TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Rozmowy Hindenburga z Hitlerem

Kategoria:
Polityka
Data:
21 listopada 1932
Autor:
Łukasz
Tagi:
Niemcy, Adolf Hitler, Paul von Hindenburg, NSDAP

21 listopada 1932 roku o wpół do jedenastej rano prezydent Rzeszy Paul von Hindenburg przyjął w swoim gabinecie przy Wilhelmstraße w Berlinie przywódcę NSDAP Adolfa Hitlera. Była to ich druga rozmowa w ciągu trzech dni. Prezydent wręczył gościowi na piśmie formalne zlecenie: jako przywódca najsilniejszej partii Hitler miał ustalić, czy i na jakich warunkach rząd pod jego kierownictwem zdobyłby w Reichstagu „pewną, zdolną do pracy większość”. Hitler nie chciał takiego zadania. Żądał tego, co wcześniej dostali Heinrich Brüning i Franz von Papen: urzędu kanclerza z zaufania prezydenta i prawa do rządzenia dekretami. Po trzech dniach wymiany listów, 24 listopada, Hindenburg odmówił, bo obawiał się, że rząd prezydencki kierowany przez Hitlera „przekształciłby się nieuchronnie w dyktaturę partyjną”. Dwa miesiące później dał mu to, czego wtedy odmówił.

Chronologie piszą zwykle, że 21 listopada Hindenburg „zaczął rozmawiać z Hitlerem” o nowym rządzie. W rzeczywistości obaj spotykali się już wcześniej, między innymi w październiku 1931 roku i 13 sierpnia 1932 roku, gdy prezydent odmówił Hitlerowi urzędu kanclerza, a w ostatniej rundzie rozmów także 19 listopada. 21 listopada był dniem, w którym Hindenburg po raz pierwszy oficjalnie powierzył Hitlerowi misję tworzenia rządu, choć na warunkach, których Hitler nie mógł i nie chciał przyjąć.

Po wyborach listopadowych

6 listopada 1932 roku Niemcy po raz drugi w ciągu roku wybierały Reichstag. Poprzedni parlament, w którym NSDAP po wyborach z 31 lipca miała 230 mandatów i 37,3 procent głosów, przetrwał tylko jedno prawdziwe posiedzenie. 12 września przewodniczący Reichstagu Hermann Göring przeprowadził głosowanie nad wotum nieufności wobec rządu Papena, które gabinet przegrał stosunkiem 512 do 42 głosów, a kanclerz rozwiązał parlament dekretem prezydenta.

Listopadowe wybory przyniosły nazistom pierwszą porażkę od lat. NSDAP straciła około dwóch milionów głosów, spadła z 37,3 do 33,1 procent i ze 196 mandatami pozostała wprawdzie najsilniejszą partią, ale wyraźnie słabszą niż latem. Zyskali komuniści Ernsta Thälmanna (16,9 procent i 100 mandatów) oraz Niemiecka Narodowa Partia Ludowa Alfreda Hugenberga, jedyne większe ugrupowanie, które popierało Papena. Socjaldemokraci zdobyli 20,4 procent. Socjaldemokratyczny „Vorwärts” zatytułował komentarz „Abwärts mit Hitler” („W dół z Hitlerem”), a Joseph Goebbels pisał w dzienniku o porażce. Partia miała pustą kasę i była wyczerpana pięcioma kampaniami wyborczymi w ciągu jednego roku.

Wynik nie dawał jednak nikomu możliwości rządzenia. NSDAP i KPD, które z zasady głosowały przeciw każdemu rządowi, miały razem więcej niż połowę miejsc. Papen, który w czerwcu zastąpił Brüninga, nie miał żadnych szans na poparcie parlamentu: przeciw niemu były wszystkie partie poza narodowcami i niewielką Niemiecką Partią Ludową. Gdy próby rozmów z partiami nic nie dały, 17 listopada jego rząd podał się do dymisji, choć pełnił obowiązki do czasu powołania następcy. Hindenburg postanowił sam porozmawiać z przywódcami partii. Według przygotowanego przez szefa jego kancelarii, sekretarza stanu Otto Meissnera, tekstu chciał „uczciwie spróbować zebrać za nowym rządem partie od Centrum po narodowych socjalistów”. 18 listopada przyjął Hugenberga, przywódcę Niemieckiej Partii Ludowej Eduarda Dingeldeya i przewodniczącego Centrum, prałata Ludwiga Kaasa, a następnego dnia Hitlera i Fritza Schäffera z Bawarskiej Partii Ludowej.

Pierwsza rozmowa, 19 listopada

Hitler zatrzymał się, jak zwykle w Berlinie, w hotelu Kaiserhof, naprzeciwko Kancelarii Rzeszy, przed którym gromadzili się jego zwolennicy. 19 listopada o wpół do dwunastej zjawił się u prezydenta. Na jego prośbę, przekazaną przez Göringa, pierwszą część rozmowy prowadzili w cztery oczy. Hindenburg streścił ją potem przy Meissnerze, który sporządził notatkę. Zachowała się w aktach Kancelarii Rzeszy.

Hitler powiedział, że stoi za nim najsilniejszy ruch ludowy w Niemczech, i wywodził z tego prawo do kierowania nowym rządem. Prezydent odpowiedział, że musi trzymać się zasady rządu ponadpartyjnego. „Rząd kierowany przez pana Hitlera byłby rządem partyjnym” – stwierdził i zaproponował, by naziści objęli kilka ministerstw w gabinecie kierowanym przez kogoś bezpartyjnego. Hitler odrzucił to od razu. Mógłby wejść do rządu tylko wtedy, gdy przejmie polityczne przywództwo. „Mój ruch nie chce władzy, tylko przywództwa” – zapewniał. Ostrzegał, że jeśli jego ruch upadnie, Niemcy będą miały 18 milionów marksistów, w tym może 14–15 milionów komunistów, a gabinet ponadpartyjny, oparty tylko na środkach przymusu państwa, do lutego doczeka się nowej rewolucji.

Na pytanie, czy zamierza rozmawiać z innymi partiami o programie współpracy, Hitler odpowiedział, że nie chce wchodzić w negocjacje partyjne: decyzja należy do prezydenta. Dopiero gdyby otrzymał zlecenie utworzenia rządu, rozmawiałby z partiami. Dodał zdanie, które w świetle tego, co nastąpiło w marcu 1933 roku, brzmi złowrogo: sądził, że znajdzie podstawę, na której jego rząd otrzyma od Reichstagu ustawę o pełnomocnictwach. „Takiego upoważnienia nie dostanie od Reichstagu nikt inny poza mną”. Hindenburg apelował do „patriotycznego i żołnierskiego poczucia obowiązku” i do „dawnego koleżeństwa z pola walki”, ale zakończył rozmowę bez decyzji. Trwała godzinę i pięć minut. Papen, który czytał notatkę Meissnera, zakreślił zapowiedź rozmów z partiami „dopiero po otrzymaniu zlecenia” i dopisał na marginesie: „niemożliwe”.

Misja z 21 listopada

W następnych dwóch dniach doradcy prezydenta uznali, że skoro Hitler twierdzi, iż potrafi zdobyć większość, trzeba go sprawdzić. Rozmowy z Kaasem i Schäfferem dawały pozór takiej możliwości: przywódcy Centrum i Bawarskiej Partii Ludowej zapewniali, że nie będą blokować rządu z udziałem Hitlera, jeśli otrzyma on konserwatywne przeciwwagi. 21 listopada Hindenburg odczytał Hitlerowi przygotowany przez Meissnera tekst. Rozumiał przez gabinet prezydencki rząd kierowany „nie przez przywódcę partii, lecz przez człowieka ponadpartyjnego”, który cieszy się szczególnym zaufaniem prezydenta. Skoro Hitler oświadczył, że jego ruch poprze tylko rząd pod jego kierownictwem, taki rząd musi mieć większość w Reichstagu. Odpowiedzi oczekiwał do czwartku wieczorem, czyli do 24 listopada.

Hitler przyniósł ze sobą list, w którym uprzedzał tę propozycję. Pisał, że od trzynastu lat walczy z systemem parlamentarnym, że rząd Papena znalazł się w „beznadziejnej izolacji”, a nowy gabinet może odnieść sukces tylko wtedy, gdy połączy „autorytet z góry” z „siłą z dołu”. Prosił, by dać mu „przynajmniej tyle autorytetu i pozycji”, ile otrzymali jego poprzednicy, którzy nie wnosili do rządu ani masowego ruchu, ani 196 posłów. Zapewniał, że wyposaży gabinet prezydencki pod swoim kierownictwem w „konstytucyjne przesłanki” długiej pracy, co w praktyce oznaczało właśnie ustawę o pełnomocnictwach.

Gdy Hitler zapytał o warunki, Hindenburg wymienił je i także wręczył na piśmie. Rząd miał przyjąć program gospodarczy, nie przywracać podziału władzy między Rzeszą a Prusami, w których od lipcowego zamachu stanu Papena rządził komisarz Rzeszy, i nie ograniczać prawa prezydenta do dekretów z artykułu 48 konstytucji. Prezydent zastrzegał sobie ostateczną zgodę na listę ministrów, a obsadę ministerstw spraw zagranicznych i Reichswehry uważał za swoją osobistą decyzję. Na koniec powiedział: „Jak się te rozmowy skończą, wie Bóg. My tego nie wiemy. Jedno chcę jednak podkreślić: jakkolwiek się skończą, moje drzwi będą zawsze dla pana otwarte”. Rozmowa trwała około dwudziestu minut. Urząd prezydenta wydał komunikat o misji, a gazety pisały o „próbie Hitlera”.

Wymiana listów i odmowa

Jeszcze tego samego popołudnia Hitler odpisał Meissnerowi, że między zleceniem a warunkami widzi „nierozwiązywalną sprzeczność”. Pytał, czego prezydent właściwie chce: gabinetu prezydenckiego, który tylko zapewni sobie tolerancję parlamentu, czy rządu parlamentarnego z zastrzeżeniami, jakich mógłby dotrzymać tylko rząd autorytarny. Przypominał, że Brüning był politykiem Centrum, a mimo to kierował gabinetem prezydenckim. 22 listopada Meissner wyjaśnił w imieniu prezydenta, że gabinet prezydencki opiera się na artykule 48, a parlamentarny na większości, i że przywódca partii, „i to partii żądającej wyłączności dla swojego ruchu”, nie może stać na czele rządu prezydenckiego. Zlecenie dotyczyło więc wyłącznie rządu większościowego.

23 listopada Hitler zwrócił zlecenie. Uważał, że nie da się go wykonać przy postawionych warunkach, a jednocześnie zaproponował, by mianować go kanclerzem i dać mu pełnomocnictwa potrzebne do zdobycia większości dla ograniczonej w czasie ustawy o pełnomocnictwach. Tego samego dnia, za wiedzą prezydenta, rozmawiał z nim minister Reichswehry generał Kurt von Schleicher. Hitler odrzucił każdą formę udziału w rządzie, którym nie on by kierował.

24 listopada Meissner przekazał odpowiedź Hindenburga, której treść uzgodniono wcześniej ze Schleicherem. Prezydent dziękował za gotowość objęcia kierownictwa „gabinetu prezydenckiego”, ale uważał, że nie mógłby uzasadnić przed narodem niemieckim oddania swoich pełnomocnictw przywódcy partii, która stale podkreślała swoją wyłączność i była nastawiona wrogo do niego samego i do jego polityki. Musiałby się obawiać, że gabinet prezydencki pod kierownictwem Hitlera „przekształciłby się nieuchronnie w dyktaturę partyjną ze wszystkimi jej skutkami dla nadzwyczajnego zaostrzenia przeciwieństw w narodzie niemieckim”, czego nie mógłby wziąć na swoją przysięgę i sumienie. Dalsze rozmowy uznał za bezcelowe, ale powtórzył, że jego drzwi pozostają otwarte.

Hitler odpisał jeszcze tego samego dnia, że nie żądał żadnej dyktatury partyjnej. NSDAP zrobiła z całej wymiany korespondencji broń propagandową. Po południu Göring zwołał konferencję prasową w Kaiserhofie, rozdał dziennikarzom listy i oświadczył, że Hitlerowi nie dano żadnej szansy, tylko „rzucono mu kłodę pod nogi”, a za prezydentem stoją siły, które planowo nie dopuściły do jego rządu. O tej samej porze Hindenburg poprosił Kaasa, by spróbował zbudować większość. Prałat przyznawał, że potrzebna jest „wiara, która przenosi góry”, i po dwóch dniach rozmów, w których Hitler znów nie chciał negocjować, musiał uznać tę próbę za nieudaną.

Petycja przemysłowców

Na rozmowy z listopada 1932 roku przez dziesięciolecia patrzono przez pryzmat dokumentu ujawnionego w 1956 roku przez historyków z NRD. Była to tak zwana petycja przemysłowców (Industrielleneingabe), list do Hindenburga datowany na 19 listopada, w którym grupa przedsiębiorców, bankierów i ziemian prosiła prezydenta, by powierzył kierownictwo gabinetu prezydenckiego „przywódcy największej grupy narodowej”, czyli Hitlerowi. Pomysł narodził się w końcu października w tak zwanym kręgu Kepplera, grupie biznesmenów sympatyzujących z NSDAP, a tekst napisał były prezes Banku Rzeszy Hjalmar Schacht. Łącznikiem z partią był Heinrich Himmler.

Petycję podpisało jednak tylko około dwudziestu osób, w większości bankierów z Hamburga i Kolonii, kupców i przedstawicieli organizacji rolniczych, wśród nich kolońskiego bankiera Kurta von Schrödera i prezesa Związku Rolników Rzeszy hrabiego Eberharda von Kalckreutha. Jedynym naprawdę wielkim przemysłowcem był szef Zjednoczonych Stalowni Fritz Thyssen, którego podpis dołączono zresztą później. Organizatorzy liczyli na nazwiska takie jak Robert Bosch, Carl Friedrich von Siemens czy Wilhelm Cuno, ale ci odmówili. Większość wielkiego przemysłu popierała w tym czasie Papena i jego autorytarny, ale nie nazistowski program. Meissner przedłożył list prezydentowi dopiero 22 listopada, już po obu rozmowach z Hitlerem, i dokument nie zmienił decyzji Hindenburga. Od badań amerykańskiego historyka Henry’ego Ashby’ego Turnera z lat osiemdziesiątych większość historyków uważa petycję za nieudaną akcję wąskiej grupy, a nie dowód, że „wielki kapitał” wymusił oddanie władzy nazistom. Pozostaje ona jednak świadectwem sympatii, jaką Hitler budził w części niemieckich elit gospodarczych.

Co dalej

Fiasko listopadowych rozmów postawiło Hindenburga przed wyborem, którego chciał uniknąć. Papen proponował, by rozwiązać Reichstag, odroczyć wybory i rządzić dalej przy pomocy wojska, nawet za cenę złamania konstytucji. Schleicher był przeciw i liczył na rozłam w NSDAP. 30 listopada Hitler odmówił przyjazdu z Weimaru na kolejną rozmowę z prezydentem, tym razem o ewentualnej tolerancji rządu Schleichera. Tłumaczył, że powiedział już wszystko. Kilka dni później kanclerzem został sam Schleicher.

Hitler wyszedł z listopadowych rozmów pozornie przegrany. Partia była osłabiona, w jej kierownictwie narastał spór z Gregorem Strasserem, który chciał wejść do rządu na mniej ambitnych warunkach, a 4 grudnia NSDAP poniosła dotkliwe straty w wyborach komunalnych w Turyngii. Wielu obserwatorów, także za granicą, uznało, że szczyt nazistowskiej fali minął. Hitler trzymał się jednak swojej zasady: wszystko albo nic. Nie wchodził do cudzego rządu, nie negocjował z partiami i czekał, aż otoczenie prezydenta samo uzna, że bez niego nie da się rządzić.

Znaczenie

Rozmowy z 19 i 21 listopada 1932 roku oraz list z 24 listopada są jednym z najlepiej udokumentowanych świadectw tego, że Hindenburg dobrze wiedział, czym grozi oddanie władzy Hitlerowi. Na piśmie przewidział, że rząd prezydencki pod jego kierownictwem przerodzi się w dyktaturę partyjną i zaostrzy konflikty w narodzie aż do groźby wojny domowej. Hitler ze swojej strony nie ukrywał, czego chce: urzędu kanclerza, władzy dekretowej i ustawy o pełnomocnictwach, której, jak mówił, nikt poza nim nie uzyska.

Dwa miesiące później, 30 stycznia 1933 roku, Hindenburg powołał Hitlera na kanclerza właśnie gabinetu prezydenckiego, bez większości w Reichstagu, przekonany przez Papena, że konserwatywni ministrowie zdołają go „obramować”. 23 marca 1933 roku Reichstag, w którym nie było już posłów komunistycznych, uchwalił ustawę o pełnomocnictwach, a latem Niemcy stały się państwem jednej partii. Przepowiednia z listopada spełniła się co do joty. Dyktatura, którą prezydent chciał zatrzymać, rozpoczęła zbrojenia, zerwała z traktatem wersalskim i w ciągu siedmiu lat doprowadziła do napaści na Polskę 1 września 1939 roku.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.