TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Zamach Grynszpana

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Data:
7 listopada 1938
Autor:
Łukasz
Tagi:
antysemityzm, III Rzesza, Polska, Francja

7 listopada 1938 roku, przed południem, do ambasady Niemiec przy rue de Lille w Paryżu wszedł drobny, siedemnastoletni chłopak z polskim paszportem. Nazywał się Herschel Grynszpan, urodził się i wychował w Hanowerze, a od dwóch lat ukrywał się w Paryżu jako nielegalny imigrant. Rano kupił w sklepie przy rue du Faubourg Saint-Martin rewolwer kalibru 6,35 mm. W ambasadzie powiedział, że ma ważny dokument do przekazania, i poprosił o rozmowę z kimś z personelu dyplomatycznego. Skierowano go do sekretarza legacyjnego Ernsta vom Ratha, dwudziestodziewięcioletniego dyplomaty, członka NSDAP od 1932 roku. Gdy zostali sami w gabinecie, Grynszpan wyciągnął broń i oddał pięć strzałów. Dwa trafiły vom Ratha w brzuch. Zamachowiec nie próbował uciekać; oddał się w ręce francuskiej policji i od razu oświadczył, że działał w imieniu prześladowanych Żydów.

Strzały w Paryżu nie były ani spiskiem, ani początkiem „wojny Żydów z Niemcami”, jak natychmiast ogłosiła nazistowska propaganda. Były rozpaczliwym, samotnym czynem nastolatka, którego rodzinę dziesięć dni wcześniej wyrzucono z Niemiec na polską granicę. Dla władz III Rzeszy stały się jednak pretekstem, na który czekały.

Rodzina z Hanoweru

Rodzice Herschela, krawiec Sendel (Zindel) Grynszpan i Ryfka z domu Silberberg, byli Żydami z Radomska w Królestwie Polskim. W 1911 roku przenieśli się do Hanoweru i tam wychowali dzieci. Po I wojnie światowej rodzina otrzymała obywatelstwo polskie; niemieckiego nie mogła dostać, bo niemieckie prawo z 1913 roku opierało obywatelstwo na pochodzeniu, a nie na miejscu urodzenia. Takich rodzin było w Rzeszy wiele: w 1938 roku w Niemczech i przyłączonej właśnie Austrii mieszkało około 70 tysięcy Żydów z polskim obywatelstwem.

Po dojściu nazistów do władzy, po bojkocie żydowskich sklepów i ustawach norymberskich, Herschel nie miał w Niemczech przyszłości. W 1935 roku skończył szkołę bez świadectwa, spędził prawie rok w jesziwie we Frankfurcie, a próba wyjazdu do Palestyny skończyła się odmową: był za młody. Latem 1936 roku wyjechał legalnie do wuja w Brukseli, a we wrześniu przemytnicy przeprowadzili go przez granicę do Francji, do drugiego wuja, Abrahama, w Paryżu. Przez dwa lata bezskutecznie starał się o prawo pobytu. Jego polski paszport stracił ważność na początku 1938 roku, niemieckie władze nie pozwoliły mu wrócić do Hanoweru, a w sierpniu 1938 roku Francja nakazała mu opuścić kraj. Wuj ukrył go na poddaszu. Bez pracy, bez dokumentów i bez perspektyw Herschel żył w ciągłym strachu przed policją.

Polenaktion

Los jego rodziny rozstrzygnął się w sporze między Berlinem a Warszawą. 31 marca 1938 roku, kilka tygodni po Anschlussie Austrii, Sejm uchwalił ustawę pozwalającą odebrać obywatelstwo Polakom, którzy przez ponad pięć lat mieszkali za granicą i „utracili łączność z państwem polskim”. Polski rząd obawiał się, że Niemcy wypędzą do Polski dziesiątki tysięcy Żydów z polskimi paszportami, i chciał temu zapobiec. W październiku władze polskie zapowiedziały, że paszporty wydane za granicą będą od 30 października uprawniały do powrotu tylko wtedy, gdy konsulat opatrzy je specjalną pieczęcią kontrolną. Żydzi z Rzeszy takich pieczęci w praktyce nie dostawali. Niemcy uznali, że w ten sposób zostaną im „na karku” dziesiątki tysięcy bezpaństwowców.

Odpowiedzią była akcja, którą na polecenie Heinricha Himmlera przeprowadziły gestapo i policja kierowane przez Reinharda Heydricha. 27 października wieczorem i w ciągu dwóch następnych dni zatrzymano w całej Rzeszy co najmniej 17 tysięcy Żydów z polskim obywatelstwem, głównie mężczyzn, ale w wielu miastach także całe rodziny. Pozwolono im zabrać tylko trochę jedzenia i najpotrzebniejsze rzeczy, załadowano do specjalnych pociągów i wywieziono na granicę pod Zbąszyniem, Chojnicami i Bytomiem. Tam pod bagnetami pędzono ich przez pas ziemi niczyjej na polską stronę. Akcję przerwano 29 października, gdy polski rząd zagroził odwetowym wydaleniem obywateli niemieckich. Część wypędzonych mogła pojechać w głąb Polski do krewnych; kilka tysięcy innych utknęło w Zbąszyniu, gdzie w młynach, stajniach i barakach żyli miesiącami, utrzymywani przez Polski Czerwony Krzyż i organizacje żydowskie. Obóz w Zbąszyniu zlikwidowano dopiero latem 1939 roku.

Wśród wypędzonych z Hanoweru w nocy z 27 na 28 października byli rodzice Herschela, jego siostra Berta i brat Mordechaj. Ojciec opowiadał o tym w 1961 roku w Jerozolimie, na procesie Adolfa Eichmanna: policja zabrała ich ciężarówkami na dworzec, a ulice wypełniał tłum krzyczący „Żydzi precz, do Palestyny!”. 31 października Berta napisała ze Zbąszynia kartkę do brata. Dotarła do Paryża 3 listopada. Herschel czytał też w jidyszowej prasie paryskiej coraz bardziej przerażające relacje z granicy. 6 listopada pokłócił się z wujem, który nie chciał lub nie mógł wysłać rodzinie pieniędzy, wyszedł z domu i spędził noc w tanim hotelu.

Strzały w ambasadzie

Rano 7 listopada Herschel napisał kartkę do rodziców i schował ją do kieszeni. Napisał po niemiecku, z hebrajskim „Z pomocą Boga” na początku: „Moi drodzy rodzice, nie mogłem postąpić inaczej, niech Bóg mi przebaczy. Serce mi krwawi, gdy słyszę o waszej tragedii i o tragedii 12 tysięcy Żydów. Muszę zaprotestować tak, żeby cały świat usłyszał mój protest, i zrobię to”. Podpisał się swoim niemieckim imieniem, Hermann.

Ambasador Johannes von Welczeck wyszedł właśnie na poranny spacer i Grynszpan minął go w drzwiach, nie wiedząc, kim jest. Ponieważ nie znał nazwiska żadnego dyplomaty, odźwierny skierował go do tego z dwóch dyżurnych sekretarzy, który był akurat na miejscu. Według francuskiego protokołu policyjnego przed strzałami Grynszpan krzyknął: „Jesteś parszywym szkopem i w imieniu 12 tysięcy prześladowanych Żydów oto twój dokument!”. Ranny vom Rath zdołał jeszcze uderzyć napastnika i wybiec z pokoju, wzywając pomocy.

Większość historyków uważa, że ofiara była przypadkowa: Grynszpan chciał zastrzelić „jakiegoś” przedstawiciela Rzeszy, a vom Rath był po prostu dyżurnym urzędnikiem. Późniejsze pogłoski, że obaj znali się z paryskiego środowiska homoseksualistów, nie mają mocnych dowodów; Grynszpan wysunął tę wersję dopiero w niemieckim więzieniu, jako linię obrony. Nie ma też żadnych podstaw dla twierdzenia nazistowskiej propagandy, że za zamachem stała „światowa żydowska konspiracja”. Francuskie śledztwo wykazało, że chłopak działał sam.

Dwa dni propagandy

Niemieckie władze od razu zrozumiały, jaką okazję dostały. Jeszcze 7 listopada państwowa agencja DNB poleciła wszystkim gazetom umieścić wiadomość o zamachu na pierwszych stronach i podkreślać, że „zamach musi mieć najcięższe konsekwencje dla Żydów w Niemczech”. 8 listopada „Völkischer Beobachter” ogłosił w artykule wstępnym, że strzały w Paryżu oznaczają nowy etap walki Żydów z Niemcami. Propaganda Josepha Goebbelsa zwracała uwagę, że zamach dokonano w rocznicę rewolucji bolszewickiej. Adolf Hitler wysłał do Paryża swojego lekarza przybocznego Karla Brandta i znanego chirurga Georga Magnusa, a rannego vom Ratha awansował o kilka stopni, na radcę legacyjnego I klasy.

Gwałt zaczął się, zanim dyplomata umarł. Wieczorem 7 listopada w Kassel członkowie SA i SS w cywilnych ubraniach zdemolowali synagogę i żydowskie domy, a w nocy i 8 listopada podobne napady powtórzyły się w okolicznych miasteczkach Hesji, między innymi w Bebrze, Rotenburgu i Eschwege. W Bad Hersfeld spłonęła synagoga, w Felsbergu zginął pierwszy żydowski mężczyzna. 9 listopada po południu płonęła synagoga w Dessau. Historycy spierają się, czy były to inicjatywy miejscowych działaczy partyjnych, którzy zrozumieli berlińską propagandę jako sygnał, czy działania zaplanowane wyżej; nie ulega wątpliwości, że prasa celowo podgrzewała nastroje.

Prasa codziennie informowała o stanie rannego. Vom Rath zmarł 9 listopada późnym popołudniem, według większości źródeł około 17.30. Wiadomość dotarła do Monachium w chwili, gdy przywódcy NSDAP zbierali się w Starym Ratuszu na doroczne spotkanie upamiętniające pucz monachijski z 1923 roku.

Losy zamachowca

Grynszpana jako nieletniego osadzono w więzieniu dla młodocianych we Fresnes pod Paryżem. Śledztwo, najpierw o usiłowanie zabójstwa, a od 9 listopada o zabójstwo z premedytacją, ciągnęło się miesiącami. Obrońca, znany adwokat i antyfaszysta Vincent de Moro-Giafferi, opłacany ze zbiórki zorganizowanej w Stanach Zjednoczonych przez dziennikarkę Dorothy Thompson, grał na zwłokę. Rząd Rzeszy wysłał do Paryża prawnika Friedricha Grimma, który miał zamienić proces w oskarżenie „światowego żydostwa”. Wybuch wojny w 1939 roku sprawił, że proces się nie odbył. W lipcu 1940 roku, po klęsce Francji, władze Vichy wydały go Niemcom. Najpewniej zginął w niemieckim więzieniu w 1942 roku lub niedługo później.

Organizacje żydowskie na całym świecie potępiły zamach, obawiając się, że naziści się zemszczą. Mieli rację. Zabójstwo vom Ratha, „pierwszy strzał” w rzekomej wojnie Żydów z Niemcami, posłużyło jako pretekst do ogólnoniemieckiego pogromu, który rozpoczął się wieczorem 9 listopada.

Droga do wojny

Zamach Grynszpana i wypędzenie polskich Żydów, które go poprzedziło, pokazują, jak w 1938 roku zaciskała się pętla wokół Żydów w Rzeszy. Niemcy chciały się ich pozbyć, a sąsiednie państwa, od Szwajcarii, która wymusiła paszporty z literą J, po Polskę, która odbierała obywatelstwo własnym emigrantom, nie chciały ich przyjąć. Lipcowa konferencja w Évian pokazała, że świat nie ma dla nich miejsca. W tym samym czasie Hitler odnosił największe sukcesy: miesiąc wcześniej układ monachijski oddał mu Kraj Sudetów bez jednego wystrzału.

Polenaktion była pierwszą masową deportacją Żydów przeprowadzoną przez III Rzeszę: w ciągu dwóch dni, z list przygotowanych przez policję, pociągami pod eskortą, na granicę. Przeprowadził ją aparat Himmlera i Heydricha, ten sam, który w czasie wojny organizował deportacje na wschód. Dla wielu wygnanych do Zbąszynia ratunek okazał się tymczasowy: we wrześniu 1939 roku Niemcy dogoniły ich w Polsce. Rodzina Grynszpanów przeżyła, bo w 1939 roku uciekła na wschód, do Związku Radzieckiego; po wojnie wyemigrowała do Izraela.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.