TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Bunt Sonderkommando w Auschwitz

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Polska
Data:
7 października 1944
Autor:
Łukasz
Tagi:
Zagłada Żydów, obozy koncentracyjne, ruch oporu

W sobotę 7 października 1944 roku, wczesnym popołudniem, na podwórzu krematorium IV w Auschwitz II-Birkenau więźniowie Sonderkommando rzucili się z młotkami, siekierami i kamieniami na esesmanów, którzy przyszli wybrać spośród nich kolejną grupę na śmierć. Ludzie zmuszeni przez Niemców do obsługi komór gazowych i krematoriów – niemal wyłącznie Żydzi – podpalili budynek, w którym pracowali, a załoga sąsiedniego krematorium II przecięła druty i uciekła z obozu. Po kilku godzinach SS opanowało sytuację. Bunt Sonderkommando był największym zbrojnym wystąpieniem więźniów w historii Auschwitz i – po buncie w Treblince w sierpniu 1943 roku i powstaniu w Sobiborze w październiku 1943 roku – trzecim powstaniem Żydów w niemieckim ośrodku zagłady.

Często podaje się, że w tłumieniu buntu zginęło ponad 450 więźniów, a także wielu innych, którzy w zamieszaniu uciekli z obozu. Wymaga to uściślenia. Według Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau bezpośrednim skutkiem buntu była śmierć około 450 więźniów Sonderkommando – tych, którzy zginęli w walce, tych rozstrzelanych po jej stłumieniu i tych zastrzelonych w pościgu – oraz trzech esesmanów. Uciekinierzy nie są więc osobną, dodatkową grupą ofiar, lecz częścią tej liczby, a z obozu nikt nie zdołał zbiec na dobre: wszystkich, którzy wydostali się za druty, SS dopadło i zabiło jeszcze w strefie przyobozowej.

Sonderkommando

Sonderkommando („komando specjalne”) było najbardziej tragiczną grupą więźniów w całym systemie obozów. Jego członkowie – wybierani przez SS spośród młodych, silnych mężczyzn z nadchodzących transportów żydowskich – musieli wprowadzać ludzi do rozbieralni, wyciągać zwłoki z komór gazowych, wyrywać złote zęby, obcinać kobietom włosy i palić ciała w piecach krematoryjnych lub w dołach. Odmowa oznaczała natychmiastową śmierć. Mieszkali odizolowani od reszty obozu, najpierw w osobnym bloku na odcinku BIId, od lata 1944 roku na strychach i w pomieszczeniach samych krematoriów; dostawali lepsze jedzenie i mogli zatrzymywać część rzeczy po zamordowanych. Za to wszystko płacili świadomością, że są nosicielami tajemnicy, której Niemcy nie zamierzali zostawić przy życiu.

SS co pewien czas mordowało część komanda i zastępowało ją nowymi więźniami. Czterema dużymi krematoriami z komorami gazowymi (oznaczanymi numerami II–V), uruchomionymi wiosną 1943 roku, kierował od 1944 roku SS-Hauptscharführer Otto Moll, a dwoma największymi zarządzał w codziennej praktyce SS-Oberscharführer Erich Muhsfeldt. Komendantem Birkenau był w tym czasie SS-Hauptsturmführer Josef Kramer.

Lato 1944: Węgry i Łódź

Wiosną i latem 1944 roku Sonderkommando rozrosło się do największych rozmiarów w dziejach obozu. Po zajęciu Węgier przez Niemców od połowy maja do początku lipca deportowano stamtąd do Auschwitz ponad 430 tysięcy Żydów, z których większość zamordowano w dniu przyjazdu. Akcją kierował sprowadzony z powrotem do obozu Rudolf Höß; do Birkenau doprowadzono nową bocznicę kolejową aż pod krematoria, a ponieważ piece nie nadążały, ciała palono także w dołach na otwartym powietrzu. Komando liczyło wówczas ponad 900 ludzi. W sierpniu przyszły transporty z likwidowanego getta łódzkiego, w nocy z 2 na 3 sierpnia SS wymordowało ostatnich więźniów obozu cygańskiego, a jesienią do komór gazowych trafiały jeszcze transporty z Theresienstadt i ze Słowacji.

Członkowie Sonderkommando dobrze znali los swoich poprzedników. Wiedzieli też, że gdy transportów będzie mniej, SS zacznie się ich pozbywać. Tak się stało: według Muzeum Auschwitz pod koniec września 1944 roku esesmani wybrali około 200 więźniów komanda pod pretekstem przeniesienia do innego obozu i zamordowali ich. Nie było już wątpliwości, że reszta podzieli ich los.

Konspiracja i proch z fabryki Union

W Sonderkommando od dawna działała konspiracja. Do jej przywódców należeli kapo Jakub Kamiński, Załmen Gradowski z Suwałk, Lejb Langfus, były dajan z Makowa Mazowieckiego, Załmen Lewental z Ciechanowa, a także Jankiel Handelsman i grupa Żydów greckich. Kontaktowała się z obozowym ruchem oporu – międzynarodową Grupą Bojową Oświęcim (Kampfgruppe Auschwitz), w której kierownictwie byli m.in. Polacy i austriaccy komuniści. Planowano wspólne powstanie całego obozu, połączone ze zniszczeniem krematoriów i ucieczką; termin przesuwano kilkakrotnie, a kierownictwo Grupy Bojowej, licząc się z bliskością frontu i obawą przed rzezią dziesiątków tysięcy więźniów, ostatecznie od niego odstąpiło. Zdaniem historyków Muzeum Auschwitz to właśnie rozbieżność interesów – więźniowie Sonderkommando nie mieli czasu czekać – sprawiła, że w październiku wystąpili sami.

Bronią miały być proste granaty i ładunki. Materiał wybuchowy zdobyto dzięki młodym Żydówkom pracującym w zakładach zbrojeniowych Weichsel-Union-Metallwerke w Oświęcimiu, produkujących zapalniki. Przez wiele miesięcy wynosiły one z oddziału prochowego niewielkie ilości czarnego prochu, ukryte w węzełkach chustek, w fałdach ubrania, w miskach z podwójnym dnem. Proch przechodził przez kilka rąk – więźniarek z obozu kobiecego i łączników – zanim trafił do krematoriów. Najważniejszą postacią tej siatki była Róża Robota z Ciechanowa, pracująca w komandzie sortującym odzież przy krematoriach, a proch dostarczały jej m.in. Ala Gertner z Będzina, Regina Safirsztajn i Estusia (Estera) Wajcblum z Warszawy.

7 października

Bezpośrednim impulsem była zapowiedź kolejnej selekcji. SS zażądało od komanda listy około 300 ludzi, rzekomo do przeniesienia do innego obozu; więźniowie nie mieli złudzeń, co to oznacza. Według relacji ocalałych powstanie miało się zacząć wieczorem, ale wybuchło wcześniej. Około godziny 13 esesmani zebrali załogi krematoriów IV i V na podwórzu krematorium IV i zaczęli wyczytywać numery wybranych. Wywołani nie podchodzili. Jeden z więźniów rzucił się z młotkiem na esesmana, inni obrzucili strażników kamieniami i zaatakowali ich siekierami i drągami. Esesmani wycofali się za ogrodzenie i otworzyli ogień, ściągając posiłki z całego obozu, a buntownicy podpalili rozbieralnię krematorium IV. Ogień przeniósł się na drewniany dach i budynek spłonął; część opracowań mówi też o wysadzeniu go przy użyciu przemyconego materiału.

Uzbrojone oddziały SS, także z karabinami maszynowymi, otoczyły teren i strzelały do więźniów na podwórzu i w budynkach. Większość załogi krematoriów IV i V zginęła na miejscu. Po stłumieniu walki SS przeprowadziło wśród ocalałych selekcję; części kazano położyć się na ziemi i zabijano strzałem w tył głowy.

Na odgłos strzałów i widok pożaru do buntu przyłączyła się załoga krematorium II po drugiej stronie obozu. Więźniowie obezwładnili i – według relacji ocalałych – wrzucili do pieca niemieckiego kapo, przecięli druty ogrodzenia krematorium i sąsiedniego odcinka obozu kobiecego i ruszyli na południe. Trzech z nich próbowało wcześniej wysadzić piece, lecz ładunki nie zadziałały. Uciekinierów – około 80 – dopadły pościgowe oddziały SS około półtora kilometra od krematorium, wciąż w strefie przyobozowej (Interessengebiet) w okolicy Rajska; według relacji część schroniła się w stodole, którą esesmani podpalili. Wszystkich zastrzelono. W książce raportów niemieckiego posterunku policji w Oświęcimiu odnotowano o godzinie 14.00 masową ucieczkę więźniów Sonderkommando. Załoga krematorium III, pilnowana przez SS, nie podjęła walki.

Bilans i odwet

Stan Sonderkommando w dniu buntu wynosił 663 więźniów. Według Muzeum Auschwitz bezpośrednim skutkiem wystąpienia była śmierć trzech esesmanów (ich nazwiska – Rudolf Erler, Willi Freese i Josef Purke – wymienia rozkaz garnizonowy z 12 października) oraz około 450 więźniów; w opracowaniach pojawiają się liczby 451 i 452. Według ustaleń historyka muzeum Igora Bartosika w walce zginęło około 250 ludzi, a około 200 rozstrzelano po jej zakończeniu; kilkunastu esesmanów odniosło rany. Zginęli niemal wszyscy przywódcy konspiracji, wśród nich Załmen Gradowski i Jakub Kamiński. Ocalało tylko tych kilku, którym udało się ukryć – Szlama Dragon schował się pod sągami drewna, Henryk Tauber w kanale kominowym nieczynnego pieca – oraz załoga krematorium III, która nie przyłączyła się do walki.

SS natychmiast wszczęło śledztwo. Pozostałych przy życiu jeńców sowieckich z komanda i kilkunastu więźniów podejrzanych o udział w spisku zabrano do bloku 11 w obozie macierzystym; zostali tam zamordowani. Gestapo obozowe szybko trafiło na trop prochu z fabryki Union. Aresztowane więźniarki – Róża Robota, Ala Gertner, Regina Safirsztajn i Estusia Wajcblum – były przez tygodnie przesłuchiwane i torturowane; nie wydały nikogo więcej. Powieszono je publicznie 6 stycznia 1945 roku, w obecności zgromadzonych więźniarek, na kilkanaście dni przed ewakuacją obozu. Była to ostatnia publiczna egzekucja w Auschwitz.

Świadectwa zakopane w ziemi

Bunt Sonderkommando pozostawił po sobie coś więcej niż ruiny krematorium IV. Kilku członków konspiracji przez wiele miesięcy potajemnie spisywało – głównie w jidysz – to, co widzieli, i zakopywało rękopisy w słojach, butelkach i manierkach na terenie krematoriów, w nadziei, że świat kiedyś je odnajdzie. Załmen Gradowski, który w grudniu 1942 roku stracił w Birkenau żonę, matkę i siostry, opisał transporty z Grodzieńszczyzny i wymordowanie obozu rodzinnego Żydów z Theresienstadt w marcu 1944 roku; dwa jego rękopisy odnaleziono w Birkenau po wojnie i wydano po polsku jako „Znajduję się w sercu piekła”. Notatki Lejba Langfusa, zamordowanego najpewniej pod koniec listopada 1944 roku, odnaleziono w ruinach krematorium III wiosną 1945 roku, a ujawniono w 1970 roku. Rękopisy Załmena Lewentala, który w ostatnich zapiskach opisał przygotowania do buntu i rozczarowanie brakiem wsparcia ze strony reszty obozu, wydobyto z ziemi dopiero w latach 1961–1962, częściowo zniszczone przez wilgoć. W 1980 roku odnaleziono jeszcze list greckiego więźnia Marcela Nadjariego.

Te teksty, nazywane niekiedy zwojami z Auschwitz, należą do najważniejszych dokumentów Zagłady: są jedynym współczesnym wydarzeniom świadectwem ludzi, którzy pracowali wewnątrz komór gazowych i krematoriów. Uzupełniły je powojenne zeznania ocalałych – Szlamy Dragona, Henryka Taubera, Henryka Mandelbauma czy Filipa Müllera – złożone m.in. przed sędzią śledczym Janem Sehnem, który przygotowywał akt oskarżenia w procesie Hößa.

Miejsce w dziejach wojny

Bunt nie zatrzymał machiny zagłady – w ocalałych krematoriach mordowano jeszcze przez kilka tygodni, a do komór gazowych trafiały m.in. transporty z Theresienstadt. Odebrał jej jednak jedno z czterech krematoriów, którego Niemcy nigdy nie odbudowali. Masowe zabijanie Żydów w komorach gazowych Auschwitz ustało na początku listopada 1944 roku; przypisywany Heinrichowi Himmlerowi rozkaz zakończenia gazowania nie zachował się, a jego datę historycy podają różnie. Ruiny krematorium IV rozebrano do końca 1944 roku, urządzenia krematoriów II i III zdemontowano i wywieziono w głąb Rzeszy, a same budynki wysadzono w powietrze przed ewakuacją obozu. Pozostawione jeszcze przy życiu resztki Sonderkommando zostały w styczniu 1945 roku wyprowadzone w kolumnach ewakuacyjnych; niektórym, jak Henrykowi Mandelbaumowi, udało się w nich ukryć i przeżyć. Armia Czerwona wkroczyła do Auschwitz 27 stycznia 1945 roku.

Na tle całej wojny wydarzenie to było niewielkie – kilkaset ofiar w obozie, w którym zginęło około 1,1 miliona ludzi – ale jego znaczenie wykracza daleko poza liczby. Ludzie, których Niemcy zmusili do najstraszliwszej pracy, jaką można sobie wyobrazić, i których potem oskarżano niekiedy o współudział, sięgnęli po broń w sytuacji bez wyjścia, wiedząc, że niemal na pewno zginą. Ich wystąpienie, wraz z buntami w Treblince i Sobiborze, jest jednym z najwyraźniejszych przykładów żydowskiego oporu w samym sercu systemu zagłady, a zakopane przez nich rękopisy – jednym z najważniejszych źródeł do jej historii. Pamięć o czterech powieszonych kobietach upamiętnia tablica na bloku 27 dawnego obozu macierzystego i pomnik w Jad Waszem, a miejsce, w którym zaczął się bunt, oznacza dziś tablica przy ruinach krematorium IV.

Losy Sonderkommando długo pozostawały w cieniu. Dopiero w ostatnich dekadach XX wieku, dzięki wydaniu zwojów, badaniom Muzeum Auschwitz i świadectwom w rodzaju relacji Filipa Müllera w filmie „Shoah” Claude’a Lanzmanna, zaczęto rozumieć, że ludzie ci nie byli ani wspólnikami oprawców, ani biernymi ofiarami, lecz więźniami w tak zwanej szarej strefie, w której większość zwykłych pojęć moralnych traciła sens. Bunt z 7 października 1944 roku pokazuje, że nawet tam część z nich do końca szukała sposobu, by zniszczyć narzędzia zbrodni i zostawić po sobie świadectwo.

Miejsca·Oświęcim (Auschwitz)

Źródła

  1. auschwitz.org · 70 rocznica buntu sonderkommando,1650
  2. encyclopedia.ushmm.org · auschwitz revolt
  3. encyclopedia.ushmm.org · killing center revolts
  4. dzieje.pl · 82 lata temu wybuchl bunt wiezniow sonderkommando w birkenau

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.