TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Masakra w Chenogne

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Front zachodni
Data:
1 stycznia 1945
Autor:
Natalia
Bitwa:
Ofensywa w Ardenach
Tagi:
Stany Zjednoczone, jeńcy wojenni, Belgia, George Patton

W Nowy Rok 1945, w czasie zaciekłych walk na zachód od Bastogne, żołnierze amerykańskiej 11 Dywizji Pancernej zabili w belgijskiej wsi Chenogne kilkudziesięciu niemieckich jeńców, którzy już się poddali. Według relacji świadków większość z nich ustawiono na polu pod wsią i rozstrzelano z karabinów maszynowych. Liczba ofiar nie jest dokładnie znana – świadkowie i badacze podają od około 60 do około 80 zabitych. Była to najlepiej udokumentowana zbrodnia popełniona na jeńcach przez żołnierzy amerykańskich w czasie bitwy w Ardenach. Nikogo za nią nie osądzono.

Spotykane w kalendariach zdanie „żołnierze amerykańscy zabijają dziesiątki niemieckich jeńców w Chenogne” jest zgodne z tym, co ustalili historycy, zarówno co do daty, jak i skali. Wymaga tylko jednego uzupełnienia: wydarzenia nie da się zrozumieć bez kontekstu – zbrodni niemieckich z pierwszych dni ofensywy, nastrojów odwetu w wojsku amerykańskim i rozkazów, które według części badaczy tę atmosferę podsycały. Kontekst ten nie usprawiedliwia zabójstwa bezbronnych ludzi, chronionych przez konwencję genewską z 1929 roku, której stronami były zarówno Stany Zjednoczone, jak i Niemcy.

Walki na zachód od Bastogne

Chenogne to niewielka wieś w belgijskiej prowincji Luksemburg, dziś część gminy Vaux-sur-Sûre, położona kilka kilometrów na południowy zachód od Bastogne, w pobliżu Sibret. Po tym, jak 26 grudnia 1944 roku czołgi 4 Dywizji Pancernej przebiły się do okrążonego miasta i otworzyły wąski korytarz od południa (odsiecz Bastogne), obie strony zaczęły ściągać w ten rejon nowe siły. Niemcy chcieli przeciąć korytarz i jednak zdobyć miasto, Amerykanie – poszerzyć wyłom i przejść do natarcia na północ, ku Houffalize, gdzie miały się spotkać wojska nacierające z południa i z północy.

Na zachodnim skrzydle korytarza do natarcia skierowano dwie świeże dywizje VIII Korpusu gen. Troya Middletona, podporządkowanego wówczas 3 Armii gen. George’a Pattona: 87 Dywizję Piechoty i 11 Dywizję Pancerną gen. bryg. Charlesa Kilburna. 11 Dywizja Pancerna była jednostką bez doświadczenia bojowego. Do Europy przybyła w połowie grudnia, w dniach rozpoczęcia niemieckiej ofensywy, i po pospiesznym przerzucie z Francji weszła do walki 30 grudnia.

Tego samego ranka do natarcia ruszyli także Niemcy. Na drodze Amerykanów stanęły doświadczone jednostki: Führer-Begleit-Brigade płk. Ottona Ernsta Remera – tego samego oficera, który 20 lipca 1944 roku w Berlinie przyczynił się do stłumienia zamachu na Hitlera – oraz 3 Dywizja Grenadierów Pancernych. Natarcia obu stron zderzyły się wśród zaśnieżonych lasów i wsi między Sibret, Chenogne a Lavaselle. Przez trzy dni toczyły się tam ciężkie walki, w których niedoświadczona dywizja amerykańska poniosła duże straty w ludziach i czołgach. Patton zanotował później w dzienniku, że 11 Dywizja Pancerna jest „bardzo zielona” i poniosła niepotrzebne straty bez żadnego efektu.

Chenogne kilkakrotnie przechodziło z rąk do rąk. Zgrupowanie bojowe B 11 Dywizji Pancernej, z 21 Batalionem Piechoty Pancernej, opanowało wieś ostatecznie 1 stycznia 1945 roku, po walkach o pojedyncze zabudowania, z których część spłonęła. Do niewoli trafiło wówczas kilkudziesięciu żołnierzy niemieckich – według dostępnych ustaleń z Führer-Begleit-Brigade i 3 Dywizji Grenadierów Pancernych.

Malmedy i atmosfera odwetu

Kontekstem wydarzeń w Chenogne były zbrodnie popełnione przez Niemców w pierwszych dniach ofensywy. 17 grudnia 1944 roku na skrzyżowaniu Baugnez żołnierze Kampfgruppe Peiper z 1 Dywizji Pancernej SS rozstrzelali amerykańskich jeńców – zginęło ich 84 (masakra pod Malmedy). W kolejnych dniach zgrupowanie to zabijało jeńców i belgijskich cywilów także w innych miejscowościach, m.in. w Stavelot, a tego samego 17 grudnia w Wereth esesmani zamordowali jedenastu czarnoskórych artylerzystów amerykańskich (masakra w Wereth). Wiadomość o Malmedy rozeszła się wśród wojsk amerykańskich w ciągu kilku dni i wywołała gniew oraz pragnienie odwetu.

W niektórych jednostkach przełożyło się to na rozkazy. Najczęściej cytowany jest rozkaz 328 Pułku Piechoty z 26 Dywizji Piechoty, wydany w grudniu przed wejściem do walki w Ardenach: żołnierze SS i spadochroniarze nie mieli być brani do niewoli, lecz „rozstrzeliwani na miejscu”. Według historyków, którzy badali sprawę – m.in. brytyjskiego badacza George’a Henry’ego Bennetta i Antony’ego Beevora, autora monografii bitwy w Ardenach – podobne polecenia, wydawane zwykle ustnie, krążyły także w innych oddziałach, a zabijanie wziętych do niewoli esesmanów stało się w niektórych z nich w tym czasie niemal rutyną. W żołnierskich relacjach powtarza się też zwrot „no prisoners” (bez jeńców) jako polecenie usłyszane od przełożonych przed natarciem. Badacze, którzy zajmowali się Chenogne, uważają, że i tam zabójstwa były wykonaniem takich ustnych poleceń przekazanych przez dowódców, a nie wyłącznie samowolą szeregowych żołnierzy. Pisemnego rozkazu, który by to potwierdzał, nie odnaleziono.

Oficjalna historia bitwy, wydana po wojnie przez Centrum Historii Wojskowej Armii Stanów Zjednoczonych (autor Hugh M. Cole), przyznawała, że Niemcy próbujący się poddać w dniach po 17 grudnia byli bardziej narażeni na śmierć niż wcześniej, zarazem jednak stwierdzała, że nie ma dowodów, by wojska amerykańskie wykorzystały jawne lub domniemane rozkazy do zabijania jeńców z SS. Bennett nazwał to zastrzeżenie „nieco nieszczerym”. Inny przykład, przytaczany przez historyków, dotyczy 90 Dywizji Piechoty w Zagłębiu Saary, która pod koniec grudnia tak systematycznie rozstrzeliwała jeńców z Waffen-SS, że dowództwo musiało wydać wyraźny rozkaz brania ich żywcem – choćby po to, by móc ich przesłuchać.

Zabójstwa 1 stycznia

Najważniejszym świadectwem tego, co stało się w Chenogne, jest relacja st. sierż. Johna W. Fague’a z kompanii B 21 Batalionu Piechoty Pancernej. Fague, który – jak sam zaznaczył – nic wówczas nie wiedział o Malmedy, opisał, jak po zajęciu wsi koledzy ustawiali jeńców w szeregu: „Wiedziałem, że zamierzają ich zastrzelić, i nienawidziłem tego”. Jeńców wyprowadzono pod górę za wieś, gdzie już wcześniej zgromadzono innych pojmanych tego ranka. Na polach po obu stronach drogi – według Fague’a po 25–30 ludzi w każdej grupie – ustawiano karabiny maszynowe. „Popełnialiśmy te same zbrodnie, o które teraz oskarżaliśmy Japończyków i Niemców” – zapisał. Wracając do wsi, widział w polach ciemne, nieruchome ciała leżące na śniegu.

Inni żołnierze dywizji, z którymi po latach rozmawiali dziennikarze, opisywali to samo: jeńców zebranych na łące na skraju wsi i ogień karabinów maszynowych. Jeden z nich podawał dokładną liczbę 61 zabitych. W odtajnionych powojennych dokumentach zachowało się zeznanie żołnierza nazwiskiem Max Cohen, który mówił o około 70 jeńcach niemieckich zastrzelonych z karabinów maszynowych. Według ustaleń amerykańskiego dziennikarza Chrisa Harlanda-Dunawaya w Chenogne zginęła też grupa około 19 Niemców, którzy próbowali się poddać, wychodząc z piwnicy płonącego domu. Stąd biorą się różne szacunki: najczęściej podaje się około 60 ofiar rozstrzelania w polu, a łącznie z innymi zabójstwami – około 80. Dokładnej liczby ofiar ani ich tożsamości nie ustalono.

Zabici byli żołnierzami Wehrmachtu, a nie Waffen-SS – co pokazuje, że gniew wywołany Malmedy skierował się przeciw niemieckim jeńcom w ogóle, a nie tylko przeciw formacji odpowiedzialnej za tamtą zbrodnię.

Dziennik Pattona

Wiadomość o zabójstwach dotarła do dowództwa 3 Armii. 4 stycznia 1945 roku Patton, opisując w dzienniku ciężkie walki 11 Dywizji Pancernej, odnotował też to, co zaszło w Chenogne. W wydanym w latach 70. przez historyka Martina Blumensona zbiorze „The Patton Papers” zapis ten brzmi: „Zdarzyły się też niefortunne incydenty z rozstrzeliwaniem jeńców. Mam nadzieję, że uda nam się to ukryć” (There were also some unfortunate incidents in the shooting of prisoners. I hope we can conceal this). Taką wersję przytaczała przez dziesięciolecia literatura.

W 2018 roku Chris Harland-Dunaway, przygotowujący dla programu radiowego „Reveal” amerykańskiego Centrum Dziennikarstwa Śledczego reportaż „Take No Prisoners”, porównał tę wersję z odręcznym oryginałem dziennika, przechowywanym w Bibliotece Kongresu. W rękopisie Patton pisał bez eufemizmów: „Zamordowali też 50 z okładem Niemców. Mam nadzieję, że uda nam się to ukryć” (Also murdered 50 odd German med – ostatnie słowo jest najpewniej omyłką zamiast men). Złagodzenie tekstu w wydaniu drukowanym sprawiło, że wpis długo czytano jako wzmiankę o bliżej nieokreślonych „incydentach”, a nie jako przyznanie się dowódcy armii, że wie o morderstwie i chce je zatuszować.

Brak śledztwa i kary

Sprawy nigdy nie zbadano do końca. Według dokumentów, do których dotarł Harland-Dunaway, gen. Dwight Eisenhower zażądał później pełnego dochodzenia, lecz dowództwo 11 Dywizji Pancernej nie współpracowało, a w końcu odpowiedziało, że jest „za późno: wojna się skończyła, jednostki rozwiązano”. Kwatera główna nigdy nie otrzymała raportu. Nikogo nie postawiono przed sądem, nikt nie poniósł kary dyscyplinarnej. Benjamin Ferencz, jeden z oskarżycieli w procesach norymberskich, po zapoznaniu się z odtajnionymi materiałami ocenił, że „pachnie to tuszowaniem sprawy”.

Kontrast z losem sprawców Malmedy jest uderzający. Za zabójstwa jeńców i cywilów w czasie ofensywy w Ardenach Amerykanie postawili w 1946 roku przed trybunałem wojskowym w Dachau ponad siedemdziesięciu żołnierzy Kampfgruppe Peiper z samym Joachimem Peiperem na czele; zapadły 43 wyroki śmierci, choć ostatecznie żadnego nie wykonano. Precedens ścigania własnych żołnierzy istniał: po lądowaniu na Sycylii w lipcu 1943 roku zabójstwa ponad siedemdziesięciu jeńców włoskich i niemieckich pod Biscari (masakra w Biscari) zakończyły się sądami wojennymi – sierżant Horace West został skazany na dożywocie (wkrótce zwolniony i przywrócony do służby), kapitan John Compton uniewinniony. Chenogne nie doczekało się nawet tego.

Zbrodnie na jeńcach popełniali w Ardenach żołnierze obu stron. Niemieckie, lepiej znane, były po wojnie przedmiotem procesów. Chenogne pokazuje jednak, że także po stronie aliantów presja walki, chęć odwetu i przyzwolenie przełożonych mogły prowadzić do zbrodni – i że armia, która ją popełniła, wolała ją przemilczeć.

Miejsce w wojnie

Walki pod Chenogne były częścią amerykańskiej kontrofensywy, która miała odciąć niemiecki klin w Ardenach. 3 stycznia ruszyło natarcie z północy, a 16 stycznia wojska 1 i 3 Armii spotkały się pod Houffalize; do końca miesiąca Niemcy zostali zepchnięci na pozycje wyjściowe. Tego samego 1 stycznia Luftwaffe przeprowadziła ostatni wielki atak na lotniska alianckie (operacja Bodenplatte), a w północnej Alzacji trwało natarcie operacji Nordwind. Dla 11 Dywizji Pancernej Chenogne było chrztem bojowym; dywizja walczyła później w Niemczech i Austrii, a w maju 1945 roku jej żołnierze wyzwolili obóz koncentracyjny Mauthausen-Gusen.

Przez dziesięciolecia o Chenogne wiedzieli głównie weterani i nieliczni historycy. Spisana po wojnie relacja Fague’a długo pozostawała mało znana, a złagodzona wersja dziennika Pattona nie skłaniała do pytań. Szerzej o zbrodni zaczęto pisać dopiero na początku XXI wieku – m.in. Beevor w monografii „Ardeny 1944” (wyd. oryg. 2015) – a reportaż „Reveal” z 2018 roku, oparty na rozmowach z ostatnimi żyjącymi świadkami, rękopisie dziennika i odtajnionych aktach, po raz pierwszy pokazał, jak sprawę ukryto. Chenogne stało się odtąd jednym z głównych przykładów przywoływanych w dyskusjach o zbrodniach wojennych popełnionych przez żołnierzy alianckich i o tym, że zwycięzcy rzadko sądzili własnych żołnierzy.

Źródła

  1. journalism.berkeley.edu · take no prisoners
  2. revealnews.org · take no prisoners

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.