TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Wielka Brytania i Francja żądają wycofania wojsk z Polski

Kategoria:
Dyplomacja
Data:
1 września 1939
Autor:
Natalia
Tagi:
Wielka Brytania, Francja, Polska, Neville Chamberlain

1 września 1939 roku o 21.30 ambasador brytyjski w Berlinie Nevile Henderson został przyjęty przez ministra spraw zagranicznych Rzeszy Joachima von Ribbentropa i wręczył mu notę swojego rządu. Zaraz po nim ten sam gabinet przy Wilhelmstraße odwiedził ambasador Francji Robert Coulondre z notą francuską o tej samej treści. Oba rządy stwierdzały, że Niemcy dopuściły się aktu agresji wobec Polski, który wymaga wypełnienia złożonych jej zobowiązań. Jeśli rząd Rzeszy nie zapewni w zadowalający sposób, że wstrzymał wszelkie agresywne działania przeciw Polsce i jest gotów szybko wycofać wojska z jej terytorium, Wielka Brytania i Francja „bez wahania” wypełnią swoje zobowiązania wobec sojusznika.

Ambasadorowie zażądali od Niemiec przerwania działań wojennych i wycofania wojsk z Polski. Trzeba jednak dodać, czym te noty nie były. Nie zawierały terminu odpowiedzi ani wprost zapowiedzi wojny. Halifax w instrukcji dla Hendersona polecił wyjaśnić, w razie pytań, że jest to ostrzeżenie, a nie ultimatum. Ultimatum z terminem przyszło dopiero 3 września, po dwóch dniach, które w Warszawie odczuwano jako dramatycznie długie.

Ranek 1 września

Wiadomość o niemieckim ataku dotarła do Londynu i Paryża wczesnym rankiem. O 10.30 ambasador RP w Londynie Edward Raczyński był już u ministra spraw zagranicznych lorda Halifaksa. Poinformował go, że wojska niemieckie przekroczyły granicę w czterech miejscach, że bombardowane są Wilno, Grodno, Brześć, Łódź, Katowice i Kraków, a o 9.00 samoloty niemieckie zaatakowały Warszawę, zabijając wielu cywilów, w tym kobiety i dzieci. Powiedział, że nie ma wiele do dodania: jest to „oczywisty przypadek” przewidziany w układzie sojuszniczym z 25 sierpnia. Halifax odpowiedział, że jeśli fakty są takie, jak je przedstawił, rząd brytyjski uzna je tak samo.

O 10.50 Halifax przyjął na Downing Street niemieckiego chargé d’affaires Theodora Kordta, który nie miał żadnych informacji, a do gabinetu przyszedł prosto od radia, przy którym słuchał początku przemówienia Hitlera w Reichstagu. Halifax zapowiedział mu tylko, że sytuacja jest bardzo poważna, a ewentualne oświadczenie rządu zostanie przekazane do Berlina. Przed południem zebrał się brytyjski gabinet. Ogłoszono powszechną mobilizację sił zbrojnych, a premier Neville Chamberlain zaczął przygotowywać gabinet wojenny. Postanowiono wysłać Niemcom ostrzeżenie, ale nie wypowiadać wojny od razu. Rada ministrów w Paryżu podjęła podobne decyzje: ogłosiła mobilizację powszechną, stan oblężenia i zwołała parlament.

W Warszawie minister spraw zagranicznych Józef Beck telefonował do ambasadora brytyjskiego Howarda Kennarda w czasie nalotu i prosił, by Halifax zrozumiał, że nie chodzi już o odosobnione incydenty, lecz o akty wojny. Przypominał, że jeszcze wieczorem 31 sierpnia ambasador Józef Lipski zapewnił Ribbentropa o gotowości Polski do bezpośrednich rokowań, a o świcie Niemcy bez wypowiedzenia wojny zaatakowały polskie terytorium. Kategorycznie zaprzeczył, by tej nocy doszło do jakiejkolwiek polskiej agresji, o której mówiła niemiecka agencja prasowa. Polska zerwała stosunki dyplomatyczne z Rzeszą, a Lipski zażądał paszportów. Beck nie mówił tego wprost, ale Kennard nie miał wątpliwości: Polacy liczyli na jakąś akcję lotnictwa brytyjskiego jeszcze tego dnia.

Nota bez terminu

O 16.45 Halifax wysłał Hendersonowi telegram z instrukcją, a godzinę później tekst noty. Ambasador miał ją wręczyć razem z francuskim kolegą i zażądać natychmiastowej odpowiedzi. Instrukcja zawierała dwa zdania przeznaczone tylko dla Hendersona: na ewentualne pytanie miał odpowiedzieć, że nota jest ostrzeżeniem, a nie ultimatum, a jeśli niemiecka odpowiedź będzie niezadowalająca, następnym krokiem będzie albo ultimatum z terminem, albo natychmiastowe wypowiedzenie wojny.

Przyczyną zwłoki była Francja. Dowództwo francuskie chciało zyskać jak najwięcej czasu na pierwsze dni mobilizacji i ewakuację miast, zanim na kraj spadną spodziewane bomby. Minister spraw zagranicznych Georges Bonnet wciąż liczył na propozycję Benita Mussoliniego, który 31 sierpnia zaproponował zwołanie 5 września konferencji mocarstw w sprawie postanowień traktatu wersalskiego. Rząd brytyjski nie chciał działać sam, by nie dać Hitlerowi okazji do rozbicia sojuszu, i godził się na tempo Paryża.

O 18.05 Chamberlain przemówił w Izbie Gmin. Odczytał tekst noty i oświadczył, że odpowiedzialność za katastrofę spoczywa na barkach jednego człowieka, kanclerza Niemiec, który nie zawahał się pogrążyć świata w nieszczęściu dla swoich „bezsensownych ambicji”. Przypomniał, że niemieckich propozycji, na które powoływał się Berlin, nigdy nie przekazano Polsce. W imieniu opozycji laburzystowskiej odpowiedział mu Arthur Greenwood. Zapewnił, że Partia Pracy dotrzyma słowa, ale zauważył, że nota zostawia Niemcom „kolejną furtkę”, możliwość wycofania się, choć naród jest już związany honorem. Przypomniał treść artykułu 1 układu z Polską, który „ma tylko jedno znaczenie”.

W gabinecie Ribbentropa

Wieczorem Ribbentrop przyjął Hendersona uprzejmie. Przeczytał notę i oświadczył, że to nie Niemcy napadły na Polskę, lecz Polska od dawna prowokowała Niemcy, pierwsza ogłosiła mobilizację, a poprzedniego dnia jej regularne wojska wtargnęły na terytorium Rzeszy. Gdy Henderson poprosił o natychmiastową odpowiedź, minister odparł, że musi przedstawić sprawę głowie państwa. Dodał z wyrzutem, że gdyby Brytyjczycy naciskali na Polskę tak, jak na Niemcy, porozumienie byłoby dawno osiągnięte. Kilka minut później, około 22.00, Coulondre usłyszał od niego identyczną odpowiedź.

Przy pożegnaniu Ribbentrop długo tłumaczył Hendersonowi, dlaczego w nocy z 30 na 31 sierpnia nie dał mu tekstu niemieckich propozycji. Ambasador odpowiedział, że ta postawa skutecznie uniemożliwiła mu ostatnią próbę ratowania pokoju. W depeszy do Londynu ocenił, że odpowiedź Hitlera będzie próbą uniknięcia wojny z Wielką Brytanią i Francją, ale raczej nie do przyjęcia. Odpowiedź nie nadeszła wcale.

2 września: włoska mediacja

Rano 2 września, o 10.00, włoski ambasador w Berlinie Bernardo Attolico przekazał Hitlerowi, „tytułem informacji”, że wciąż istnieje możliwość zwołania konferencji, poprzedzonej zawieszeniem broni, która rozwiązałaby konflikt niemiecko-polski pokojowo. Hitler nie odrzucił jej z góry. Chciał jednak wiedzieć, czy noty z poprzedniego wieczoru mają charakter ultimatum, bo wtedy rozmowy byłyby bezcelowe, i czy może liczyć na dobę do namysłu. O 14.00 minister spraw zagranicznych Włoch Galeazzo Ciano przekazał te pytania do Londynu i Paryża.

Paryż był gotów rozmawiać. Londyn także potwierdził, że noty nie są ultimatum, ale postawił warunek, którego Niemcy nie mogły przyjąć: konferencja jest możliwa tylko wtedy, gdy wojska niemieckie opuszczą zajęte terytorium polskie. Wieczorem do tego warunku przyłączyła się Francja. Rząd włoski uznał, że w tej sytuacji nic więcej nie może zrobić: przekazał Hitlerowi brytyjsko-francuski warunek i zakończył mediację.

Rząd polski oczekiwał nie konferencji, lecz pomocy. 2 września Beck wezwał Kennarda i ambasadora Francji Léona Noëla i przekonywał, że Luftwaffe może rzucić na Polskę całe swoje siły, a jej samoloty bombardują nie tylko cele wojskowe, lecz także fabryki, wsie i ludność cywilną. Prosił o jak najszybszą wiadomość o przystąpieniu obu państw do wojny i o dywersję na zachodzie. W Paryżu ambasador Juliusz Łukasiewicz w burzliwej rozmowie żądał od Bonneta wyjaśnień, dlaczego Francja wciąż nie wypowiedziała wojny.

„Mów w imieniu Anglii”

Wieczorem 2 września Izba Gmin czekała na oświadczenie premiera. Gdy Chamberlain zabrał głos o 19.44, mówił o braku odpowiedzi na notę, o włoskiej propozycji, której Wielka Brytania nie przyjmie, dopóki Polska jest najeżdżana, a jej miasta bombardowane, i o rozmowach z Francuzami w sprawie terminu. Zapowiedział też, że jeśli Niemcy wycofają wojska, sytuację będzie można uznać za taką jak przed przekroczeniem polskiej granicy. Terminu nie podał.

Izba przyjęła to z niedowierzaniem. Gdy wstał Greenwood, z ław konserwatywnych padło wołanie „Mów w imieniu Anglii, Arturze!”, które zwykle przypisuje się Leo Amery’emu. Nie ma go w stenogramie Hansarda. Amery opisał je w swoich wspomnieniach, a podobne okrzyki przypisywano też Robertowi Boothby’emu. Greenwood mówił, że akt agresji nastąpił 38 godzin wcześniej i od tej chwili jeden z najważniejszych traktatów współczesności powinien był automatycznie wejść w życie. Pytał, jak długo jeszcze Wielka Brytania będzie się wahać, gdy zagrożona jest ona sama i cywilizacja, i ostrzegał, że każda minuta zwłoki oznacza utratę życia. Gdy Greenwood mówił, że zwłoka zagraża interesom narodowym, Boothby dorzucił z sali słowo „honor”. Przywódca liberałów Archibald Sinclair dodał, że namysł nad włoską propozycją nie opóźnił marszu armii niemieckiej. Chamberlain tłumaczył, że sojusznikom porozumiewającym się przez telefon trudno działać tak szybko jak ludziom siedzącym w jednym pokoju, i obiecał jednoznaczną odpowiedź następnego dnia.

Tej samej nocy gabinet, pod presją buntujących się ministrów, postanowił nie czekać dłużej na Francję.

Znaczenie

Noty z 1 września były ostatnim aktem dyplomacji, która od Monachium próbowała powstrzymać Hitlera groźbą, a zarazem zostawić mu drogę odwrotu. Ich łagodny ton, brak terminu i dwa dni zwłoki, wynikające z francuskich obaw o mobilizację i z nadziei Bonneta na mediację Mussoliniego, nie zmieniły niczego na froncie. Hitler nie zamierzał wycofać wojsk, a Wehrmacht przez te dwa dni przecinał Pomorze i łamał polską obronę na Śląsku. Opóźnienie nadwerężyło jednak zaufanie Polaków do sojuszników i dało początek pytaniom, które powróciły z całą siłą w następnych tygodniach.

3 września o 9.00 Henderson wręczył w Berlinie ultimatum wygasające o 11.00, a Francja postawiła własne z terminem do 17.00. Oba minęły bez odpowiedzi i obie potęgi znalazły się w stanie wojny z Niemcami. Wojna niemiecko-polska stała się wojną europejską. Postawiony 1 września warunek, wycofanie wojsk niemieckich z Polski, pozostał podstawą stanowiska Londynu i Paryża także wtedy, gdy w październiku 1939 roku Hitler wystąpił z „ofertą pokojową”, licząc, że po klęsce Polski Zachód pogodzi się z faktami dokonanymi. Obie stolice ją odrzuciły, ale realnej pomocy Polsce nie udzieliły. Na zachodzie trwała dziwna wojna.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.