TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Irlandia odmawia udostępnienia portów

Kategoria:
Dyplomacja
Data:
7 listopada 1940
Autor:
Łukasz
Tagi:
Irlandia, neutralność, Wielka Brytania, bitwa o Atlantyk

7 listopada 1940 roku premier (taoiseach) Irlandii Éamon de Valera przerwał w Dáil Éireann, niższej izbie irlandzkiego parlamentu, debatę o nadwyżkach produkcji rolnej, by wygłosić krótkie oświadczenie o sytuacji międzynarodowej. Odpowiadał na słowa Winstona Churchilla, który dwa dni wcześniej w Izbie Gmin nazwał brak dostępu do portów na południowym i zachodnim wybrzeżu Irlandii „najcięższym i najboleśniejszym brzemieniem” brytyjskiej wojny na morzu, oraz na kampanię prasową, która po tych słowach ruszyła w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych. De Valera nie zostawił miejsca na wątpliwości: „Nie może być mowy o przekazaniu tych portów, dopóki to państwo pozostaje neutralne. Nie może być mowy o wydzierżawieniu tych portów. Są nasze”. Każda próba nacisku, z którejkolwiek strony, także brytyjskiej, „mogłaby doprowadzić tylko do rozlewu krwi”.

Pod tą datą kalendaria zapisują, że „staje się jasne, iż Irlandia odmówi” Wielkiej Brytanii korzystania ze swoich portów jako baz morskich. To trafne ujęcie, z jednym zastrzeżeniem: Dublin odmawiał od początku wojny i Londyn dobrze o tym wiedział. 7 listopada odmowa po raz pierwszy padła jednak publicznie, z trybuny parlamentu, w odpowiedzi na publiczne wystąpienie brytyjskiego premiera, i zamknęła sprawę na resztę wojny.

Porty traktatowe

Spór dotyczył trzech głębokowodnych kotwicowisk, które Brytyjczycy zatrzymali dla siebie po powstaniu Wolnego Państwa Irlandzkiego. Były to Berehaven w zatoce Bantry na południowo-zachodnim krańcu wyspy, port w Queenstown, czyli Cobh, w zatoce Cork na południu, oraz zatoka Lough Swilly w hrabstwie Donegal na północnym zachodzie. Artykuł 7 traktatu angielsko-irlandzkiego z 6 grudnia 1921 roku zobowiązywał Irlandczyków, by w czasie pokoju udostępniali je brytyjskiej marynarce, a w czasie wojny lub napięcia w stosunkach z innym mocarstwem oddawali Brytyjczykom wszelkie porty i urządzenia, jakich ci zażądają. Pamięć pierwszej wojny światowej była świeża: w latach 1917–1918 z irlandzkich portów, zwłaszcza z Queenstown, brytyjskie i amerykańskie niszczyciele osłaniały konwoje i polowały na U-Booty na zachodnich podejściach do Wysp Brytyjskich.

Dla irlandzkich republikanów obce garnizony na własnym wybrzeżu były jednak zaprzeczeniem suwerenności. Gdy w 1932 roku władzę objął de Valera, napisał do Londynu, że prawo Wielkiej Brytanii do żądania portów w razie wojny czyni z irlandzkiej neutralności „kpinę”. Przez kolejne sześć lat oba państwa prowadziły wojnę celną. Zakończyło ją porozumienie podpisane w Londynie 25 kwietnia 1938 roku przez de Valerę i premiera Neville’a Chamberlaina. Irlandia zapłaciła jednorazowo 10 milionów funtów w zamian za zrzeczenie się przez Brytyjczyków spornych rat ziemskich, zniesiono cła nałożone w czasie wojny celnej, a odrębna umowa uchyliła artykuły 6 i 7 traktatu z 1921 roku. Brytyjczycy oddali porty bez żadnych warunków. Chamberlain uznał, że dobra wola Dublina jest warta więcej niż bazy, których w razie wrogości Irlandii i tak nie dałoby się utrzymać bez wojska. Fort na wyspie Spike w zatoce Cork przekazano Irlandczykom 11 lipca 1938 roku, Berehaven 29 września, a umocnienia nad Lough Swilly 3 października, w kilka dni po układzie monachijskim.

W Izbie Gmin ostro protestował wtedy Churchill, poseł z tylnych ław. 5 maja 1938 roku przypominał, że w 1922 roku sam negocjował z Michaelem Collinsem te właśnie postanowienia traktatu, a Admiralicja zapewniała go, że bez irlandzkich portów wyżywienie wyspy w czasie wojny byłoby bardzo trudne, „może niemal niemożliwe”. Nazwał je „wieżami strażniczymi zachodnich podejść” i wyliczał, że flotylle działające zamiast z Lough Swilly z zatoki Lamlash na szkockiej wyspie Arran, a zamiast z Berehaven i Queenstown z Pembroke Dock w Walii, straciłyby odpowiednio około 200 i 400 mil zasięgu, licząc drogę tam i z powrotem. Pytał też, jaką gwarancję ma rząd, że Irlandia nie ogłosi neutralności, gdy Wielka Brytania znajdzie się w wojnie z silnym mocarstwem. Większość posłów uznała wtedy te obawy za przesadzone.

Neutralność pod presją

Obawy Churchilla spełniły się szybciej, niż przypuszczał. 2 września 1939 roku de Valera ogłosił w Dáil neutralność, a parlament wprowadził stan wyjątkowy, który w Irlandii nazywano odtąd po prostu the Emergency. Dzięki statutowi westminsterskiemu państwo, formalnie wciąż związane z Koroną, mogło samo zdecydować o wojnie i pokoju, w odróżnieniu od dominiów, które poszły za Londynem. Neutralność cieszyła się w kraju niemal powszechnym poparciem, także opozycji. Była dla de Valery dowodem pełnej niezależności, sposobem na uniknięcie nowego rozłamu w społeczeństwie pamiętającym wojnę domową, a zarazem odpowiedzią na podział wyspy: rząd w Dublinie nie zamierzał walczyć u boku państwa, które zatrzymywało Irlandię Północną. Słaba armia, licząca w 1939 roku mniej niż 20 tysięcy żołnierzy, nie obroniłaby kraju przed żadnym z wielkich sąsiadów, a porty oddane Brytyjczykom uczyniłyby z Irlandii cel niemieckich nalotów.

W tej neutralności od początku była jednak asymetria. De Valera od lat zapowiadał, że nie pozwoli, by wyspę wykorzystano jako bazę ataku na Wielką Brytanię. Irlandzka straż wybrzeża meldowała o okrętach podwodnych i samolotach, brytyjscy lotnicy, którzy wylądowali w Irlandii, często wracali do domu, a Irlandczycy tysiącami wstępowali do armii brytyjskiej. Zarazem rząd w Dublinie nie zamknął niemieckiego poselstwa, kierowanego przez Eduarda Hempla, i skrupulatnie unikał gestów, które w Berlinie mogłyby uchodzić za opowiedzenie się po stronie Londynu.

Upadek Francji w czerwcu 1940 roku postawił sprawę na ostrzu noża. Niemcy stanęli na wybrzeżu Atlantyku, a w Londynie obawiano się, że po Norwegii, Holandii i Belgii przyjdzie kolej na Irlandię, którą można by wykorzystać jako tylne drzwi do inwazji na Wyspy. Brytyjczycy mieli już precedens: w maju zajęli neutralną Islandię. W czerwcu do Dublina pojechał minister Malcolm MacDonald, ten sam, który w 1938 roku negocjował oddanie portów. W kilku rozmowach między 17 a 26 czerwca przedstawił ofertę przygotowaną przez Chamberlaina: rząd brytyjski uroczyście uzna zasadę zjednoczenia Irlandii, a wspólne ciało z udziałem Belfastu przygotuje jej szczegóły, jeśli Irlandia porzuci neutralność, a przynajmniej wpuści brytyjskie wojska i okręty do swoich baz. De Valera nie uwierzył, że Londyn zdoła narzucić jedność unionistom z Północy, a obietnica była warunkowa i odłożona w czasie, podczas gdy rezygnacja z neutralności miała nastąpić od razu. 4 lipca rząd irlandzki ofertę odrzucił. Pozostała tajna aż do 1970 roku.

Obie strony zaczęły za to rozmawiać o czymś innym. Oficerowie irlandzcy i brytyjscy, z dowództwa w Irlandii Północnej, uzgodnili w tajemnicy tak zwany plan W: w razie niemieckiego desantu wojska brytyjskie miały przekroczyć granicę, ale dopiero na zaproszenie rządu w Dublinie. Niemiecki sztab przygotowywał tymczasem własne studium lądowania w Irlandii (Fall Grün), według większości historyków pomyślane raczej jako uzupełnienie i dywersja dla planowanej inwazji na Anglię. Neutralność nie chroniła też przed bombami: 26 sierpnia 1940 roku niemieckie samoloty zbombardowały mleczarnię w Campile w hrabstwie Wexford, zabijając trzy kobiety; Dublin zaprotestował w Berlinie. Rząd irlandzki, broniąc się na dwa fronty, rozbudowywał armię, która w połowie 1941 roku liczyła już około 41 tysięcy żołnierzy, i lokalne oddziały obrony, przygotowując się zarówno na niemiecki desant, jak i na brytyjską próbę zajęcia portów siłą.

„Najcięższe i najboleśniejsze brzemię”

Jesienią 1940 roku groźba niemieckiej inwazji na Wielką Brytanię oddaliła się, ale na Atlantyku zaczęła się najgorsza dla Brytyjczyków faza wojny. Od 17 sierpnia obowiązywała niemiecka blokada Wysp Brytyjskich, U-Booty działały z francuskich baz nad Zatoką Biskajską, a w październiku w ciągu kilku nocy zatopiły ponad trzydzieści statków z konwojów SC 7 i HX 79. Po upadku Francji Admiralicja skierowała niemal całą żeglugę oceaniczną do Wielkiej Brytanii przez Kanał Północny, między Irlandią Północną a Szkocją, bo trasy południowe, wzdłuż irlandzkiego wybrzeża, znalazły się w zasięgu niemieckiego lotnictwa i okrętów z Francji. Na północno-zachodnich podejściach, kilkaset mil na zachód od Irlandii, toczyła się więc najcięższa walka o brytyjskie zaopatrzenie.

5 listopada 1940 roku Churchill przedstawił w Izbie Gmin obszerne sprawozdanie z sytuacji wojennej. Mówił o Blitzu, o pomocy dla Grecji, o Morzu Śródziemnym. Najpoważniejszym zagrożeniem nazwał jednak nowy wzrost zatopień przez U-Booty na atlantyckich podejściach do wysp. „To, że nie możemy korzystać z południowych i zachodnich wybrzeży Irlandii, by uzupełniać paliwo naszych flotylli i samolotów i w ten sposób chronić handel, z którego żyje zarówno Irlandia, jak i Wielka Brytania, jest najcięższym i najboleśniejszym brzemieniem, które nigdy nie powinno było zostać złożone na naszych barkach, choćby i szerokich” – powiedział. Dodał, że flota przeżywa właśnie najniższy stan liczebny niszczycieli i eskortowców, a pięćdziesiąt okrętów otrzymanych od Amerykanów na mocy umowy „niszczyciele za bazy” dopiero wchodzi do służby. Tego samego dnia na Atlantyku niemiecki okręt „Admiral Scheer” rozbił konwój HX 84, osłaniany przez krążownik pomocniczy „Jervis Bay”, a w Stanach Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt wygrywał wybory na trzecią kadencję.

Churchill nie zażądał portów wprost i nie zapowiedział żadnych kroków. Posłowie, którzy zabrali głos po nim, mówili jednak wyraźniej. Hastings Lees-Smith, laburzysta pełniący obowiązki przywódcy opozycji, przypomniał, że już trzy miesiące wcześniej twierdził, iż dostęp do Berehaven i Lough Swilly „odmieniłby wojnę na morzu w ciągu jednej nocy”, i że świat powinien wiedzieć, ile Wielka Brytania płaci za swoje zasady. Konserwatysta Archibald Southby wzywał, by postawić Irlandii sprawę twardo: jeśli chce nadal handlować z Wielką Brytanią i korzystać z przywilejów członka imperium, musi udostępnić bazy, nawet nie przystępując do wojny. Inni zestawiali odmowę Dublina z bazami, które Wielka Brytania właśnie wydzierżawiła Amerykanom. W kolejnych dniach podobny ton przyjęła część prasy brytyjskiej, a za nią gazety amerykańskie. Rozchodziły się także pogłoski, że niemieckie okręty podwodne zaopatrują się w paliwo i żywność w ustronnych irlandzkich zatokach.

Odpowiedź de Valery

W czwartek 7 listopada de Valera zabrał głos w Dáil. Zaczął spokojnie: słowa brytyjskiego premiera gotów był przyjąć jako „zwykłe, może naturalne wyrażenie żalu”, ale nie mógł milczeć wobec kampanii prasowej w Wielkiej Brytanii, powtarzanej w Stanach Zjednoczonych, której celem było skłonienie Irlandii do oddania lub wydzierżawienia portów. Przypomniał, że celem jego rządu zawsze były dobre stosunki z sąsiednią wyspą i że porozumienie z 1938 roku rozstrzygnęło wszystkie sporne sprawy oprócz jednej, podziału Irlandii. Przyznał, że zwrot tego, co odebrano, oznacza ofiarę dla oddającego, ale sprawiedliwość jej wymagała, a dotąd ani rząd, ani naród brytyjski nie podważali prawa Irlandii do pozostania poza wojną.

Neutralność, mówił, wybrano, bo była właściwą polityką dla narodu, który nie ma dostatecznej obrony przeciwlotniczej, a każdy, kto rozumie, czym jest nowoczesna wojna, nie może mieć co do tego wątpliwości. Od lat zapowiadał, że Irlandia nie pozwoli wykorzystać swojego terytorium do ataku na Wielką Brytanię, i od tej obietnicy nie odstąpiła. Przed wojną rząd próbował kupić broń w Ameryce, w Wielkiej Brytanii i na kontynencie, by móc tej neutralności bronić. Pogłoski o zaopatrywaniu okrętów podwodnych odrzucił z rzadką u niego ostrością: „Twierdzenie, że niemieckie okręty podwodne lub jakiekolwiek inne okręty podwodne zaopatrują się w paliwo lub żywność na naszych wybrzeżach, jest kłamstwem”, i dodał, że rząd brytyjski dobrze wie, iż to fałsz. Irlandia zorganizowała rozległy system obserwacji wybrzeża. Historycy potwierdzają, że żaden U-Boot nie korzystał z irlandzkich zatok jako bazy zaopatrzenia.

Potem przeszedł do sedna. „Nie może być mowy o przekazaniu tych portów, dopóki to państwo pozostaje neutralne. Nie może być mowy o wydzierżawieniu tych portów. Są nasze. Leżą w granicach naszej suwerenności i dopóki pozostajemy neutralni, nie może być mowy o oddaniu ich na jakichkolwiek warunkach. Wszelka próba wywarcia na nas nacisku przez którąkolwiek stronę, przez któregokolwiek z wojujących, przez Wielką Brytanię, mogłaby doprowadzić tylko do rozlewu krwi”. Dopóki jego rząd sprawuje władzę, będzie bronić portów przed każdym, kto je zaatakuje, tak jak każdej innej części terytorium. Zauważył z goryczą, że byłoby czymś dziwnym, gdyby powodem napaści na porty miało być to, że są komuś przydatne: jeśli to dobry powód, to dobry dla każdego, i nie trzeba mówić, dla kogo jeszcze. Zakończył ostrzeżeniem skierowanym do własnego narodu: Irlandia może stanąć przed poważnym kryzysem, a jeśli tak, to stawi mu czoło w przekonaniu, że jej sprawa jest słuszna, i jeśli trzeba będzie za nią zginąć, zginie w dobrej sprawie.

Wystąpienie było skierowane jednocześnie do trzech adresatów: do Londynu, by nie miał złudzeń co do ceny użycia siły, do Waszyngtonu i opinii irlandzko-amerykańskiej, na którą rząd w Dublinie liczył jako na zaporę przed brytyjskim naciskiem, i do Berlina, by nie miał pretekstu do zarzucenia Irlandii stronniczości.

Ile znaczyły porty

Czy porty rzeczywiście mogły odmienić bitwę o Atlantyk, jak twierdzili Churchill i Lees-Smith, pozostaje sprawą sporną. Z Berehaven i Cobh brytyjskie eskortowce i samoloty startowałyby około 200 mil dalej na zachód niż z najbliższych baz w Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, a Lough Swilly, jak przypominał Churchill w 1938 roku, osłaniało podejścia do ujść Mersey i Clyde. Po upadku Francji główna walka przeniosła się jednak na północny zachód, a trasa konwojów wiodła wzdłuż północnego wybrzeża Irlandii. Brytyjczycy zbudowali więc bazy tam, gdzie mogli: w Londonderry nad Lough Foyle, które od 1941 roku stało się jednym z najważniejszych portów eskortowców, nad jeziorem Lough Erne dla łodzi latających, w Szkocji i na Islandii. Od początku 1941 roku Dublin po cichu zgodził się, by łodzie latające znad Lough Erne przelatywały nad wąskim pasem irlandzkiego terytorium w hrabstwie Donegal, skracając sobie drogę nad Atlantyk. Część historyków uważa, że baza w Berehaven czy Cobh przydałaby się najbardziej przy osłonie konwojów płynących na Gibraltar i do Afryki, inni podkreślają, że wraz z nowymi eskortowcami, radarem i lotnictwem dalekiego zasięgu irlandzkie porty traciły znaczenie, które miały w poprzedniej wojnie. Pewne jest, że jesienią 1940 roku, przy dotkliwym braku okrętów eskorty, każda mila zasięgu miała wagę, i że tego właśnie dotyczyła skarga Churchilla.

Miejsce w wojnie

Oświadczenie z 7 listopada zamknęło sprawę portów, ale nie spór. Churchill uważał neutralność Irlandii za niewdzięczność i w następnych tygodniach zdecydował się na nacisk gospodarczy zamiast wojskowego. W grudniu polecił przygotować środki przeciw Irlandii, a w liście do Roosevelta z początku grudnia, w którym prosił o pomoc materiałową na wielką skalę, wspomniał także o irlandzkich bazach, licząc na dobre usługi Waszyngtonu. Od przełomu 1940 i 1941 roku Wielka Brytania ograniczyła przydziały tonażu i dostawy dla Irlandii, w tym paliwa, pasz i nawozów, uznając, że skoro Irlandia nie pomaga chronić statków, powinna dzielić z Brytyjczykami niedostatek. Irlandczycy odpowiedzieli tworzeniem własnej floty handlowej, a w kraju zaczęło brakować benzyny, węgla i mąki. Stosunki poprawiły się dopiero w drugiej połowie 1941 roku, gdy Niemcy zaatakowali ZSRR, a Londyn zaczął werbować irlandzkich robotników do swoich fabryk.

Hitler, który na początku grudnia 1940 roku rozważał z admirałem Erichem Raederem zajęcie Irlandii, usłyszał, że bez panowania na morzu i w powietrzu byłoby to niewykonalne. Niemieckie bomby padały jednak na Irlandię jeszcze kilkakrotnie, najtragiczniej w nocy z 30 na 31 maja 1941 roku w dublińskiej dzielnicy North Strand, gdzie zginęło około trzydziestu osób, a po nalotach na Belfast w kwietniu 1941 roku de Valera wysłał na Północ dublińskich strażaków. Po ataku na Pearl Harbor Churchill zatelegrafował do niego: „Teraz jest wasza szansa. Teraz albo nigdy. »Znów jednym narodem«”, cytując tytuł irlandzkiej pieśni patriotycznej i sugerując zjednoczenie w zamian za przystąpienie do wojny, ale de Valera odmówił i tym razem. Irlandia pozostała neutralna do końca wojny, w praktyce coraz życzliwiej nastawiona do aliantów. Porty Berehaven, Cobh i Lough Swilly nigdy nie posłużyły brytyjskiej flocie. W przemówieniu z 13 maja 1945 roku Churchill wypominał, że Wielka Brytania nie podniosła na Irlandię ręki, „choć czasem byłoby to bardzo łatwe i bardzo naturalne”, a de Valera odpowiedział mu przez radio trzy dni później jednym z najsłynniejszych swoich przemówień. Odmowa z 7 listopada 1940 roku pozostała najważniejszym aktem irlandzkiej neutralności, a zarazem dowodem, jak wiele w bitwie o Atlantyk zależało od geografii.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.