TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Krwawa niedziela w Bydgoszczy

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Polska
Data:
3 września 1939
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Kampania wrześniowa
Tagi:
Polska, III Rzesza, kampania wrześniowa, Joseph Goebbels

W niedzielę 3 września 1939 roku około godziny 10 przez Bydgoszcz przeciągały kolumny wojska, wozy taborowe i tłumy uciekinierów. Na głównej ulicy miasta, Gdańskiej, wybuchła strzelanina. Żołnierze wycofującej się Armii „Pomorze” uznali, że strzelają do nich z okien, dachów i wież kościołów miejscowi Niemcy. Przez resztę dnia i cały następny dzień w mieście trwało polowanie na „dywersantów”. Zginęło od trzystu do ponad czterystu osób, w większości członków niemieckiej mniejszości, wśród nich wielu przypadkowych i niewinnych ludzi. Zginęli też polscy żołnierze i cywile.

Często podaje się, że oskarżonych o strzelanie do polskich żołnierzy zabito w Bydgoszczy około tysiąca niemieckich cywilów. Ta liczba nie pochodzi z badań, tylko z niemieckiej propagandy jesieni 1939 roku. Dzisiejsze ustalenia historyków, polskich i niemieckich, mówią o mniej więcej 300–400 zabitych w mieście w dniach 3–4 września. Do dziś sporne jest natomiast, kto zaczął strzelać. Nazwę „Bromberger Blutsonntag”, bydgoska krwawa niedziela, nadała tym wydarzeniom propaganda Josepha Goebbelsa, która wykorzystała je jako uzasadnienie dla terroru wobec Polaków. W następnych tygodniach Niemcy zamordowali w Bydgoszczy i okolicy kilka razy więcej ludzi, niż zginęło 3 i 4 września.

Miasto na drodze wojny

Bydgoszcz, niemiecki Bromberg, należała do Prus od pierwszego rozbioru w 1772 roku do 1920 roku, kiedy na mocy traktatu wersalskiego przypadła Polsce. Przed I wojną światową większość jej mieszkańców stanowili Niemcy. Po 1920 roku wielu z nich wyjechało do Rzeszy i w 1939 roku na około 140 tysięcy mieszkańców Niemców było już tylko kilka do kilkunastu tysięcy. Byli wśród nich ludzie lojalni wobec państwa polskiego, ale coraz większa część mniejszości, jak w całym Pomorzu Gdańskim i Wielkopolsce, sympatyzowała z III Rzeszą. Stosunki polsko-niemieckie w mieście pogorszyły się gwałtownie wiosną i latem 1939 roku, gdy Berlin zażądał Gdańska i eksterytorialnej drogi przez „korytarz”, a niemiecka prasa codziennie pisała o rzekomych prześladowaniach Niemców w Polsce. W żądaniach z końca sierpnia Bydgoszcz znalazła się wprost na granicy obszaru, o którym miał zdecydować plebiscyt.

Nieufność nie była bezpodstawna. Niemiecki wywiad wojskowy, Abwehra, od miesięcy werbował wśród polskich Niemców ludzi do grup dywersyjnych i bojowych, a polska policja przed wojną wykryła na Pomorzu kilka takich siatek z bronią i materiałami wybuchowymi. Po wybuchu wojny polskie władze, według przygotowanych wcześniej list, aresztowały tysiące działaczy mniejszości i pognały ich kolumnami na wschód. W tych marszach, między innymi w stronę Łowicza, część internowanych zginęła lub została zamordowana. Adolf Hitler zaś, przemawiając 1 września w Reichstagu, uzasadniał napaść między innymi „krwawym terrorem” wobec Niemców w Polsce. Obie strony oczekiwały więc najgorszego jeszcze przed pierwszym strzałem.

Wojna dotarła do Bydgoszczy szybko. 2 września niemieckie samoloty zbombardowały dworzec kolejowy, zabijając, według ustaleń niemieckiego historyka Markusa Krzoski, 25 cywilów. Armia „Pomorze” gen. dyw. Władysława Bortnowskiego poniosła ciężkie straty w Borach Tucholskich, gdzie niemiecka 4 Armia przecinała „korytarz”. Do miasta zaczęli napływać rozbitkowie i uciekinierzy, a z nimi pogłoski o klęsce. W nocy z 2 na 3 września nieznani ludzie mieli budzić mieszkańców niektórych dzielnic, wzywając do ucieczki, bo Niemcy już nadchodzą. Bronić rejonu Bydgoszczy miała 15 Wielkopolska Dywizja Piechoty gen. bryg. Zdzisława Przyjałkowskiego, a przez miasto, w stronę przepraw na Brdzie i Wiśle, przechodziły tabory i oddziały 9 Dywizji Piechoty oraz 27 Dywizji Piechoty.

Niedziela 3 września

Około godziny 10, gdy ludzie wychodzili z kościołów, na ulicy Gdańskiej, w okolicy ulic Jagiellońskiej i Kamiennej, wybuchła strzelanina. Kolumny wojska i wozy uchodźców wpadły w panikę, konie poniosły. Polskie meldunki wojskowe, relacje żołnierzy i mieszkańców mówią o ogniu prowadzonym jednocześnie z wielu miejsc: z okien, strychów, wież kościoła ewangelickiego i innych budynków w pasie od dworca po centrum. Komendant miasta mjr Wojciech Albrycht zameldował o „dywersji” gen. Przyjałkowskiemu, który skierował do miasta dwie kompanie 62 Pułku Piechoty. Do oczyszczania kwartałów przyłączyły się batalion wartowniczy, policja, ochotnicy, w tym harcerze, i uzbrojeni cywile. Po południu przez miasto przejeżdżał gen. Bortnowski, a jego samochód, według polskich dokumentów, również został ostrzelany na Gdańskiej.

Żołnierze i cywile przeszukiwali domy zamieszkane przez Niemców, wieże i strychy kościołów ewangelickich. Zatrzymanych z bronią rozstrzeliwano na miejscu. Wielu zabito jednak bez żadnego dowodu, z powodu niemieckiego nazwiska, mówienia po niemiecku, wskazania przez sąsiada albo samego podejrzenia. Dochodziło do samosądów i linczów, zdarzało się, że polscy żołnierze w zamieszaniu strzelali do siebie nawzajem. Około godziny 16 strzelanina w centrum ucichła. Kilkuset zatrzymanych Niemców spędzono do koszar, a wieczorem, gdy wojsko i policja dostały rozkaz nocnego odwrotu, zwolniono ich.

Tego dnia przed południem Wielka Brytania, a po południu Francja wypowiedziały Niemcom wojnę. W Bydgoszczy, jak w całej Polsce, wywołało to wybuch radości, ale nie zmieniło sytuacji na froncie. Wojsko polskie przygotowywało się do opuszczenia miasta.

Poniedziałek 4 września

W nocy z 3 na 4 września i rano oddziały polskie przechodzące przez miasto, między innymi przy Kanale Bydgoskim i w dzielnicach Czyżkówko i Szwederowo, znów meldowały o ostrzale. Polowanie na podejrzanych rozgorzało na nowo, tym razem w mieście, w którym coraz mniej było jakiejkolwiek władzy. Prezydent miasta Leon Barciszewski wyjechał 3 września na naradę do Włocławka i nie wrócił, a ostatnie oddziały wojska i policja odchodziły na wschód. Porządku pilnowała słabo uzbrojona Straż Obywatelska z rezerwistów, weteranów i ochotników. Krzoska pisze o mieście, które było w tych dniach przestrzenią bezprawia, w której nikt nie był w stanie zatrzymać toczącej się przemocy. W walkach na Szwederowie spłonął kościół ewangelicki. Także 4 września nad Jeziorem Jezuickim, kilkanaście kilometrów na południe od miasta, zginęło 39 Niemców, część z nich być może od ostrzału niemieckich samolotów.

Rankiem 5 września do miasta wkroczyły oddziały niemieckie z grupy bojowej „Netze” gen. Eccarda von Gablenza. Straż Obywatelska stawiała im opór, zwłaszcza na Szwederowie, i złożyła broń dopiero wtedy, gdy Gablenz obiecał traktować jej członków jak jeńców wojennych.

Spór o to, kto strzelał

To, że 3 i 4 września w Bydgoszczy strzelano i zabijano, jest bezsporne. Od ponad osiemdziesięciu lat trwa natomiast spór o to, od czego się zaczęło. Polska historiografia od pierwszych powojennych prac (Ryszard Wojan, Karol Marian Pospieszalski, Czesław Madajczyk) przyjmowała, że wojsko zostało zaatakowane przez niemiecką dywersję, złożoną z miejscowych Niemców i agentów przerzuconych z Rzeszy, a reakcja wojska i ludności była jej stłumieniem. Niemieckie środowiska wysiedleńców i większość niemieckich autorów przedstawiały wydarzenia jako pogrom bezbronnych i lojalnych obywateli, wywołany polską paniką i nienawiścią.

W 1989 roku niemiecki dziennikarz i historyk Günter Schubert, wbrew przeważającemu w Niemczech poglądowi, opowiedział się za tezą o dywersji, przygotowanej jego zdaniem przez służby SS. Z kolei bydgoski historyk Włodzimierz Jastrzębski, autor wydanej w 1988 roku książki „Dywersja czy masakra?”, zmienił z czasem zdanie i od 2004 roku twierdził, że bezpośrednich dowodów zorganizowanej dywersji nie ma, a polscy żołnierze i cywile w panice wzięli za dywersję strzały, których źródła nie da się ustalić.

W 2003 roku z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej zespół kilkudziesięciu badaczy podjął próbę wyjaśnienia sprawy. Jego wynikiem był wydany w 2008 roku tom „Bydgoszcz 3–4 września 1939” pod redakcją Tomasza Chincińskiego i Pawła Machcewicza. Redaktorzy uznali, że całość materiału źródłowego uprawnia do tezy, iż 3 września doszło w Bydgoszczy do niemieckiej dywersji, którą stłumiono. Powoływali się na meldunki dowództwa Armii „Pomorze”, setki relacji polskich świadków wskazujących dziesiątki konkretnych miejsc, z których strzelano, oraz na dokumenty Abwehry, z których wynika, że od czerwca 1939 roku tworzyła ona w Bydgoszczy uzbrojone grupy dywersyjne i że część ich członków zginęła w pierwszych dniach września. Wśród zabitych zidentyfikowano współpracownika placówki Abwehry w Szczecinie. Ci sami historycy przyznali jednak otwarcie, że stłumienie dywersji przerodziło się w samosądy, których ofiarą padło wielu niewinnych Niemców, a niektóre egzekucje mogły wynikać z osobistej nienawiści i zemsty.

Część badaczy, zwłaszcza niemieckich, uważa, że te dowody nie rozstrzygają sprawy, bo dokumenty Abwehry mówią o planach i istnieniu grup, a nie o ich udziale w strzelaninie 3 września, a relacje świadków po obu stronach spisywano często wiele lat później. Markus Krzoska, autor przeglądu badań opublikowanego w 2012 roku w „Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte”, uznał, że do dziś nie wiadomo, kto zaczął strzelać, i że wiarygodne pozostają trzy wyjaśnienia: przerzuceni z Rzeszy prowokatorzy, wystąpienie miejscowych Niemców albo panika zrodzona z histerii. Uczciwe podsumowanie stanu wiedzy brzmi więc tak: istnienie niemieckich grup dywersyjnych w mieście jest udokumentowane i większość polskich historyków uważa dywersję za dowiedzioną, ale jej skala i to, czy to ona wywołała strzelaninę, pozostają przedmiotem sporu. Bezsporne jest natomiast, że odpowiedzią były zabójstwa, które dotknęły wielu ludzi niemających z dywersją nic wspólnego.

Ilu zginęło

Najdokładniejsze ustalenia dotyczą samego miasta. Historyk IPN Paweł Kosiński, na podstawie akt stanu cywilnego, ksiąg parafialnych, nekrologów i list zmarłych, ustalił nazwiska 365 osób, które zginęły w Bydgoszczy 3 i 4 września. Trzydziestu trzech nie zidentyfikowano. Wśród nich było 254 ewangelików i 86 katolików, co pozwala przyjąć, że większość ofiar stanowili Niemcy, ale wśród zabitych było też kilkudziesięciu Polaków, w tym kilkunastu do dwudziestu żołnierzy. Krzoska, porównując listę Kosińskiego z niemieckimi kartotekami z archiwum w Marburgu, doszedł do wniosku, że liczba zabitych w czasie „krwawej niedzieli” przekroczyła prawdopodobnie 400 osób. Wcześniejsze szacunki mieściły się w podobnych granicach: od około 100 do 300 w starszych pracach polskich, 358 i 418 nazwisk na listach sporządzonych przez Niemców z Bydgoszczy po wojnie. Wliczając okoliczne wsie, niektórzy autorzy podają liczby do 700 zabitych.

W całej Polsce we wrześniu 1939 roku zginęło według różnych szacunków od około 2 do 4–5 tysięcy cywilów narodowości niemieckiej: zabitych w samosądach, w marszach internowanych, ale także od bomb i pocisków, w tym niemieckich. Brytyjski historyk Ian Kershaw uznał za najbardziej wiarygodną liczbę około 4 tysięcy.

Propaganda

Dla nazistowskiej propagandy Bydgoszcz była darem losu. Już 7 września Niemieckie Biuro Informacyjne pisało o „Bydgoszczy, mieście grozy”, a ministerstwo Goebbelsa przywiozło do miasta grupę zagranicznych dziennikarzy, którym pokazywano zwłoki i wybranych świadków. Pojęcie „Bromberger Blutsonntag” pojawiło się w wydawanej w mieście „Deutsche Rundschau” 8 września, a prasa otrzymała polecenie, by stało się ono trwałym terminem. Kompania propagandowa Wehrmachtu fotografowała ciała. Badaczka Miriam Arani wykazała, że autentyczność większości tych zdjęć nie jest potwierdzona, a część to oczywiste fałszerstwa. Nie wiadomo nawet, czy pokazywane dziennikarzom ofiary były Niemcami, bo w tych samych dniach Wehrmacht i policja rozstrzeliwały w mieście setki Polaków.

Liczby rosły na zamówienie. W październiku 1939 roku Kurt Lück, oficer SS i kierownik „centrali grobów” w Poznaniu, mówił o ponad 5 tysiącach zamordowanych Niemców w Polsce, w tym „około tysiącu” w samej Bydgoszczy. To z tego źródła pochodzi liczba, którą wciąż powtarzają niektóre kalendaria. W listopadzie 1939 roku niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podawało 5437 zabitych w całej Polsce. 7 lutego 1940 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Rzeszy poleciło używać odtąd liczby 58 tysięcy, prawie jedenastokrotnie większej, i taką ogłoszono w drugim wydaniu oficjalnej „dokumentacji polskich okrucieństw”. Liczbę tę obalił po wojnie Pospieszalski, a poważni historycy niemieccy jej nie przyjmują, choć wciąż krąży w środowiskach skrajnej prawicy.

Zemsta okupanta

Represje zaczęły się w dniu wejścia Niemców. Wziętych do niewoli członków Straży Obywatelskiej, wbrew obietnicy gen. Gablenza, wydano funkcjonariuszom Einsatzgruppe IV SS-Brigadeführera Lothara Beutela, jednej z grup operacyjnych, które od 1 września realizowały operację „Tannenberg”. Około 40 z nich esesmani zakatowali, resztę, w tym przywódców Straży, rozstrzelano. Wehrmacht i Einsatzgruppen przeczesywały dzielnice dom po domu, szukając „partyzantów”. Za broń mogła uchodzić pamiątkowa szabla albo dubeltówka. Od 8 września komendantem miasta był gen. Walter Braemer, który oceniał, że do tego dnia rozstrzelano w Bydgoszczy co najmniej 400 osób. Według innych szacunków w pierwszych dniach okupacji zginęło od 200 do 400 polskich cywilów.

9 września na Starym Rynku odbyła się pierwsza publiczna egzekucja dwudziestu zakładników, a następnego dnia kolejna. Wśród rozstrzelanych byli harcerze i ksiądz, który próbował udzielić skazanym ostatniego namaszczenia. Według zachowanych meldunków 11 września Hitler polecił, by ze względu na „buntowniczą ludność” Bydgoszczy Reichsführer SS wziął 500 zakładników i stosował najostrzejsze środki, a wojsko miało mu w tym nie przeszkadzać. Od 9 września działał niemiecki sąd specjalny, który do końca wojny sądził w sprawach „krwawej niedzieli” setki Polaków i wydał, według badacza Edmunda Zarzyckiego, ponad 240 wyroków śmierci, w procesach będących parodią sądu. 22 września w Boryszewie pod Sochaczewem żołnierze Wehrmachtu rozstrzelali 50 jeńców z bydgoskiego batalionu Obrony Narodowej, oskarżonych fałszywie o udział w wydarzeniach z 3 i 4 września, choć batalionu nie było wtedy w mieście.

Od października mordowanie przejęły SS, policja i złożony z miejscowych Niemców Selbstschutz. W Dolinie Śmierci w Fordonie od 10 października do końca listopada 1939 roku rozstrzelano, według najczęściej przyjmowanych szacunków, od 1200 do 1400 Polaków i Żydów, choć starsze opracowania podawały nawet 3 tysiące. Barciszewski, który wrócił do miasta w październiku, by odpowiedzieć na propagandowe oskarżenia, został aresztowany i 11 listopada rozstrzelany razem z synem, obciążony winą za to, że nie zapobiegł „rozruchom”. W pierwszych czterech miesiącach okupacji Niemcy zamordowali w Bydgoszczy i powiecie około 5 tysięcy ludzi, w samym mieście prawdopodobnie od 1500 do 2000. Tajny dekret Hitlera z 4 października 1939 roku zapewnił bezkarność za czyny popełnione przez Niemców od 1 września „z rozgoryczenia z powodu okrucieństw Polaków”.

Znaczenie

Bydgoska „krwawa niedziela” była prawdziwą tragedią. Zginęło w niej kilkuset ludzi, w większości cywilów narodowości niemieckiej, wielu z nich niewinnych, zabitych przez polskich żołnierzy i cywilów w atmosferze paniki, strachu przed zdradą i nienawiści narosłej w poprzednich miesiącach. Uczciwa pamięć o tych wydarzeniach wymaga uznania tego faktu bez względu na to, czy i w jakiej skali w mieście działała niemiecka dywersja. Wymaga też pamiętania o proporcjach i kolejności. Bydgoszcz była skutkiem napaści Niemiec na Polskę, a nie jej przyczyną, i nie była „pogromem zarządzonym z Warszawy”, jak przedstawiała ją propaganda.

W rękach Goebbelsa wydarzenie stało się narzędziem. Zawyżone dziesięciokrotnie liczby i spreparowane zdjęcia miały przekonać Niemców i świat, że wojna z Polską jest obroną, a terror wobec Polaków karą. Służyły uzasadnieniu tego, co już wcześniej zaplanowano: likwidacji polskiej inteligencji, księży, nauczycieli i działaczy w ramach operacji „Tannenberg” i Intelligenzaktion, które na samym Pomorzu kosztowały życie kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Straty ludności Bydgoszczy w całej wojnie historycy szacują na około 10 tysięcy osób.

Po wojnie spór o Bydgoszcz długo dzielił historyków obu krajów, ale wspólne badania z ostatnich dekad zbliżyły ustalenia co do liczby ofiar. Pytanie, kto oddał pierwsze strzały, pozostaje otwarte. Pewne jest natomiast, że okupacja niemiecka zaczęła się w Bydgoszczy od zbrodni, które wielokrotnie przewyższyły to, co miało je „uzasadniać”.

Źródła

  1. tygodnikpowszechny.pl · krwawa niedziela spor bez konca 135088

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.