TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Jesienne deszcze we Włoszech

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Morze Śródziemne
Data:
31 października 1943
Autor:
Łukasz
Tagi:
Włochy, Wehrmacht, Albert Kesselring, Mark Wayne Clark

Pod koniec października 1943 roku kampania we Włoszech zmieniła charakter. Po lądowaniu pod Salerno, zajęciu Neapolu i forsowaniu Volturno alianci liczyli, że do Bożego Narodzenia staną w Rzymie. Tymczasem jesienne ulewy zamieniły drogi południowych Włoch w błoto, rzeki w rwące potoki, a górskie ścieżki w śliskie rynny. 31 października, gdy amerykańska 3 Dywizja Piechoty ruszyła na kolejną niemiecką pozycję, było już jasne, że droga do Rzymu nie będzie pościgiem, lecz długą i kosztowną wspinaczką od grzbietu do grzbietu. Zdanie, że ciężkie deszcze spowolniły aliancki marsz na południe od Rzymu, dobrze oddaje sytuację – z jednym zastrzeżeniem: deszcz był tylko sprzymierzeńcem niemieckiej obrony, której fundamentem były góry, zniszczenia i przemyślany plan opóźniania.

Od Volturno do linii Barbara

Po forsowaniu Volturno w nocy z 12 na 13 października 5 Armia gen. por. Marka Clarka weszła w pas gór między doliną Volturno a dolinami Garigliano i Rapido. Niemiecki XIV Korpus Pancerny cofał się tam powoli, zostawiając na każdym wzgórzu straże tylne, a na drogach miny i wysadzone mosty. Jego saperzy przygotowali trzy kolejne pozycje. Pierwszą była linia Barbara – według amerykańskiej historii oficjalnej (Martin Blumenson, Salerno to Cassino) raczej pas silnych placówek niż prawdziwa linia obronna – biegnąca od góry Massico nad Morzem Tyrreńskim przez Teano i Presenzano w góry Matese. Za nią leżała znacznie silniejsza linia Bernhardta, oparta o masywy Camino, la Difensa, Maggiore i Sammucro, a jeszcze dalej najmocniejsza z nich, linia Gustawa nad Garigliano i Rapido, ze wzgórzem Monte Cassino. Na wschodzie, za Apeninami, ta sama linia biegła wzdłuż rzeki Trigno, a pozycje główne budowano nad Sangro.

W ostatniej dekadzie października Brytyjczycy z X Korpusu i Amerykanie z VI Korpusu przedzierali się przez linię Barbara. 29 października brytyjska 56 Dywizja była niespełna dwa kilometry od Teano, a na przełomie miesięcy zajęła miasto; 46 Dywizja weszła w przełęcz Cascano, a 7 Dywizja Pancerna na nadmorskiej równinie ledwie mogła się ruszyć, bo jej pojazdy grzęzły w błocie. 31 października 3 Dywizja gen. mjr. Luciana Truscotta zaatakowała spod Dragoni na północny zachód i odcięła drogę z Raviscaniny do szosy nr 6, kierując się ku przełęczy pod Mignano – bramie do doliny Liri i do Rzymu. Natarcie poszło łatwiej, niż się spodziewano, bo Niemcy właśnie odchodzili na następną pozycję. W pierwszych dniach listopada linia Barbara została przełamana, a patrole brytyjskie dotarły nad dolną Garigliano.

Adriatyk: 8 Armia nad Trigno

Po drugiej stronie Apeninów brytyjska 8 Armia gen. Bernarda Montgomery’ego, która na początku października odparła niemieckie przeciwnatarcie pod Termoli, stanęła nad rzeką Trigno. Tam musiała się zatrzymać na kilka tygodni. Jej zaopatrzenie szło złymi drogami z portów w Bari i Tarencie, oddalonych o około 190 i 270 kilometrów, a deszcz rozmywał objazdy wokół zniszczonych mostów. Natarcie przez Trigno ruszyło dopiero w nocy z 1 na 2 listopada; 3 listopada 78 Dywizja zajęła San Salvo, a Niemcy cofnęli się nad Sangro.

Hitler wybiera Kesselringa

Niemiecki sposób prowadzenia wojny we Włoszech zależał od sporu dwóch feldmarszałków. Erwin Rommel, dowodzący Grupą Armii B w północnych Włoszech, uważał, że południa półwyspu nie da się utrzymać wobec alianckiej przewagi w powietrzu i na morzu, i radził bronić się dopiero w Apeninach na północ od Rzymu. Albert Kesselring przekonywał, że w górach na południe od Rzymu wystarczy kilkanaście dywizji, by zatrzymać aliantów na wiele miesięcy, z dala od granic Rzeszy i od lotnisk, z których alianckie bombowce mogłyby atakować południowe Niemcy i Bałkany. Hitler wahał się kilka tygodni. Na początku października polecił bronić linii Bernhardta, a według części opracowań 19 października postanowił oddać całe dowództwo we Włoszech Kesselringowi. Rozkaz w tej sprawie wydano 6 listopada; 21 listopada Kesselring objął dowództwo nowej Grupy Armii C, a Rommel wyjechał do Francji, by zająć się obroną Wału Atlantyckiego.

Decyzja ta przesądziła o tym, jak będzie wyglądać kampania. Niemcy nie zamierzali już tylko opóźniać aliantów w drodze na północ, lecz zatrzymać ich jak najdłużej w górach Kampanii i Abruzji. 1 listopada Kesselring polecił 10 Armii skupić się na twardej obronie linii Bernhardta, dopóki nie zostanie ukończona linia Gustawa. Jesienne deszcze pracowały na rzecz tego planu: każdy dzień, w którym alianckie czołgi stały w błocie, a samoloty nie mogły wystartować z rozmokłych lotnisk, był dniem pracy niemieckich saperów.

Overlord zabiera środki

Alianci tymczasem nie mogli rzucić do Włoch wszystkiego, czym dysponowali. Na konferencji w Quebecu w sierpniu 1943 roku uzgodniono, że pierwszeństwo ma przygotowanie inwazji przez kanał La Manche – operacji Overlord. Morze Śródziemne miało oddać jesienią siedem doświadczonych dywizji, które trzeba było przewieźć do Wielkiej Brytanii, oraz część bombowców i samolotów transportowych. Najdotkliwsza była utrata środków desantowych: większość okrętów i barek desantowych z Morza Śródziemnego miała jesienią odpłynąć do Anglii, a większość nowych jednostek z amerykańskich stoczni szła na Pacyfik. Według Blumensona to, co miało zostać, wystarczyłoby najwyżej na przerzut jednej dywizji. Bez nich alianci nie mogli łatwo obejść niemieckich linii desantem od morza, jak zrobili to pod Termoli – musieli przebijać się wprost przez góry.

Wojna w błocie

Dla żołnierzy jesień 1943 roku we Włoszech była przede wszystkim walką z pogodą i terenem. Deszcz padał całymi dniami, nocami w górach robiło się zimno, a na wysokich grzbietach pod koniec roku spadł śnieg. Drogi, często jedyne w okolicy, Niemcy wysadzali w wąwozach i na serpentynach; saperzy budowali objazdy i mosty, które kolejna ulewa zrywała. Tam, gdzie kończyły się drogi, amunicję, wodę i żywność wnoszono w góry na jucznych mułach, a na ostatnich odcinkach na plecach żołnierzy i włoskich tragarzy; tą samą drogą znoszono rannych i zabitych. Piechota tygodniami nie miała suchych butów ani skarpet, co sprzyjało stopie okopowej, a przy tym trzeba było atakować wzgórze po wzgórzu pod ogniem moździerzy i karabinów maszynowych z dobrze ukrytych stanowisk na odwrotnych stokach.

Ten obraz utrwalili dwaj Amerykanie, którzy zrobili z codzienności frontowej piechoty temat dla milionów czytelników. Bill Mauldin, sierżant 45 Dywizji Piechoty, rysował dla dywizyjnej gazety, a potem dla wojskowego dziennika „Stars and Stripes” Williego i Joego – dwóch nieogolonych, przemoczonych i zmęczonych piechurów, którzy z gorzkim humorem znoszą błoto, deszcz i rozkazy. Ernie Pyle, najpopularniejszy amerykański korespondent wojenny, wrócił na front włoski pod koniec 1943 roku i opisywał tę wojnę z perspektywy zwykłego żołnierza; jego reportaż o śmierci kpt. Henry’ego Waskowa, poległego w grudniu w górach pod San Pietro, ukazał się w styczniu 1944 roku i należy do najsłynniejszych tekstów wojennego dziennikarstwa. Obaj, każdy na swój sposób, pokazywali, że we Włoszech nie było szybkich zwycięstw – był tylko kolejny grzbiet.

Znaczenie

Jesienne deszcze nie zatrzymały aliantów same z siebie, ale wraz z górami, zniszczeniami i decyzją Hitlera o obronie na południe od Rzymu zmieniły kampanię włoską w wojnę na wyczerpanie. W listopadzie i grudniu 1943 roku 5 Armia toczyła ciężkie walki o masyw Camino, Monte la Difensa i San Pietro na linii Bernhardta, a 8 Armia forsowała Sangro i walczyła o Ortonę. Do końca roku alianci nie doszli nawet do linii Gustawa. Szukając sposobu na jej obejście, w styczniu 1944 roku wylądowali pod Anzio (operacja Shingle), zatrzymując w tym celu na Morzu Śródziemnym część środków desantowych przeznaczonych na Overlord. Rzym zdobyli dopiero 4 czerwca 1944 roku, po czterech bitwach o Monte Cassino; w ostatniej z nich ruiny klasztoru zdobył 2 Korpus Polski.

Dla przebiegu całej wojny front włoski stał się odtąd teatrem drugorzędnym, ale nie bez znaczenia. Wiązał kilkanaście niemieckich dywizji, dał aliantom lotniska w rejonie Foggii, z których bombowce mogły sięgać południowych Niemiec, Austrii i Rumunii, i pokazywał, jak drogo kosztuje natarcie w górach przeciw przeciwnikowi, który umie się bronić. Dla żołnierzy, którzy jesienią 1943 roku brnęli w błocie między Volturno a Garigliano, była to wojna, o której w kraju słyszano coraz mniej, a która z każdym tygodniem stawała się cięższa.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.