TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Noc przed inwazją

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
5 czerwca 1944
Autor:
Natalia
Tagi:
Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Francja, RAF

W nocy z 5 na 6 czerwca 1944 roku rozpoczęła się operacja „Overlord” – aliancka inwazja na okupowaną Francję. Zanim o świcie 6 czerwca pierwsze barki desantowe dotarły do plaż Normandii, nad wybrzeżem i jego zapleczem przez kilka godzin trwała walka w ciemności. Według dziennika operacyjnego brytyjskiego Bomber Command ponad tysiąc bombowców zrzuciło około 5 tysięcy ton bomb na dziesięć baterii artylerii nadbrzeżnej między Cherbourgiem a ujściem Orne. W tym samym czasie samoloty transportowe i szybowce przerzuciły za linię brzegową trzy dywizje powietrznodesantowe: brytyjską 6 Dywizję na wschód od Orne i amerykańskie 82 i 101 Dywizję na półwysep Cotentin. Inne samoloty i małe okręty pozorowały desanty tam, gdzie żadnego nie miało być, a francuski ruch oporu, zaalarmowany umówionymi hasłami nadanymi przez BBC, przystąpił do niszczenia torów i linii telefonicznych.

Popularne kalendaria notują pod 3 czerwca codzienne bombardowania półwyspu Cherbourg i rejonu Normandii, a pod 5 czerwca dwie rzeczy: że operacja „Overlord” zaczęła się, gdy ponad tysiąc brytyjskich bombowców zrzuciło 5 tysięcy ton bomb na niemieckie baterie, oraz że pierwsze wojska alianckie wylądowały w Normandii, a spadochroniarze zostali rozrzuceni „od Caen na południe”. Pierwsze dwa zapisy zgadzają się ze źródłami, choć wymagają uściśleń. Trzeci trzeba poprawić: spadochroniarze lądowali na północny wschód od Caen i na półwyspie Cotentin, daleko na zachód od tego miasta, a nie na południe od niego. Samoloty z desantem wystartowały z Anglii wieczorem 5 czerwca, ale pierwsi spadochroniarze i szybowce znaleźli się na ziemi kwadrans po północy, a więc już 6 czerwca. Ta noc należy zatem do obu dat.

Ostatnie dni bombardowań

Zapis o „codziennych bombardowaniach półwyspu Cherbourg i rejonu Normandii” opisuje końcową fazę kampanii lotniczej, która trwała od wiosny. Od marca ciężkie bombowce rozbijały francuską i belgijską sieć kolejową, a w maju myśliwce bombardujące polowały na lokomotywy i burzyły mosty na Sekwanie. W ostatnich dniach przed inwazją ciężar uderzeń przesunął się na samo wybrzeże: na baterie artylerii nadbrzeżnej, stanowiska radarowe, węzły drogowe i lotniska w zasięgu plaż. Bombowce amerykańskiej 8 i 9 Armii Lotniczej atakowały za dnia, brytyjskie Bomber Command w nocy, a całością działań lotnictwa taktycznego kierował główny marszałek lotnictwa Trafford Leigh-Mallory, dowódca Alianckich Ekspedycyjnych Sił Powietrznych.

Codzienne naloty na Normandię nie były jednak tak oczywiste, jak sugerują lakoniczne zapisy kalendariów. Sztabowcy musieli bombardować umocnienia przyszłego rejonu desantu, a jednocześnie nie zdradzić go Niemcom. Dlatego – jak podaje amerykańska historia oficjalna lotnictwa, praca zbiorowa pod redakcją Wesleya F. Cravena i Jamesa L. Cate’a – na każdy cel zaatakowany w rejonie inwazji przypadały co najmniej dwa cele poza nim, głównie w Pas-de-Calais, gdzie Niemcy spodziewali się głównego uderzenia. Tę samą zasadę stosowano przy nalotach na radary: większość stacji na wybrzeżu kanału La Manche została w końcu maja i na początku czerwca zniszczona lub uszkodzona, ale część stanowisk na północ od Sekwany celowo oszczędzono. Miały one „zobaczyć” w nocy inwazji fałszywe floty.

Na półwyspie Cotentin, gdzie miały lądować amerykańskie dywizje, celami były przede wszystkim baterie w Saint-Martin-de-Varreville, Crisbecq i La Pernelle, panujące nad przyszłą plażą Utah, oraz stanowiska obrony przeciwlotniczej i koszary w głębi lądu. Między 3 a 5 czerwca sztormowa pogoda, która przesądziła o odroczeniu inwazji, ograniczyła loty, ale ich nie przerwała. Bombardowania pochłaniały ofiary także wśród francuskich cywilów mieszkających w pobliżu celów; ich pełną skalę przyniosły dopiero dni i tygodnie po desancie, gdy bomby spadły na same miasta Normandii.

Decyzja i odlot

Nad ranem 5 czerwca, na kolejnej naradzie w Southwick House, gen. Dwight Eisenhower potwierdził, że inwazja nastąpi następnego dnia: meteorolodzy zapowiadali krótką poprawę pogody w nocy z 5 na 6 czerwca. Przez cały dzień z portów południowej Anglii wychodziły kolejne konwoje, a trałowce zaczęły oczyszczać z min dziesięć korytarzy prowadzących przez kanał do Zatoki Sekwany.

Wieczorem Eisenhower pojechał na lotnisko Greenham Common pod Newbury, skąd startowali żołnierze amerykańskiej 101 Dywizji Powietrznodesantowej, i rozmawiał ze spadochroniarzami. Pod koniec maja Leigh-Mallory ostrzegał go, że desant powietrzny na Cotentin zakończy się rzezią – według wspomnień Eisenhowera przewidywał utratę połowy spadochroniarzy i 70 procent szybowców; Eisenhower wysłuchał ostrzeżenia, ale planu nie zmienił, bo bez spadochroniarzy lądowanie na Utah groziło klęską. Tego samego dnia napisał krótką notatkę na wypadek niepowodzenia, w której brał na siebie całą odpowiedzialność za ewentualne wycofanie wojsk z wybrzeża. Pomylił w niej datę, pisząc „5 lipca”. Notatka nigdy nie musiała zostać użyta.

Wiersz Verlaine’a

Wieczorem 5 czerwca francuska sekcja BBC nadała – jak co dzień w audycjach dla okupowanej Francji – długi ciąg „wiadomości osobistych”: zdań bez widocznego sensu, które dla poszczególnych siatek ruchu oporu były umówionymi rozkazami. Tego wieczoru było ich wyjątkowo dużo. Oznaczały uruchomienie przygotowanych od miesięcy planów sabotażu: „Plan Vert” przewidywał przecinanie torów kolejowych, „Plan Violet” – linii telefonicznych i telegraficznych, „Plan Tortue” – opóźnianie ruchu kolumn niemieckich na drogach.

Najsłynniejsze z tych haseł pochodziło z wiersza „Piosenka jesienna” Paula Verlaine’a. Pierwsze wersy – o „długich szlochach jesiennych skrzypiec” – BBC nadało już 1 czerwca, a dalszy ciąg, „ranią mi serce monotonną tęsknotą”, wieczorem 5 czerwca. Według większości relacji oznaczał on, że inwazja nastąpi w ciągu 48 godzin. Historyk brytyjskiego Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE), M.R.D. Foot, zwracał uwagę, że wersy te były w istocie rozkazem dla jednej konkretnej siatki, a nie ogólnym sygnałem dla całego francuskiego podziemia – legenda uczyniła z nich jednak symbol całej nocy.

Niemcy znali znaczenie tego hasła, prawdopodobnie dzięki agentom w szeregach ruchu oporu. Nasłuch 15 Armii, którym kierował ppłk Hellmuth Meyer, wychwycił drugą część wiersza kwadrans po 21.00 i zameldował o niej przełożonym. 15 Armia, broniąca wybrzeża od Sekwany po Pas-de-Calais, ogłosiła pogotowie. 7 Armia, w której pasie leżała Normandia, alarmu nie otrzymała. Po wielu wcześniejszych fałszywych alarmach wyższe dowództwa nie wyciągnęły z tego meldunku wniosków.

Floty, których nie było

Plan maskowania inwazji, „Fortitude”, od miesięcy wmawiał Niemcom, że główne uderzenie spadnie na Pas-de-Calais, a Normandia będzie co najwyżej dywersją – był to jeden z kluczowych elementów przygotowań do D-Day. W noc inwazji uzupełniły go operacje taktyczne, które miały zdezorientować niemiecką obronę w decydujących godzinach. W ramach operacji „Taxable” Lancastery 617 Dywizjonu RAF – tego samego, który rok wcześniej zburzył zapory w Zagłębiu Ruhry – przez kilka godzin krążyły nad kanałem po ściśle wyliczonych, przesuwających się z każdym okrążeniem w stronę lądu trasach, zrzucając paski folii aluminiowej („Window”). Na ekranach niemieckich radarów chmura folii wyglądała jak wielki konwój płynący z prędkością okrętów w stronę przylądka Antifer pod Fécamp, na północ od ujścia Sekwany. Pod nią płynęły małe motorówki z balonami odbijającymi fale radarowe i nadajnikami imitującymi łączność floty. Operacja „Glimmer”, prowadzona przez Stirlingi 218 Dywizjonu, pozorowała w ten sam sposób konwój zmierzający ku Boulogne, a „Big Drum” zakłócała radary na zachodnim skrzydle prawdziwej floty, u wybrzeży Cotentin.

Równolegle przebiegała operacja „Titanic”. Samoloty specjalnych dywizjonów RAF zrzuciły setki manekinów spadochroniarzy – nazywanych „Paragon”, a przez żołnierzy „Rupertami” – wraz z urządzeniami imitującymi odgłosy strzelaniny. Największy zrzut, „Titanic I”, pozorował lądowanie całej dywizji na północ od Sekwany, w rejonie Yvetot. Mniejsze zrzuty spadły na wschód od Dives i na zachód od Caen, a „Titanic IV” – około dwustu manekinów i dwa małe zespoły brytyjskiego SAS – w okolicach Marigny i Saint-Lô.

Skutki tych przedsięwzięć ocenia się różnie. Według brytyjskich opracowań „Taxable” i „Glimmer” wywołały tylko ograniczoną reakcję – reflektory, sporadyczny ogień, kilka samolotów rozpoznawczych – co część historyków przypisuje złej pogodzie i złożoności samych operacji. Lepiej udokumentowany jest efekt „Titanica IV”: grupa bojowa z 915 Pułku Grenadierów, odwodu niemieckiej 352 Dywizji Piechoty, spędziła ranek 6 czerwca na przeczesywaniu lasów w poszukiwaniu nieistniejącego desantu, zamiast ruszyć w stronę plaż, na których lądowali Amerykanie.

Tysiąc bombowców nad bateriami

Najcięższy cios tej nocy zadało Bomber Command głównego marszałka lotnictwa Arthura Harrisa. Według dziennika operacyjnego dowództwa, opracowanego przez Martina Middlebrooka i Chrisa Everitta, do ataku na dziesięć baterii nadbrzeżnych – w Fontenay-sur-Mer, Houlgate, La Pernelle, Longues-sur-Mer, Maisy, Merville, Mont Fleury, na cyplu Pointe du Hoc, w Ouistreham i Saint-Martin-de-Varreville – wysłano 1012 samolotów: 551 Lancasterów, 412 Halifaxów i 49 Mosquito. Bomby zrzuciło 946 z nich; zaginęły trzy maszyny. Ładunek szacowany na około 5 tysięcy ton był największym, jaki RAF zrzucił dotąd w ciągu jednej nocy. Łącznie, wraz z operacjami pozorującymi, zakłócaniem łączności i nalotami na inne cele, Bomber Command wykonało tej nocy ponad 1200 lotów bojowych.

Wzmianka o „ponad tysiącu brytyjskich bombowców” i „5 tysiącach ton” zgadza się z tymi danymi, choć nie wszystkie załogi były brytyjskie – w nalocie uczestniczyły dywizjony kanadyjskie, australijskie i nowozelandzkie, a także dwa francuskie dywizjony ciężkich bombowców z Elvington. Ani nalot, ani tonaż nie przesądziły jednak o losie baterii. Większość celów zasłaniały chmury; dobrą widoczność załogi miały według tych samych źródeł tylko nad La Pernelle i Ouistreham. Betonowe kazamaty okazały się odporne nawet na ciężkie bomby, a wiele bomb spadło w pola i na wioski za wybrzeżem. Część dział zamilkła dopiero pod ogniem okrętów albo po szturmie piechoty i spadochroniarzy.

Spadochroniarze na wschód od Orne

W ramach operacji „Tonga” brytyjska 6 Dywizja Powietrznodesantowa gen. mjr. Richarda Gale’a miała osłonić lewe skrzydło inwazji: opanować mosty na Orne i kanale Caen, zniszczyć mosty na Dives, by utrudnić podejście niemieckich odwodów ze wschodu, i unieszkodliwić baterię w Merville, która mogła razić plażę Sword. Pierwszy uderzył oddział kompanii D 2 Batalionu Lekkiej Piechoty Oxfordshire i Buckinghamshire mjr. Johna Howarda. Sześć szybowców Horsa wyczepiło się nad wybrzeżem; trzy pierwsze wylądowały około 00.16 tuż przy moście zwodzonym na kanale pod Bénouville – późniejszym Moście Pegaza – dwa przy moście na Orne pod Ranville, a jeden, przez błąd nawigacji, około 11 kilometrów dalej, nad Dives. Po kilku minutach walki oba mosty były w rękach Brytyjczyków, nieuszkodzone. W ataku na most na kanale zginął por. Den Brotheridge, często wymieniany jako pierwszy żołnierz alianckich wojsk lądowych poległy w czasie inwazji.

Główne siły dywizji skakały od około 00.50, a tu zła pogoda, ogień przeciwlotniczy i błędy nawigacyjne rozrzuciły spadochroniarzy na wielkim obszarze; wielu wylądowało na zalanych przez Niemców łąkach w dolinie Dives, gdzie część z nich utonęła. Najdotkliwiej odczuł to 9 Batalion Spadochronowy ppłk. Terence’a Otwaya, wyznaczony do zdobycia baterii w Merville. Z około 600 żołnierzy do punktu zbiórki dotarło do 2.50 tylko około 150, bez ciężkiej broni i większości materiałów wybuchowych. Otway mimo to zaatakował. Baterię zdobyto, ale po walce na nogach zostało około 75 atakujących. Okazało się, że w kazamatach nie stały ciężkie działa 150 mm, jak sądził wywiad, lecz starsze czechosłowackie haubice kalibru 100 mm. Spadochroniarze unieszkodliwili działa na tyle, na ile pozwalały resztki materiałów wybuchowych, i przed 5.00 wycofali się z baterii, na którą o świcie miał otworzyć ogień krążownik HMS „Arethusa”. Po stronie niemieckiej poległo około 22 obrońców, podobna liczba dostała się do niewoli.

Mimo rozproszenia dywizja wykonała do rana główne zadania: mosty na Dives w Troarn, Bures, Robehomme i Varaville zostały wysadzone, a przyczółek między Orne a Dives, z mostami pod Bénouville i Ranville, utrzymany do nadejścia komandosów i piechoty z plaży Sword.

Amerykanie na Cotentin

Na zachodnim skrzydle, daleko od Caen, skakały dwie amerykańskie dywizje. 101 Dywizja Powietrznodesantowa gen. mjr. Maxwella Taylora miała opanować groble prowadzące przez zalane łąki od plaży Utah w głąb lądu i osłonić rejon Carentan od południa. 82 Dywizja Powietrznodesantowa gen. mjr. Matthew Ridgwaya miała zająć Sainte-Mère-Église i przeprawy na rzece Merderet. Według amerykańskich opracowań w dwóch misjach spadochronowych, „Albany” i „Boston”, około 800 samolotów C-47 przerzuciło ponad 13 tysięcy spadochroniarzy, a przed świtem dołączyło do nich ponad sto szybowców z działami przeciwpancernymi i sprzętem. Pierwsze zespoły naprowadzające skoczyły kwadrans po północy; żołnierze 101 Dywizji skakali od 0.48, 82 Dywizji – od 1.51.

Nad zachodnim brzegiem Cotentin formacje transportowców wleciały w niespodziewany wał chmur, a zaraz potem w ogień artylerii przeciwlotniczej. Szyki się rozpadły, piloci – w dużej części bez doświadczenia bojowego i nocnego – zmieniali kurs i wysokość, wielu zrzucało ludzi za wcześnie, za późno albo przy zbyt dużej prędkości. Z dwudziestu formacji dziewięć weszło w chmury i te zostały rozproszone najbardziej. Spadochroniarze lądowali w odległości wielu kilometrów od wyznaczonych stref, część w morzu lub na zalanych łąkach nad Merderet i Douve, gdzie pod ciężarem wyposażenia tonęli. Najcelniej wylądował 505 Pułk Piechoty Spadochronowej, najgorzej – 508 Pułk. Według amerykańskich opracowań po upływie doby dowództwo 101 Dywizji panowało nad zaledwie około 2500 z 6 tysięcy żołnierzy, którzy skoczyli.

Rozproszenie miało jednak i drugą stronę. Małe, przypadkowo zebrane grupy spadochroniarzy przecinały linie telefoniczne, atakowały patrole i pojazdy, a niemieccy dowódcy otrzymywali meldunki o desantach z całego półwyspu i nie umieli ocenić ich skali. Około 4.30 3 Batalion 505 Pułku, prowadzony przez miejscowego Francuza, zajął Sainte-Mère-Église – często określane jako jedno z pierwszych miast Francji wyzwolonych w czasie inwazji. Mostów na Merderet w La Fière i Chef-du-Pont w pierwszym dniu nie udało się zdobyć ani utrzymać, ale wyjścia z grobli za plażą Utah znalazły się do rana w dużej części w rękach Amerykanów, co ułatwiło 4 Dywizji Piechoty wyjście z plaży.

Niemcy w ciemności

Strona niemiecka weszła w tę noc nieprzygotowana bardziej przez okoliczności niż przez brak umocnień. Meteorolodzy Luftwaffe, pozbawieni danych z zachodniego Atlantyku, uznali, że sztorm uniemożliwi desant przez wiele dni. Kriegsmarine odwołała nocne patrole w kanale. Feldmarszałek Erwin Rommel, dowódca Grupy Armii „B”, który od pół roku umacniał Wał Atlantycki, 4 czerwca wyjechał z kwatery w La Roche-Guyon do domu w Herrlingen pod Ulm – 6 czerwca wypadały urodziny jego żony – a następnie zamierzał prosić Hitlera o przesunięcie dodatkowych dywizji pancernych bliżej wybrzeża. Dowództwo 7 Armii gen. Friedricha Dollmanna wyznaczyło na 6 czerwca ćwiczenia sztabowe w Rennes, więc część dowódców dywizji i pułków spędziła noc z dala od swoich wojsk. Jeden z nich, gen. Wilhelm Falley z 91 Dywizji Piechoty, zawrócił w nocy do swojej kwatery i zginął w zasadzce amerykańskich spadochroniarzy pod Picauville – był pierwszym niemieckim generałem poległym w czasie inwazji.

Pierwsze meldunki o spadochroniarzach dotarły do niemieckich sztabów krótko po pierwszej w nocy. Dowództwo 7 Armii ogłosiło najwyższe pogotowie, a jej szef sztabu, gen. Max Pemsel, już około 2.15 uważał, że zaczyna się główna operacja. W kwaterze Grupy Armii „B” i w dowództwie Zachód feldmarszałka Gerda von Rundstedta przeważało jednak przekonanie, że to dywersja przed właściwym uderzeniem w Pas-de-Calais – meldunki o „desantach” manekinów i o radarowych „flotach” tylko je wzmacniały. Rundstedt jeszcze przed świtem zażądał zwolnienia dwóch dywizji pancernych z odwodu naczelnego dowództwa, ale sztab Adolfa Hitlera zgody nie wydał; dywizje zwolniono dopiero po południu 6 czerwca. Rommel dowiedział się o inwazji rano przez telefon i wrócił na front dopiero wieczorem.

Miejsce w wojnie

Noc z 5 na 6 czerwca 1944 roku przesądziła o tym, w jakich warunkach rozpoczął się desant na plaże. Bombardowania baterii przyniosły mniej, niż obiecywały, a spadochroniarze zostali rozrzuceni szerzej, niż przewidywał jakikolwiek plan. Mimo to oba skrzydła inwazji zostały do rana osłonięte: mosty na Orne i groble za Utah były w alianckich rękach, a niemieckie dowództwo, zaskoczone, rozproszone i przekonane, że prawdziwe uderzenie dopiero nastąpi, nie zdołało w krytycznych godzinach skierować odwodów pancernych na wybrzeże.

O świcie 6 czerwca, po ostrzale z okrętów i kolejnych nalotach, na pięć plaż Normandii zaczęły lądować amerykańskie, brytyjskie i kanadyjskie dywizje. Rozpoczęła się bitwa o Normandię, która w ciągu następnych dwunastu tygodni złamała niemiecką obronę na zachodzie i otworzyła aliantom drogę do Paryża i granic Rzeszy. Osłonięte nocą skrzydła – przyczółek 6 Dywizji Powietrznodesantowej i rejon Sainte-Mère-Église – były w następnych dniach miejscem ciężkich walk, a amerykańskie dywizje powietrznodesantowe, które miały zostać na froncie kilka dni, walczyły na Cotentin przez ponad miesiąc. Francuski ruch oporu, wezwany do akcji tej samej nocy, przez całe lato utrudniał przerzut niemieckich posiłków – i płacił za to wysoką cenę, także w odwetowych zbrodniach popełnianych przez jednostki niemieckie na ludności cywilnej w kolejnych tygodniach.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.