Nalot na Londyn 19 marca
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 19 marca 1941
- Autor:
- Łukasz
- Bitwa:
- Blitz
- Tagi:
- Wielka Brytania, Luftwaffe, Jerzy VI
Wieczorem w środę 19 marca 1941 roku nad Londyn nadleciały setki niemieckich bombowców. Przez kilka godzin zrzucały bomby burzące i dziesiątki tysięcy bomb zapalających na doki nad Tamizą i na gęsto zabudowane dzielnice robotnicze East Endu. Według zestawień przytaczanych przez brytyjskich historyków na miasto spadło około 470 ton bomb burzących i około 122 tysięcy bomb zapalających. Zginęło, według brytyjskich danych, około 750 osób. Był to najcięższy nalot na brytyjską stolicę od początku 1941 roku i jeden z najkrwawszych w całym Blitzu. Zamykał trzy tygodnie, w których Luftwaffe, korzystając z lepszej pogody, wróciła nad Wielką Brytanię z pełną siłą: 8 marca bomby spadły na nocny klub Café de Paris w West Endzie i na pałac Buckingham, 10 marca płonęło Portsmouth, w połowie miesiąca bombowce uderzyły na Clydebank i Bristol, a dzień po nalocie na Londyn, kilka godzin po wizycie króla, zaczęło się niszczenie Plymouth.
Wiosenna fala Blitzu
Jesienią 1940 roku Londyn bombardowano niemal co noc, a zimą ciężar nalotów przeniósł się na miasta przemysłowe i porty. Ostatni wielki nalot na stolicę, w nocy z 29 na 30 grudnia, wzniecił w City drugi wielki pożar Londynu. W styczniu i lutym 1941 roku mrozy, mgły i śnieżyce często uziemiały niemieckie bombowce, a wiele dywizjonów odesłano na odpoczynek i przezbrojenie. Na Londyn spadały wtedy głównie mniejsze naloty, choć i one zbierały krwawe żniwo, jak 11 stycznia, gdy bomba zabiła kilkadziesiąt osób na stacji metra Bank.
6 lutego 1941 roku Adolf Hitler podpisał dyrektywę nr 23, która za najważniejszy cel lotnictwa i marynarki uznała brytyjski import morski. Bombowce miały atakować przede wszystkim porty, doki, magazyny i statki, a dopiero w drugiej kolejności ośrodki przemysłowe. W lutym trzy noce bombardowań zniszczyły śródmieście Swansea. W marcu, przy dłuższych i jaśniejszych nocach, nadeszła fala znacznie większa. Według niemieckich zestawień Luftwaffe wykonała w tym miesiącu nad Wielką Brytanią około 4 tysięcy lotów bojowych, w tym kilkanaście nalotów zaliczanych do dużych i ciężkich. Na cele w głębi lądu wyprawiała się zwykle w noce księżycowe, a porty, położone nad wodą, łatwo było odnaleźć także w ciemniejsze noce. Bombowce 2 i 3 Floty Powietrznej feldmarszałków Alberta Kesselringa i Hugona Sperrlego startowały z lotnisk w północnej Francji, Belgii i Holandii.
Zmieniła się też technika nalotów. Wiodące samoloty prowadziły wiązki radiowe systemów Knickebein i X-Gerät, a Brytyjczycy od jesieni zakłócali je coraz skuteczniej. Niemcy odpowiadali milczeniem radiowym aż do zrzucenia bomb, ustawianiem wiązek nad fałszywymi celami i przełączaniem ich w ostatniej chwili oraz częstymi zmianami częstotliwości. Obrona nocna wciąż była słaba. Działa przeciwlotnicze strzelały tysiącami pocisków na każdy zestrzelony samolot, a nocnych myśliwców z radarem pokładowym, takich jak Bristol Beaufighter, było jeszcze niewiele. Brytyjczycy rozpalali w pobliżu wielkich miast i portów pozorne pożary, mające ściągnąć bomby na pola i mokradła, i czasem rzeczywiście je ściągały.
Sobota 8 marca: Café de Paris i pałac Buckingham
Pierwszy z marcowych nalotów na Londyn przyszedł w nocy z 8 na 9 marca. Najtragiczniejszy jego epizod rozegrał się w West Endzie, przy Coventry Street, między Piccadilly Circus a Leicester Square. W piwnicy pod kinem Rialto mieścił się tam Café de Paris, jeden z najmodniejszych nocnych klubów stolicy, w latach dwudziestych ulubione miejsce księcia Walii, późniejszego Edwarda VIII. Wojna nie zamknęła londyńskich lokali. Przeciwnie, bawili się w nich oficerowie na przepustkach, nowożeńcy i wszyscy, którzy chcieli zapomnieć o nalotach. Kierownik klubu Martin Poulsen reklamował go jako „najbezpieczniejszą i najweselszą restaurację w mieście, nawet w czasie nalotów – sześć metrów pod ziemią”. W rzeczywistości nad salą balową był tylko szklany dach kina i strop lokalu.
Gwiazdą Café de Paris był 26-letni Ken „Snakehips” Johnson, tancerz i kapelmistrz urodzony w Gujanie Brytyjskiej. Jego West Indian Dance Orchestra, złożona głównie z muzyków z Karaibów, była wtedy jednym z najlepszych zespołów swingowych w Wielkiej Brytanii i regularnie grała w radiu BBC. Tego wieczoru Johnson, mimo nalotu i namów przyjaciół, pobiegł przez zaciemnione ulice, by zdążyć na swoje wejście o 21.45. Gdy orkiestra zaczęła grać jego popisowy numer „Oh, Johnny”, w budynek trafiły bomby. Według najczęściej przytaczanej relacji co najmniej jedna, około 50-kilogramowa, przebiła dach i przez szyb wentylacyjny wpadła do sali balowej, gdzie wybuchła przed sceną. Zginęło co najmniej 34 osoby, a około 80 zostało rannych; niektóre opracowania podają wyższe liczby, sięgające ponad 80 zabitych. Wśród ofiar byli Johnson, jego saksofonista Dave „Baba” Williams, Poulsen, kelnerzy i goście. Wśród rannych był gitarzysta zespołu Joe Deniz, który wspominał potem, że seria bomb przeszła przez Leicester Square, przez klub i dalej, aż do Dean Street w Soho.
Pomoc nie mogła dotrzeć od razu, bo tej nocy płonęło wiele miejsc w West Endzie, a karetki wzywano do kolejnych zbombardowanych budynków. Pierwszej pomocy udzielali lekarze i pielęgniarki, którzy byli w klubie jako goście. W ciemnościach do zrujnowanej sali weszli też szabrownicy, którzy zdejmowali biżuterię zabitym i rannym, a wezwani żołnierze Gwardii Szkockiej musieli otoczyć budynek kordonem. Café de Paris pozostał zamknięty aż do 1948 roku. Śmierć Johnsona i rozpad jego orkiestry były wielką stratą dla brytyjskiego jazzu, a według części muzykologów wstrząśnięty nią Ralph Vaughan Williams wprowadził do swojej VI symfonii elementy jazzu i solo saksofonu.
Tej samej nocy niemiecka bomba burząca trafiła w Północną Strażnicę (North Lodge) pałacu Buckingham, stojącą przy Constitution Hill, i częściowo ją zburzyła. Odłamki gruzu zabiły policjanta, posterunkowego Stephena Robertsona. Kilka godzin później kolejne bomby spadły na dziedziniec przed pałacem, nie czyniąc już większych szkód. Kroniki wojny często zapamiętują ten nalot właśnie jako ten, w którym „trafiono pałac Buckingham”. Trzeba jednak pamiętać, że bomba zburzyła strażnicę przy ogrodzeniu, a nie sam gmach, i że nie było to pierwsze trafienie. Rezydencję Jerzego VI bombardowano kilkakrotnie już we wrześniu, październiku i listopadzie 1940 roku, a 13 września 1940 roku bomby spadły na dziedziniec i kaplicę, gdy król i królowa byli w pałacu. Według zestawień historyków pałacu w czasie wojny bomby spadały na jego teren kilkanaście razy, z czego dziewięć razy były to bezpośrednie trafienia. Marcowe uderzenie było ostatnim z nich w czasie Blitzu; następne przyniósł dopiero pocisk V-1 latem 1944 roku.
Portsmouth, 10 marca
Londyn był celem także następnej nocy, z 9 na 10 marca, ale 10 marca bombowce poleciały na południowe wybrzeże. Portsmouth, z największą stocznią i bazą Royal Navy nad kanałem La Manche, należało do najczęściej bombardowanych miast Anglii. Pierwsze bomby spadły na nie w lipcu 1940 roku, w sierpniu nalot zabił ponad sto osób, a w nocy z 10 na 11 stycznia 1941 roku bomby zapalające i burzące zniszczyły śródmieście, ratusz (Guildhall) i główne ulice handlowe; zginęło wtedy około 170 osób.
W nocy z 10 na 11 marca nad miasto nadleciało, według niemieckich danych, około 240 bombowców. Zrzuciły około 193 ton bomb burzących i około 46 tysięcy bomb zapalających. Uderzenie objęło stocznię wojenną, sąsiednie dzielnice mieszkaniowe, nadmorskie Southsea i położone po drugiej stronie wejścia do portu Gosport, gdzie ogień strawił dach dworca kolejowego. Według lokalnych relacji bomby trafiły m.in. w zabudowania HMS Vernon, ośrodka szkolenia minerskiego i torpedowego marynarki, i w schrony, w których ukrywali się pracownicy stoczni. Do gaszenia pożarów stanęli strażacy, wardeni i ochotnicy, także nastoletni gońcy straży pożarnej; jeden z nich, piętnastolatek z dzielnicy Drayton, dostał za odwagę tej nocy Medal Imperium Brytyjskiego. Podczas nalotów na Portsmouth Brytyjczycy palili też pozorne pożary na sąsiedniej wyspie Hayling, które miały odciągnąć bombowce od stoczni.
Liczba ofiar tej nocy nie jest pewna. Część lokalnych publikacji mówi o ponad stu zabitych mieszkańcach i pracownikach stoczni, inne zestawienia nie zaliczają tego nalotu do trzech najkrwawszych w dziejach miasta (24 sierpnia 1940, 10 stycznia i 27 kwietnia 1941 roku). Pewne jest, że nalot był jednym z najcięższych, jakie Portsmouth przeżyło: miasto, które w ciągu całej wojny przeszło 67 nalotów i straciło 930 zabitych cywilów, w marcu i kwietniu 1941 roku było bombardowane kilkakrotnie. Stocznia jednak pracowała dalej, a okręty Royal Navy wciąż z niej korzystały.
Noc z 19 na 20 marca
W połowie marca Luftwaffe uderzyła z największą siłą na porty i ośrodki przemysłowe północy. W nocy z 12 na 13 marca bombowce zaatakowały Liverpool i Birkenhead, a w nocach 13 i 14 marca zniszczyły Clydebank i stocznie nad Clyde pod Glasgow. Kolejne noce przyniosły naloty m.in. na Sheffield i Bristol. 19 marca, przy wciąż jasnym, choć ubywającym już księżycu, celem znów stał się Londyn.
Alarm ogłoszono wieczorem, a bombowce nadlatywały falami przez kilka godzin, do późnej nocy. Według liczb przytaczanych przez historyków brytyjskiej obrony powietrznej nad miasto dotarło kilkaset samolotów, które zrzuciły około 470 ton bomb burzących i około 122 tysięcy bomb zapalających, zrzucanych w pojemnikach rozsypujących je nad ziemią. Głównym celem były doki i nabrzeża Tamizy, przez które płynęły do stolicy żywność i surowce. Bomby spadły jednak przede wszystkim na ciasno zabudowane dzielnice wokół nich: Stepney, Poplar, West Ham i inne części East Endu, w których od jesieni żyli ludzie wielokrotnie już bombardowani i często pozbawieni dachu nad głową. Po drugiej stronie rzeki, w Greenwich, bomby zapalające spadły na XVIII-wieczny kościół św. Alfega, dzieło Nicholasa Hawksmoora. Dach zawalił się do wnętrza, a ogień wypalił nawę; ocalały mury i wieża, a odbudowa trwała do 1953 roku. W krypcie kościoła mieścił się schron.
W płonących dzielnicach strażacy, wardeni i drużyny ratownicze pracowali przez całą noc, do rana. Według brytyjskich danych zginęło około 750 osób, a setki zostały ranne. Był to najcięższy nalot na Londyn od początku 1941 roku. Tysiące ludzi straciły mieszkania. Według zestawień przytaczanych w literaturze dwa wielkie marcowe naloty, na Londyn i Plymouth, pozbawiły dachu nad głową łącznie około 148 tysięcy ludzi.
Nocna obrona miasta wciąż niewiele mogła. Działa przeciwlotnicze strzelały przez całą noc, nad stolicą krążyły nocne myśliwce, ale niemieckie straty były niewielkie. Straty Luftwaffe w pojedynczym nalocie nie przekraczały zwykle kilku procent samolotów, a wiele maszyn ginęło nie od brytyjskiego ognia, lecz w wypadkach przy lądowaniu we mgle i złej pogodzie. Dopiero wiosną, gdy pojawiło się więcej Beaufighterów z radarem pokładowym i naziemnych stacji radarowych naprowadzających nocne myśliwce, straty nocnych bombowców zaczęły wyraźnie rosnąć.
Bristol i Plymouth
W wielu kalendariach wojny pod datą 19 marca można przeczytać, że tego dnia „ponownie zbombardowano Plymouth i Bristol”. Obu miastom marzec przyniósł rzeczywiście ciężkie naloty, ale w inne dni. Bristol, z portem w Avonmouth i zakładami lotniczymi Bristol Aeroplane Company w Filton, przeżył jeden z sześciu wielkich nalotów swojego Blitzu w nocy z 16 na 17 marca. Niemieccy lotnicy łatwo odnajdywali miasto po lśniącej w świetle księżyca wstędze rzeki Avon, prowadzącej od ujścia prosto do śródmieścia. Tej nocy bomby spadły na doki w Avonmouth i na dzielnice miasta. Według części miejscowych zestawień zginęło ponad 250 osób; w całej wojnie naloty zabiły w Bristolu blisko 1300 ludzi.
Plymouth, z wielką stocznią i bazą marynarki Devonport, było bombardowane od lipca 1940 roku, ale prawdziwa katastrofa przyszła dzień po nalocie na Londyn. W czwartek 20 marca miasto odwiedzili król Jerzy VI i królowa Elżbieta. Przyjmował ich lord mayor Waldorf Astor z żoną, posłanką Nancy Astor. Para królewska spotykała się z mieszkańcami i ludźmi obrony cywilnej, a tłumy witały ją na ulicach. Kilka godzin po jej odjeździe, wieczorem, zawyły syreny. Najpierw samoloty naprowadzające zrzuciły na śródmieście ponad 12 tysięcy bomb zapalających, a wzniecone przez nie pożary wskazały drogę kolejnym falom. Według brytyjskich opracowań tej nocy około 125 bombowców zrzuciło na miasto około 159 ton bomb burzących i 30 tysięcy zapalających. Następnej nocy, 21 marca, wróciło około 170 samolotów, które przez cztery godziny zrzuciły jeszcze około 197 ton bomb burzących i 36 tysięcy zapalających.
Śródmieście Plymouth spłonęło. W gruzy obróciły się domy towarowe, hotele, kościoły i urzędy wokół placu Guildhall, sam ratusz i średniowieczny kościół św. Andrzeja. Uszkodzonych zostało około 20 tysięcy budynków. Strażacy walczyli z ogniem przy pękniętych wodociągach i bez łączności, a ekipy przysłane z innych miast często nie mogły podłączyć swoich węży do miejscowych hydrantów. W ciągu dwóch nocy zginęło 336 osób. Nad drzwiami spalonego kościoła św. Andrzeja dyrektorka miejscowej szkoły kazała przybić deskę z jednym łacińskim słowem: „Resurgam” – „powstanę”. Stało się ono zawołaniem miasta. W kwietniu Plymouth przeżyło jeszcze pięć nocy nalotów, a w ciągu całej wojny co najmniej 1174 jego mieszkańców zginęło w bombardowaniach.
Miejsce w wojnie
Marcowe naloty pokazały, że po zimowej przerwie Blitz nie wygasa, lecz wchodzi w najcięższą fazę. Luftwaffe uderzała teraz na przemian w Londyn i w porty, przez które Wielka Brytania sprowadzała żywność, paliwo i broń zza oceanu, w tym tę, którą 11 marca obiecało jej prawo Lend-Lease. Miasta płaciły za to tysiącami zabitych, ale porty, stocznie i fabryki pracowały dalej, a premier Winston Churchill, król i królowa odwiedzali kolejne zbombardowane miasta, by pokazać, że rząd i dwór dzielą los ich mieszkańców.
Najgorsze dla Londynu dopiero miało nadejść. W nocach z 16 na 17 i z 19 na 20 kwietnia 1941 roku stolica przeżyła dwa najcięższe naloty całej wojny, w których według brytyjskich danych zginęło łącznie ponad dwa tysiące ludzi, a w nocy z 10 na 11 maja – ostatni wielki i najkrwawszy nalot Blitzu, w którym zginęło blisko 1500 osób. Wiosną bombardowane były też Belfast, Hull, Liverpool i znów Plymouth. Już pod koniec marca część niemieckich dywizjonów bombowych przerzucono jednak do Austrii i na Bałkany, przed atakiem na Jugosławię i Grecję, a w maju i czerwcu większość pozostałych odleciała na wschód, przed napaścią na Związek Radziecki. Ofensywa, która od września 1940 roku miała złamać Wielką Brytanię, kosztowała życie ponad 40 tysięcy cywilów, z czego blisko połowa zginęła w Londynie. Nie zmusiła jednak Brytyjczyków do pokoju ani nie odcięła ich od dostaw zza oceanu.
Źródła
W tym samym czasie
(03)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 17 marca 1941 · AtlantykKoniec asów U-BootówW nocy z 16 na 17 marca 1941 przy konwoju HX 112 zginął Joachim Schepke, a Otto Kretschmer trafił do niewoli. Dziesięć dni wcześniej zaginął Prien.
- 25 marca 1941 · DyplomacjaJugosławia przystępuje do paktu trzech25 marca 1941 w Wiedniu premier Cvetković podpisał przystąpienie Jugosławii do paktu trzech. Tajne noty zwalniały kraj z przemarszu wojsk i pomocy wojskowej.
- 26 marca 1941 · Morze ŚródziemneAtak na zatokę Suda26 marca 1941 włoskie motorówki wybuchowe X Flotylli MAS wdarły się do zatoki Suda na Krecie i unieruchomiły krążownik HMS „York” oraz tankowiec „Pericles”.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 19 lutego 1941 · Front zachodniTrzy noce bombardowania SwanseaOd 19 do 21 lutego 1941 Luftwaffe przez trzy noce z rzędu bombardowała Swansea. Zginęło około 230 osób, a śródmieście walijskiego portu przestało istnieć.
- 1 maja 1941 · Front zachodniMajowy Blitz w LiverpooluOd 1 do 7 maja 1941 Luftwaffe co noc bombardowała Liverpool i Merseyside. Zginęło około 1700–1900 osób, a w doku Huskisson wybuchł statek z amunicją.
- 10 maja 1941 · Front zachodniOstatnia noc BlitzuW nocy z 10 na 11 maja 1941 bomby zabiły w Londynie 1436 osób i zniszczyły salę Izby Gmin. Był to ostatni wielki nalot Blitzu przed odlotem Luftwaffe na wschód.
- 14 listopada 1940 · Front zachodniNalot na CoventryW nocy z 14 na 15 listopada 1940 setki niemieckich bombowców zrównały z ziemią centrum Coventry i katedrę św. Michała. Zginęło około 568 osób.