TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Operacja Varsity

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
24 marca 1945
Autor:
Natalia
Bitwa:
Forsowanie Renu
Tagi:
Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Kanada, Bernard Law Montgomery

Rano 24 marca 1945 roku, kilka minut przed dziesiątą, nad dolnym Renem pojawiły się pierwsze samoloty transportowe. Przez następne dwie i pół godziny na lasy, pola i zagrody po wschodniej stronie rzeki, między miastem Wesel a wsią Hamminkeln, spadały tysiące spadochroniarzy i lądowały setki szybowców. Tak zaczęła się operacja Varsity – powietrzna część wielkiego forsowania Renu przez 21 Grupę Armii marszałka Bernarda Montgomery’ego. W ciągu jednego dnia, jednym rzutem, wysadzono dwie dywizje: brytyjską 6 Dywizję Powietrznodesantową, w której skład wchodził 1 Kanadyjski Batalion Spadochronowy, i amerykańską 17 Dywizję Powietrznodesantową – łącznie ponad 16 tysięcy żołnierzy. Był to największy jednodniowy desant powietrzny w dziejach wojen.

Varsity różniła się od wcześniejszych operacji tego rodzaju jednym zasadniczym szczegółem: spadochroniarze nie poprzedzali natarcia lądowego, lecz przyszli po nim. Piechota brytyjskiej 2 Armii i amerykańskiej 9 Armii przeprawiała się przez Ren od wieczora 23 marca (operacja Plunder), a dywizje powietrznodesantowe wylądowały kilka kilometrów za rzeką dopiero wtedy, gdy na wschodnim brzegu istniały już pierwsze przyczółki. Miały zdobyć wzgórza i lasy panujące nad miejscami przepraw, zniszczyć niemiecką artylerię i jak najszybciej połączyć się z nadchodzącą piechotą. Zadania te wykonały w ciągu kilku godzin, ale za cenę strat, które do dziś skłaniają historyków do pytań, czy operacja była w ogóle potrzebna.

Często spotykane określenie Varsity jako anglo-amerykańsko-kanadyjskiego desantu Montgomery’ego pod Wesel wymaga dwóch uściśleń. Varsity była częścią planu Montgomery’ego, ale samym desantem dowodziły struktury amerykańskie: 1 Aliancka Armia Powietrznodesantowa generała Lewisa Breretona i XVIII Korpus Powietrznodesantowy generała Matthew Ridgwaya. Kanadyjczycy zaś wystawili jeden batalion w składzie dywizji brytyjskiej. Spadochroniarze nie lądowali też w samym Wesel, które zdobywali brytyjscy komandosi, lecz na północ i północny zachód od miasta.

Plan: desant po przeprawie

Gdy w marcu 1945 roku alianci zachodni doszli na całej długości do Renu, za rzeką otwierała się Nizina Północnoniemiecka i droga do Zagłębia Ruhry, głównego ośrodka przemysłowego Rzeszy. Most w Remagen, zdobyty 7 marca, i przeprawa 3 Armii Pattona pod Oppenheim w nocy z 22 na 23 marca (przeprawa pod Oppenheim) dały Amerykanom przyczółki na środkowym Renie. Główne uderzenie naczelny dowódca Dwight Eisenhower powierzył jednak 21 Grupie Armii na dolnym Renie, naprzeciw Wesel i Rees.

Montgomery od początku chciał, by przeprawę wsparł desant powietrzny. W pierwszych planach przewidywano nawet trzy dywizje – obok brytyjskiej 6 i amerykańskiej 17 także amerykańską 13 Dywizję Powietrznodesantową, która nie była jeszcze w boju. Z 13 Dywizji zrezygnowano, bo samolotów transportowych wystarczało tylko na dwie. Obie pozostałe miały za sobą doświadczenia bojowe, choć różne. Dywizja brytyjska generała Erica Bolsa była weteranem lądowania w Normandii – w nocy na 6 czerwca 1944 roku zdobywała mosty na Orne w ramach operacji Tonga. Amerykańska dywizja generała Williama Mileya walczyła na ziemi w Ardenach, ale nigdy jeszcze nie skakała do walki.

Plan Varsity był w dużej mierze odpowiedzią na klęskę pod Arnhem. We wrześniu 1944 roku w operacji Market Garden dywizje powietrznodesantowe wysadzono kilkadziesiąt, a w przypadku brytyjskiej 1 Dywizji – około stu kilometrów przed frontem, w kilku rzutach rozłożonych na kilka dni i na lądowiskach oddalonych od celów. Gdy wojska lądowe nie zdołały do nich dotrzeć, 1 Dywizja została okrążona i niemal zniszczona w bitwie pod Arnhem. Tym razem wszystko odwrócono. Desant miał nastąpić za dnia, w jednym rzucie, na lądowiska położone zaledwie 3–10 kilometrów za rzeką, w zasięgu artylerii stojącej na zachodnim brzegu, i to kilka godzin po rozpoczęciu przeprawy, tak by piechota mogła połączyć się ze spadochroniarzami jeszcze tego samego dnia. Za dziennym lądowaniem przemawiało to, że oddziały mniej się rozpraszały i szybciej zbierały na ziemi; ceną była większa podatność na ogień przeciwlotniczy.

Cele wyznaczył dowódca brytyjskiej 2 Armii, generał Miles Dempsey. Najważniejszy był Diersfordter Wald – zalesione wzniesienie nad Renem na północ od Wesel, z którego niemiecka artyleria mogła razić miejsca budowy mostów. Brytyjska 6 Dywizja miała opanować północną część lasu, wzgórze Schnappenberg, wieś Hamminkeln i mosty na rzece Issel, osłaniające przyczółek od wschodu. Amerykańska 17 Dywizja – południową część lasu z miejscowością Diersfordt i przejścia przez Issel bliżej Wesel. Po zdobyciu celów obie dywizje miały utrzymać teren do nadejścia piechoty – szkockiej 15 Dywizji, która przeprawiała się między Xanten a Wesel, i amerykańskiej 30 Dywizji na południe od miasta – oraz komandosów z Wesel.

Po drugiej stronie

Na odcinku natarcia broniła się niemiecka 1 Armia Spadochronowa generała Alfreda Schlemma z Grupy Armii H generała Johannesa Blaskowitza, podległej od 10 marca nowemu dowódcy na Zachodzie, marszałkowi Albertowi Kesselringowi. Była to formacja z nazwy elitarna, w rzeczywistości wykrwawiona w lutowych walkach w Nadrenii. W rejonie przyszłych lądowisk stały 7 Dywizja Spadochronowa i 84 Dywizja Piechoty generała Heinza Fiebiga, każda licząca nie więcej niż około 4 tysięcy ludzi. Odwód stanowił XLVII Korpus Pancerny ze 116 Dywizją Pancerną i 15 Dywizją Grenadierów Pancernych, łącznie około 150 wozów bojowych.

Niemcy mieli za to dużo artylerii przeciwlotniczej. Według wywiadu alianckiego liczba dział przeciwlotniczych w rejonie Wesel w ciągu tygodnia przed operacją wzrosła z około 250 do ponad 800, przy czym zdecydowaną większość stanowiły działka lekkie, kalibru 20 i 37 milimetrów – najgroźniejsze dla nisko i wolno lecących transportowców i szybowców. Niemieckie dowództwo spodziewało się desantu; nie wiedziało tylko, gdzie nastąpi, dopóki Brytyjczycy nie zaczęli stawiać naprzeciw Emmerich i Wesel kilkudziesięciokilometrowej zasłony dymnej. Tydzień przed operacją alianckie lotnictwo wykonało ponad 10 tysięcy lotów bojowych przeciw lotniskom Luftwaffe, węzłom kolejowym i mostom, a w przeddzień i w dniu desantu bombardowało stanowiska przeciwlotnicze i koszary w rejonie lądowisk.

Armada

Wczesnym rankiem 24 marca, gdy piechota Plunder trzymała już przyczółki na wschodnim brzegu, z lotnisk we wschodniej Anglii wystartowały samoloty z brytyjską 6 Dywizją, a z lotnisk we Francji – z amerykańską 17 Dywizją. Obie kolumny spotkały się nad Brukselą i skręciły na północny wschód, ku Renowi. Według zestawień przytaczanych w literaturze w powietrzu znalazło się około 1600 samolotów transportowych – głównie Douglasów C-47, a po raz pierwszy w desancie na froncie europejskim także większych Curtissów C-46 Commando – i ponad 1300 szybowców: amerykańskich Waco CG-4, brytyjskich Horsa i ciężkich Hamilcarów, które przewoziły nawet lekkie czołgi M22 Locust. Szyk ciągnął się na długości ponad 300 kilometrów, a jego przelot nad jednym punktem trwał ponad dwie i pół godziny. Osłaniało go około 2 tysięcy myśliwców amerykańskich i RAF. Do 17 Dywizji dołączył jako korespondent fotograf Robert Capa, który skakał razem z 507 Pułkiem.

Przelot obserwował z zachodniego brzegu Winston Churchill, który przyjechał do kwatery Montgomery’ego, by na własne oczy zobaczyć forsowanie Renu. Z ziemi widać było też, jak trafione maszyny zapalają się i spadają za rzeką.

Lądowanie brytyjskie

O 9.51, kilka minut przed wyznaczoną godziną, na strefę zrzutu na zachodnim skraju Diersfordter Wald zaczęła skakać 3 Brygada Spadochronowa brygadiera Jamesa Hilla. Spadochroniarze lądowali pod ogniem broni maszynowej i działek przeciwlotniczych, a część zawisła na drzewach. Tak zginął dowódca 1 Kanadyjskiego Batalionu Spadochronowego, podpułkownik Jeff Nicklin – według relacji zastrzelony, gdy zaplątany w gałęzie próbował się uwolnić. Mimo strat brygada oczyściła teren, a wzgórze Schnappenberg zdobył 9 Batalion razem z Kanadyjczykami. O 13.45 Hill zameldował, że wszystkie cele są opanowane.

W tym samym batalionie służył kapral Frederick Topham, sanitariusz. Gdy na jego oczach ginęli kolejni sanitariusze próbujący dotrzeć do rannego na otwartym polu, sam podszedł do niego pod ogniem, a choć został ranny w twarz, odmówił ewakuacji i przez kilka następnych godzin wynosił rannych, w tym z płonącego transportera. Za te czyny otrzymał Krzyż Wiktorii, najwyższe brytyjskie odznaczenie wojskowe.

Na wschód od lasu wylądowała 5 Brygada Spadochronowa brygadiera Nigela Poetta. Mgła i dym z płonących zabudowań utrudniały zbiórkę, a strefę zrzutu ostrzeliwały moździerze i artyleria, ale przed 15.30 brygada zajęła wyznaczone pozycje. Najciężej doświadczyła dzień 6 Brygada Szybowcowa. Jej szybowce lądowały małymi grupami bezpośrednio przy celach – mostach na Issel i Hamminkeln – w gęstym dymie i pod silnym ogniem przeciwlotniczym. Wiele z nich zapaliło się w powietrzu, rozbiło przy lądowaniu albo wylądowało w niewłaściwym miejscu; według brytyjskiej oficjalnej historii wojsk powietrznodesantowych z 416 szybowców, które dotarły na ziemię, tylko 88 nie zostało trafionych, a straty wśród pilotów szybowcowych sięgnęły 20–30 procent. Mimo to szybownicy zdobyli nietknięte mosty na Issel i z pomocą amerykańskich spadochroniarzy, zrzuconych tu przez pomyłkę, opanowali Hamminkeln.

Lądowanie amerykańskie

Pierwszy z amerykańskich pułków, 507 Pułk Spadochronowy pułkownika Edsona Raffa, miał skakać na strefę W, około trzech kilometrów na północ od Wesel. Zamglenie zmyliło pilotów i mniej więcej połowa pułku, z samym Raffem, wylądowała na północny zachód od celu, koło Diersfordt. Raff zebrał ludzi i poprowadził ich do strefy zrzutu, po drodze zdobywając baterię niemieckiej artylerii. Do 14.00 pułk opanował swoje cele, w tym zamek w Diersfordt. Szeregowy George Peters, który samotnie zaatakował gniazdo karabinu maszynowego ostrzeliwujące zbierających się spadochroniarzy i zginął, otrzymał pośmiertnie Medal Honoru.

Najwięcej strat w powietrzu poniósł 513 Pułk Spadochronowy pułkownika Jamesa Couttsa, przewożony samolotami C-46. Kolumna przeleciała nad pasem niemieckiej artylerii przeciwlotniczej i straciła 22 maszyny, a kilkadziesiąt dalszych zostało uszkodzonych. C-46 nie miały samouszczelniających się zbiorników paliwa, a paliwo z przestrzelonych zbiorników zbierało się w skrzydłach – trafione samoloty często stawały w płomieniach. Według amerykańskich relacji po tej operacji Ridgway zakazał używania ich do zrzutu spadochroniarzy. Pułk wyskoczył kilka kilometrów od wyznaczonej strefy, na lądowiska brytyjskiej brygady szybowcowej, i razem z Brytyjczykami wziął udział w zdobyciu Hamminkeln. W czasie ataku na umocnione zabudowania zginął starszy szeregowy Stuart Stryker, który poderwał swój pluton do szturmu na stanowisko karabinu maszynowego; również on otrzymał pośmiertnie Medal Honoru.

194 Pułk Szybowcowy pułkownika Jamesa Pierce’a wylądował celnie, ale wprost pośród niemieckich baterii, które ostrzeliwały przeprawy na Renie. Działa opuszczono do strzału na wprost i ostrzeliwano szybowce jeszcze na ziemi. Mimo to szybownicy zdobyli stanowiska i według amerykańskich meldunków zniszczyli lub zdobyli 42 działa i 10 czołgów.

Po zrzucie desantu nad strefy lądowania nadleciały bombowce Consolidated B-24 Liberator z 8 Armii Lotniczej, zrzucające zaopatrzenie z bardzo małej wysokości. Kilkanaście z nich zestrzelono, a ponad sto uszkodzono.

W ciągu dnia amerykańscy spadochroniarze połączyli się pod Wesel z brytyjską 1 Brygadą Commando, która od nocy walczyła w ruinach miasta, a wieczorem 6 Dywizja – z czołowymi oddziałami szkockiej 15 Dywizji. O północy przez Ren przerzucony był już pierwszy most. Generał Fiebig, dowódca niemieckiej 84 Dywizji, mówił później w niewoli podczas przesłuchania, że nagłe pojawienie się dwóch dywizji powietrznodesantowych na tyłach jego osłabionej jednostki wywarło na obrońcach „druzgocący” efekt.

Cena jednego dnia

Wszystkie cele operacji zdobyto w ciągu kilku godzin, ale straty były wysokie – według wielu autorów wyższe niż te, które tego dnia poniosła piechota przeprawiająca się przez Ren. Według najczęściej przytaczanych danych brytyjska 6 Dywizja straciła 24 marca około 1400 ludzi zabitych, rannych i zaginionych, z czego blisko 600 zabitych, a amerykańska 17 Dywizja w dniach 24–29 marca około 1300, w tym ponad 400 zabitych. Do tego dochodziły straty załóg samolotów transportowych i pilotów szybowcowych. Łączną liczbę zabitych pierwszego dnia ocenia się zwykle na nieco ponad tysiąc; niemieckie opracowania regionalne, uwzględniające zmarłych z ran i walki do 26 marca, podają około 1500 poległych żołnierzy alianckich. Lotnictwo straciło według różnych zestawień od kilkudziesięciu do ponad 70 samolotów transportowych i bombowców oraz kilkadziesiąt szybowców zestrzelonych lub rozbitych; kilkaset maszyn wróciło uszkodzonych. Obie dywizje wzięły około 3,5 tysiąca jeńców. Ciężkie straty ponieśli też Niemcy i ludność okolicznych wsi, zrujnowanych przez bombardowania, ostrzał i walki.

Czy desant był potrzebny?

Bezpośrednio po wojnie oceny były entuzjastyczne. Eisenhower nazwał Varsity „najbardziej udaną operacją powietrznodesantową przeprowadzoną do tej pory”, a Ridgway w raporcie podkreślał, że dwie dywizje w ciągu kilku godzin zlikwidowały obronę, której przełamanie z ziemi mogło trwać dni. Zwolennicy operacji, także współcześni historycy, wskazują, że wyciągnięto lekcje z Arnhem: desant był skoncentrowany, wylądował blisko frontu i pod osłoną artylerii, a jego nagłe pojawienie się ściągnęło na siebie uwagę i odwody obrońców, ułatwiając piechocie wyjście z przyczółka.

Część historyków ocenia jednak operację krytycznie. Według Jamesa Hustona te same siły użyte na ziemi mogłyby przyspieszyć natarcie jeszcze bardziej, a Barry Gregory uznał Varsity za „nie do końca konieczną”. Autor amerykańskiej oficjalnej historii ostatniej kampanii na Zachodzie, Charles B. MacDonald, postawił pytanie, czy w ówczesnych warunkach desant powietrzny był w ogóle potrzebny, a nawet uzasadniony: piechota Plunder przekroczyła Ren stosunkowo łatwo, a obrona niemiecka była już słaba. Krytycy zwracają też uwagę na decyzję o dziennym lądowaniu, które uczyniło z wolno lecących szybowców i transportowców łatwy cel dla niemieckiej artylerii przeciwlotniczej, oraz na niedostatek samolotów, który wyeliminował z operacji trzecią dywizję.

Znaczenie

Varsity była ostatnią wielką operacją powietrznodesantową II wojny światowej w Europie i największym desantem przeprowadzonym w ciągu jednego dnia. Po niej alianci zachodni nie użyli już na froncie zachodnim dywizji powietrznodesantowych do zrzutu na dużą skalę – wojna toczyła się teraz za szybko, a kolejne plany desantów dezaktualizowały się, zanim zdążono je przygotować. Spadochroniarze walczyli dalej jako zwykła piechota: brytyjska 6 Dywizja przeszła przez północne Niemcy aż do Wismaru nad Bałtykiem, dokąd dotarła na początku maja, a amerykańska 17 Dywizja uczestniczyła w zdobyciu Münsteru i w walkach o Zagłębie Ruhry.

Najważniejszy był jednak wynik całej przeprawy. Do 27 marca 21 Grupa Armii miała za Renem kilkanaście dywizji i kilkanaście mostów zdolnych przyjąć czołgi, a jej przyczółek rozszerzał się z każdym dniem. Z niego wyszło uderzenie, które w ciągu następnych tygodni okrążyło niemiecką Grupę Armii B w Zagłębiu Ruhry i otworzyło Brytyjczykom drogę nad Łabę i do portów północnych Niemiec. Pod Wesel padła ostatnia wielka naturalna przeszkoda na drodze aliantów zachodnich w głąb Rzeszy.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.