TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Trzecia bitwa o Monte Cassino

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Morze Śródziemne
Data:
15 marca 1944
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Bitwa o Monte Cassino
Tagi:
Włochy, Nowa Zelandia, Indie, Wehrmacht

Rankiem 15 marca 1944 roku, o godzinie 8.30, nad miastem Cassino u stóp wzgórza Monte Cassino pojawiły się pierwsze fale alianckich bombowców. Przez trzy i pół godziny kolejne formacje ciężkich i średnich maszyn zrzucały bomby na obszar niewiele większy od kilometra kwadratowego, a po nich na ruiny spadł ogień kilkuset dział. Tak zaczęła się trzecia bitwa o Monte Cassino – natarcie Korpusu Nowozelandzkiego generała Bernarda Freyberga, które miało wreszcie otworzyć aliantom drogę do doliny rzeki Liri i dalej do Rzymu.

Miasteczko, opuszczone już wcześniej przez mieszkańców i zniszczone w poprzednich walkach, zostało tego dnia dosłownie zrównane z ziemią. Plan zakładał, że ogłuszeni nalotem obrońcy nie zdołają stawić oporu, a piechota nowozelandzka jedynie „oczyści” gruzowisko. Stało się inaczej. Niemieccy spadochroniarze, którzy przetrwali w piwnicach i schronach, szybko obsadzili ruiny, a leje po bombach i hałdy gruzu zatrzymały czołgi. Przez dziewięć dni toczyła się walka o pojedyncze domy, hotele i skaliste zbocza pod klasztorem. 23 marca natarcie przerwano – Niemcy utrzymali zarówno większą część miasta, jak i ruiny opactwa.

Po drugiej bitwie

Druga bitwa o Monte Cassino, poprzedzona zburzeniem opactwa 15 lutego, załamała się już 18 lutego. Front pod Cassino stał się od tego czasu najważniejszym, ale i najbardziej uporczywym problemem alianckiego dowództwa we Włoszech. Pierwsze natarcia, rozpoczęte w połowie stycznia, miały wesprzeć desant pod Anzio, przyciągając niemieckie rezerwy na południe; tymczasem na przyczółku niemiecka 14 Armia od lutego kilkakrotnie próbowała zepchnąć aliantów do morza – najgroźniej w operacji „Fischfang”, a po raz ostatni w natarciu pod Cisterną, rozpoczętym 29 lutego. Dopiero na początku marca Niemcy przeszli pod Anzio do obrony. Przyczółek przestał być zagrożony, ale nadal pozostawał zamknięty w niemieckim pierścieniu.

Dowódca wojsk sprzymierzonych we Włoszech, generał Harold Alexander, uznał, że przełamanie linii Gustawa pod Cassino pozostaje warunkiem połączenia z Anzio i marszu na Rzym. Zadanie ponownie powierzył Korpusowi Nowozelandzkiemu – doraźnie utworzonemu związkowi, w skład którego wchodziły 2 Dywizja Nowozelandzka, 4 Dywizja Indyjska oraz przybyła pod koniec lutego brytyjska 78 Dywizja Piechoty. Korpus podlegał amerykańskiej 5 Armii generała Marka Clarka.

Plan „Dickens”

Doświadczenia stycznia i lutego zniechęciły aliantów zarówno do ponownego forsowania rzeki Rapido na południe od miasta, jak i do obchodzenia klasztoru przez góry od północy. Plan trzeciej bitwy, nazwany kryptonimem „Dickens”, zakładał dwa jednoczesne uderzenia z północy, wzdłuż doliny Rapido: jedno na samo Cassino, drugie na zbocza Wzgórza Klasztornego. Gdyby udało się oczyścić wąskie przejście między miastem a górą, czołgi mogłyby wyjść na drogę nr 6 (Via Casilina), a brytyjska 78 Dywizja – przeprawić się przez Rapido poniżej Cassino i rozpocząć natarcie w głąb doliny Liri.

Kluczową rolę miało odegrać lotnictwo. Dowódca 4 Dywizji Indyjskiej, generał Francis Tuker, od tygodni przekonywał, że frontalny atak na Cassino ma szanse powodzenia tylko po zmasowanym bombardowaniu. Freyberg przejął tę myśl, choć nie podzielał zastrzeżeń Tukera wobec samego kierunku natarcia. Dowództwo sprzymierzonych sił powietrznych na Morzu Śródziemnym, kierowane przez generała Irę Eakera, chętnie podjęło zadanie: nalot na miasto miał pokazać, że ciężkie bombowce potrafią utorować drogę piechocie na polu bitwy. Według planu kilkaset maszyn w kolejnych falach miało zbombardować prostokąt o wymiarach mniej więcej 1300 na 400 metrów, a w południe, za wałem ogniowym artylerii, do miasta miała wkroczyć 6 Brygada nowozelandzka z czołgami 19 Pułku Pancernego. Jednocześnie 5 Brygada indyjska miała posuwać się po wschodnich stokach Monte Cassino i opanować Wzgórze Wisielca (Hangman’s Hill, punkt 435) tuż pod klasztorem.

Natarcie przewidziano początkowo na 24 lutego, lecz wymagało ono co najmniej trzech dni dobrej pogody: czołgi i ciężarówki nie przejechałyby przez rozmokłe pola. Przez kolejne trzy tygodnie deszcz zmuszał do odwoływania ataku dzień po dniu. Żołnierze czekali na wysuniętych pozycjach w zimnie i błocie, często bez możliwości zjedzenia ciepłego posiłku, pod ogniem niemieckiej artylerii i moździerzy. 2 marca dowodzący 2 Dywizją Nowozelandzką generał Howard Kippenberger wszedł na minę na górze Trocchio i stracił obie stopy; zastąpił go brygadier Graham Parkinson. Na początku marca zachorował także Tuker – 4 Dywizję Indyjską przejął generał Alexander Galloway. Nastroje w korpusie, który od miesiąca nie mógł ani walczyć, ani odpocząć, były coraz gorsze.

Zielone diabły w ruinach

Po drugiej stronie frontu również zaszły zmiany. Dowódca XIV Korpusu Pancernego, generał Fridolin von Senger und Etterlin, powierzył obronę odcinka Cassino 1 Dywizji Spadochronowej generała Richarda Heidricha, która batalion po batalionie zluzowała wyczerpaną 90 Dywizję Grenadierów Pancernych. Spadochroniarze (Fallschirmjäger) uchodzili za elitę Wehrmachtu: byli dobrze wyszkoleni, doświadczeni w walkach na Krecie, w Rosji i na Sycylii, i potrafili działać samodzielnie małymi grupami. W samym mieście stał batalion 3 Pułku Spadochronowego pułkownika Ludwiga Heilmanna – według większości opracowań około 300 żołnierzy – wsparty kilkoma działami szturmowymi i czołgami ukrytymi w budynkach. Front pod Cassino podlegał 10 Armii generała Heinricha von Vietinghoffa, a całością wojsk niemieckich we Włoszech dowodził feldmarszałek Albert Kesselring.

Niemcy wykorzystali tygodnie przestoju na umocnienie pozycji. Piwnice kamiennych domów zamieniono w schrony połączone przejściami, w budynkach przy drodze nr 6 – zwłaszcza w Hotelu Continental i Hotelu des Roses – urządzono gniazda karabinów maszynowych, a na stokach nad miastem, w jaskiniach i wśród skał, rozstawiono moździerze i stanowiska obserwacyjne. Ruiny opactwa, zajęte przez spadochroniarzy po lutowym nalocie, stały się jednym z najsilniejszych punktów całej linii.

Nalot 15 marca

14 marca prognoza wreszcie się poprawiła i natarcie wyznaczono na następny dzień. W nocy żołnierzy z najbardziej wysuniętych stanowisk w północnej części miasta po cichu wycofano, by nie znaleźli się pod własnymi bombami. Rankiem 15 marca, o 8.30, nadleciała pierwsza fala. Według różnych obliczeń w nalocie wzięło udział około 500 ciężkich i średnich bombowców, a włoskie i niemieckie opracowania podają łącznie 575 bombowców i około 200 myśliwców bombardujących – była to największa koncentracja lotnictwa użyta dotąd na Morzu Śródziemnym przeciwko jednemu celowi na polu bitwy. Szacunki zrzuconego ładunku wahają się od około 750 do ponad 1000 ton; większość stanowiły bomby półtonowe z opóźnionym zapłonem, które miały przebić się do piwnic.

Celność nalotu okazała się bardzo słaba. Według brytyjskich obliczeń tylko około połowy bomb spadło w promieniu mili od wyznaczonego punktu. Część ładunków trafiła w pozycje alianckie – według włoskich opracowań na stanowiska 4 Dywizji Indyjskiej, marokańskiej dywizji francuskiego korpusu i obóz polskich żołnierzy, zabijając łącznie około stu ludzi. Kilka formacji pomyliło cel i zbombardowało miejscowości położone kilkanaście kilometrów od frontu, przede wszystkim Venafro, a także Isernię i Pozzilli. W Venafro zginęli żołnierze i cywile; miejscowe źródła mówią o około 400 ofiarach wśród ludności i wojska, choć liczby te są różnie podawane. Miasto co roku 15 marca wspomina ofiary nalotu, a w 2005 roku otrzymało za ten dzień złoty medal za męstwo cywilne.

O godzinie 12 na Cassino spadł ogień artylerii – według najczęściej podawanych danych z 746 dział, które w ciągu kilku godzin wystrzeliły blisko 200 tysięcy pocisków. Freyberg, obserwujący nalot z punktu dowodzenia, był pod wrażeniem jego siły, ale efekt militarny okazał się dużo mniejszy, niż zakładano. Z około 300 spadochroniarzy w mieście mniej więcej połowa zginęła lub została ranna, a część dział i czołgów została zasypana. Ocaleli jednak szybko wyszli z piwnic i kanałów, obsadzili stosy gruzu i otworzyli ogień do nadchodzącej piechoty.

Walka w gruzowisku

Około południa dwie kompanie 25 Batalionu nowozelandzkiego, wsparte czołgami M4 Sherman 19 Pułku Pancernego, weszły do miasta od północy, ulicą Caruso. Szybko okazało się, że ulic już nie ma: zastąpiły je leje po bombach, głębokie na kilka metrów, i hałdy gruzu, przez które czołgi nie mogły przejechać. Saperzy i spychacze próbowali torować przejścia pod ogniem snajperów i moździerzy. Mimo to po południu kompania D 25 Batalionu wdarła się na Wzgórze Zamkowe (Castle Hill, punkt 193) z ruinami średniowiecznej twierdzy Rocca Janula i zdobyła je wraz z sąsiednim punktem 165. Było to najważniejsze osiągnięcie pierwszego dnia – Wzgórze Zamkowe panowało nad północną częścią miasta i stanowiło bramę do drogi pnącej się serpentynami ku klasztorowi.

Wieczorem, wbrew prognozom meteorologów, zaczął padać ulewny deszcz. Woda zalała leje, gruz zamienił się w grzęzawisko, a radiostacje, nieustannie zamakające, przestały działać. Chmury zasłoniły księżyc, na którego światło liczyli saperzy oczyszczający przejścia. Drugie natarcie na lewym skrzydle, które miało wyjść na drogę nr 6, zostało rozkazane zbyt późno – obrońcy zdążyli się już przegrupować. W nocy na Wzgórze Zamkowe dotarł z opóźnieniem 1/4 Batalion Essex z 4 Dywizji Indyjskiej, który miał zluzować Nowozelandczyków i ruszyć dalej w górę. 1/6 Batalion Rajputana Rifles, który miał zdobyć punkt 236 na serpentynach, został odparty.

Gurkhowie na Wzgórzu Wisielca

W zamieszaniu nocnej walki kompania 1/9 Batalionu Strzelców Gurkhów wybrała ścieżkę omijającą broniony punkt 236 i niespodziewanie dotarła na Wzgórze Wisielca – skalisty występ zaledwie około 250 metrów poniżej ruin klasztoru. Do 17 marca dołączyła do niej reszta batalionu. Gurkhowie znaleźli się bliżej opactwa niż jakikolwiek aliancki oddział od początku bitwy, ale byli praktycznie odcięci: drogi zaopatrzenia przecinały niemieckie stanowiska w punkcie 236 i w północnej części miasta. Przez dziewięć dni utrzymywali się na nagiej skale pod ostrzałem, zaopatrywani ze zrzutów lotniczych, z których wiele spadało w ręce Niemców lub w przepaście.

W mieście walka toczyła się o każdy dom. 16 marca czołgi, dzięki pracy saperów, zbliżyły się do drogi nr 6; Nowozelandczycy opanowali, według części opracowań, około dwóch trzecich ruin. 17 marca 26 Batalion z czołgami zdobył dworzec kolejowy na południowym skraju miasta – ten sam, który w lutym na krótko zajęli Maorysi. Spadochroniarze trzymali się jednak w Hotelu Continental i Hotelu des Roses, przy zakręcie drogi nr 6 u stóp Wzgórza Klasztornego. Dopóki te budynki pozostawały w ich rękach, droga do doliny Liri była zamknięta. Co gorsza, Niemcy nocami przenikali z powrotem do kwartałów uznanych już za oczyszczone, a snajperzy strzelali do żołnierzy i noszowych od tyłu.

Kontratak z klasztoru i rajd na Albanetę

Na 19 marca Freyberg zaplanował decydujące uderzenie. Gurkhowie z Wzgórza Wisielca i batalion Essex ze Wzgórza Zamkowego mieli zaatakować ruiny opactwa, a w tym samym czasie czołgi nowozelandzkiego 20 Pułku Pancernego, według części opracowań wsparte pododdziałami amerykańskimi i indyjskimi, miały przejść starą drogą leśną, przez tygodnie w tajemnicy poszerzaną przez saperów (nazwaną „Cavendish Road”), z Cairy aż pod farmę Albaneta za klasztorem i uderzyć na niego od tyłu.

Niemcy uprzedzili ten plan. O świcie 19 marca batalion spadochroniarzy – według włoskich opracowań około 300 żołnierzy – zbiegł z ruin klasztoru i uderzył na Wzgórze Zamkowe. Walka toczyła się wręcz, w murach średniowiecznej twierdzy; spadochroniarze kilkakrotnie wdzierali się na dziedziniec i za każdym razem zostawali odparci, ponosząc ciężkie straty. Zamek utrzymano, ale natarcie na klasztor stało się niemożliwe – obrońcy zamku sami walczyli o przetrwanie, a gurkhowie na Wzgórzu Wisielca zostali jeszcze silniej odcięci. Rozkaz o wstrzymaniu rajdu nie dotarł do czołgistów. Kolumna pancerna dojechała w okolice Albanety, lecz bez wsparcia piechoty była łatwym celem dla niemieckich dział i grenadierów z bronią przeciwpancerną. Do popołudnia większość czołgów została zniszczona lub porzucona.

20 marca Freyberg rzucił do walki pierwsze oddziały brytyjskiej 78 Dywizji: miały zagęścić obsadę miasta, by Niemcy nie mogli wracać do oczyszczonych kwartałów, i wzmocnić Wzgórze Zamkowe. Według włoskich opracowań Clark, świadomy, że Alexander zamierza przenieść na front pod Cassino brytyjską 8 Armię, naciskał na Freyberga, by ten podjął jeszcze jedną próbę, i 22 marca dał mu dodatkowy czas na zdobycie klasztoru. Kolejne natarcia gurkhów i Brytyjczyków na serpentyny oraz Nowozelandczyków na Hotel Continental zostały odparte. Na froncie zyskiwano już tylko pojedyncze domy.

Przerwanie natarcia

23 marca Alexander zebrał dowódców na naradzie. Opinie co do szans powodzenia były podzielone, ale nie ulegało wątpliwości, że 2 Dywizja Nowozelandzka i 4 Dywizja Indyjska są wyczerpane. Freyberg uznał, że dalsze natarcie nie ma sensu, i bitwę przerwano. Kolejne dni poświęcono na ustabilizowanie linii i wycofanie odciętych oddziałów: pod osłoną nocy gurkhowie opuścili Wzgórze Wisielca, a z punktu 202 zszedł izolowany oddział nowozelandzkiego 24 Batalionu. Wzgórze Zamkowe i zdobyte dzielnice miasta alianci zatrzymali – front przebiegał odtąd przez środek ruin, czasem w odległości kilkunastu metrów, z jednej strony ulicy na drugą.

Korpus Nowozelandzki rozwiązano 26 marca, a odcinek przejął brytyjski XIII Korpus. W górach wyczerpaną dywizję indyjską zastąpiła 78 Dywizja, a w mieście – brytyjska 1 Brygada Gwardii. 4 Dywizja Indyjska, która od lutego straciła pod Cassino około 3 tysięcy zabitych, rannych i zaginionych (według niektórych obliczeń blisko 4 tysiące), odeszła na spokojniejszy odcinek nad Adriatykiem; 2 Dywizja Nowozelandzka straciła na froncie pod Cassino około 1600 ludzi. Straty samego Korpusu Nowozelandzkiego w trzeciej bitwie szacuje się na około 2500 żołnierzy. Niemieccy spadochroniarze także zapłacili wysoką cenę: według dziennika bojowego XIV Korpusu Pancernego 23 marca bataliony na pierwszej linii liczyły od 40 do 120 żołnierzy. Heidrich został 25 marca odznaczony Mieczami do Krzyża Rycerskiego z Liśćmi Dębu, a obrona Cassino znalazła się w komunikacie Wehrmachtu. Przydomek „zielonych diabłów z Cassino” przylgnął do spadochroniarzy na długo.

Trzecią bitwę oceniano krytycznie już w czasie wojny. Nalot, który miał sparaliżować obronę, stworzył obrońcom wymarzony teren: gruzy były doskonałą osłoną, a leje zatrzymały czołgi, na których opierał się cały plan. Natarcie prowadzono znów siłami zaledwie dwóch dywizji na wąskim, przewidywalnym odcinku, bez przewagi, jakiej wymaga atak w górach. Senger nazwał później to natarcie „trudno zrozumiałym” – alianci po raz trzeci uderzyli w najsilniejszy punkt linii. Lotnictwo zmieniło zresztą wkrótce priorytety: od 19 marca sprzymierzone siły powietrzne prowadziły operację „Strangle” – bombardowanie linii kolejowych, dróg i mostów na północ od Rzymu, którymi docierało zaopatrzenie do niemieckich armii. Nie zmusiła ona Niemców do odwrotu, ale poważnie utrudniła im obronę w maju.

Miejsce w wojnie

Fiasko trzeciej bitwy zamknęło okres pośpiesznych, frontalnych natarć pod Cassino. Alexander przyjął w końcu pomysł, który od miesięcy podsuwali mu generałowie Alphonse Juin i Geoffrey Keyes: zamiast uderzać ciągle w ten sam punkt, przygotować wielką ofensywę dwóch armii na szerokim froncie, z obejściem niemieckich pozycji przez góry. Przez kwiecień i początek maja przegrupowano wojska – brytyjska 8 Armia generała Olivera Leese’a przeszła z wybrzeża Adriatyku na odcinek Cassino i doliny Liri, a 5 Armia skupiła się nad dolnym Garigliano. Już 24 marca Leese zaproponował generałowi Władysławowi Andersowi, by 2 Korpus Polski zdobył masyw Monte Cassino. Anders przyjął to zadanie.

Czwarta bitwa, operacja „Diadem”, rozpoczęła się w nocy z 11 na 12 maja 1944 roku. Francuzi przeszli przez góry Aurunci, Brytyjczycy sforsowali Rapido i przecięli drogę nr 6, a Polacy w dwóch krwawych natarciach związali spadochroniarzy w masywie. 18 maja, po wycofaniu się Niemców z obawy przed okrążeniem, polski patrol zatknął flagę nad ruinami klasztoru, a Brytyjczycy zajęli ruiny miasta. Ruiny Cassino, zdobywane w marcu dom po domu, odbudowano po wojnie w dużej mierze od nowa. Bitwa marcowa pozostała w pamięci Nowozelandczyków, Hindusów i gurkhów jako jeden z najcięższych epizodów ich wojny – i jako przestroga, że nawet najpotężniejszy nalot nie zastąpi dobrze pomyślanego planu natarcia na lądzie.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.