TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Nalot na Coventry

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
14 listopada 1940
Autor:
Natalia
Bitwa:
Blitz
Tagi:
Wielka Brytania, Luftwaffe, RAF, Winston Churchill
Broadgate w centrum Coventry po nalocie z 14 na 15 listopada 1940; wypalona skorupa domu towarowego Owen Owen.
Broadgate w centrum Coventry po nalocie z 14 na 15 listopada 1940; wypalona skorupa domu towarowego Owen Owen.Autor: Taylor (Lt) - War Office official photographer · Public domain · Wikimedia Commons

W czwartek 14 listopada 1940 roku, kwadrans po siódmej wieczorem, nad Coventry, przemysłowym miastem w angielskich Midlandach, pojawiły się pierwsze niemieckie bombowce. Przez następnych jedenaście godzin, przy niemal pełnym księżycu, kolejne fale samolotów zrzucały na miasto bomby burzące, miny spadochronowe i dziesiątki tysięcy bomb zapalających. Gdy rano 15 listopada odwołano alarm (stąd w wielu opracowaniach data: noc z 14 na 15 listopada), średniowieczne centrum Coventry było morzem gruzów i dogasających pożarów, a z katedry św. Michała zostały tylko obwodowe mury i wieża. Według najczęściej przytaczanych danych zginęło około 568 osób, a ponad 860 zostało ciężko rannych. Był to najcięższy i najbardziej skoncentrowany nalot, jaki do tego dnia przeżyło jakiekolwiek brytyjskie miasto, i pierwsze wielkie uderzenie nowej fazy Blitzu, w której Luftwaffe przeniosła ciężar ataków z Londynu na ośrodki przemysłowe i porty prowincji.

Miasto fabryk

Coventry liczyło w 1940 roku według różnych szacunków od około 230 do ponad 300 tysięcy mieszkańców. W średniowieczu było jednym z najbogatszych miast Anglii, ośrodkiem sukiennictwa, i zachowało do XX wieku gęstą sieć wąskich ulic z domami o konstrukcji szachulcowej, kościołami i gildiami. Od końca XIX wieku stało się zarazem stolicą brytyjskiego przemysłu rowerowego, a potem samochodowego. Swoje zakłady miały tu Daimler, Humber, Hillman, Standard, Triumph, Rover i Armstrong Siddeley, a obok nich fabryki obrabiarek, części, silników lotniczych i przyrządów. Po wybuchu wojny niemal wszystkie pracowały dla wojska, przede wszystkim dla lotnictwa. Wiele warsztatów mieściło się w tych samych ulicach co domy robotników i sklepy śródmieścia. Brytyjski historyk Frederick Taylor zauważył, że Coventry było w świetle ówczesnego, skąpego prawa wojennego uprawnionym celem nalotów. Ta sama zabudowa sprawiała jednak, że atak na fabryki musiał spustoszyć także dzielnice mieszkaniowe i zabytkowe centrum.

Miasto nie było nowicjuszem w wojnie powietrznej. Od sierpnia do października 1940 roku Luftwaffe zaatakowała je kilkanaście razy, zwykle niewielkimi siłami. W 17 nalotach zginęło według lokalnych zestawień 176 osób. Wielu mieszkańców nauczyło się już wtedy wychodzić na noc z miasta do okolicznych wsi i miasteczek. Te nocne wędrówki (trekking) ocaliły w listopadzie wiele istnień.

„Sonata Księżycowa”

Od 7 września głównym celem niemieckich bombowców był Londyn, bombardowany przez prawie dwa miesiące niemal co noc, z tragediami takimi jak katastrofa w schronie na stacji Balham. Na początku listopada dowództwo Luftwaffe, kierowane przez marszałka Rzeszy Hermanna Göringa, zmieniło plan. Skoro nocne naloty nie złamały stolicy, a inwazja została odłożona do wiosny, bomby miały teraz uderzyć w przemysł zbrojeniowy, przede wszystkim lotniczy, i w porty, przez które płynęły dostawy zza oceanu. Pierwszą wielką operację tego rodzaju zaplanowano w Midlandach. Jej kryptonim, „Mondscheinsonate” (Sonata Księżycowa), nawiązywał do pełni księżyca, która w połowie listopada miała oświetlić cele. Według dokumentów przechwyconych przez Brytyjczyków operacja obejmowała kilka celów w tym regionie, oznaczonych kryptonimami: Coventry nosiło nazwę „Korn”, Birmingham „Regenschirm” (parasol), Wolverhampton „Einheitspreis” (jednolita cena).

Niemiecka propaganda przedstawiła potem nalot jako odwet za brytyjskie bombardowanie Monachium w dniach, gdy Adolf Hitler przemawiał tam do weteranów partii w rocznicę puczu monachijskiego (według większości relacji w nocy z 8 na 9 listopada). Przygotowania do wielkich nalotów na miasta przemysłowe trwały jednak już wcześniej, a operacja wynikała z nowej strategii Luftwaffe, nie z doraźnej zemsty.

Główny ciężar ataku spoczął na 3 Flocie Powietrznej marsz. Hugona Sperrlego, wspartej jednostkami 2 Floty Powietrznej marsz. Alberta Kesselringa. Według niemieckich danych do operacji skierowano 515 bombowców, głównie Heinkli He 111, Junkersów Ju 88 i Dornierów Do 17 z lotnisk w północnej Francji, Belgii i Holandii. Kluczowa rola przypadła niewielkiej jednostce, Kampfgruppe 100 (KGr 100), która jako jedyna miała na pokładach swoich Heinkli urządzenia X-Gerät. Był to radiowy system naprowadzania, znacznie dokładniejszy od starszego Knickebein: wiązka prowadząca z nadajnika we Francji wiodła samolot nad cel, a trzy wiązki poprzeczne, przecinające ją w określonych odległościach, uruchamiały zegar, który sam wyznaczał chwilę zrzutu. Przy dobrym ustawieniu błąd wynosił około stu metrów na odległości ponad trzystu kilometrów. Załogi KGr 100 miały przylecieć pierwsze i oznaczyć cel flarami oraz bombami zapalającymi, a następne fale, bez specjalnych urządzeń, miały bombardować łunę pożarów. Była to pierwsza na taką skalę próba metody, którą RAF rozwinął później jako metodę „pathfinderów”.

Co wiedzieli Brytyjczycy

Brytyjski wywiad wiedział, że coś się szykuje. Od jesieni 1939 roku fizyk Reginald Victor Jones z wywiadu ministerstwa lotnictwa, który zaczynał od raportu z Oslo, tropił niemieckie systemy naprowadzania bombowców. Latem 1940 roku jego zespół nauczył się zakłócać Knickebein, a jesienią natrafił na wiązki X-Gerät. 6 listopada jeden z Heinkli KGr 100 spadł w płytkiej wodzie przy brzegu koło Bridport w hrabstwie Dorset. Samolot zatonął podczas wyciągania, ale część zamoczonej aparatury udało się odzyskać. Jej zbadanie wymagało jednak czasu.

W nocy z 10 na 11 listopada kryptolodzy z Bletchley Park odczytali zaszyfrowaną Enigmą depeszę Luftwaffe, w której pojawiła się nazwa „Mondscheinsonate” i kody umowne przewidziane dla załóg. Depesza nie podawała ani daty, ani miejscowości. Wymieniała cele oznaczone liczbami i kryptonimami, a ponieważ Brytyjczycy niedawno zdobyli niemiecką mapę z celami w rejonie Londynu, analitycy ministerstwa lotnictwa uznali, że chodzi o nowy, wyjątkowo ciężki atak na stolicę albo jej okolice. 11 i 12 listopada doszły jednak sygnały wskazujące na Midlandy: kolejna depesza zawierała ustawienia wiązek dla rejonu Wolverhampton, Birmingham i Coventry, a podsłuchany w niewoli niemiecki lotnik mówił koledze, że przy pełni księżyca, między 15 a 20 listopada, planuje się wielki nalot na Birmingham i Coventry. Od 13 listopada do rana 15 listopada w odczytywaniu depesz Luftwaffe nastąpiła przerwa. Brytyjskie dowództwo przygotowało plan przeciwdziałania o kryptonimie „Cold Water” (Zimna Woda): zakłócanie wiązek, ataki bombowców na lotniska i nadajniki we Francji, wzmocnienie myśliwców nocnych. Plan miał zostać uruchomiony, gdy tylko nasłuch ustali, nad jakim miastem przecinają się niemieckie wiązki.

Po południu 14 listopada, według większości relacji około trzeciej, samoloty i stacje nasłuchu wykryły, że wiązki X-Gerät krzyżują się nad Coventry. Uruchomiono „Cold Water”. Zawiodło niemal wszystko. Brytyjskie nadajniki zakłócające, nazywane „Bromide”, nadawały na niewłaściwej częstotliwości modulacji: pomiary wskazały 1500 herców, podczas gdy niemieckie odbiorniki pracowały na 2000 hercach i miały filtr, który przepuszczał tylko ten ton. Błąd wyszedł na jaw dopiero po zbadaniu aparatury z Bridport i naprawiono go kilka dni po nalocie. Bombowce RAF zaatakowały niemieckie lotniska i nadajniki na wybrzeżu kanału, ale bez większego skutku, a myśliwce nocne, które według brytyjskich zestawień wykonały tej nocy ponad sto lotów, w ciemności prawie nie znajdowały przeciwnika. Artyleria przeciwlotnicza Coventry, 24 ciężkie działa i kilkanaście lekkich, wystrzeliła ponad 6700 pocisków i według większości źródeł zestrzeliła jeden bombowiec.

Noc nad miastem

O 19.05 zawyły syreny, a około 19.20 nad miastem pojawiły się Heinkle KGr 100. Trzynaście samolotów tej jednostki zrzuciło flary i bomby zapalające na centrum, oświetlając cel dla następnych fal. Te nadlatywały w odstępach przez całą noc, z różnych kierunków. Pierwsze zrzucały przede wszystkim bomby burzące i miny spadochronowe. Zrywały dachy, rozbijały ulice i przecinały wodociągi, gazociągi, kable elektryczne i telefoniczne. Następne zasypywały miasto bombami zapalającymi, magnezowymi i naftowymi, które przez zerwane dachy wpadały do wnętrz budynków. Taki porządek ataku był przemyślany: pożary miały wybuchnąć wtedy, gdy straż pożarna nie będzie miała już wody, łączności ani przejezdnych ulic.

Około ósmej wieczorem bomby zapalające po raz pierwszy wznieciły ogień na dachu katedry św. Michała, wielkiego gotyckiego kościoła parafialnego z XIV i XV wieku, podniesionego do rangi katedry w 1918 roku. Proboszcz katedralny Richard Howard i kilku strażaków ochotników ugasili pierwsze ogniska, ale kolejne trafienia rozpaliły nowe, a z pustych hydrantów nie płynęła woda. Przed północą katedra płonęła cała. Ocalała tylko kamienna wieża z iglicą, wysoka na blisko 90 metrów, i obwodowe mury. W tym samym czasie w śródmieściu płonęło ponad dwieście innych pożarów. Siedziba straży pożarnej została trafiona, łączność telefoniczna przestała działać i zastępy wysyłano na oślep. Na pomoc ruszyły ekipy z Birmingham, a później z dalszych miast, ale wiele z nich nie mogło dojechać przez gruzy i kratery. Ogień w niektórych kwartałach śródmieścia przybrał rozmiary pożaru powierzchniowego, który współcześni porównywali do burzy ogniowej.

Nalot osiągnął szczyt około północy. Bombowce latały wahadłowo: część załóg zrzucała bomby, wracała do Francji i przylatywała ponownie. Atak był więc rozłożony na wiele godzin i miał przerwy, które pozwalały ratownikom wynosić rannych. Według brytyjskiej historii oficjalnej nad celem bomby zrzuciło około 450 samolotów; reszta zawróciła albo zaatakowała cele zapasowe. Spadło około 500 ton bomb burzących, w tym około 50 min spadochronowych, i blisko 900 pojemników z bombami zapalającymi, łącznie około 30–36 tysięcy sztuk. Odwołanie alarmu ogłoszono o 6.15 rano 15 listopada.

Ranek 15 listopada

Rano mieszkańcy, którzy wyszli ze schronów, nie poznawali swojego miasta. Średniowieczne centrum z kościołami, gildiami i szachulcowymi kamienicami w większości przestało istnieć. Według brytyjskich zestawień zniszczonych zostało ponad 4300 domów, a uszkodzone około dwóch trzecich budynków w mieście. Ucierpiały szpitale, kościoły, sklepy i budynki publiczne. Nie było wody, gazu ani prądu, tramwaje przestały jeździć, a telefony milczały. Z gruzów przez wiele dni wydobywano ciała.

Liczby ofiar nigdy dokładnie nie ustalono. Najczęściej przytacza się oficjalne dane, według których zginęło 568 osób, 863 zostały ciężko ranne, a 393 lżej. Niektóre opracowania podają przedziały od około 380 do ponad 550 zabitych, bo części ciał nie zdołano zidentyfikować, a ofiary z sąsiednich miejscowości liczono różnie. Jak na skalę zniszczeń zabitych było stosunkowo niewielu. Złożyło się na to kilka przyczyn: wielu mieszkańców spędzało noce poza miastem, przerwy między falami pozwalały ewakuować ludzi z płonących kwartałów, a publiczne schrony, w których według lokalnych danych schroniło się około 33 tysięcy osób, w większości wytrzymały.

Niemcom chodziło przede wszystkim o fabryki i te ucierpiały poważnie. Według brytyjskich ocen mniej więcej jedna trzecia zakładów przemysłowych w mieście została zniszczona lub ciężko uszkodzona, kolejna trzecia poważnie uszkodzona, a reszta lekko. Spłonęły m.in. zakłady Daimlera, Humbera i Hillmana, fabryka obrabiarek Alfreda Herberta, kilkanaście zakładów pracujących dla przemysłu lotniczego i dwa magazyny uzbrojenia marynarki. Skutki dla produkcji okazały się jednak przejściowe. Większość najważniejszej produkcji przeniesiono już wcześniej do tak zwanych fabryk cieni (shadow factories) na przedmieściach i w okolicy, maszyny w zrujnowanych halach często dawało się naprawić, a robotnicy wracali do pracy, gdy tylko przywrócono prąd i wodę. Według brytyjskich danych produkcja lotnicza w Coventry spadła na kilka tygodni, a w ciągu kilku miesięcy większość zakładów odzyskała dawną wydajność. Odbudową kierował komitet przemysłowca Williama Rootesa, właściciela zakładów Humber i Hillman, powołany przez ministerstwo produkcji lotniczej Maxa Aitkena, lorda Beaverbrooka.

Król w ruinach

Przez pierwsze dni po nalocie w mieście panował chaos. Wiele rodzin straciło dach nad głową, tysiące ludzi opuszczały wieczorami Coventry i nocowały w okolicznych wsiach, w kościołach, stodołach i na polach. Wojsko pomagało usuwać gruzy i rozbrajać niewybuchy. Badacze z organizacji Mass-Observation, którzy przyjechali do Coventry dzień po nalocie, odnotowali przygnębienie i wyczerpanie znacznie głębsze niż w Londynie: w małym mieście zniszczenie dotknęło niemal każdego.

16 listopada do Coventry przyjechał król Jerzy VI. Przez kilka godzin chodził wśród ruin, rozmawiał z mieszkańcami, ratownikami i władzami miasta i stanął w ruinach katedry, co upamiętnia dziś tablica. 20 listopada na cmentarzu przy London Road odbył się pierwszy masowy pogrzeb ofiar: złożono do zbiorowej mogiły 172 osoby. Trzy dni później, 23 listopada, pochowano kolejnych 250. W zbiorowych grobach na tym cmentarzu spoczęło łącznie ponad 800 ofiar nalotów na Coventry z lat 1940–1942.

W ruinach katedry kamieniarz Jock Forbes znalazł dwie zwęglone belki ze stropu, które spadły w kształcie krzyża, i związał je razem. Proboszcz Howard kazał z trzech średniowiecznych gwoździ z więźby dachowej zrobić krzyż. Zwęglony krzyż i krzyż z gwoździ stały się symbolami miasta. Już w orędziu wygłoszonym przez radio BBC w Boże Narodzenie 1940 roku Howard mówił, że Coventry nie będzie szukać zemsty, lecz po wojnie chce budować z dawnymi wrogami „świat bardziej przyjazny”. Słowa „Ojcze, przebacz” (Father Forgive) wypisano później na ścianie za ołtarzem w ruinach.

„Koventryzować”

Niemiecka propaganda ogłosiła nalot wielkim sukcesem. Wkrótce w niemieckim języku propagandowym pojawił się czasownik coventrieren, „koventryzować”, czyli zniszczyć miasto nalotami tak jak Coventry. Słowo przypisywano ministrowi propagandy Josephowi Goebbelsowi, choć jego autorstwo nie jest pewne. W Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych Coventry stało się z kolei symbolem niemieckiego barbarzyństwa: tym razem cenzura nie ukrywała skali zniszczeń, bo zdjęcia ruin katedry działały na opinię publiczną, zwłaszcza amerykańską, silniej niż jakiekolwiek przemówienie. Dla Brytyjczyków był to szok porównywalny z tym, co rok wcześniej przeżyli mieszkańcy Warszawy, a w maju 1940 roku Rotterdamu.

Mit o poświęconym mieście

W 1974 roku Frederick Winterbotham, w czasie wojny oficer wywiadu lotniczego, który rozdzielał informacje z Bletchley Park, opublikował książkę „The Ultra Secret”, pierwszą szeroko znaną relację o złamaniu Enigmy. Napisał w niej, że premier Winston Churchill wiedział z odszyfrowanych depesz (tak zwanego materiału Ultra), że celem nalotu będzie Coventry, i zakazał ostrzeżenia miasta, by Niemcy nie domyślili się, że ich szyfr został złamany.

Historycy i uczestnicy wydarzeń odrzucili tę wersję. Peter Calvocoressi, który kierował w Bletchley Park sekcją analizującą depesze Luftwaffe, pisał, że Ultra „nigdy nie wymieniła Coventry”, a Churchill, zamiast rozważać, czy ratować miasto, czy szyfr, był przekonany, że nalot spadnie na Londyn. R.V. Jones również stwierdził, że depesz do niemieckich stacji nadawczych X-Gerät nie odczytano na czas i że nie wiedział, iż celem będzie Coventry. Odtajnione od lat 70. i w całości dostępne w brytyjskim archiwum narodowym od 1996 roku depesze potwierdzają ich wersję. Odczytany 11 listopada rozkaz podawał kryptonimy celów, ale nie ich nazwy ani daty, a „Korn” zidentyfikowano jako Coventry dopiero po wojnie. Między 13 listopada a ranem 15 listopada Bletchley Park nie odczytał żadnej depeszy Luftwaffe, więc w dniu nalotu nie było nowych informacji, którymi można by się kierować. Churchill wyjeżdżał po południu 14 listopada z Londynu do posiadłości Ditchley pod Oksfordem, ale po przeczytaniu meldunku o spodziewanym wielkim nalocie zawrócił do stolicy, przekonany, że to ona będzie celem.

Coventry rozpoznano jako cel dopiero po południu 14 listopada, z ustawienia wiązek. Nie ostrzeżono specjalnie ludności, bo alarm i tak ogłaszano przy każdym nadlocie, a ewakuacja dużego miasta w ciągu kilku godzin nie była możliwa. Coventry nie zostało poświęcone. Zawiodły technika i rozpoznanie.

Miejsce w wojnie

Nalot na Coventry otworzył nową fazę Blitzu. W następnych tygodniach Luftwaffe uderzała w podobny sposób na kolejne ośrodki przemysłowe i porty: w nocy z 19 na 20 listopada i w kolejne noce na Birmingham, w listopadzie i grudniu na Bristol, Southampton, Liverpool, Sheffield i Manchester, a w 1941 roku na Plymouth, Portsmouth, Clydebank, Belfast i Hull. Brytyjczycy naprawili tymczasem błąd w zakłócaniu X-Gerät i już przy nalotach na Birmingham poprawione zakłócacze zaczęły odwracać część bomb od celów. Coventry przeżyło jeszcze dwa ciężkie naloty w nocy z 8 na 9 i z 10 na 11 kwietnia 1941 roku, w których zginęło około 450 osób, i ostatni, niewielki atak w sierpniu 1942 roku. Łącznie naloty zabiły w mieście ponad 1200 ludzi.

Nalot był też lekcją dla obu stron. Połączenie samolotów wskazujących cel z radiową nawigacją, bomb burzących rozbijających dachy i wodociągi oraz masy bomb zapalających stało się wzorem dla późniejszych nalotów na miasta. Brytyjski gabinet wojenny w grudniu 1940 roku zgodził się, w odpowiedzi na Coventry, na pierwszy nalot Bomber Command wymierzony celowo w centrum niemieckiego miasta, na Mannheim w nocy z 16 na 17 grudnia. Brytyjskie i amerykańskie naloty z lat 1943–1945, prowadzone setkami ciężkich bombowców w falach trwających kilkanaście minut, zabiły w Hamburgu, Dreźnie i innych niemieckich miastach wielokrotnie więcej ludzi niż cały Blitz.

Coventry wybrało po wojnie drogę pojednania. Już w czasie wojny, w 1942 roku, mieszkańcy wysłali wyrazy solidarności do oblężonego Stalingradu, a w 1944 roku oba miasta zawarły partnerstwo, jedno z pierwszych tego rodzaju. W 1947 roku proboszcz Howard odwiedził zniszczoną Kilonię, co dało początek przyjaźni obu miast, przypieczętowanej formalnym partnerstwem w 1967 roku. W 1959 roku Coventry zawarło partnerstwo z Dreznem. Krzyże z gwoździ z ruin katedry trafiły m.in. do berlińskiego Kościoła Pamięci Cesarza Wilhelma, a ruinę starej katedry zachowano jako miejsce pamięci. Obok niej wzniesiono według projektu Basila Spence’a nową katedrę, której kamień węgielny położyła w 1956 roku królowa Elżbieta II. Konsekrowano ją w maju 1962 roku, a na tę okazję Benjamin Britten skomponował „War Requiem”.

Źródła

  1. historiccoventry.co.uk · blitz

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.