TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Komisja Burdenki

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Polska
Data:
24 stycznia 1944
Autor:
Łukasz
Tagi:
zbrodnia katyńska, ZSRR, Polska, propaganda

24 stycznia 1944 roku w Smoleńsku członkowie radzieckiej komisji specjalnej pod przewodnictwem akademika Nikołaja Burdenki podpisali komunikat o wynikach swoich prac w lesie katyńskim. Stwierdzał on, że polskich jeńców wojennych, oficerów z obozu w Kozielsku, rozstrzelali jesienią 1941 roku Niemcy, a wiosną 1943 roku ci sami Niemcy, zacierając ślady, urządzili prowokację, by zrzucić winę na Związek Radziecki. Dwa dni później, 26 stycznia, tekst zajął ponad dwie i pół strony w „Prawdzie” i „Izwiestiach”. Komunikat był fałszerstwem. Polskich oficerów zabiło wiosną 1940 roku NKWD na podstawie decyzji z 5 marca 1940 roku, a komisja ogłosiła wnioski przygotowane wcześniej przez to samo NKWD. Przez prawie pół wieku jej komunikat był podstawą tego, co nazywa się kłamstwem katyńskim.

Data dokumentu bywa podawana różnie. Sam komunikat nosi datę 24 stycznia, portal IPN poświęcony Katyniowi pisze, że komisja wydała go 25 stycznia, a do opinii publicznej dotarł 26 stycznia, w dniu publikacji w prasie radzieckiej.

Trzy miesiące przygotowań

Armia Czerwona odbiła Smoleńsk 25 września 1943 roku, a w ostatnich dniach miesiąca zajęła las w uroczysku Kozie Góry, gdzie wiosną Niemcy ujawnili masowe groby polskich oficerów. Teren od razu odcięły oddziały NKWD. Do grobów nie dopuszczono nawet radzieckich lekarzy i naukowców, którzy przyjechali pod koniec września, by badać niemieckie zbrodnie na mieszkańcach Smoleńszczyzny. Od października do stycznia na miejscu pracowała grupa funkcjonariuszy NKWD i kontrwywiadu Smiersz, którą kierowali ludowy komisarz bezpieczeństwa państwowego Wsiewołod Mierkułow, w 1940 roku jeden z trzech członków trójki decydującej o rozstrzelaniu jeńców, i zastępca ludowego komisarza spraw wewnętrznych Siergiej Krugłow.

Według polskich i rosyjskich ustaleń z lat dziewięćdziesiątych funkcjonariusze otwierali groby, rozpruwali kieszenie i podszewki mundurów zabitych i wkładali do nich dokumenty z datami z 1941 roku. Według zdjęć wykonanych wówczas przez Amerykanów wykopano też dwa nowe groby. Przesłuchiwano mieszkańców okolicznych wsi i pracowników stacji Gniezdowo, zwłaszcza tych, którzy wiosną i latem 1943 roku składali zeznania Niemcom. Część z nich uciekła przed nadejściem Armii Czerwonej, inni pod presją odwoływali dawne zeznania i twierdzili, że Niemcy ich zastraszyli. Od października 1943 do stycznia 1944 roku przesłuchano 95 osób. Wyniki zebrano w dokumencie „Informacja o rezultatach dochodzenia wstępnego w tak zwanej sprawie katyńskiej”, opatrzonym datą 10–11 stycznia 1944 roku i podpisanym przez Mierkułowa i Krugłowa. Komunikat komisji Burdenki powtarzał go niemal dosłownie, łącznie z błędami w pisowni nazwisk świadków.

Komisja specjalna

Komisję powołano 13 stycznia 1944 roku, według polskich opracowań decyzją Biura Politycznego WKP(b). Formalnie działała przy Nadzwyczajnej Komisji Państwowej, badającej zbrodnie okupanta na ziemiach ZSRR. Jej pełna nazwa brzmiała: Komisja Specjalna do ustalenia i zbadania okoliczności rozstrzelania przez niemiecko-faszystowskich najeźdźców w lesie katyńskim jeńców wojennych – polskich oficerów. Wynik był więc zapisany już w nazwie.

Przewodniczący, Nikołaj Burdenko, był naczelnym chirurgiem Armii Czerwonej, członkiem Akademii Nauk ZSRR i jednym z twórców radzieckiej neurochirurgii. Latem 1943 roku badał groby radzieckich żołnierzy i cywilów zabitych przez Niemców w odbitym Orle i pisał wtedy do Wiaczesława Mołotowa, że sposób zabijania przypomina mord katyński i jest typowym „niemieckim systemem”. W komisji zasiedli także pisarz Aleksiej Tołstoj, metropolita kijowski i halicki Mikołaj, komendant Akademii Wojskowo-Inżynieryjnej gen. Aleksandr Gundorow, przewodniczący radzieckiego Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca Siergiej Kolesnikow, ludowy komisarz oświaty Rosyjskiej FSRR Władimir Potiomkin, szef Głównego Zarządu Wojskowo-Sanitarnego Armii Czerwonej gen. Jefim Smirnow i przewodniczący smoleńskiego obwodowego komitetu wykonawczego Rodion Mielnikow. Na projekcie składu z 12 stycznia figurowali jeszcze polscy komuniści z kierownictwa Związku Patriotów Polskich, Wanda Wasilewska i Bolesław Drobner, ale według IPN Józef Stalin skreślił ich nazwiska. W komisji nie było nikogo spoza ZSRR, ani przedstawicieli państw neutralnych, ani Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, o którego udział rząd polski prosił w kwietniu 1943 roku.

Według komunikatu ekshumacje prowadzone pod nadzorem komisji trwały od 16 do 23 stycznia 1944 roku. Wydobyto i zbadano 925 ciał, a więc niewielką część ofiar. Na pierwszym posiedzeniu, zanim członkowie komisji zobaczyli groby, Burdenko powoływał się na swoje badania w Orle, a Krugłow przedstawił im wstępne ustalenia NKWD. Komisja przesłuchiwała świadków wyłącznie spośród tych, z którymi wcześniej rozmawiało NKWD, a komunikat powoływał się na zeznania stu osób.

Co głosił komunikat

Według komunikatu polscy jeńcy byli do lata 1941 roku zatrudnieni przy budowie dróg w trzech obozach pracy, nazwanych 1-ON, 2-ON i 3-ON, na zachód od Smoleńska. Gdy w lipcu 1941 roku zbliżali się Niemcy, nie zdołano ich ewakuować z braku wagonów i z powodu bombardowań. Jesienią 1941 roku, między wrześniem a grudniem, mieli ich rozstrzelać żołnierze niemieckiej jednostki ukrytej pod nazwą „Sztab 537 batalionu budowlanego”, kwaterującej w dawnej daczy NKWD w Kozich Górach, pod dowództwem podpułkownika Arnesa i jego oficerów, Rexta i Hotta. Wiosną 1943 roku Niemcy mieli zmusić około 500 radzieckich jeńców wojennych do rozkopania grobów, usunięcia z kieszeni zabitych dokumentów z datami późniejszymi niż wiosna 1940 roku i dowiezienia zwłok z innych miejsc, a potem tych jeńców zabić. Ofiar miało być w Katyniu około 11 tysięcy.

Na poparcie tej wersji komisja przedstawiła cztery rodzaje dowodów. Pierwszym było dziewięć dokumentów i przedmiotów znalezionych przy zwłokach z datami z lat 1940–1941, wśród nich niewysłana kartka pocztowa z 20 czerwca 1941 roku, podpisana przez Stanisława Kuczyńskiego. Drugim był notes, który miał prowadzić burmistrz Smoleńska pod okupacją niemiecką Boris Mieńszagin, z zapiskami z sierpnia–listopada 1941 roku, w tym ze wzmianką o pogłoskach o rozstrzeliwaniu Polaków. Charakter pisma potwierdził jego dawny zastępca, profesor Boris Bazylewski. Trzecim były same obozy ON, a czwartym zeznania świadków: stróża daczy NKWD Parfiona Kisielowa, naczelnika stacji Gniezdowo, profesora smoleńskiego instytutu medycznego i innych. Komunikat kończył się stwierdzeniem, że metoda zabijania, strzał w tył głowy, była ta sama, jaką Niemcy stosowali wobec obywateli radzieckich w innych miastach, a niemiecka prowokacja miała poróżnić Polaków z Rosjanami. Artykuły wstępne na pierwszych stronach „Prawdy” i „Izwiestii” 26 stycznia uderzały wprost w rząd polski w Londynie, który według „Izwiestii” pomagał „katom narodu polskiego”.

Pokaz dla korespondentów

Komisja potrzebowała świadków z Zachodu. 22 stycznia przywieziono do lasu katyńskiego kilkunastu korespondentów amerykańskich, brytyjskich i kanadyjskich akredytowanych w Moskwie. Towarzyszyli im Kathleen Harriman, córka nowego ambasadora USA Williama Averella Harrimana, i John Melby z ambasady amerykańskiej. Pokazano im groby i wydobywane ciała, w ich obecności przeprowadzono trzy sekcje, a potem odbyła się konferencja prasowa. Dziennikarze nie wiedzieli, że przez trzy miesiące teren był w wyłącznym władaniu NKWD.

Potiomkin mówił na konferencji, że Niemcy rozstrzelali jeńców w sierpniu i wrześniu 1941 roku. Korespondent „Time’a” zapytał, dlaczego zabici są w płaszczach i ciepłej bieliźnie, skoro zginęli latem. Potiomkin odpowiedział, że we wrześniu noce są chłodne, a Tołstoj, że jeńcy nie mieli innych ubrań. W ogłoszonym dwa dni później komunikacie mowa była już o okresie od września do grudnia. Brytyjski korespondent Alexander Werth odniósł wrażenie, że wnioski były gotowe przed rozpoczęciem pokazu. Melby zauważył w raporcie, że zeznania świadków brzmiały jak wyuczone na pamięć i że cały pokaz urządzono dla korespondentów, ale na koniec uznał, podobnie jak Kathleen Harriman, że radziecka wersja jest przekonująca. Dziennikarze byli według historyków mniej przekonani niż dyplomaci.

Jak rozpadła się wersja Burdenki

Komunikat miał od początku słabe punkty, które dostrzegały już polskie władze na emigracji. Przy ekshumacji w 1943 roku pracowała Komisja Techniczna Polskiego Czerwonego Krzyża, groby badała Międzynarodowa Komisja Lekarska, a las odwiedzali dziennikarze i jeńcy z niemieckich oflagów, a dokumenty znalezione wtedy przy zwłokach kończyły się na wiośnie 1940 roku. Rząd polski w Londynie wytknął komunikatowi sprzeczności w raporcie z 1946 roku, a w 1948 roku w Londynie ukazał się tom „Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów”, który obalał między innymi liczbę 11 tysięcy. W lesie katyńskim spoczywało około 4400 ludzi.

ZSRR wprowadził wersję Burdenki do aktu oskarżenia przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Akt z października 1945 roku stwierdzał, że we wrześniu 1941 roku w lesie katyńskim zabito 11 tysięcy polskich oficerów, a komunikat komisji przedłożono jako dowód USSR-54. Na początku lipca 1946 roku trybunał wysłuchał trzech świadków obrony i trzech oskarżenia. Pułkownik Friedrich Ahrens zeznał, że dowodził nie batalionem budowlanym, lecz 537 pułkiem łączności, i zaprzeczył, by jego ludzie kogokolwiek tam rozstrzelali. Służący w tym pułku porucznik Reinhard von Eichborn dodał, że batalionu budowlanego o numerze 537 w okolicy w ogóle nie było. Po stronie oskarżenia zeznawali Bazylewski, lekarz sądowy Wiktor Prozorowski z komisji Burdenki i bułgarski patolog Marko Markow, w 1943 roku członek Międzynarodowej Komisji Lekarskiej, który teraz odwołał swój podpis pod jej protokołem. W wyroku z jesieni 1946 roku trybunał w ogóle nie wspomniał o Katyniu.

Kolejne elementy komunikatu padały jeden po drugim. Mieńszagin, który w 1945 roku trafił w ręce radzieckie i spędził ćwierć wieku w więzieniu, odmówił potwierdzenia zeznań Bazylewskiego, a w nagranych pod koniec życia wspomnieniach zaprzeczył, by kiedykolwiek prowadził notatki przypisane mu przez komisję. Komisja Kongresu USA kierowana przez Raya Maddena po przesłuchaniach w latach 1951–1952 uznała w raporcie końcowym z 22 grudnia 1952 roku, że zbrodni dokonało NKWD. W Polsce Ludowej komunikat przedrukowała jeszcze 4 marca 1952 roku „Trybuna Ludu”, a cenzura nakazywała powoływać się na niego aż do lat siedemdziesiątych. W 1989 roku polscy członkowie wspólnej komisji historyków polskich i radzieckich opublikowali ekspertyzę, według której wnioski komisji Burdenki nie mają podstaw.

13 kwietnia 1990 roku ZSRR przyznał, że jeńców zamordowało NKWD, a w 1992 roku Rosja przekazała Polsce dokumenty decyzji z 5 marca 1940 roku. Rosyjskie śledztwo prowadzone od 1990 roku przez Główną Prokuraturę Wojskową wykazało, że dziewięć dokumentów przedstawionych przez komisję sfabrykowano. Stanisław Kuczyński, rzekomy autor kartki z czerwca 1941 roku, nie zginął w Katyniu: w lutym 1940 roku przewieziono go ze Starobielska do Moskwy. Inne „znalezione” dokumenty należały do policjantów z Ostaszkowa, rozstrzelanych w maju 1940 roku w Kalininie i pochowanych w Miednoje, o czym w 1944 roku nikt poza NKWD nie wiedział. 2 sierpnia 1993 roku biegli powołani przez prokuraturę stwierdzili, że wnioski komisji nie odpowiadają wymogom nauki ani prawdzie. Burdenko zmarł w listopadzie 1946 roku. Emigracyjne pismo w Paryżu ogłosiło w 1950 roku relację jego znajomego, według której przed śmiercią przyznał, że winne było NKWD, ale historycy uważają ją za prawdopodobnie zmyśloną i nie wiadomo, na ile przewodniczący komisji sam dał się oszukać.

Miejsce w wojnie

Komunikat komisji Burdenki ukazał się w chwili, gdy Armia Czerwona przekroczyła już przedwojenną granicę Polski na Wołyniu, a w Teheranie Stalin przekonał Churchilla i Roosevelta, by przyszłą granicę polsko-radziecką oprzeć na linii Curzona. Rząd w Londynie, z którym Moskwa zerwała stosunki w kwietniu 1943 roku pod pretekstem sprawy katyńskiej, w oczach radzieckiej propagandy był teraz rządem, który powtarzał „hitlerowskie oszczerstwa”. Rządy brytyjski i amerykański nie zakwestionowały komunikatu publicznie, bo nie chciały sporu ze Stalinem.

Dla rodzin zamordowanych i dla Polaków w kraju komunikat zamykał na pół wieku możliwość mówienia prawdy w oficjalnym obiegu. Jego wersja stała się obowiązującą wykładnią w Polsce Ludowej: cenzura kazała się na niego powoływać, a wydawcom encyklopedii polecono pominąć hasło „Katyń”. To, co komisja Burdenki przedstawiła jako dowód niemieckiej zbrodni, okazało się po latach jednym z najlepiej udokumentowanych przykładów fałszowania dowodów przez państwo.

Miejsca·Katyń

Szukasz przodka?Poradnik: Jeńcy wojenni 1939 roku →

Źródła

  1. katyn.ipn.gov.pl · 12072,Sowiecka Komisja
  2. katyn.ipn.gov.pl · 12066,Przygotowania
  3. katyn.ipn.gov.pl · 12069,Podstawy klamstwa
  4. katyn.ipn.gov.pl · 12075,Konferencja prasowa
  5. soviethistory.msu.edu · report of soviet special commission
  6. przystanekhistoria.pl · 98103,Komisja Burdenki Budowa klamstwa katynskiego
  7. history.state.gov · d1155
  8. avalon.law.yale.edu · count3
  9. avalon.law.yale.edu
  10. dzieje.pl · klamstwo katynskie
  11. Komisja Nikołaja Burdenki · Wikipedia (pl)
  12. Katyn massacre · Wikipedia (en)

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.