytanii 50 starych niszczycieli, w marcu 1941 roku Kongres przyjął ustawę Lend-Lease, a w grudniu 1941 roku Ameryka sama znalazła się w wojnie.

Przemówienie stało się najbardziej znanym tekstem Churchilla. W 1954 roku amerykański dziennikarz Edward R. Murrow, który w 1940 roku relacjonował z Londynu wojnę dla amerykańskich słuchaczy, powiedział, że Churchill „zmobilizował język angielski i posłał go do boju”. Te słowa powtórzył prezydent John F. Kennedy, nadając Churchillowi w 1963 roku honorowe obywatelstwo Stanów Zjednoczonych. W pamięci zbiorowej mowa z 4 czerwca 1940 roku stała się symbolem chwili, w której Wielka Brytania, po klęsce swojej armii na kontynencie, postanowiła walczyć dalej.

Źródła

  1. winstonchurchill.org · an actor read churchills wartime speeches over the wireless
  2. powell-pressburger.org · Shelley01

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.