TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Masakra w Thiaroye

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Afryka
Data:
30 listopada 1944
Autor:
Natalia
Tagi:
Francja, kolonializm, jeńcy wojenni

W obozie wojskowym Thiaroye, kilkanaście kilometrów od Dakaru, czekało pod koniec listopada 1944 roku ponad tysiąc afrykańskich żołnierzy armii francuskiej. Byli to tyralierzy senegalscy – w większości weterani kampanii 1940 roku, którzy cztery lata spędzili w niemieckiej niewoli, a latem 1944 roku zostali uwolnieni przez nacierających aliantów i odesłani do domu. Domagali się wypłaty zaległego żołdu i należnych im świadczeń. Francuskie dowództwo uznało ich protest za bunt. 30 listopada dowódca dywizji Senegal-Mauretania, generał brygady Marcel Dagnan, ściągnął pod obóz wszystkie dostępne w okolicy siły porządkowe. Następnego ranka, 1 grudnia 1944 roku, oddziały te otoczyły obóz i otworzyły ogień do zgromadzonych tyralierów.

W wielu chronologiach wojny pod datą 30 listopada pojawia się zdanie, że tego dnia „rozpoczęła się masakra w Thiaroye”. Wymaga ono doprecyzowania. Protest byłych jeńców trwał już od kilku dni – od odmowy wyjazdu do Bamako 27 listopada (według części opracowań 25 listopada) i od burzliwej wizyty generała Dagnana w obozie 28 listopada. 30 listopada był dniem przygotowań do akcji zbrojnej, a do strzelaniny doszło rano 1 grudnia. Ta data widnieje dziś na tablicach pamiątkowych i w oficjalnych dokumentach francuskich i senegalskich.

Tyralierzy senegalscy w 1940 roku i w niewoli

Nazwą „tyralierzy senegalscy” (tirailleurs sénégalais) określano piechotę kolonialną rekrutowaną w całej Francuskiej Afryce Zachodniej, a także w Afryce Równikowej – nie tylko w Senegalu, lecz także w Sudanie Francuskim (dzisiejsze Mali), Gwinei, na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Dahomeju, Górnej Wolcie czy Czadzie. Podczas „dziwnej wojny” przewieziono do Francji kilkadziesiąt tysięcy takich żołnierzy, a w maju i czerwcu 1940 roku walczyli oni w kampanii francuskiej, często na najcięższych odcinkach frontu nad Sommą i Aisne.

Dla czarnych żołnierzy klęska Francji miała szczególnie okrutny przebieg. Oddziały Wehrmachtu, przesiąknięte rasistowską propagandą i pamięcią o „czarnej hańbie” – kampanii prasowej przeciw afrykańskim żołnierzom francuskim okupującym Nadrenię po 1918 roku – w wielu miejscach nie brały ich do niewoli. Niemiecki historyk Raffael Scheck szacuje, że w maju i czerwcu 1940 roku zabito co najmniej 1500, a być może nawet około 3000 czarnych jeńców; najbardziej znana z tych zbrodni rozegrała się 19–20 czerwca pod Chasselay koło Lyonu. Po rozejmie w Compiègne jeńców kolonialnych – w przeciwieństwie do białych Francuzów – nie wywożono w większości do Rzeszy. Niemcy zamykali ich w tak zwanych Frontstalagach na terenie okupowanej Francji, tłumacząc to obawą przed chorobami tropikalnymi i niechęcią do obecności czarnych mężczyzn w Niemczech.

We Frontstalagach przebywało w pewnym momencie około 69 tysięcy jeńców z wojsk kolonialnych, w tym blisko 16 tysięcy żołnierzy z Afryki Zachodniej. Byli niedożywieni i źle ubrani, część pracowała w rolnictwie i przy wyrębie lasów, odkładając drobne zarobki na książeczkach oszczędnościowych prowadzonych przez obozową administrację. Od 1943 roku – w ramach kolaboracji – rząd Vichy dostarczał Niemcom francuskich oficerów i podoficerów do pilnowania tych obozów, co jeńcy odbierali jako zdradę. Według Armelle Mabon, francuskiej historyczki badającej losy jeńców „tubylczych”, około 2500 z nich uciekło. Część zbiegów przyłączyła się do ruchu oporu: tyralierzy walczyli w maquis Vercors, a Gwinejczyk Addi Bâ zorganizował oddział partyzancki w Wogezach i w 1943 roku zginął rozstrzelany przez Niemców. Jednocześnie wielu jeńców zetknęło się we Francji z życzliwością miejscowej ludności – doświadczeniem, które ostro kontrastowało z codziennym rasizmem kolonialnej administracji w Afryce.

Wyzwoleni, ale nie wypłaceni

Po lądowaniu w Normandii i wyzwoleniu Paryża jeńcy z Frontstalagów odzyskali wolność. Rząd Tymczasowy generała Charles’a de Gaulle’a, od września przebudowany w rząd jedności narodowej, postanowił szybko odesłać ich do Afryki. Jesienią 1944 roku Francja odbudowywała armię, wcielając do niej dziesiątki tysięcy ochotników z Francuskich Sił Wewnętrznych. Jednocześnie z 1 Armii generała de Lattre’a, walczącej w Wogezach, wycofywano tysiące żołnierzy afrykańskich – oficjalnie z powodu zimy i trudności z zaopatrzeniem, w ocenie wielu historyków także po to, by armia wyzwolonej Francji wyglądała na „francuską”. Proces ten nazywa się we francuskiej historiografii „wybielaniem” (blanchiment) armii. Byłych jeńców kolonialnych w tej armii nie widziano – mieli wrócić do domu.

Należało im się jednak sporo pieniędzy. Przez cały czas niewoli nie otrzymywali żołdu, a zgodnie z francuskimi przepisami przysługiwały im: zaległy żołd z okresu niewoli, dodatek bojowy, premia demobilizacyjna, odprawa, zwrot oszczędności z książeczek prowadzonych we Frontstalagach i odzież cywilna. Minister kolonii René Pleven chciał zrównać ich żołd jeniecki ze świadczeniami białych żołnierzy, ale się z tym nie przebił. Okólnik nr 2080 z 21 października 1944 roku nakazywał wypłacić jedną czwartą należności przy zaokrętowaniu, a resztę po przybyciu do Afryki. W praktyce w ośrodkach przejściowych w La Flèche, Wersalu i Rennes wypłacano bardzo różne kwoty, a w październiku każdy żołnierz dostał zaliczkę w wysokości 1500 franków. Sporne były też kursy wymiany franka metropolitalnego na franka kolonijnego obowiązującego w Afryce Zachodniej.

Ostatecznie z bretońskiego portu Morlaix na początku listopada 1944 roku – według większości opracowań 3 listopada, według innych 5 listopada – wypłynęło na brytyjskim statku „Circassia” 1635 tyralierów (liczby w dokumentach wojskowych wahają się od około 1200 do 1800). Kolejnych około 300 odmówiło wejścia na pokład, dopóki nie dostaną swoich pieniędzy. 11 listopada, w rocznicę rozejmu z 1918 roku, żandarmeria siłą usunęła ich z kwater; kilka osób zostało rannych, a odmawiających internowano w obozach w Bretanii. Na pokładzie „Circassii” oficer płatnik wypłacił część pieniędzy i wydał żołnierzom zaświadczenia o kwotach, które jeszcze im się należały. Statek zawinął do Plymouth, Cardiff i Casablanki, a 21 listopada przybił do Dakaru. Żołnierzy przewieziono ciężarówkami do obozu w Thiaroye.

Dakar jesienią 1944 roku

Afryka Zachodnia była jednym z ostatnich zakątków francuskiego imperium, który przeszedł na stronę aliantów. We wrześniu 1940 roku gubernator generalny Pierre Boisson odparł brytyjsko-wolnofrancuski atak na Dakar (bitwa o Dakar) i do końca 1942 roku region pozostał wierny Vichy. Kadry wojsk kolonialnych w Dakarze w dużej mierze pochodziły z tamtego okresu. Generał Yves de Boisboissel, najwyższy rangą wojskowy w Afryce Zachodniej w grudniu 1944 roku, w listopadzie 1942 roku sprzeciwiał się w Algierii lądowaniu aliantów. Kolonia nadal żyła według dawnych zasad: osobne, niższe płace i emerytury dla „tubylców”, roboty przymusowe pod nazwą prestations, zakaz wstępu do lokali prowadzonych przez Europejczyków, godzina policyjna. Zapowiedzi reform, ogłoszone na konferencji w Brazzaville w styczniu 1944 roku, nie zmieniły jeszcze niczego w codziennym życiu kolonii.

Żołnierze, którzy wracali z Francji, widzieli metropolię z bliska – także jej biedę, porażkę i solidarność zwykłych ludzi – i nie byli skłonni przyjmować tych zasad bez sprzeciwu. Dla wielu oficerów kolonialnych byli z kolei „zepsuci” przez pobyt w Europie, kontakty z Francuzkami i rzekomą niemiecką propagandę. W raportach pisanych po masakrze takie wyjaśnienia powracają wielokrotnie. Historycy, m.in. Raffael Scheck, uznają je za bezpodstawne.

Protest w obozie i przygotowania 30 listopada

W Thiaroye tyralierom wymieniono jedynie franki metropolitalne, które mieli przy sobie, na pieniądze kolonialne – według Armelle Mabon stało się to 28 listopada. Oficerów zaniepokoiło, że niektórzy żołnierze mieli przy sobie po kilkadziesiąt tysięcy franków, i uznali, że pieniądze te pochodzą z podejrzanego źródła. Pozostałe sprawy – zaległy żołd, oszczędności, odzież, uznanie stopni zdobytych w ruchu oporu – pozostały nierozstrzygnięte. Generałowie de Boisboissel i Dagnan zapowiedzieli, że resztę należności żołnierze dostaną już w swoich okręgach, po rozjechaniu się do domów. Weterani, którzy we Francji słyszeli już niejedną obietnicę, nie chcieli wyjeżdżać z niczym.

27 listopada (według części opracowań 25 listopada) grupa 549 tyralierów, która miała odjechać pociągiem do Bamako, odmówiła wyjazdu, dopóki nie dostanie pełnej zapłaty. Następnego dnia, 28 listopada, do obozu przyjechał generał Dagnan. Według jego raportu tłum otoczył go i zablokował jego samochód, a on sam uznał, że o mało nie został zatrzymany jako zakładnik. Wydostał się, obiecując rozpatrzenie żądań i wypłatę pieniędzy. Oficjalnie uznał jednak obóz za ogarnięty buntem, a sprawę należności za pretekst, i postanowił przywrócić posłuszeństwo pokazem siły.

30 listopada, w przeddzień akcji, Dagnan w porozumieniu z de Boisboisselem zmobilizował niemal wszystkie siły porządkowe z okolic Dakaru, a nawet z oddalonego o ponad 250 kilometrów Saint-Louis: trzy kompanie 1 i 7 Pułku Tyralierów Senegalskich, żandarmów, pluton francuskich podoficerów i szeregowców, a także wozy pancerne 6 Pułku Artylerii Kolonialnej – lekki czołg M3 Stuart, dwa samochody pancerne i transporter. Według zachowanych dokumentów było to ponad 1100 żołnierzy afrykańskich i około 120 Europejczyków. Do Paryża wysłano o pierwszej w nocy telegram z prośbą o zgodę; w archiwach nie zachowała się żadna odpowiedź. Historyk Martin Mourre uważa, że porę wybrano celowo, by postawić rząd przed faktem dokonanym. Według relacji zebranych w latach 80. jeszcze przed 1 grudnia wykopano w pobliżu obozu doły, a dostawca ryb dostał polecenie, by tego dnia nie przyjeżdżać. Te świadectwa nie zostały potwierdzone dokumentami, ale generał André Bach, były szef Służby Historycznej Wojsk Lądowych, zwracał uwagę, że po nocnych przygotowaniach do operacji w archiwach zieje „czarna dziura” – brakuje dwóch z trzech rozkazów Dagnana.

1 grudnia 1944 roku

O 6.30 rano 1 grudnia oddziały wkroczyły do obozu i otoczyły baraki. Tyralierów zebrano na placu centralnym. Według raportów oficerów żołnierze odmawiali wykonywania rozkazów i obrażali przełożonych, o 7.30 jeden z nich sięgnął po nóż, a około 8.45 padł strzał; o 9.20 oddano strzały ostrzegawcze, a o 9.30 otwarto ogień. Część raportów wojskowych podaje jednak, że strzał o 8.45 był salwą w powietrze oddaną przez oddziały porządkowe. Zeznania aresztowanych tyralierów są ze sobą znacznie bardziej zgodne: kazano im zebrać się na placu – co uznali za zapowiedź wypłaty – a ogień trwał kilka sekund, najwyżej mniej niż minutę. Strzelano z broni maszynowej, także z samochodów pancernych.

Nie znaleziono dowodów, że buntownicy strzelali. Raporty wymieniają zarekwirowany jeden karabinek i trochę broni białej. Jedyny ranny po stronie oddziałów porządkowych został trafiony – jak ustalono podczas procesu – pociskiem, który według ekspertyzy nie mógł pochodzić od „buntowników”, prawdopodobnie rykoszetem. Trzech oficerów zostało poturbowanych. Generał Bach uznał za pewne, że prowokacji ze strony tyralierów nie było, a oddziały dostały rozkaz strzelania „aby zabić”. Część żołnierzy uciekła do pobliskiej wioski, gdzie mieszkańcy udzielili im pomocy. W ciągu dnia w Dakarze i okolicy przeprowadzono obławę na pozostałych tyralierów. Tego samego dnia wywieziono koleją 300 ludzi do Bamako, następnego dnia kolejnych 660 do różnych kolonii Afryki Zachodniej.

Ilu zginęło

Szyfrowany telegram dowództwa w Dakarze z 2 grudnia 1944 roku podawał: 24 zabitych, 11 zmarłych z ran, 35 rannych w leczeniu, 48 „buntowników” aresztowanych. Dodawał, że „oddziały tubylcze wykazały absolutną lojalność”. Ta liczba – 35 zabitych – stała się oficjalnym bilansem na kolejne dziesięciolecia. Generał Dagnan napisał jednak 5 grudnia dwa raporty: w jednym powtórzył te dane, w drugim mówił o 24 zabitych na miejscu i 46 rannych, którzy zmarli w szpitalu, czyli o 70 ofiarach. Jeden z tych bilansów musi więc być fałszywy.

Historycy od lat spierają się o rzeczywistą liczbę ofiar. Senegalski historyk Mbaye Guèye, porównując liczbę tyralierów przydzielonych po masakrze do jednostek z liczbą przewidzianą w planach, doliczył się 191 zabitych. Część badaczy francuskich – Julien Fargettas, Eugène-Jean Duval – przyjmowała długo oficjalny bilans 35 ofiar. Armelle Mabon, która badała archiwa wojskowe, kolonialne i sądowe, wskazuje na luki i jej zdaniem celowe fałszerstwa w dokumentach. Przykładem może być raport o rzekomej dezercji 400 tyralierów podczas postoju w Casablance, który mógł służyć ukryciu rzeczywistych strat. Od 2018 roku Mabon szacuje liczbę zabitych na 300–400. Martin Mourre uważa, że dokładna liczba „prawdopodobnie nigdy nie będzie znana”, ale niedokładność raportów pozwala przypuszczać, że zginęło kilkaset osób. Weterani mówili o około 300 zabitych. Ofiary pochowano w nieoznakowanych grobach. Miejsce ich pochówku nie zostało ustalone, a na cmentarzu w Thiaroye nigdy nie przeprowadzono badań archeologicznych.

Proces „buntowników” i milczenie

Śledztwo przeciw ocalałym wszczęto już 2 grudnia. 5–6 marca 1945 roku sąd wojskowy w Dakarze sądził 34 z 48 aresztowanych, oskarżonych m.in. o bunt i odmowę wykonania rozkazu. Przewodniczący i ławnicy byli oficerami pułków, które brały udział w strzelaninie. Zarekwirowanej broni nie przedstawiono jako dowodu, a tłumacz znał tylko język bambara. Wszyscy oskarżeni zostali skazani na kary od roku do dziesięciu lat więzienia. Część odbywała je na wyspie Gorée, dawnym ośrodku handlu niewolnikami. Trzech zmarło w więzieniu. Wojskowy sąd kasacyjny w Algierze odrzucił 17 kwietnia 1945 roku ich odwołanie. Pozostali wyszli na wolność najpóźniej w 1947 roku, w większości na mocy ustawy amnestyjnej z 16 sierpnia 1947 roku. Amnestia nie oznaczała jednak uniewinnienia, a wdowy po zabitych nie dostały rent.

Ponieważ we Francji wciąż obowiązywała wojenna cenzura, prasa nie napisała o masakrze ani słowa. 4 grudnia resort wojny wydał okólnik, według którego byli jeńcy mieli otrzymać wszystkie należności jeszcze przed zajściami w Thiaroye, a 10 grudnia minister kolonii Paul Giacobbi zaaprobował działania władz w Dakarze. Rząd zlecił dwa dochodzenia administracyjne. Raport generała Pierre’a-Étienne’a de Periera uznał winę tyralierów i zasadność strzelania. Raport inspektora Louisa Mérata stwierdził, że obietnice wypłaty nie zostały dotrzymane, ale zatwierdzono tylko pierwszy z nich. Dakarski adwokat i polityk Lamine Guèye, obrońca części oskarżonych, zabiegał o komisję parlamentarną. Wsparł go m.in. deputowany z Gujany Gaston Monnerville. W marcu 1946 roku Lamine Guèye przedstawił sprawę w Konstytuancie z poparciem innych deputowanych z kolonii, wśród nich Félixa Houphouëta-Boigny’ego. Komisji nigdy nie powołano.

Pamięć i uznanie

W Afryce Zachodniej o masakrze wiedziano od pierwszego dnia: ocaleni rozjechali się do swoich wiosek w całej federacji, a Thiaroye stało się symbolem kolonialnej niesprawiedliwości. Léopold Sédar Senghor, sam weteran 1940 roku i były jeniec Frontstalagu, poświęcił ofiarom wiersz „Thiaroye”, a Ousmane Sembène nakręcił w 1988 roku film „Obóz w Thiaroye”, przez lata niewyświetlany we Francji. We Francji wydarzenie pozostawało niemal nieznane do lat 2000. 12 października 2012 roku w Dakarze prezydent François Hollande mówił jeszcze o „krwawej represji” i 35 ofiarach. 30 listopada 2014 roku w Thiaroye wspomniał już o co najmniej 70 zabitych i przekazał Senegalowi kopie części archiwów wojskowych.

18 lipca 2024 roku francuski urząd do spraw kombatantów (ONAC) przyznał sześciu zabitym tyralierom tytuł „poległego za Francję” (mort pour la France). Premier Senegalu Ousmane Sonko skrytykował tę decyzję jako jednostronną. 28 listopada 2024 roku prezydent Senegalu Bassirou Diomaye Faye ogłosił, że otrzymał list od prezydenta Emmanuela Macrona, w którym wydarzenia z 1 grudnia 1944 roku po raz pierwszy nazwano „masakrą”. Historycy i rodziny ofiar wciąż domagają się pełnego otwarcia archiwów, wskazania miejsca pochówku i rewizji wyroków z 1945 roku. W marcu 2026 roku paryski sąd administracyjny – według doniesień prasowych – orzekł, że państwo nie dopełniło obowiązku wyjaśnienia okoliczności śmierci jednego z zabitych, wcześniej fałszywie uznanego za dezertera.

Miejsce w historii wojny

Masakra w Thiaroye wydarzyła się, gdy wojna w Europie jeszcze trwała, a francuskie wojska walczyły w Alzacji i Wogezach. Nie miała wpływu na przebieg działań wojennych, ale ujawniła drugą stronę wysiłku wojennego imperium. Afrykańscy żołnierze bronili Francji w 1940 roku i walczyli w szeregach Wolnej Francji od Czadu po Włochy i Prowansję, a mimo to traktowano ich jako gorszą kategorię żołnierzy i obywateli. Thiaroye wpisuje się w ciąg brutalnych powojennych represji kolonialnych – od masakr w Sétifie i Guelmie w maju 1945 roku po Madagaskar w 1947 roku. Pamięć o nim zasiliła ruchy, które w 1960 roku doprowadziły do niepodległości Senegalu i innych krajów Afryki Zachodniej.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.