TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Uderzenie na Kure i USS Franklin

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
19 marca 1945
Autor:
Łukasz
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, US Navy, Raymond Spruance

Rankiem 19 marca 1945 roku ponad trzysta samolotów z amerykańskich lotniskowców przeleciało nad wybrzeżem Sikoku i Honsiu i spadło na port wojenny w Kure nad Morzem Wewnętrznym – główną bazę tego, co pozostało z japońskiej Połączonej Floty. Inne samoloty tego samego zespołu atakowały port w Kobe. Zaledwie kilkadziesiąt minut wcześniej, około 7.08, pojedynczy japoński bombowiec nurkujący, niewykryty przez radary, wyszedł z chmur nad lotniskowcem „Franklin”, który manewrował około 50 mil morskich od brzegów Japonii, i zrzucił na jego pokład dwie bomby. W ciągu kilku minut okręt zamienił się w płonący wrak, a seria wybuchów paliwa, bomb i rakiet zabiła na nim więcej ludzi niż na jakimkolwiek innym amerykańskim okręcie, który przetrwał wojnę.

Kalendaria wojny zapisują pod tą datą, że lotniskowce Task Force 58 „ciężko zbombardowały ważne bazy marynarki w Japonii, Kobe i Kure”, a „Franklin”, trafiony dwiema bombami pięćdziesiąt mil od Japonii, stracił setki ludzi i został unieruchomiony. Ta druga część opisu jest ścisła. Pierwszą trzeba uzupełnić: atak był rzeczywiście potężny, ale jego wyniki okazały się skromne – w Kure nie zatonął żaden japoński okręt, a samo Kobe było przede wszystkim portem handlowym i ośrodkiem stoczniowym, a nie jedną z głównych baz floty.

Przed Okinawą

Uderzenie z połowy marca było częścią przygotowań do operacji Iceberg – inwazji na Okinawę, wyznaczonej na 1 kwietnia 1945 roku. Wyspa leżała w zasięgu samolotów startujących z lotnisk na Kiusiu, a amerykańscy planiści, pamiętający, jak kamikaze atakowali lotniskowce pod Filipinami jesienią 1944 roku i jak w styczniu 1945 roku nękali flotę płynącą do Luzonu, chcieli zniszczyć jak najwięcej japońskich samolotów, zanim flota inwazyjna stanie u brzegów Okinawy. Drugim celem były resztki japońskiej floty nawodnej, które mogły zagrozić desantowi.

Całością sił dowodził admirał Raymond Spruance, dowódca 5 Floty. Uderzenie wykonywał szybki zespół lotniskowców – Task Force 58 wiceadmirała Marca Mitschera – złożony z czterech grup operacyjnych i liczący kilkanaście lotniskowców ciężkich i lekkich, osłanianych przez szybkie pancerniki, krążowniki i niszczyciele. Było to już trzecie wejście tego zespołu na wody japońskie: w lutym jego samoloty atakowały rejon Tokio, a następnie wspierały walki o Iwo Jimę, gdzie zorganizowany opór Japończyków ustał w połowie marca.

Po krótkim odpoczynku na atolu Ulithi – gdzie 11 marca japoński bombowiec dalekiego zasięgu, wysłany w samobójczym ataku z Kiusiu, uderzył w lotniskowiec „Randolph” stojący na kotwicy – zespół wyszedł w morze 14 marca. Japończycy wykryli go w drodze, ale nie wiedzieli, czy to zapowiedź lądowania, czy kolejny rajd. Obroną powietrzną Kiusiu kierował wiceadmirał Matome Ugaki, dawny szef sztabu admirała Isoroku Yamamoto, od lutego dowódca 5 Floty Powietrznej z kwaterą w Kanoi. Ugaki postanowił nie czekać i uderzyć na amerykańskie lotniskowce, zanim one zniszczą jego samoloty na ziemi.

18 marca: lotniska Kiusiu

18 marca samoloty Task Force 58 zaatakowały kilkadziesiąt lotnisk na Kiusiu – według amerykańskiego zestawienia 45. Znalazły na nich niewiele maszyn, bo Japończycy zdążyli je rozproszyć albo poderwać do ataku, ale stoczyły wiele walk w powietrzu; Amerykanie ocenili straty przeciwnika tego dnia na około 110 samolotów. Japońskie samoloty dotarły też nad sam zespół: lekko uszkodziły lotniskowce „Enterprise” i „Intrepid”, a bomba, która trafiła „Yorktown”, zabiła pięciu członków załogi.

Tego samego dnia amerykańskie samoloty rozpoznawcze sfotografowały skupiska okrętów w Kure i Kobe. W Kure rozpoznano m.in. pancerniki „Yamato” i „Haruna” oraz kilka lotniskowców. Dowództwo zespołu uznało je za główny cel na następny dzień: trzy grupy operacyjne miały uderzyć na Kure, czwarta – na Kobe.

19 marca: nalot na Kure

Przed świtem 19 marca nad rejon Kure poleciały myśliwce, które miały oczyścić niebo przed nadejściem bombowców. Czekał tam na nie 343 Kōkūtai – elitarny pułk myśliwski marynarki, zorganizowany przez komandora Minoru Gendę, jednego z twórców planu ataku na Pearl Harbor, i uzbrojony w nowe myśliwce Kawanishi N1K Shiden. Pierwsze starcie, z Hellcatami eskadry VBF-17, trwało około 25 minut. Według amerykańskiego opracowania w walkach nad Kure tego dnia zestrzelono 14 samolotów amerykańskich i 25 japońskich; obie strony – jak zwykle – meldowały wówczas znacznie więcej zwycięstw.

Główną falę uderzeniową tworzyło 158 bombowców nurkujących Curtiss SB2C Helldiver i torpedowych Avengerów, osłanianych przez 163 myśliwce Hellcat i Corsair – razem 321 maszyn, niemal tyle, ile Japończycy wysłali w grudniu 1941 roku nad Pearl Harbor. Pierwotnie celem miały być zbiorniki paliwa i urządzenia portowe, ale koordynator ataku, komandor George Ottinger, zobaczywszy z powietrza zakotwiczone okręty, skierował wszystkie bombowce przeciwko nim.

Kure broniło kilkaset dział przeciwlotniczych i był to najsilniejszy ogień, z jakim lotnicy Task Force 58 zetknęli się do tej pory. Bomby trafiły w wiele okrętów, lecz żadnego nie zatopiły. Lotniskowiec „Ryūhō” otrzymał trzy bomby i dwie rakiety, a „Hyūga” bombę, która zabiła około 40 marynarzy; dwie bomby trafiły „Ise”, po jednej – „Harunę” i „Yamato”, w którym pocisk eksplodował w rejonie pomostu. Trafione zostały także lotniskowce „Amagi” i „Katsuragi”. Najciężej ucierpiały lotniskowiec eskortowy „Kaiyō”, który po pożarze i zalaniu trzeba było odholować na płyciznę, i krążownik „Ōyodo”, osadzony na mieliźnie przy wyspie Etajima. Ogień przeciwlotniczy zestrzelił jedenaście Helldiverów i dwa Avengery. Szczegóły trafień różnią się w poszczególnych opracowaniach, ale ogólny bilans nie budzi wątpliwości: nalot uszkodził japońską flotę, lecz jej nie zniszczył.

„Wasp” i „Franklin”

Japończycy nie czekali bezczynnie. O świcie samoloty Ugakiego wyszły nad zespół amerykański, a ich ataki skupiły się na grupie operacyjnej 58.2 kontradmirała Ralpha Davisona. Około 7.10 pojedynczy samolot, który przedostał się niezauważony, trafił bombą lotniskowiec „Wasp”. Bomba przebiła kilka pokładów i wybuchła w kuchni, gdzie przygotowywano śniadanie. Zginęło 101 członków załogi, a 269 zostało rannych, ale sprawna akcja ratownicza opanowała pożary w kwadrans i okręt po niecałej godzinie znów przyjmował samoloty.

„Franklin” – lotniskowiec typu Essex, który już raz, 30 października 1944 roku, został trafiony przez kamikaze pod Filipinami i dopiero co wrócił z remontu – podszedł tego ranka bliżej brzegów Japonii niż jakikolwiek inny amerykański lotniskowiec w tej wojnie. Jego załoga w ciągu nocy dwanaście razy ogłaszała alarm bojowy, więc dowódca, komandor Leslie Gehres, złagodził stan gotowości, by ludzie mogli zjeść i odpocząć; przy działach pozostały obsady. Okręt wysłał już samoloty nad Honsiu i właśnie startowała druga fala uderzeniowa, gdy z chmur wynurzył się pojedynczy bombowiec nurkujący, najczęściej identyfikowany jako Yokosuka D4Y Suisei („Judy” w amerykańskim kodzie). Zrzucił dwie bomby, według późniejszej analizy po około 250 kilogramów, zanim artylerzyści zdążyli otworzyć ogień.

Pierwsza bomba przebiła pokład lotniczy pośrodku i wybuchła w hangarze, niszcząc centrum informacji bojowej; druga trafiła w rufową część okrętu i przeszła przez dwa pokłady. Na pokładzie lotniczym stało wówczas 31 uzbrojonych i zatankowanych samolotów z pracującymi silnikami, w hangarze – kolejne, częściowo z pełnymi zbiornikami. Wszystko to zapaliło się niemal natychmiast. Wybuchały kolejno bomby, zbiorniki paliwa i pary benzyny, a ciężkie rakiety Tiny Tim, podwieszone pod Corsairami, odpalały się same i przelatywały przez pokłady. Z ludzi przebywających w hangarze przeżyło podobno tylko dwóch. Dym wypełnił maszynownie, które trzeba było opuścić; „Franklin” stanął bez napędu i łączności, z narastającym przechyłem na prawą burtę, a ponieważ eksplozje zniszczyły główne przewody wodne, nie dało się zalać jego komór amunicyjnych.

Ratowanie okrętu

Kontradmirał Davison przeniósł swoje dowództwo na niszczyciel „Miller” i zasugerował opuszczenie okrętu, ale Gehres odmówił – pod pokładem wciąż byli żywi ludzie. Setki marynarzy zostały zdmuchnięte do morza albo skakały za burtę przed ogniem; wyławiały ich niszczyciele, z których niektóre podchodziły dziobem do burty płonącego lotniskowca, by zdjąć ludzi odciętych przez pożar. Lekki krążownik „Santa Fe” stanął burta w burtę z „Franklinem”, polewał go wodą i przejął setki rannych oraz członków grupy lotniczej, których nie potrzebowano do ratowania okrętu.

Na pokładzie toczyła się wielogodzinna walka z ogniem. Szczególną sławę zyskali dwaj ludzie. Kapelan okrętu, jezuita Joseph O’Callahan, udzielał rannym i umierającym ostatniego namaszczenia, a zarazem organizował drużyny gaśnicze i prowadził marynarzy do zalewania wodą komór amunicyjnych grożących wybuchem. Porucznik marynarki Donald Gary odnalazł w zadymionej mesie około 300 uwięzionych ludzi, odszukał drogę wyjścia i kilkakrotnie wracał, by wyprowadzać kolejne grupy, a potem kierował gaszeniem hangaru i pomógł uruchomić kocioł w jednej z kotłowni. Obaj otrzymali Medal Honoru – O’Callahanowi wręczył go w 1946 roku prezydent Harry Truman. Za ten dzień przyznano też kilkadziesiąt Krzyży Marynarki Wojennej i Srebrnych Gwiazd; pośmiertnie odznaczono m.in. lekarza okrętowego George’a Foxa, który zginął, opatrując rannych.

Po południu ciężki krążownik „Pittsburgh” wziął „Franklina” na hol i ciągnął go z prędkością około pięciu węzłów. Okręt miał kilkunastostopniowy przechył, a ogromne ilości wody wlane do gaszenia pożarów niebezpiecznie zmniejszyły jego stateczność. Następnego dnia udało się uruchomić część maszyn i „Franklin” odszedł o własnych siłach. Zniszczeniu uległo 59 jego samolotów.

Liczby ofiar różnią się w zależności od tego, czy uwzględnia się lotników grupy pokładowej, pasażerów i zmarłych później z ran. Samuel Eliot Morison, autor oficjalnej w swoim charakterze historii działań US Navy, podaje dla 19 marca 724 zabitych i 265 rannych; Joseph Springer, powołując się na dane oficjalne, pisze o 807 zabitych i co najmniej 487 rannych. Były to największe straty poniesione przez jakikolwiek amerykański okręt, który przetrwał wojnę.

Odwrót i pierwsze Ohki

Po ataku na Kure i Kobe Task Force 58 zaczął odchodzić na południe, osłaniając uszkodzone okręty, a jego myśliwce nadal atakowały lotniska południowego Kiusiu. 20 marca japoński samobójca uderzył w niszczyciel „Halsey Powell”, a „Enterprise”, przypadkowo trafiony przez artylerię przeciwlotniczą własnych okrętów, na pewien czas nie mógł przyjmować samolotów. 21 marca Ugaki wysłał przeciwko zespołowi po raz pierwszy załogowe pociski Yokosuka MXY7 Ohka – szybujące bomby rakietowe kierowane przez pilota-samobójcę, przenoszone pod bombowcami Mitsubishi G4M. Według większości opracowań wszystkie 18 bombowców tej wyprawy zostało zestrzelonych przez amerykańskie myśliwce, zanim zdążyły odczepić Ohki, a eskorta straciła większość ze swoich 30 maszyn. Amerykanie przekonali się jednak, że Japończycy przygotowali nową, wyspecjalizowaną broń samobójczą.

Bilans czterodniowej operacji był dwuznaczny. Amerykanie zgłosili zniszczenie kilkuset japońskich samolotów w powietrzu i na ziemi – liczby te, jak zwykle, były zawyżone – i opóźnili masowe ataki na flotę inwazyjną pod Okinawą o kilka dni. Zapłacili za to uszkodzeniem kilku lotniskowców i ciężkimi stratami w ludziach, a japońskiej floty nie udało się wyeliminować. Japońska propaganda ogłosiła tymczasem wielkie zwycięstwo nad amerykańskimi lotniskowcami.

Droga do Nowego Jorku

„Franklin” dotarł o własnych siłach na Ulithi, gdzie przeszedł pilne naprawy, następnie do Pearl Harbor, a stamtąd przez Kanał Panamski do stoczni marynarki wojennej na Brooklynie w Nowym Jorku, do której wpłynął 28 kwietnia 1945 roku. Remont na wschodnim wybrzeżu wymusiło przeciążenie stoczni zachodnich okrętami uszkodzonymi przez kamikaze. W drodze Gehres oskarżył wielu członków załogi, którzy 19 marca znaleźli się w wodzie, o dezercję i ogłosił, że przy okręcie wytrwało 704 ludzi; dochodzenie w Nowym Jorku wykazało, że na pokładzie bez przerwy pozostawało ich około 400, a wielu „dezerterów” wyskoczyło do morza przed ogniem albo w przekonaniu, że wydano rozkaz opuszczenia okrętu. Zarzuty po cichu wycofano, a Gehresa w lipcu 1945 roku przeniesiono na stanowisko lądowe. Odbudowany „Franklin” nie wrócił już do służby bojowej; w 1947 roku wycofano go do rezerwy, a w 1966 roku sprzedano na złom.

Miejsce w wojnie

Marcowe uderzenie na Kiusiu i Kure otworzyło kampanię okinawską. 26 marca Amerykanie wylądowali na wyspach Kerama na zachód od Okinawy, a 1 kwietnia na samej Okinawie. Rozpoczęła się najdłuższa i najkrwawsza bitwa morsko-lądowa wojny na Pacyfiku, w której Ugaki rzucił przeciw flocie amerykańskiej setki kamikaze i pocisków Ohka; marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych straciła pod Okinawą więcej ludzi niż w jakiejkolwiek innej kampanii. Kilka okrętów uszkodzonych 19 marca w Kure wzięło jeszcze udział w wojnie: 6 kwietnia „Yamato” wyszedł w samobójczy rejs ku Okinawie i następnego dnia został zatopiony przez samoloty Task Force 58. Pozostałe okręty, które przetrwały w Kure, zniszczyły lub unieruchomiły dopiero lipcowe naloty amerykańskich lotniskowców na Kure i Morze Wewnętrzne.

Równocześnie z rajdem lotniskowców bombowce B-29 z Marianów prowadziły marcową kampanię nalotów zapalających na japońskie miasta, w której spłonęły dzielnice Tokio, Nagoi, Osaki i Kobe. Od marca 1945 roku Japonia była więc atakowana jednocześnie z powietrza i z morza, u samych swoich wybrzeży, a jej flota nie była już w stanie temu przeciwdziałać.

„Franklin” stał się symbolem obu stron tej wojny: ogromnej siły niszczącej, jaką mogła wyzwolić na lotniskowcu jedna dobrze wymierzona bomba, oraz wytrwałości załogi, która uratowała okręt uznany już niemal za stracony. Jego los, utrwalony w wojennym filmie dokumentalnym „The Saga of the Franklin”, stał się też dla US Navy jedną z najważniejszych lekcji walki o przetrwanie okrętu – zwłaszcza tego, jak groźne są zatankowane i uzbrojone samoloty stojące na pokładzie w chwili ataku.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.