Roosevelt wybrany na trzecią kadencję
We wtorek 5 listopada 1940 roku Amerykanie wybrali prezydenta po raz trzydziesty dziewiąty i po raz pierwszy w dziejach powierzyli ten urząd na trzecią kadencję temu samemu człowiekowi. Franklin Delano Roosevelt, rządzący od marca 1933 roku, pokonał republikanina Wendella Willkiego stosunkiem 449 do 82 głosów elektorskich. Złamał w ten sposób niepisaną zasadę, której przestrzegali wszyscy jego poprzednicy od czasów George’a Washingtona. Wybory odbywały się w cieniu wojny, która od ponad roku toczyła się w Europie, a od lata także w niebie nad Wielką Brytanią, i niemal wszyscy – w Waszyngtonie, w Londynie, w Berlinie i w Tokio – rozumieli je jako głosowanie nad tym, jak daleko Stany Zjednoczone pójdą w pomocy dla samotnie walczącej Wielkiej Brytanii.
Noc wyborcza
Roosevelt spędził dzień wyborów tak jak cztery lata wcześniej: w rodzinnej posiadłości w Hyde Park nad rzeką Hudson. Rano zagłosował w miejscowym ratuszu, wieczorem zasiadł w jadalni domu nad arkuszami, na których według relacji domowników sam notował napływające z kraju wyniki. Pierwsze dane, z okręgów wiejskich i małomiasteczkowych, wyglądały dla niego niepokojąco. Według wspomnień szefa jego ochrony z Secret Service prezydent, zwykle opanowany, kazał wtedy przez pewien czas nikogo do siebie nie wpuszczać. Napięcie ustąpiło, gdy zaczęły napływać wyniki z wielkich miast Północy, z Nowego Jorku, Chicago, Pittsburgha i Cleveland, które jak przed czterema laty głosowały na niego masowo. Przed północą radiowi komentatorzy ogłaszali już zwycięstwo prezydenta. Sąsiedzi z Hyde Park przyszli pod dom z pochodniami, jak w poprzednich latach, a Roosevelt wyszedł do nich na ganek. Mówił, że kraj czekają trudne dni, ale że znajdą w nim „tego samego Franklina Roosevelta”, którego znają od wielu lat.
Willkie czekał na wyniki w nowojorskim hotelu Commodore. Długo po północy, gdy było już jasne, że przegrywa, wyszedł do swoich zwolenników, ale porażki nie uznał; mówił im, by się nie bali i nigdy nie rezygnowali. Uczynił to dopiero następnego dnia, 6 listopada, o 10.30 rano, wysyłając do Hyde Park telegram: „Gratuluję ponownego wyboru na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wiem, że obaj cieszymy się z tego, iż tak wielu obywateli amerykańskich wzięło udział w tych wyborach. Życzę Panu zdrowia i wszelkiej pomyślności”. Roosevelt odpowiedział tego samego dnia uprzejmym podziękowaniem.
Wynik
Według ostatecznych danych Roosevelt otrzymał około 27,3 miliona głosów, czyli niespełna 55 procent, a Willkie około 22,3 miliona, niespełna 45 procent. Prezydent wygrał w 38 stanach z 48, Willkie w dziesięciu: w Maine i Vermoncie na północnym wschodzie oraz w Michigan, Indianie, Iowa, Kansas, Nebrasce, Dakocie Północnej, Dakocie Południowej i Kolorado, czyli głównie na rolniczym Środkowym Zachodzie i na Wielkich Równinach. W Michigan przewaga republikanina wyniosła zaledwie około 7 tysięcy głosów; za jego zwycięstwo w tym stanie wielu komentatorów uważało poparcie, jakiego udzielił Willkiemu przywódca związkowy John L. Lewis. W wielu innych stanach, od Illinois i Ohio po Nowy Jork i Wisconsin, Roosevelt wygrywał zaledwie kilkoma punktami procentowymi.
Było to więc zwycięstwo wyraźne, ale wyraźnie skromniejsze niż poprzednie. W 1932 roku Roosevelt zdobył 472 głosy elektorskie, a w 1936 roku aż 523 z 531 i przegrał tylko w dwóch stanach. Willkie zebrał ponad sześć milionów głosów więcej niż cztery lata wcześniej Alf Landon i ustanowił rekord głosów oddanych na kandydata republikanów, który przetrwał do 1952 roku. Mapa głosowania pokazywała trwałe podziały: Roosevelt wygrał prawie we wszystkich wielkich miastach, wśród robotników, związkowców, katolików, Żydów i Afroamerykanów z Północy oraz na demokratycznym Południu, Willkie wśród farmerów, na przedmieściach i wśród klasy średniej. Analizy powyborcze wskazywały też, że prezydent stracił część głosów wśród Amerykanów pochodzenia niemieckiego, włoskiego i irlandzkiego, nieufnych wobec jego polityki zagranicznej, a zyskał wśród wyborców, którzy obawiali się Niemiec bardziej niż wojny.
Razem z Rooseveltem wybrano nowego wiceprezydenta. Dotychczasowy wiceprezydent, konserwatywny Teksańczyk John Nance Garner, zerwał z Rooseveltem i sam próbował zdobyć nominację. Na konwencji w Chicago prezydent narzucił więc delegatom jako swojego zastępcę sekretarza rolnictwa Henry’ego Wallace’a, zwolennika Nowego Ładu i twardej polityki wobec Niemiec. Demokraci utrzymali też zdecydowaną większość w obu izbach Kongresu: w Izbie Reprezentantów nieznacznie ją powiększyli, w Senacie stracili kilka mandatów, ale wciąż mieli tam około dwóch trzecich miejsc.
Złamana tradycja
Konstytucja Stanów Zjednoczonych nie ograniczała wówczas liczby kadencji prezydenta. Zasadę, że rządzi się najwyżej osiem lat, ustanowił obyczaj: George Washington w 1796 roku odmówił ubiegania się o trzeci wybór, a Thomas Jefferson nadał tej decyzji rangę zasady ustrojowej, przestrzegającej republikę przed dożywotnią władzą jednego człowieka. Próby jej obejścia kończyły się dotąd porażką. W 1880 roku republikanie odmówili nominacji Ulyssesowi Grantowi, który po czteroletniej przerwie chciał wrócić do Białego Domu, a w 1912 roku Theodore Roosevelt, daleki kuzyn Franklina i stryj jego żony Eleanor, również po czterech latach przerwy, przegrał jako kandydat własnej Partii Postępowej. Nikt jeszcze nie próbował rządzić trzy kadencje z rzędu.
Franklin Roosevelt długo nie ujawniał zamiarów, a nominację z lipca 1940 roku przedstawiał jako obowiązek, od którego nie wolno mu się uchylić w czasie wojny w Europie. Willkie uczynił z tej sprawy jeden z głównych tematów kampanii, a jego zwolennicy nosili znaczki z hasłem „Żadnej trzeciej kadencji”. Wynik pokazał, że dla większości wyborców wojna i kryzys były ważniejsze od tradycji, choć wielu z nich, w tym część demokratów, głosowało na Roosevelta z oporami.
„Lojalna opozycja”
Kampania była ostra i pełna oskarżeń: republikanie przedstawiali Roosevelta jako człowieka, który wciągnie kraj w wojnę, demokraci Willkiego jako kandydata, na którego zwycięstwo liczy Hitler. Tym większe wrażenie zrobiło przemówienie, które Willkie wygłosił przez radio wieczorem 11 listopada, w rocznicę rozejmu kończącego I wojnę światową. Zwrócił się do ponad 22 milionów ludzi, którzy na niego głosowali, i wezwał ich, by nie zamieniali się w opozycję przeciwko wszystkiemu. W demokracji, mówił, potrzebna jest silna i czujna opozycja, ale opozycja lojalna – taka, która krytykuje rząd tam, gdzie się myli, i popiera go tam, gdzie służy dobru kraju, a przede wszystkim w budowie siły zbrojnej i w pomocy dla Wielkiej Brytanii. Dla Willkiego, wieloletniego krytyka Nowego Ładu, ale zarazem zwolennika pomocy dla Brytyjczyków, było to naturalne. Dla dużej części jego partii, w której silne były nastroje izolacjonistyczne, oznaczało zapowiedź rozłamu, który miał się ujawnić w następnych miesiącach.
Przegrany kandydat dostał po wyborach ponad 100 tysięcy listów. Prezydent, jak zanotował jego syn James, miał mówić, że cieszy się ze swojego zwycięstwa, ale żal mu, że Wendell przegrał. Pod koniec listopada Willkie, przerywając urlop na Florydzie, zakończył jedno z przemówień toastem za zdrowie prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Nadzieje Londynu
W Wielkiej Brytanii na wynik czekano z napięciem, jakiego nie budziły dotąd żadne amerykańskie wybory. Brytyjska prasa przyjęła zwycięstwo Roosevelta z wyraźną ulgą, a w kręgach rządowych uznano je za najlepszą wiadomość od wielu tygodni. Willkie również popierał pomoc dla Brytyjczyków, ale w ostatnich tygodniach kampanii coraz mocniej grał na obawach przed wojną, a za nim stała partia, w której izolacjoniści mieli silną pozycję. Roosevelt był znany, sprawdzony latem 1940 roku, gdy przekazał Brytyjczykom broń z amerykańskich magazynów i zawarł umowę „niszczyciele za bazy”, a jego zwycięstwo oszczędzało też wielomiesięcznego okresu przejściowego aż do inauguracji w styczniu, w którym ustępujący prezydent niewiele by mógł.
Winston Churchill, który przez całą kampanię starannie unikał wypowiedzi mogących wyglądać na mieszanie się w sprawy amerykańskie, 6 listopada wysłał do Roosevelta osobisty telegram. Pisał, że nie uważał za właściwe, by jako cudzoziemiec wypowiadał się o amerykańskiej polityce w czasie wyborów, ale teraz może już powiedzieć, że modlił się o sukces prezydenta i jest za niego szczerze wdzięczny. Dodawał, że obie strony wchodzą w „posępny etap” wojny, która musi być długa i coraz szersza. Odpowiedzi nie dostał. W depeszy z 16 listopada, w której donosił o sukcesie pod Tarentem, dopytywał, czy jego „osobisty telegram z gratulacjami” dotarł. W pamiętnikach przypuszczał później, że zaginął w zalewie gratulacji; brak odpowiedzi wyraźnie go jednak dotknął.
Pisze się często, że Brytyjczycy widzieli w wyborze Roosevelta zapowiedź większej pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych. Tak było, ale nadzieje te nie przełożyły się od razu na czyny. Ambasador w Waszyngtonie Philip Kerr, markiz Lothian, przestrzegał wcześniej Churchilla, że przekonanie, iż ponownie wybrany Roosevelt poprosi Kongres o wypowiedzenie wojny Niemcom, nie ma żadnych podstaw: prezydent mógł co najwyżej kontynuować życzliwą Brytyjczykom neutralność, a Kongres nie był gotów na więcej. Bezpośrednio po wyborach Roosevelt nie ogłosił żadnej nowej inicjatywy. Najpilniejszy problem Londynu nie dotyczył zresztą okrętów ani samolotów, lecz pieniędzy. Na mocy przepisów o neutralności Wielka Brytania musiała płacić za amerykańską broń gotówką, w złocie i dolarach, a jej rezerwy szybko się wyczerpywały. Gdy 23 listopada Lothian wrócił z Londynu do Nowego Jorku, powiedział czekającym na lotnisku dziennikarzom, według najczęściej przytaczanej wersji: „No cóż, chłopcy, Wielka Brytania jest bankrutem. Chcemy waszych pieniędzy”. Ta celowa niedyskrecja, wykraczająca poza instrukcje Churchilla, wywołała w Ameryce burzę, ale postawiła sprawę jasno.
Reakcje w Berlinie, Rzymie i Tokio
Państwa Osi przyjęły wynik chłodno. Według doniesień agencyjnych z 6 listopada w Berlinie oficjalnie podkreślano, że wybory są wewnętrzną sprawą Amerykanów. Niemcy nie kryli wcześniej niechęci do Roosevelta, a ich ambasada w Waszyngtonie próbowała w czasie kampanii wspierać środowiska izolacjonistyczne, choć sama nominacja Willkiego, zwolennika pomocy dla Brytyjczyków, rozwiała część jej nadziei. We Włoszech obawiano się, że prezydent, wolny już od kalkulacji wyborczych, zacznie „rozniecać gorączkę wojenną”. W Tokio rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych wyraził nadzieję, że Stany Zjednoczone zrewidują swoją politykę na Dalekim Wschodzie. Był to wyraz myślenia, które przyświecało zawarciu paktu trzech pod koniec września: Niemcy, Włochy i Japonia liczyły, że groźba wojny na dwóch oceanach skłoni Amerykę do ostrożności. Wynik wyborów pokazał, że rachuba ta zawiodła.
Miejsce w wojnie
Kilka tygodni po wyborach Roosevelt wyruszył na krążowniku USS Tuscaloosa w rejs po Morzu Karaibskim, formalnie na inspekcję nowych baz uzyskanych od Brytyjczyków. Tam, 9 grudnia, dotarł do niego wodnosamolotem długi list Churchilla, datowany na 8 grudnia, który premier uważał za jeden z najważniejszych w swoim życiu: wykład o położeniu Wielkiej Brytanii na rok 1941, o stratach na Atlantyku i o tym, że wkrótce nie będzie ona w stanie płacić gotówką za dostawy. Po powrocie prezydent na konferencji prasowej 17 grudnia przedstawił pomysł pożyczania broni, porównując go do pożyczenia sąsiadowi węża ogrodowego, gdy pali mu się dom, a 29 grudnia w radiowej pogadance przy kominku wezwał Amerykanów, by ich kraj stał się „wielkim arsenałem demokracji”. 10 stycznia 1941 roku do Kongresu wpłynął projekt ustawy, którą 11 marca Roosevelt podpisał jako Lend-Lease Act. Wcześniej, 20 stycznia, po raz trzeci złożył przysięgę prezydencką. Wśród zwolenników ustawy był Willkie, który w styczniu poleciał do ogarniętej nalotami Wielkiej Brytanii jako nieoficjalny wysłannik prezydenta, a po powrocie poparł Lend-Lease przed komisją Senatu – wbrew większości własnej partii.
Wybory z 5 listopada 1940 roku nie zmieniły więc formalnie statusu Stanów Zjednoczonych, które pozostały neutralne aż do japońskiego ataku na Pearl Harbor w grudniu 1941 roku. Dały jednak Rooseveltowi cztery lata władzy i swobodę, której nie miał w roku wyborczym, a obietnice z kampanii, zwłaszcza bostońskie zapewnienie, że synowie Amerykanów nie zostaną wysłani na obce wojny, ograniczały go już tylko politycznie. Pobór, uchwalony we wrześniu ustawą o szkoleniu i służbie z wyboru, i program zbrojeń mogły ruszyć pełną parą, a pomoc dla Wielkiej Brytanii, a od 1941 roku także dla ZSRR i Chin, nabrała skali, bez której ich wysiłek wojenny wyglądałby zupełnie inaczej. Roosevelt wygrał też wybory w 1944 roku, po raz czwarty, i zmarł w kwietniu 1945 roku, na kilka tygodni przed kapitulacją Niemiec. Reakcją na jego cztery zwycięstwa była 22. poprawka do Konstytucji, przyjęta przez Kongres w 1947 i ratyfikowana w 1951 roku, która zamieniła dawny obyczaj w prawo: nikt nie może być wybrany na prezydenta więcej niż dwa razy.
Źródła
W tym samym czasie
(03)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 8 listopada 1940 · BałkanyBitwa nad rzeką KalamasOd 2 do 8 listopada 1940 Włosi szturmowali greckie pozycje pod Kalpaki i nad Kalamasem. 8 listopada przerwali natarcie i przeszli do obrony.
- 11 listopada 1940 · Morze ŚródziemneAtak na TarentW nocy z 11 na 12 listopada 1940 dwadzieścia jeden Swordfishy z lotniskowca „Illustrious” storpedowało w Tarencie trzy włoskie pancerniki.
- 12 listopada 1940 · AfrykaWolni Francuzi zdobywają Gabon12 listopada 1940 kapitulacją Port-Gentil skończyła się kampania gabońska. Wolni Francuzi odebrali Vichy ostatnią kolonię Afryki Równikowej.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 7 listopada 1940 · DyplomacjaIrlandia odmawia udostępnienia portów7 listopada 1940 Éamon de Valera oświadczył w Dáil, że Irlandia nie odda ani nie wydzierżawi Brytyjczykom swoich portów, dopóki pozostaje neutralna.
- 2 września 1940 · DyplomacjaUmowa „niszczyciele za bazy”2 września 1940 Hull i Lothian wymienili noty. USA oddały Wielkiej Brytanii 50 starych niszczycieli, a w zamian i w darze dostały bazy na 99 lat.
- 10 stycznia 1941 · PolitykaProjekt ustawy Lend-Lease w Kongresie10 stycznia 1941 do Kongresu trafił projekt H.R. 1776, pozwalający Rooseveltowi pożyczać broń Brytyjczykom. 23 stycznia Lindbergh wzywał do jego odrzucenia.
- 16 sierpnia 1940 · DyplomacjaProjekt umowy „niszczyciele za bazy”16 sierpnia 1940 Roosevelt ogłosił, że USA rozmawiają z Brytyjczykami o bazach. Za kulisami ważyła się wymiana 50 starych niszczycieli na dzierżawę baz.