- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Morze Śródziemne
- Data:
- 15 lutego 1944
- Autor:
- Natalia
- Bitwa:
- Bitwa o Monte Cassino
- Tagi:
- Włochy, Stany Zjednoczone, Nowa Zelandia, Watykan
Rankiem 15 lutego 1944 roku, około godziny 9.30, nad wzgórzem Monte Cassino pojawiła się pierwsza fala amerykańskich ciężkich bombowców. W ciągu kilku godzin samoloty i artyleria zamieniły w gruzowisko opactwo benedyktyńskie, założone w VI wieku przez świętego Benedykta z Nursji – jedno z najważniejszych miejsc chrześcijańskiej Europy. Zburzenie klasztoru otworzyło drugą bitwę o Monte Cassino: natarcie Korpusu Nowozelandzkiego, które trwało do 18 lutego i zakończyło się niepowodzeniem.
Alianci uzasadniali nalot tym, że Niemcy wykorzystują opactwo jako punkt obserwacyjny artylerii i schron dla swoich żołnierzy. To przekonanie wymaga uzupełnienia: podzielała je część dowódców i lotników, ale nie wszyscy – sprzeciwiali się mu dowódcy amerykańskiej 5 Armii, a późniejsze badania wykazały, że Niemcy nie zajmowali samego klasztoru, choć ich stanowiska znajdowały się tuż pod jego murami. Zginęli w nim włoscy cywile, którzy szukali tam schronienia. Dopiero po zniszczeniu budynku niemieccy spadochroniarze urządzili w ruinach stanowiska obronne – i utrzymali je przez trzy kolejne miesiące.
Opactwo na linii frontu
Pierwsza bitwa o Monte Cassino zaczęła się 17 stycznia, gdy brytyjski X Korpus sforsował dolne Garigliano, a w następnych dniach amerykańska 36 Dywizja Piechoty poniosła krwawą klęskę przy próbie przeprawy przez Rapido. Od 24 stycznia amerykańska 34 Dywizja Piechoty przeszła rzekę na północ od miasta Cassino i w ciężkich walkach wdarła się w góry. Na początku lutego jej żołnierze stali kilkaset metrów od murów klasztoru, ale nie zdołali zdobyć kluczowego wzgórza 593 (Monte Calvario). Ostatni szturm załamał się 11 lutego, a bataliony piechoty straciły do 80 procent stanu.
Wzgórze klasztorne – 520 metrów nad doliną rzeki Liri – było osią niemieckiej linii Gustawa. Z jego zboczy i z sąsiednich grzbietów niemieccy obserwatorzy widzieli każdy ruch w dolinie i kierowali celnym ogniem artylerii. Na szczycie stał masywny gmach opactwa: mury wysokie na kilkanaście metrów, grube u podstawy na kilka metrów, z wąskimi oknami przypominającymi strzelnice. Żołnierze, którzy tygodniami walczyli u stóp wzgórza, odczuwali go jako stale obecne, wrogie oko.
Jesienią 1943 roku podpułkownik Julius Schlegel i kapitan Maximilian Becker z Dywizji Pancernej „Hermann Göring” zaproponowali wywiezienie skarbów opactwa. Za zgodą 78-letniego opata Gregoria Diamare ciężarówki dywizji przewiozły do Rzymu archiwum, księgozbiór i dzieła sztuki, w tym zbiory zdeponowane tam przez muzea neapolitańskie; 8 grudnia 1943 roku większość trafiła do Watykanu, choć część obrazów zagarnięto po drodze dla Hermanna Göringa. Większość mnichów wyjechała do Rzymu; w klasztorze zostali opat, kilku zakonników i rodziny dzierżawców.
W grudniu feldmarszałek Albert Kesselring zapewnił Stolicę Apostolską, a za jej pośrednictwem aliantów, że jego żołnierze nie wejdą do klasztoru. Wokół murów wyznaczono strefę, do której wojsko nie miało wstępu. Zobowiązanie dotyczyło jednak tylko samego budynku: według relacji mnichów strefa przestała obowiązywać na początku stycznia, a Niemcy urządzili stanowiska karabinów maszynowych, punkty obserwacyjne i składy amunicji na zboczach tuż pod murami. Gdy walki się zbliżyły, do opactwa – uważanego za jedyne bezpieczne miejsce w okolicy – napłynęły setki uciekinierów z Cassino i okolicznych wsi.
Wniosek Freyberga
Po klęsce pierwszego natarcia role się odwróciły. Desant pod Anzio z 22 stycznia nie zmusił Niemców do opuszczenia linii Gustawa – przeciwnie, przyczółek sam znalazł się w niebezpieczeństwie, a Niemcy szykowali na nim wielkie kontrnatarcie. Nowe uderzenie pod Cassino miało więc przede wszystkim ściągnąć niemieckie rezerwy z Anzio. Dowódca 15 Grupy Armii, generał Harold Alexander, utworzył na początku lutego Korpus Nowozelandzki z dywizji ściągniętych z frontu nad Adriatykiem i oddał go pod rozkazy generała Bernarda Freyberga. W jego skład weszły 2 Dywizja Nowozelandzka i 4 Indyjska Dywizja Piechoty generała Francisa Tukera – weterani walk w Afryce Północnej, w których obok batalionów hinduskich i muzułmańskich służyli Gurkhowie i brytyjski batalion Royal Sussex.
Hindusi mieli zdobyć grzbiety nad klasztorem i samo wzgórze klasztorne. Tuker, przykuty do łóżka w szpitalu w Casercie atakiem choroby reumatycznej, przestudiował opis budowy opactwa z XIX-wiecznej książki kupionej w neapolitańskiej księgarni i doszedł do wniosku, że gmach trzeba zniszczyć – niezależnie od tego, czy Niemcy są w środku. Argumentował, że budynek, który może w każdej chwili pomieścić setki żołnierzy osłoniętych przed ogniem artylerii, uniemożliwia szturm wzgórza; saperzy nie mieli środków, by poradzić sobie z takimi murami, a pomóc mogły tylko najcięższe bomby. Zastępujący go dowódca dywizji wystąpił o nalot 11 lutego, a Freyberg przekazał formalny wniosek następnego dnia. Według relacji sztabu 5 Armii mówił, że chce, by klasztor został zbombardowany, bo dowódca dywizji prowadzącej natarcie uważa go za cel zasadniczy, a on się z nim w pełni zgadza.
Nie wszyscy podzielali to zdanie. Generał Mark Clark, dowódca 5 Armii, któremu podlegał korpus, i jego szef sztabu Alfred Gruenther nie widzieli wojskowej konieczności zburzenia klasztoru. Generał Geoffrey Keyes, dowódca amerykańskiego II Korpusu, ostrzegał, że ruiny będą dla Niemców lepszą fortecą niż nienaruszony gmach, i twierdził, że przelatując nad wzgórzem nie widział w opactwie żołnierzy. Nawet w sztabie Korpusu Nowozelandzkiego generał Howard Kippenberger, który przejął 2 Dywizję, pisał później, że opactwo nietknięte byłoby dla Niemców mniej użyteczne niż zbombardowane. Lotnicy widzieli to inaczej: dowódca alianckich sił powietrznych na Morzu Śródziemnym generał Ira Eaker i zastępca naczelnego dowódcy generała Henry’ego Maitlanda Wilsona, generał Jacob Devers, po przelocie nad wzgórzem twierdzili, że widzieli tam maszt radiowy i ludzi w mundurach. Skromny wniosek o kilka samolotów myśliwsko-bombowych zamienił się w planach lotników w wielką operację ciężkich bombowców.
Clark wspominał później, że gdyby Freyberg był Amerykaninem, po prostu odrzuciłby jego wniosek, ale wobec politycznej pozycji dowódcy wojsk nowozelandzkich – Freyberg odpowiadał przed rządem w Wellington – przekazał sprawę Alexandrowi. Ten zgodził się na bombardowanie. W swoich wspomnieniach uzasadniał to tym, że gdy żołnierze walczą w słusznej sprawie i gotowi są ponosić śmierć i rany, cegły i zaprawa – choćby najczcigodniejsze – nie mogą przeważyć nad ludzkim życiem. Przyznawał też, że zniszczenie klasztoru było potrzebne bardziej ze względu na morale atakujących niż z czysto wojskowych powodów.
Ulotki z 14 lutego
Nalot zaplanowano na 13 lutego, ale niepogoda przesunęła go o dwa dni. 14 lutego alianckie działa wystrzeliły nad klasztor pociski propagandowe z ulotkami. Tekst, zaczynający się od słów „Amici italiani, attenzione!” (Włoscy przyjaciele, uwaga!) i podpisany przez 5 Armię, głosił, że alianci dotąd starali się oszczędzić opactwo, ale Niemcy wykorzystali jego nietykalność, i wzywał wszystkich przebywających w klasztorze do natychmiastowego opuszczenia go. Ostrzeżenie nie wskazywało daty ataku.
W opactwie wywołało to rozpacz. Uciekinierzy obawiali się wyjść na zbocza, na których toczyły się walki i padały pociski obu stron. Część z nich ukryła się w podziemiach klasztoru, część w pobliskich grotach, niektórych Niemcy wyprowadzili nocą. Opat Diamare próbował za pośrednictwem niemieckich oficerów uzgodnić z obiema stronami bezpieczne przejście dla mnichów i cywilów; zgoda na wyjście drogą dla mułów przyszła za późno.
Nalot 15 lutego
Dzień był słoneczny. Według niemieckiego meldunku pierwsza fala nadleciała o 9.30, kolejne – o 9.40 i 10.00. Łącznie nad wzgórzem przeleciały 142 bombowce B-17 Flying Fortress z amerykańskiej 15 Armii Lotniczej, a po południu 47 średnich bombowców B-25 Mitchell i 40 B-26 Marauder. Ilość zrzuconych bomb burzących i zapalających podaje się różnie: najczęściej cytowane zestawienia mówią o około 1150 tonach, natomiast wyliczenia oparte na raportach poszczególnych jednostek lotniczych dają kilkaset ton – około 250 ton z ciężkich bombowców i około 100 ton z maszyn średnich. Między falami nalotu wzgórze ostrzeliwała artyleria amerykańskiego II Korpusu, a po południu i następnego dnia zaatakowało je jeszcze 59 samolotów myśliwsko-bombowych.
Bombardowanie z dużej wysokości było niedokładne. Szacuje się, że tylko co dziesiąta bomba zrzucona przez ciężkie bombowce trafiła w klasztor; inne spadły na zbocza, na pozycje alianckie, a nawet na kwaterę główną 5 Armii w Presenzano, daleko na tyłach frontu. Żołnierze alianccy i korespondenci wojenni wiwatowali na widok wybuchów. Eaker i Devers przyglądali się nalotowi z bliska, Clark i Gruenther pozostali w sztabie. Dowódca Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego generał Alphonse Juin miał wtedy powiedzieć, że w ten sposób niczego się nie osiągnie.
Gdy pył opadł, z opactwa zostały sterty gruzu i fragmenty zewnętrznych murów. Zniszczeniu uległy bazylika, krużganki i cele mnichów; ocalała część podziemi, w tym krypta z grobem świętego Benedykta. Niemiecki dowódca XIV Korpusu Pancernego, generał Fridolin von Senger und Etterlin – katolik i świecki oblat benedyktyński – zameldował jeszcze tego samego dnia przełożonym, że według dowódcy odcinka, płk. Karla Lothara Schulza z 1 Pułku Strzelców Spadochronowych, wojsko nie miało w klasztorze żadnej broni.
Ofiary i świadectwo opata
Pod gruzami zginęli włoscy cywile, którzy schronili się w klasztorze. Ich liczby nigdy nie ustalono dokładnie: najczęściej podaje się – za ustaleniami lokalnego historyka z 1977 roku – około 230 zabitych, inne szacunki mówią o kilkuset. Według zgodnych relacji świadków większość uciekinierów jednak przeżyła. Nie ma żadnego dowodu, by w opactwie zginął choć jeden niemiecki żołnierz. Ocaleli opat, kilku mnichów ukrytych w głębokich piwnicach oraz kilkadziesiąt osób: rodziny dzierżawców, osierocone dzieci, ciężko ranni i umierający.
Wieczorem w ruinach zjawił się niemiecki porucznik, który poprosił opata o podpisanie oświadczenia, że w chwili nalotu w klasztorze nie było żadnych Niemców; Diamare je podpisał. 17 lutego o 7.30 opat poprowadził ocalałych ścieżką w dół, w stronę doliny Liri, odmawiając różaniec. Następnego dnia przyjął go Senger, a rozmowa i kolejne oświadczenie opata zostały wykorzystane przez niemiecką propagandę. W drodze do Rzymu esesmani zawieźli Diamarego do rozgłośni radiowej, gdzie musiał wygłosić oświadczenie, a w niemieckiej ambasadzie przy Stolicy Apostolskiej nakłaniano go do podpisania memorandum potępiającego aliantów – tego odmówił. Ministerstwo Josepha Goebbelsa szeroko pokazywało zdjęcia i filmy z dymiących gruzów jako dowód „barbarzyństwa” aliantów, przeciwstawianego niemieckiej trosce o skarby kultury.
Papież Pius XII publicznie milczał. Sekretarz stanu, kardynał Luigi Maglione, powiedział jednak amerykańskiemu dyplomacie przy Watykanie Haroldowi Tittmannowi, że bombardowanie było „kolosalnym błędem” i „przejawem ogromnej głupoty”. Stolica Apostolska podkreślała, że Niemcy dotrzymali danych jej zapewnień.
Niemcy w ruinach
Po zburzeniu klasztoru niemieckie zobowiązanie straciło sens. Odcinka bronili wtedy żołnierze 90 Dywizji Grenadierów Pancernych i podporządkowani jej spadochroniarze Schulza; to oni szybko zajęli ruiny i urządzili w nich stanowiska ogniowe oraz punkty obserwacyjne. Pod koniec lutego cały odcinek Cassino przejęła 1 Dywizja Strzelców Spadochronowych generała Richarda Heidricha. Sterty gruzu i resztki murów o grubości kilku metrów okazały się lepszą osłoną niż nienaruszony budynek: chroniły przed bombami i pociskami, a w podziemiach można było przeczekać ostrzał. Obawy Keyesa i Kippenbergera spełniły się dosłownie – zburzony klasztor stał się częścią niemieckiej twierdzy, której alianci nie zdobyli aż do maja.
Natarcia 15–18 lutego
Nalot nie był uzgodniony z wojskami lądowymi. Jego termin wyznaczyli lotnicy, kierując się prognozą pogody i potrzebami innych frontów; dowódcy brygad 4 Dywizji Indyjskiej, zebrani rano na odprawie, ze zdziwieniem zobaczyli przelatujące nad nimi bombowce. Hindusi objęli stanowiska po Amerykanach zaledwie dwa dni wcześniej, a ulewy i błoto utrudniały dowóz amunicji i zaopatrzenia w góry. Nikt nie był gotów, by natychmiast ruszyć do szturmu. Co gorsza, bomby oszczędziły najgroźniejsze niemieckie pozycje: gniazda spadochroniarzy na wzgórzu 593, położonym nad klasztorem i za nim, pozostały nietknięte.
Pierwsze natarcie nastąpiło dopiero w nocy z 15 na 16 lutego. Kompania 1 Batalionu Royal Sussex zaatakowała wzgórze 593 z odległości kilkudziesięciu metrów i straciła połowę stanu. Następnej nocy cały batalion powtórzył próbę – znów bez skutku; pociski własnej artylerii, przelatujące nisko nad grzbietem, spadły także na jego szeregi. W nocy z 17 na 18 lutego ruszyło główne natarcie: 4/6 Batalion Rajputana Rifles uderzył na wzgórze 593, a dwa bataliony gurkhów – na wzgórze 444 i wprost przez parowy na klasztor. Gurkhowie atakujący opactwo trafili na gęste, zaminowane zarośla pod ogniem karabinów maszynowych i ponieśli ciężkie straty. Walka toczyła się wręcz, na nagich skałach, ale spadochroniarze utrzymali pozycje.
Tej samej nocy w dolinie dwie kompanie 28 Batalionu Maorysów z 2 Dywizji Nowozelandzkiej przeszły Rapido wzdłuż nasypu kolejowego i zdobyły dworzec na południowym skraju Cassino. Saperom nie udało się jednak do świtu zbudować przejścia dla czołgów przez zalany teren. Po południu 18 lutego niemiecki kontratak z udziałem czołgów, osłonięty zasłoną dymną, zmusił Maorysów do odwrotu za rzekę; z około 200 żołnierzy, którzy poszli do ataku, około 130 zginęło lub zostało rannych. Freyberg przerwał natarcie. Druga bitwa o Monte Cassino zakończyła się po czterech dniach, a Niemcy zachowali wszystkie kluczowe pozycje.
Spór, który trwa do dziś
Ocena nalotu podzieliła samych dowódców. Alexander do końca bronił swojej decyzji, wskazując na życie żołnierzy, które miało przeważyć nad wartością zabytku. Clark w wydanych w 1950 roku wspomnieniach nazwał bombardowanie nie tylko niepotrzebnym błędem psychologicznym na polu propagandy, ale też taktycznym błędem wojskowym pierwszej wielkości – zauważając, że ułatwiło ono Niemcom obronę. Historycy wskazują, że opinia o niemieckim punkcie obserwacyjnym w murach klasztoru opierała się na niejasnych przesłankach: obserwacjach z samolotów, doniesieniach prasy i przekonaniu żołnierzy, którzy od tygodni byli ostrzeliwani spod wzgórza.
Oficjalne stanowisko Stanów Zjednoczonych zmieniało się przez ćwierć wieku. W 1961 roku amerykańskie Biuro Historii Wojskowej usunęło z dokumentów twierdzenie, że niemieckie wykorzystanie opactwa było „niepodważalne”; kilka lat później w odpowiedzi na zapytanie Kongresu przyznało, że w klasztorze nie było niemieckich żołnierzy poza niewielkim oddziałem żandarmerii, a w 1969 roku ostatecznie uznało, że opactwo nie było zajęte przez Niemców. Zniszczenie Monte Cassino stało się jednym z najczęściej przywoływanych przykładów dylematu, przed którym staje dowódca, gdy zabytek znajduje się na linii frontu.
Miejsce w wojnie
Zburzenie opactwa nie przybliżyło aliantów do Rzymu. Druga bitwa nie ściągnęła też spod Anzio niemieckich rezerw: 16 lutego, dzień po nalocie, 14 Armia rozpoczęła na przyczółku wielkie kontrnatarcie, które przez kilka dni groziło zepchnięciem aliantów do morza. Pod Cassino przyszła zimowa przerwa w natarciach. Trzecia bitwa zaczęła się 15 marca od kolejnego zmasowanego nalotu – tym razem na samo miasto Cassino – i również utknęła w gruzach, które utrudniały ruch czołgom i dawały osłonę obrońcom.
Linię Gustawa przełamała dopiero czwarta bitwa, operacja „Diadem”, rozpoczęta 11 maja. 18 maja 1944 roku żołnierze 2 Korpusu Polskiego generała Władysława Andersa zajęli ruiny klasztoru, opuszczone przez spadochroniarzy w obawie przed okrążeniem, i zatknęli nad nimi polską flagę. Poniżej wzgórza powstał później Polski Cmentarz Wojenny, na którym spoczywa ponad tysiąc poległych.
Opactwo odbudowano po wojnie według dawnych planów, w dużej mierze ze środków państwa włoskiego, a ocalałe archiwum i księgozbiór wróciły na swoje miejsce. 24 października 1964 roku papież Paweł VI ponownie konsekrował bazylikę i ogłosił świętego Benedykta patronem Europy. Gruzy z 15 lutego 1944 roku pozostały jednak symbolem tej części wojny, w której ofiarą walk stawały nie tylko armie, lecz także ludzie i dziedzictwo, które znalazły się na drodze frontu.
Źródła
W tym samym czasie
(04)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 14 lutego 1944 · Front wschodniNarodowy Komitet Republiki Estońskiej14 lutego 1944 w Tallinnie przedstawiciele przedwojennych partii estońskich utworzyli podziemny komitet, który miał odbudować państwo po odwrocie Niemców.
- 14 lutego 1944 · Front wschodniDesant pod Mereküla14 lutego 1944 radziecka piechota morska wylądowała pod Mereküla za frontem nad Narwą, a przez jezioro Pejpus przeszedł pułk strzelców. Obie akcje rozbito.
- 16 lutego 1944 · Front wschodniWyrwanie się z kotła pod KorsuniemW nocy z 16 na 17 lutego 1944 roku okrążone pod Korsuniem korpusy niemieckie wyrwały się z kotła. Ocalało około dwóch trzecich ludzi, sprzęt przepadł.
- 16 lutego 1944 · SkandynawiaFińskie sondowanie pokoju16 lutego 1944 Juho Kusti Paasikivi spotkał się w Sztokholmie z Aleksandrą Kołłontaj, by poznać radzieckie warunki pokoju. Rozejmu wtedy nie podpisano.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 15 marca 1944 · Morze ŚródziemneTrzecia bitwa o Monte Cassino15 marca 1944 bombowce zrównały z ziemią miasto Cassino, a Korpus Nowozelandzki ruszył do szturmu. Do 23 marca spadochroniarze utrzymali ruiny i klasztor.
- 17 stycznia 1944 · Morze ŚródziemnePoczątek bitwy o Monte Cassino17 stycznia 1944 brytyjski X Korpus sforsował dolne Garigliano na zachodnim krańcu linii Gustawa. Zaczęła się pierwsza bitwa o Monte Cassino.
- 20 stycznia 1944 · Morze ŚródziemneKrwawa przeprawa przez Rapido20–22 stycznia 1944 amerykańska 36 Dywizja Piechoty próbowała sforsować rzekę Gari pod Sant’Angelo. Straciła około 1700 ludzi i nie zdobyła przyczółka.
- 16 lutego 1944 · Morze ŚródziemneOperacja „Fischfang”16 lutego 1944 niemiecka 14 Armia uderzyła szosą z Albano na przyczółek pod Anzio. Po pięciu dniach walk alianci utrzymali pozycje, a natarcie się załamało.