Nalot na Belfast
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 16 kwietnia 1941
- Autor:
- Łukasz
- Bitwa:
- Blitz
- Tagi:
- Wielka Brytania, Luftwaffe, Irlandia, Éamon de Valera
W wielkanocny wtorek 15 kwietnia 1941 roku o 22.40 nad Belfastem zawyły syreny. Godzinę później nad miasto nadleciała pierwsza fala niemieckich bombowców, a ostatnie bomby spadły przed piątą rano 16 kwietnia. Według nowszych ustaleń Northern Ireland War Memorial nad celem znalazło się około 180 samolotów, które zrzuciły ponad 200 ton bomb burzących, w tym kilkadziesiąt ciężkich min spadochronowych, i około 29 tysięcy bomb zapalających. Większość z nich nie trafiła w stocznie i fabryki, lecz w ciasno zabudowane robotnicze dzielnice północnego miasta. Zginęło kilkaset osób – według dawniejszych zestawień około 900, według nowszych ponad 700 – i była to największa liczba ofiar jednego nocnego nalotu w całym Blitzu poza Londynem. Nad ranem rząd Irlandii Północnej poprosił o pomoc neutralną Irlandię i dublińscy strażacy, za zgodą Éamona de Valery, przejechali przez granicę.
Nalot na Belfast datuje się zwykle na 16 kwietnia. Data jest trafna, jeśli pamiętać, że chodzi o noc z 15 na 16 kwietnia: Brytyjczycy mówią o nim zwykle jako o nalocie wielkanocnego wtorku (Easter Tuesday Raid). Pod 1 kwietnia kalendaria notują, że „w tym miesiącu trwa ciężkie bombardowanie brytyjskich miast”, a pod 3 i 11 kwietnia naloty na Bristol, Coventry i Birmingham. Nalot na Belfast był kulminacją właśnie tej fali.
Kwiecień pod bombami
Na początku kwietnia Luftwaffe kontynuowała wiosenną ofensywę przeciw portom i ośrodkom przemysłowym, rozpoczętą w marcu nalotem na Clydebank i ciężkim nalotem na Londyn. Część jednostek bombowych odleciała wprawdzie na Bałkany, gdzie 6 kwietnia Niemcy zaatakowali Jugosławię i Grecję, ale nad Wielką Brytanią wciąż działały główne siły 2 i 3 Floty Powietrznej feldmarszałków Alberta Kesselringa i Hugona Sperrlego. Jak w marcu, w głąb lądu bombowce latały przede wszystkim w jasne noce, przy rosnącym i pełnym księżycu, który w kwietniu przypadał na drugi tydzień miesiąca.
Bristol, z portem w Avonmouth i zakładami lotniczymi w Filton, był bombardowany w nocy z 3 na 4 kwietnia; według list ofiar cywilnych opracowanych na podstawie rejestru Commonwealth War Graves Commission zginęło wtedy około 20 osób. Spotykaną pod 3 kwietnia wzmiankę o „kolejnym ciężkim ataku” na Bristol trzeba więc uściślić: znacznie cięższy był nalot z nocy z 11 na 12 kwietnia, w Wielki Piątek, ostatni z sześciu wielkich nalotów na to miasto. Bomby spadły wtedy na śródmieście i dzielnice Knowle, Hotwells i Cotham, zniszczyły sieć tramwajową, której już nie odbudowano, a zginęło, według tych samych list, około 180 osób. Rano 12 kwietnia do Bristolu przyjechał premier Winston Churchill, który był kanclerzem miejscowego uniwersytetu. Wśród dymiących ruin przewodniczył uroczystości nadania doktoratów honorowych, m.in. amerykańskiemu ambasadorowi Johnowi Winantowi i premierowi Australii Robertowi Menziesowi; część profesorów miała pod togami mundury straży pożarnej i obrony cywilnej, w których gasili pożary w nocy.
Naloty, które umieszcza się zwykle pod 11 kwietnia, przyszły nieco wcześniej. W nocy z 8 na 9 kwietnia około 230 bombowców uderzyło na Coventry, zrzucając około 315 ton bomb burzących i 25 tysięcy zapalających; drugi nalot przyszedł dwie noce później, z 10 na 11 kwietnia. W obu zginęło około 450 osób, a ponad 700 zostało ciężko rannych. Ucierpiały fabryki, szpital, komenda policji i średniowieczna St Mary’s Hall, a z kościoła Christ Church została tylko iglica. Dla miasta, które w listopadzie przeżyło najsłynniejszy nalot Blitzu, było to drugie wielkie nieszczęście. W nocy z 9 na 10 kwietnia około 235 bombowców zaatakowało śródmieście Birmingham: spłonęły Midland Arcade i teatr Prince of Wales, uszkodzony został kościół św. Marcina przy targowisku Bull Ring. Następnej nocy około 245 samolotów bombardowało dzielnice południowe i północne miasta. Według miejscowych zestawień oba naloty kosztowały Birmingham ponad 1100 zabitych i rannych.
Miasto, które czuło się bezpieczne
Belfast był stolicą Irlandii Północnej, części Zjednoczonego Królestwa, i jednym z jego ważnych ośrodków zbrojeniowych. Stocznia Harland and Wolff, zatrudniająca kilkadziesiąt tysięcy ludzi, budowała i remontowała okręty dla Royal Navy oraz statki handlowe w miejsce zatopionych przez U-Booty. Zakłady Short & Harland, wspólne przedsiębiorstwo stoczni i firmy Short Brothers, produkowały czterosilnikowe bombowce Short Stirling i łodzie latające Sunderland, a fabryka Mackie – pociski do dział przeciwlotniczych. Wody Belfast Lough służyły Admiralicji za miejsce formowania konwojów.
Mimo to w mieście panowało przekonanie, że wojna powietrzna go nie dosięgnie. Belfast leżał na krańcu zasięgu niemieckich bombowców startujących z Francji i Holandii, dalej niż jakiekolwiek inne duże miasto Zjednoczonego Królestwa. Rząd Irlandii Północnej – od listopada 1940 roku, po śmierci wieloletniego premiera Jamesa Craiga (lorda Craigavon), kierowany przez starszego już Johna Millera Andrewsa – przygotował obronę cywilną bardzo słabo. W mieście o największej gęstości zaludnienia w kraju było około 200 publicznych schronów; ewakuacja dzieci, planowana od 1939 roku, objęła zaledwie kilka tysięcy osób. Wokół Belfastu ustawiono tylko 22 działa przeciwlotnicze, w tym 16 ciężkich, reflektory dotarły do miasta dopiero 10 kwietnia 1941 roku, a myśliwców zdolnych do walki w nocy nad Irlandią Północną nie było wcale. Niemcy wiedzieli o tym dobrze: już w listopadzie 1940 roku ich samolot rozpoznawczy sfotografował miasto, a Luftwaffe wybrała cele, od stoczni i fabryki samolotów po elektrownię, wodociągi i koszary Victoria.
24 marca 1941 roku minister bezpieczeństwa publicznego John MacDermott ostrzegał premiera Andrewsa w liście: „Do tej pory uniknęliśmy ataku. Tak samo było z Clydeside aż do niedawna. […] Okres następnej pełni, powiedzmy od 7 do 16 kwietnia, może przynieść naszą kolej”. Miał rację co do dnia.
W nocy z 7 na 8 kwietnia, gdy chmury zasłoniły Glasgow i Clydeside, część bombowców wysłanych nad Szkocję poszukała celów zastępczych. Nad Belfastem było jasno, latarnie morskie w Belfast Lough świeciły jak w czasie pokoju, a radary zarejestrowały nad miastem zaledwie kilkanaście samolotów. Przez trzy i pół godziny bombardowały one port, składy drewna i zboża oraz zakłady Short & Harland, gdzie zniszczyły halę montażu kadłubów Stirlingów wraz z kilkudziesięcioma kadłubami. Zginęło 13 osób, kolejna zmarła w szpitalu. Gazety pisały o „ścianie stali”, która chroni miasto, a mieszkańcy oglądali pożary z progów domów jak widowisko. Niemieccy lotnicy meldowali tymczasem, że obrona Belfastu jest „słaba, nieliczna i niewystarczająca”.
Noc wielkanocnego wtorku
W poniedziałek i wtorek wielkanocny wielu mieszkańców Belfastu miało wolne. Po południu 15 kwietnia kibice oglądający mecz piłkarski na stadionie Windsor Park zauważyli samotny niemiecki samolot krążący nad miastem. Nikt nie przypuszczał, że Belfast jest tej nocy głównym celem Luftwaffe. Wieczorem z lotnisk w północnej Francji i Holandii wystartowały Heinkle He 111, Junkersy Ju 88 i Dorniery Do 17. Według niektórych opracowań wysłano ich ponad 200, ale około jednej trzeciej nie odnalazło miasta. Pierwsza fala nadleciała od strony Morza Irlandzkiego, minęła Belfast od wschodu i zawróciła nad zatoką, by atakować od północnego zachodu.
Samoloty prowadzące zrzuciły setki flar na spadochronach, które zalały północne dzielnice białym światłem, „jasno jak w dzień”, jak wspominali świadkowie. Oznaczyły jednak cel źle: zamiast portu i stoczni wskazały gęstą zabudowę na zachód od nich, między York Street a Antrim Road. Za flarami przyszły bomby zapalające i burzące, od 250 kilogramów do tony, oraz miny morskie na spadochronach, które wybuchały nad ziemią i burzyły całe rzędy domów. Pierwsze bomby trafiły w wodociągi, co później utrudniło gaszenie pożarów; spadek ciśnienia wody sprawił, że strażacy wielokrotnie stali bezradnie przy płonących budynkach. Bomby trafiły też stocznię Harland and Wolff, jej elektrownię i budowane statki, ale główne zakłady wyszły z nalotu bez ciężkich uszkodzeń.
Najstraszniejsze było to, co działo się w ceglanych szeregowcach robotniczej północy miasta. Przy Hogarth Street zginęło około 70 osób, a 40 domów obróciło się w gruzy. Bezpośrednie trafienie zniszczyło schron zbiorowy przy Atlantic Avenue, w którym zginęło 38 osób, i schron przy Percy Street. Sześciopiętrowa ściana przędzalni lnu przy York Street runęła na ulice Vere i Sussex, zabijając blisko 40 mieszkańców, którzy zostali w domach. Mina spadochronowa trafiła w kościół Holy Trinity, którego wieża zawaliła się na posterunek obrony przeciwlotniczej. Ludzie, którzy nigdy wcześniej nie przeżyli prawdziwego nalotu, często uciekali z domów na ulice i ginęli od odłamków i fali uderzeniowej; wielu przetrwało pod schodami. Zarazem w krypcie klasztoru redemptorystów Clonard przy katolickiej Falls Road schronienie znalazło kilkaset osób, w większości protestanckich kobiet i dzieci z sąsiedniej Shankill Road.
Obrona prawie nie istniała. Ciężkie działa przeciwlotnicze wystrzeliły, według Northern Ireland War Memorial, około 1700 pocisków, a niemieccy lotnicy uznali ich ogień za słaby i źle kierowany. O 1.55 mina spadochronowa zniszczyła centralę telefoniczną i przerwała łączność z bateriami, które odtąd w ogóle przestały strzelać; nocne myśliwce RAF nad miasto nie przyleciały. Bomby padały do piątej rano. Pojedyncze samoloty zaatakowały też inne miejscowości: w Londonderry dwie miny spadochronowe zabiły 13 lub 15 osób (dane się różnią), w Bangor zginęło 5 osób, a na lotnisku pod Newtownards bomby trafiły baraki wartowników, zabijając 10 żołnierzy.
Strażacy z Południa
Około czwartej nad ranem płonęła, jak się wydawało, cała północna część miasta. Miejscowa straż pożarna i posiłki z okolicznych miasteczek nie dawały rady, a pomoc z Wielkiej Brytanii mogła przypłynąć dopiero za wiele godzin. Telefony od 1.45 nie działały. O 4.15 minister MacDermott uzyskał od Basila Brooke’a, ministra rolnictwa i jedynego członka rządu, z którym zdołał się porozumieć, zgodę na prośbę o pomoc do państwa, z którym Irlandia Północna nie utrzymywała właściwie żadnych stosunków. Brooke zanotował w dzienniku, że wyraził zgodę, bo „to oczywiście kwestia celowości”. O 4.35 kolejowym telegrafem, który jako jedyny łączył jeszcze Belfast z Dublinem, wysłano depeszę do premiera Irlandii.
De Valera, który pół roku wcześniej odmówił Brytyjczykom udostępnienia portów i konsekwentnie bronił neutralności kraju, zgodził się natychmiast. W ciągu dwóch godzin w drodze na północ było około 70 strażaków z 13 wozami z Dublina, Dún Laoghaire, Droghedy i Dundalku. Wszyscy byli ochotnikami, bo wyjazd za granicę wykraczał poza ich obowiązki. Przekroczyli granicę i pracowali w Belfaście ramię w ramię z miejscowymi załogami, dopóki władze Irlandii Północnej nie odesłały ich do domu; do tego czasu z Clydeside przybyło kilkuset strażaków brytyjskich. Neutralne państwo, którego obywatele mogli zginąć w kolejnym nalocie, nie chciało też narażać ich dłużej. Dziennik „The Irish Times” pisał 17 kwietnia, że „człowieczeństwo nie zna granic” i że „wczoraj ponad granicą wyciągnięto rękę przyjaźni”.
W niedzielę 20 kwietnia de Valera powiedział w Castlebar w hrabstwie Mayo o mieszkańcach Belfastu: „W przeszłości, a pewnie i teraz, wielu z nich nie zgadzało się z nami politycznie, ale to są nasi ludzie – jesteśmy jednym i tym samym narodem – i ich smutek jest teraz także naszym smutkiem”. Irlandzki rząd wysłał też do Berlina formalny protest. Niemiecki poseł w Dublinie Eduard Hempel, według notatki irlandzkiego MSZ „wyraźnie poruszony” liczbą ofiar cywilnych, złożył kondolencje i obiecał prosić swój rząd, by ograniczał ataki do celów wojskowych. Według części autorów niemiecka propaganda, która najpierw triumfalnie ogłaszała zniszczenie Belfastu, wkrótce w ogóle przestała o nim wspominać, by nie drażnić Irlandczyków i irlandzkich Amerykanów w Stanach Zjednoczonych.
Do tradycji obu części wyspy przeszło to, że po nocy wielkanocnego wtorku przez granicę wysłano pomoc. Ponad 10 tysięcy uciekinierów z Belfastu oficjalnie przekroczyło ją w następnych dniach, a kilkuset otrzymało opiekę Irlandzkiego Czerwonego Krzyża w Dublinie.
Bilans i ucieczka z miasta
Gdy rano 16 kwietnia ucichły ostatnie wybuchy bomb z opóźnionym zapalnikiem, północny i zachodni Belfast leżały w gruzach. Według Northern Ireland War Memorial ponad połowa domów w mieście została zniszczona lub uszkodzona, a około 100 tysięcy ludzi straciło, przynajmniej czasowo, dach nad głową. Spłonęły lub zostały poważnie uszkodzone liczne kościoły, dwa szpitale, szkoły, dworzec York Road i sala bankietowa ratusza.
Służby miejskie przygotowano na najwyżej 200 zabitych. Ciała układano w miejskich łaźniach przy Falls Road i Peter’s Hill oraz w hali targowej St George’s Market, gdzie przez kilka dni tłumy szukały bliskich. 21 kwietnia ponad stu niezidentyfikowanych zabitych pochowano w dwóch zbiorowych grobach na cmentarzu miejskim i katolickim cmentarzu Milltown. Liczba ofiar długo pozostawała niepewna. Pierwsze doniesienia prasowe mówiły o 200 zabitych, potem przez dziesięciolecia powtarzano liczbę około 900, a niektóre opracowania podają nawet 987 zabitych i około 1500 rannych. Nowsze ustalenia Northern Ireland War Memorial mówią o około 710 zabitych w samym Belfaście tej nocy – z uwzględnieniem zmarłych później blisko 750 – i 983 ofiarach śmiertelnych wszystkich czterech nalotów na miasto. Niezależnie od przyjętej liczby był to najkrwawszy pojedynczy nalot Blitzu poza Londynem.
Następnej nocy, z obawy przed powtórką, z miasta uciekały dziesiątki tysięcy ludzi. Pociągi i autobusy były przepełnione, ludzie wyjeżdżali na ciężarówkach wojskowych i wozach, szli pieszo z pościelą na plecach. Irlandzki oficer Seán O’Sullivan, wysłany przez rząd w Dublinie, by zbadać skutki nalotu, opisywał „nieustanny pochód na dworce” ludzi „oszołomionych i przerażonych”. Przez następne tygodnie tysiące mieszkańców co wieczór wychodziły z miasta, by przenocować w rowach, stodołach i na polach; zjawisko to nazwano „ditching”. Do czerwca, według Northern Ireland War Memorial, z Belfastu wyjechało na stałe lub na noc nawet do połowy mieszkańców. Ludzie byli wściekli na rząd, który ich nie ochronił, i na gazety, które zapewniały, że Belfast „wytrzyma wszystko”. Niezależny poseł unionistyczny Tommy Henderson mówił w parlamencie Irlandii Północnej, że katolicy i protestanci śpią teraz razem w tych samych rowach i stodołach i mówią to samo: że rząd jest do niczego.
Miejsce w wojnie
Dla niemieckich sztabowców nalot wielkanocnego wtorku był porażką: bomby nie zniszczyły stoczni ani fabryki samolotów. Luftwaffe wróciła więc nad Belfast w nocy z 4 na 5 maja 1941 roku, tym razem celując w port i wyspę Queen’s Island ze stocznią. W tym „nalocie ogniowym”, w którym przeważały bomby zapalające, zginęło około 200 osób, a stocznia Harland and Wolff i zakłady Short & Harland zostały ciężko uszkodzone; następnej nocy przyszedł jeszcze czwarty, mniejszy atak. Tym razem irlandzkie straże pożarne przejechały przez granicę bez czekania na prośbę. Produkcja w stoczni wróciła do normy dopiero jesienią, a fabryki samolotów rozproszono po okolicy.
Kwiecień 1941 roku był dla Blitzu najcięższym miesiącem od jesieni. W nocach z 16 na 17 i z 19 na 20 kwietnia Londyn przeżył dwa największe naloty, jakie do tej pory na niego spadły, a od 21 kwietnia kolejne noce bombardowań obróciły w ruiny Plymouth. W maju przyszły „majowy Blitz” na Liverpool i ostatni wielki nalot na Londyn. Potem większość niemieckich bombowców odleciała na wschód, przed atakiem na Związek Radziecki.
Belfast zapłacił za to, że uważano go za bezpieczny. Nalot obnażył słabość rządu Irlandii Północnej, a Andrews dwa lata później musiał ustąpić miejsca Basilowi Brooke’owi. Sprawa niezaciemnionego Dublina, którego światła miały ułatwiać niemieckim załogom nawigację, i pomocy przysłanej przez granicę na nowo postawiły pytanie o irlandzką neutralność. De Valera jej nie porzucił: wkrótce sam Dublin miał poczuć skutki wojny powietrznej, jak już wcześniej, gdy w styczniu 1941 roku niemieckie bomby spadły na Irlandię. Ale noc z 15 na 16 kwietnia pokazała, że granica przecinająca wyspę nie zatrzymuje ani bomb, ani ludzkiej solidarności.
W tym samym czasie
(04)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 17 kwietnia 1941 · BałkanyKapitulacja Jugosławii17 kwietnia 1941 w Belgradzie podpisano bezwarunkową kapitulację armii jugosłowiańskiej. Król i rząd uciekli wcześniej do Grecji, by walczyć dalej z emigracji.
- 18 kwietnia 1941 · PolitykaSamobójstwo Aleksandrosa Korizisa18 kwietnia 1941, gdy grecki front się rozpadał, premier Aleksandros Korizis odebrał sobie życie. Brytyjczycy szykowali już ewakuację swoich wojsk.
- 18 kwietnia 1941 · Bliski WschódBrytyjczycy lądują w Basrze18 kwietnia 1941 w Basrze wylądowała 20 Brygada Piechoty Indyjskiej, a dzień wcześniej samoloty przywiozły do Szuajby batalion brytyjskiej piechoty.
- 13 kwietnia 1941 · DyplomacjaRadziecko-japoński pakt o neutralności13 kwietnia 1941 Mołotow i Matsuoka podpisali na Kremlu pięcioletni pakt o neutralności. ZSRR zabezpieczył wschód, Japonia tyły przed marszem na południe.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 1 maja 1941 · Front zachodniMajowy Blitz w LiverpooluOd 1 do 7 maja 1941 Luftwaffe co noc bombardowała Liverpool i Merseyside. Zginęło około 1700–1900 osób, a w doku Huskisson wybuchł statek z amunicją.
- 10 maja 1941 · Front zachodniOstatnia noc BlitzuW nocy z 10 na 11 maja 1941 bomby zabiły w Londynie 1436 osób i zniszczyły salę Izby Gmin. Był to ostatni wielki nalot Blitzu przed odlotem Luftwaffe na wschód.
- 19 marca 1941 · Front zachodniNalot na Londyn 19 marcaW nocy z 19 na 20 marca 1941 Luftwaffe przeprowadziła najcięższy od początku roku nalot na Londyn. Według brytyjskich danych zginęło około 750 osób.
- 22 grudnia 1940 · Front zachodniNalot na ManchesterW nocach z 22 na 23 i z 23 na 24 grudnia 1940 Luftwaffe bombardowała Manchester. Spłonęło śródmieście, a w samym mieście zginęło około 680 osób.