TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Bombardowanie Iwo Jimy

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
8 grudnia 1944
Autor:
Łukasz
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, US Navy, Chester Nimitz

8 grudnia 1944 roku amerykańskie samoloty i okręty przeprowadziły skoordynowane uderzenie na Iwo Jimę, niewielką wulkaniczną wyspę w archipelagu Kazan, leżącą mniej więcej w połowie drogi między Marianami a Tokio. Rano nad wyspę nadleciały myśliwce P-38, potem bombowce B-29 i B-24, a po południu do ostrzału przystąpiły ciężkie krążowniki. Od tego dnia czterosilnikowe Consolidated B-24 Liberator 7 Armii Lotniczej, stacjonujące na Saipanie i Guamie, atakowały Iwo Jimę każdego dnia – aż do amerykańskiego lądowania 19 lutego 1945 roku. Według oficjalnej historii operacji, wydanej przez Korpus Piechoty Morskiej, naloty trwały 74 dni bez przerwy.

Często podaje się, że 8 grudnia zaczęło się bombardowanie przygotowujące Iwo Jimę do inwazji. Data jest poprawna, ale wymaga uściślenia. Wyspa była atakowana już od czerwca 1944 roku – najpierw przez samoloty z lotniskowców, a od sierpnia także przez bombowce z Marianów. 8 grudnia zaczęła się natomiast nowa faza: codzienne, systematyczne bombardowanie, które według amerykańskich opracowań było najdłuższym przygotowaniem lotniczym przed jakimkolwiek desantem na Pacyfiku. Jak się okazało, jego wpływ na japońską obronę był znacznie mniejszy, niż oczekiwano.

Wyspa w połowie drogi

Iwo Jima („Siarkowa Wyspa”) ma około 21 kilometrów kwadratowych powierzchni. Jej południowy kraniec zamyka wygasły wulkan Suribachi, wznoszący się na 169 metrów, reszta to płaskowyż pokryty czarnym pyłem wulkanicznym. Leży około 1200 kilometrów na południe od Tokio i niemal tyle samo na północ od Saipanu. Japończycy zbudowali tu dwa lotniska, a trzecie było w budowie. Na wyspie mieszkało przed wojną nieco ponad tysiąc cywilów – w lipcu 1944 roku wszystkich przymusowo ewakuowano na Honsiu.

Po zdobyciu Saipanu i pozostałych wysp Marianów latem 1944 roku znaczenie Iwo Jimy gwałtownie wzrosło dla obu stron. Dla Japończyków była wysuniętą placówką wysp macierzystych: stacja radarowa ostrzegała Tokio przed nadlatującymi bombowcami, myśliwce z jej lotnisk mogły je przechwytywać, a samoloty z Japonii lądowały tu na tankowanie przed atakami na Mariany. Dla Amerykanów wyspa była przeszkodą na trasie bombowców, ale mogła też stać się bazą: lotniskiem dla myśliwców eskortujących, które z Marianów nie miały zasięgu, by towarzyszyć B-29 nad Japonię, i lotniskiem awaryjnym dla bombowców uszkodzonych nad celem.

3 października 1944 roku Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, rozstrzygając spór o drogę do Japonii, polecił adm. Chesterowi Nimitzowi zdobyć Iwo Jimę, a następnie Okinawę. Operację nazwano „Detachment”. Pierwotnie miała się zacząć pod koniec stycznia 1945 roku, ale przedłużające się walki na Filipinach, w tym bitwa o Leyte, sprawiły, że termin przesunięto na 19 lutego.

Wcześniejsze ataki i japońskie naloty na Saipan

Pierwsze amerykańskie uderzenia spadły na Iwo Jimę już 15 i 16 czerwca 1944 roku, gdy dwie grupy lotniskowców wydzielone z floty osłaniającej lądowanie na Saipanie zaatakowały lotniska na wyspie oraz na sąsiednich Chichi-jimie i Haha-jimie, by uniemożliwić Japończykom przerzut samolotów na Mariany. Lotniskowce wracały tu jeszcze kilkakrotnie latem. Od sierpnia na wyspę latały regularnie B-24 7 Armii Lotniczej z Marianów, ale ich wysiłek był rozproszony. Według oficjalnej historii lotnictwa armii amerykańskiej dwie grupy ciężkich bombowców musiały jednocześnie pilnować Truku, Wysp Marshalla i innych baz, a na życzenie marynarki znaczną część lotów kierowano przeciwko statkom w portach Chichi-jimy i Haha-jimy, z miernym skutkiem.

Sytuację zmieniły B-29 na Marianach. Gdy na lotniskach Saipanu zaczęły się gromadzić bombowce przygotowywane do ataków na Japonię, japońskie lotnictwo – lądując po drodze na Iwo Jimie – zaczęło je atakować. Pierwsze naloty z początku listopada wyrządziły niewiele szkód. 27 listopada, w dniu drugiej wyprawy na Tokio (pierwsza odbyła się trzy dni wcześniej), dwa bombowce zaskoczyły na ziemi B-29 podwieszające bomby, niszcząc jeden i uszkadzając jedenaście, a w południe kilkanaście myśliwców przemknęło nisko pod osłoną radarową i zniszczyło kolejne trzy. 7 grudnia, atakując jednocześnie z dużej i z małej wysokości, Japończycy zniszczyli trzy B-29 i uszkodzili dwadzieścia trzy.

Naloty te kosztowały Japończyków wiele samolotów – według amerykańskiej oficjalnej historii do 2 stycznia 1945 roku nad Saipan i Tinian przyleciało ponad 80 maszyn, z których stracono około 37. Wymiana była jednak dla nich opłacalna: zniszczyli 11 B-29, kolejne 8 poważnie i 35 lżej uszkodzili, zginęło 45 Amerykanów, a ponad 200 zostało rannych. B-29 był najdroższym samolotem wojny, a 21 Dowództwo Bombowe dopiero rozpoczynało swoją kampanię.

Uderzenie 8 grudnia

24 listopada Nimitz polecił, by Iwo Jima stała się głównym celem lotnictwa lądowego na Marianach, co zakończyło nieudane ataki na statki. Wkrótce postanowiono przeprowadzić jedno potężne uderzenie z powietrza i z morza, które miało unieszkodliwić japońskie lotniska. Gen. por. Millard F. Harmon, dowódca sił powietrznych armii na obszarach Oceanu Spokojnego, przyleciał na Saipan 5 grudnia z planem użycia wszystkich dostępnych myśliwców P-38, bombowców B-24 i B-29 oraz 5 Dywizjonu Krążowników. Atak wyznaczono na południe 7 grudnia, lecz zła pogoda wymusiła odłożenie go o dobę.

8 grudnia, choć niebo wciąż było zachmurzone, plan wykonano. O 9.45 nad wyspę nadleciało 28 myśliwców Lockheed P-38 Lightning, o 11.00 – bombowce B-29, a w południe – B-24. 62 Superfortece zrzuciły około 620 ton bomb, 102 Liberatory – tylko 194 tony. Oficjalna historia lotnictwa zwraca uwagę, że ta różnica dobrze pokazywała przewagę nowego bombowca nad starszym na dystansie ponad tysiąca kilometrów. Szczegóły Harmon uzgodnił w pośpiechu na Saipanie m.in. z dowódcą 21 Dowództwa Bombowego gen. bryg. Haywoodem S. Hansellem, a szef sił powietrznych armii gen. Henry H. Arnold, zaniepokojony stratami na lotniskach Saipanu, z entuzjazmem zgodził się na jednorazowe odciągnięcie B-29 od ich strategicznego zadania.

O 13.47 do ostrzału przystąpiły ciężkie krążowniki 5 Dywizjonu kontradm. Allana E. Smitha – „Pensacola”, „Chester” i „Salt Lake City”. Dywizjon od listopada co pewien czas ostrzeliwał wyspy Kazan i Ogasawara. Ostrzał trwał 70 minut. Sam USS „Pensacola” wystrzelił według swojej historii okrętowej około 500 pocisków kalibru 203 mm.

Wyniki okazały się skromne. Chmury zmusiły bombowce do zrzutu według radaru, a zdjęcia lotnicze, również utrudnione przez pogodę, pokazały – jak przyznaje oficjalna historia lotnictwa – rezultaty „znacznie mniej rozstrzygające, niż oczekiwano”. Japońskie naloty na Saipan ustały jednak na ponad dwa tygodnie. Wznowiono je w noc Bożego Narodzenia, gdy około 25 samolotów zniszczyło jeden B-29, a trzy kolejne uszkodziło tak, że nie nadawały się do naprawy. Ostatnią japońską bombę zrzucono na Saipan 2 stycznia 1945 roku.

74 dni nalotów

Po 8 grudnia B-29 wróciły do ataków na Japonię, a zadanie „neutralizacji” Iwo Jimy przejęły B-24 11 Grupy Bombowej z Guamu i 30 Grupy z Saipanu. Dwie eskadry dzień w dzień zrzucały na wyspę głównie bomby 225-kilogramowe. Jak podaje oficjalna historia lotnictwa armii, w grudniu obie grupy wykonały 79 misji przeciwko Iwo Jimie, a między listopadem a styczniem – 1836 lotów bojowych. Za dziennymi nalotami szły nocne loty pojedynczych maszyn, które miały przeszkadzać Japończykom w naprawach. Nocami nad wyspami Kazan i Ogasawara polowały też na japońskie statki zaopatrzeniowe bombowce North American B-25 Mitchell eskadry VMB-612 piechoty morskiej, uzbrojone w rakiety i radar. Krążowniki Smitha wróciły pod Iwo Jimę 24 i 27 grudnia oraz 5 i 24 stycznia 1945 roku, za każdym razem razem z bombowcami. Od końca stycznia Liberatory wykonywały 30–34 loty dziennie.

Ta kampania miała jednak wyraźne granice. Według oficjalnej historii lotnictwa ani razu nie wyłączono z użytku wszystkich lotnisk na wyspie, a żadne nie było nieczynne przez całą dobę – Japończycy każdego dnia zasypywali leje. Uderzenie na Saipan w Boże Narodzenie przeprowadzono dzień po jednym z najcięższych połączonych ataków z powietrza i z morza. Te same źródła przyznają zarazem, że stałe bombardowanie utrudniało Japończykom korzystanie z lotnisk jako punktów przelotowych i przyczyniło się do zakończenia nalotów na Mariany.

Obrona Kuribayashiego

Jeszcze mniej bomby zdziałały przeciw obrońcom wyspy. W czerwcu 1944 roku dowództwo garnizonu objął gen. por. Tadamichi Kuribayashi, dowódca 109 Dywizji, kawalerzysta, który pod koniec lat 20. spędził dwa lata w Stanach Zjednoczonych (studiował m.in. na Uniwersytecie Harvarda), a następnie był attaché wojskowym w Kanadzie. Nie miał złudzeń co do ich potęgi przemysłowej. Uznał, że wyspy nie da się utrzymać, ale można zadać napastnikowi takie straty, by opóźnić atak na Japonię i skłonić Amerykanów do zastanowienia się nad inwazją na wyspy macierzyste.

Kuribayashi zerwał z dotychczasową praktyką obrony plaż i szaleńczych kontrataków, które na Saipanie zakończyły się szybkim wyniszczeniem garnizonu. Podobnie jak obrońcy Peleliu we wrześniu 1944 roku, przygotował obronę w głębi lądu, opartą na wzajemnie się osłaniających bunkrach, stanowiskach artylerii i jaskiniach. Na wyspie zgromadzono około 21 tysięcy żołnierzy armii i marynarki. Kopano tunele – do lutego 1945 roku powstało około 18 kilometrów z planowanych 27 – łączące stanowiska bojowe, magazyny i podziemne stanowiska dowodzenia, niektóre ponad 20 metrów pod ziemią. Czołgi 26 Pułku ppłk. Takeichiego Nishiego, mistrza olimpijskiego w jeździectwie z 1932 roku, wkopano w ziemię jako nieruchome stanowiska ogniowe. Rejon Suribachi przygotowano do samodzielnej obrony, bo tunelu łączącego go z resztą wyspy nie ukończono.

Bombardowanie, zamiast zniszczyć te umocnienia, przyspieszało ich rozbudowę pod ziemią. Oficjalna monografia piechoty morskiej odnotowuje, że według zdjęć lotniczych z początku 1945 roku liczba umocnień polowych, bunkrów i krytych stanowisk artylerii mimo nalotów rosła. Część amerykańskich planistów, nieświadoma skali systemu tuneli, sądziła tymczasem, że ciągłe bombardowanie wyniszczyło większość garnizonu.

Miejsce w wojnie

Bombardowanie, które zaczęło się 8 grudnia, trwało bez przerwy aż do inwazji. Piechota morska prosiła o dziesięć dni ciężkiego ostrzału artyleryjskiego tuż przed desantem, ale marynarka zgodziła się tylko na trzy – od 16 do 18 lutego 1945 roku – tłumacząc to m.in. koniecznością uzupełnienia amunicji i równoczesnymi atakami lotniskowców na Japonię. 19 lutego na plażach w południowo-wschodniej części wyspy wylądowały 4 i 5 Dywizja Piechoty Morskiej, a później także 3 Dywizja. Rozpoczęła się bitwa o Iwo Jimę, jedna z najkrwawszych w historii amerykańskiej piechoty morskiej. 23 lutego żołnierze zatknęli flagę na szczycie Suribachi, ale walki trwały do 26 marca. Zginęło około 6800 Amerykanów, a łączne straty amerykańskie – ponad 26 tysięcy zabitych i rannych – jako jedyny raz w wielkich desantach na Pacyfiku przewyższyły straty japońskie. Spośród około 21 tysięcy obrońców do niewoli trafiło tylko 216 ludzi. Kuribayashi zginął pod koniec marca.

Wyspa spełniła potem zadanie, dla którego ją zdobyto: według oficjalnej historii lotnictwa do końca wojny odnotowano na niej 2251 lądowań B-29, a z jej lotnisk startowały myśliwce North American P-51 Mustang eskortujące bombowce nad Japonię. Historycy spierają się jednak, czy te korzyści były warte poniesionych strat, skoro wiele uszkodzonych maszyn zdołałoby wrócić na Mariany. Doświadczenia z Iwo Jimy – przede wszystkim to, jak mało lotnictwo i artyleria okrętowa mogą zdziałać przeciw obronie ukrytej w skale – wpłynęły na przygotowania do bitwy o Okinawę, poprzedzonej najcięższym dotąd ostrzałem wyspy na Pacyfiku, i na plany inwazji na wyspy japońskie.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.