TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Wyrwanie się z kotła pod Korsuniem

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front wschodni
Data:
16 lutego 1944
Autor:
Natalia
Bitwa:
Bitwa pod Korsuniem
Tagi:
Wehrmacht, Armia Czerwona, Ukraina, Erich von Manstein

16 lutego 1944 roku o godzinie 23.00 z rejonu ukraińskiej wsi Szenderówka ruszyły na zachód trzy kolumny niemieckiej piechoty. Było to ostatnie, rozpaczliwe posunięcie dwóch korpusów niemieckiej 8 Armii – około 45 tysięcy ludzi – które od 28 stycznia tkwiły w kotle pod Korsuniem. Odsiecz, która miała do nich dotrzeć, utknęła kilkanaście kilometrów dalej, pod Łysianką. Okrążeni musieli więc przebić się do niej sami, przez radzieckie pozycje, nocą, w zamieci śnieżnej, porzucając rannych, działa i pojazdy.

Rano 17 lutego nocny marsz zamienił się w masakrę na otwartym, zaśnieżonym polu i w lodowatej wodzie wezbranej rzeki. Mimo to większość okrążonych dotarła do niemieckich linii. Pod datą 16 lutego zapisano wiadomość, że Niemcy, z czołgami na czele, nie zdołali wyrwać się z kotła. Trzeba ją sprostować: tego dnia dopiero wydano rozkaz wyrwania się, a samo przebicie, przeprowadzone w nocy z 16 na 17 lutego, częściowo się udało. Wyszło z kotła – w zależności od źródła i od tego, czy liczyć rannych wywiezionych wcześniej samolotami – od około 30 do 40 tysięcy ludzi, mniej więcej dwie trzecie okrążonych. Nie prowadziły ich czołgi: pancerna odsiecz stała nieruchomo pod Łysianką, a nieliczne wozy bojowe z kotła porzucono lub zniszczono w czasie marszu. Ocaleli wyszli niemal bez broni ciężkiej, a sześć rozbitych dywizji trzeba było odtwarzać od podstaw.

Odsiecz pod Łysianką

Kocioł powstał, gdy w ostatnich dniach stycznia 1 Front Ukraiński gen. armii Nikołaja Watutina i 2 Front Ukraiński gen. armii Iwana Koniewa odcięli występ, który Niemcy utrzymywali nad Dnieprem po przegranej bitwie o Dniepr. W okrążeniu znalazły się XI Korpus Armijny gen. Wilhelma Stemmermanna i XLII Korpus Armijny gen. Theobalda Lieba – według niemieckich archiwów około 56–59 tysięcy ludzi, w tym 5 Dywizja Pancerna SS „Wiking” z przydzieloną do niej walońską brygadą szturmową SS „Wallonien”. Całość podporządkowano Stemmermannowi jako Grupę Stemmermanna.

Dowódca Grupy Armii Południe, feldmarszałek Erich von Manstein, zebrał do odsieczy dwa korpusy pancerne. Na południu XLVII Korpus Pancerny gen. Nikolausa von Vormanna dysponował zbyt słabymi siłami, by przebić się daleko. Główny ciężar spadł na III Korpus Pancerny gen. Hermanna Breitha, z 16 i 17 Dywizją Pancerną, 1 Dywizją Pancerną SS „Leibstandarte SS Adolf Hitler” i ciężkim pułkiem pancernym ppłk. Franza Bäkego. Hitler zażądał jednak, by uderzenia z początku lutego nie tylko otworzyły korytarz, ale same okrążyły radzieckie armie, które zamknęły kocioł. Ten zamysł rozbił się o słabość dywizji, radzieckie odwody i pogodę. Do 8 lutego stało się jasne, że „przeciwokrążenie” się nie uda, i Manstein skierował Breitha najkrótszą drogą na wschód.

Przegrupowanie kosztowało trzy dni. 11 lutego 16 i 17 Dywizja Pancerna uderzyły ponownie, zajęły Łysiankę i uchwyciły przyczółek na wschodnim brzegu rzeczki Hnyłyj Tykycz (ros. Gniłoj Tikicz). Tego dnia zachodnie raporty donosiły, że odsiecz jest już tylko około 10 mil (16 km) od okrążonych – i rzeczywiście dzieliło je wtedy kilkanaście kilometrów. Dalej jednak czołgi Breitha nie doszły. Nadeszła odwilż i rasputica: drogi zamieniły się w bagno, czołgi zużywały dwa razy więcej paliwa niż zwykle, a amunicję i benzynę trzeba było zrzucać z samolotów albo donosić. Między Łysianką a kotłem leżały wzgórze 239 i wieś Żurżyńce, które Armia Czerwona umocniła i obsadziła czołgami.

Kurczący się kocioł

W kotle sytuacja pogarszała się z dnia na dzień. Radzieckie dowództwo próbowało rozciąć okrążonych na części, uderzając siłami 4 Gwardyjskiej Armii i 5 Gwardyjskiego Korpusu Kawalerii na styk obu korpusów. Stemmermann łatał kolejne wyłomy jedyną ruchomą jednostką, jaką miał – dywizją „Wiking” SS-Gruppenführera Herberta Otto Gillego. Transportowce Ju 52 lądowały na polowym lotnisku pod Korsuniem, przywożąc paliwo i amunicję i wywożąc rannych – ponad 4 tysiące ludzi – ale około 12 lutego lotnisko trzeba było porzucić, a zaopatrzenie odtąd zrzucano na spadochronach. 14 lutego radziecka 52 Armia zajęła sam Korsuń.

Okrążeni przesuwali kocioł na południowy zachód, ku odsieczy, oddając teren na północy. W dniach 10–12 lutego zdobyli wsie Nowa Buda i Komarówka, a po ciężkich walkach z 27 Armią utrzymali Szenderówkę, ostatnią większą miejscowość przed liniami Breitha. 13 lutego w obronie Nowej Budy poległ dowódca brygady „Wallonien” SS-Sturmbannführer Lucien Lippert. Dowództwo objął faktycznie Léon Degrelle, przywódca walońskich reksistów, który trzy lata wcześniej opowiedział się za nazizmem, a w 1941 roku wstąpił jako szeregowiec do walońskiego legionu ochotniczego. Kocioł skurczył się do kilku kilometrów średnicy i leżał pod nieustannym ostrzałem; żołnierze nazywali Szenderówkę „bramą piekieł”.

Ostrzał dotykał także mieszkańców wsi, które wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk. Ukraińscy chłopi tkwili w okrążeniu razem z wojskiem, a w kotle przebywały też tysiące radzieckich obywateli służących Niemcom jako pomocnicy. Dla nich niewola oznaczała w najlepszym razie łagier, toteż wielu z nich szło potem z kolumnami na zachód.

Po drugiej stronie pierścienia rosło napięcie w radzieckim dowództwie. Postępy odsieczy zaniepokoiły Stalina. 12 lutego Stawka powierzyła zniszczenie okrążonych w całości Koniewowi, podporządkowując mu 27 Armię z frontu Watutina, a Watutinowi i koordynującemu działania obu frontów marszałkowi Gieorgijowi Żukowowi zostawiła odpieranie odsieczy na froncie zewnętrznym. Żukow wspominał później, że Stalin ostro go wówczas zbeształ; według Koniewa decyzja zapadła z inicjatywy samego Stalina, według Żukowa – na prośbę Koniewa.

Rozkaz „Wolność”

Wieczorem 15 lutego sztab 8 Armii zawiadomił Stemmermanna, że III Korpus Pancerny nie zdoła podejść bliżej i okrążeni muszą o własnych siłach przebić się do linii Żurżyńce – wzgórze 239, gdzie mieli połączyć się z odsieczą. Meldunek nie mówił, że obie te pozycje są w rękach radzieckich. 16 lutego Manstein, nie czekając na zgodę Hitlera, nadał rozkaz: „Hasło Wolność, cel Łysianka, godz. 23.00”.

Plan był prosty i okrutny. Natarciem kierował gen. Lieb. Ludzie mieli iść w trzech kolumnach: na północy grupa utworzona na bazie 112 Dywizji Piechoty, w środku 72 Dywizja Piechoty, na południu „Wiking” z Walonami. Pierwsze rzuty miały przejść przez radzieckie linie na bagnety, bez strzału, w ciemności. Stemmermann został z tylną strażą złożoną z resztek 57 i 88 Dywizji Piechoty, która miała osłaniać odejście i iść ostatnia. Ciężką artylerię wystrzelano i zniszczono, zbędne pojazdy spalono. Około 1450 ciężko rannych, których nie dało się zabrać, zostawiono w Szenderówce pod opieką lekarzy i sanitariuszy – z nadzieją, że strona radziecka uszanuje znak Czerwonego Krzyża.

Noc z 16 na 17 lutego

Pogoda, która wcześniej zatrzymała odsiecz, tej nocy sprzyjała okrążonym. Przyszedł mróz i zadymka; w ciemności i śniegu pierwsze bataliony przeszły przez radzieckie linie bez wystrzału i nad ranem 17 lutego dotarły do niemieckich stanowisk w Łysiance i we wsi Oktiabr. Środkowa i lewa kolumna natknęły się jednak na radzieckie czołgi na wzgórzu 239 i musiały je obejść od południa, schodząc z drogi, przy której saperzy odsieczy przygotowali przeprawy.

O świcie marsz zamienił się w chaos. Działa, wozy i niemal wszystkie pojazdy, które nie mogły wjechać na oblodzone zbocza, porzucono. Koniew rzucił do walki czołgi, artylerię i kawalerię 5 Gwardyjskiego Korpusu Kawalerii, by rozbić kolumny na otwartym terenie. Niemieckie relacje opisują T-34 wjeżdżające w tłumy żołnierzy, rannych i taborów oraz kozaków rąbiących szablami uciekających, także tych, którzy próbowali się poddać. Relacje radzieckie przedstawiają te same sceny jako zniszczenie wroga, który odrzucił wezwanie do kapitulacji. Obie strony pisały o tym dniu z wyraźnym zamiarem – jedna, by podkreślić bezwzględność przeciwnika, druga, by uzasadnić ogłoszone potem liczby zabitych – więc szczegóły pozostają niepewne. Pewne jest, że na polach między Szenderówką a Łysianką zginęły tego ranka tysiące ludzi.

Główna masa uciekinierów dotarła nad Hnyłyj Tykycz daleko od przygotowanych przepraw. Wezbrany od roztopów strumień miał tam kilkanaście metrów szerokości i około dwóch metrów głębokości, a wysoki brzeg utrudniał wyjście z wody. Ludzie przeprawiali się wpław, po zwalonych drzewach, na koniach i porzuconych pojazdach. Setki utonęły albo zmarły z wychłodzenia, wielu doszło do Łysianki bez broni, butów i mundurów. Tylna straż 57 i 88 Dywizji przeszła później przez mosty saperów, wioząc kilkuset rannych. Ostatnie grupy rozbitków docierały do niemieckich linii jeszcze przez kilka dni, a pozostałych radzieckie oddziały wyłapywały w okolicznych wsiach i lasach.

Gen. Stemmermann nie wyszedł z kotła. Zginął 17 lub 18 lutego – relacje się różnią – gdy jego samochód trafił pocisk radzieckiego działa przeciwpancernego. Koniew pisał w pamiętnikach, że na jego rozkaz ciało generała pochowano z honorami wojskowymi.

„Wiking” i Walonowie

Dywizja „Wiking” i brygada „Wallonien” szły w ostatniej fazie walk w kotle w straży tylnej i na najbardziej zagrożonych odcinkach: osłaniały Nową Budę i Komarówkę, a w nocy wyłomu – południowe skrzydło. Obie poniosły ciężkie straty. Z około dwóch tysięcy Walonów, którzy weszli do kotła, wyszło według danych samej brygady kilkuset; dywizja „Wiking” straciła cały sprzęt i znaczną część stanów. Gille i Degrelle przeszli przez rzekę razem ze swoimi żołnierzami.

Propaganda III Rzeszy natychmiast zrobiła z obu dowódców bohaterów. 20 lutego Hitler osobiście odznaczył w swojej kwaterze Gillego Mieczami do Krzyża Rycerskiego z Liśćmi Dębu, a Degrellego Krzyżem Rycerskim. Degrelle twierdził później, że przy kolejnym odznaczeniu, w sierpniu 1944 roku, Hitler powiedział mu, iż gdyby miał syna, chciałby, by był taki jak on; historycy wątpią w prawdziwość tej relacji. Ta scena, opisana w niemieckiej prasie i w kronikach filmowych, przesłoniła rzeczywisty bilans: kolaboracyjna brygada ochotników z okupowanej Belgii została praktycznie zniszczona w obronie sprawy, która była już przegrana.

Dwa bilanse

Liczby, które obie strony ogłosiły po bitwie, nie dają się pogodzić. Moskwa 18 lutego uczciła zwycięstwo salutem artyleryjskim, oddanym wyłącznie na cześć wojsk 2 Frontu Ukraińskiego, a radziecki komunikat podawał, że okrążone zgrupowanie zostało zniszczone: na pobojowisku naliczono 55 tysięcy zabitych Niemców, a do niewoli wzięto 18 200 ludzi. Według tej wersji z kotła prawie nikt się nie wydostał. Koniew mówił później nawet o 130 tysiącach zabitych i rannych.

Zestawienia 8 Armii mówią co innego. Do wyłomu ruszyło około 45 tysięcy ludzi, a do linii III Korpusu Pancernego dotarło według nich około 27,7 tysiąca żołnierzy i ponad tysiąc ochotników rosyjskich, a także około 7,5 tysiąca rannych; doliczając ponad 4 tysiące rannych wywiezionych wcześniej samolotami, niemieckie dokumenty wykazują około 40,4 tysiąca ocalałych. Na tej podstawie Karl-Heinz Frieser w niemieckiej historii oficjalnej „Das Deutsche Reich und der Zweite Weltkrieg”, Douglas Nash oraz Niklas Zetterling i Anders Frankson przyjmują, że z okrążenia uszło około 35–40 tysięcy ludzi, a nieodwracalne straty okrążonych – zabici, zaginieni i jeńcy – wyniosły mniej więcej 19–20 tysięcy. David Glantz uważa niemieckie liczby ocalałych za zawyżone. Bez względu na rachunek kocioł kosztował Niemców praktycznie całą artylerię, czołgi i tabory sześciu dywizji, które trzeba było wycofać do odtworzenia. Ciężkie straty poniosły też dywizje odsieczy, które w błocie pod Łysianką porzuciły wiele unieruchomionych czołgów.

Straty radzieckie w całej operacji, od 24 stycznia do 17 lutego, rosyjskie zestawienia statystyczne podają na ponad 80 tysięcy ludzi, w tym około 24,3 tysiąca zabitych i zaginionych. Ofiar wśród ukraińskiej ludności cywilnej nikt dokładnie nie policzył.

Zwycięzców nagrodzono szybko. Koniew 20 lutego otrzymał stopień marszałka Związku Radzieckiego, a dowódca 5 Gwardyjskiej Armii Pancernej Pawieł Rotmistrow – 21 lutego stopień marszałka wojsk pancernych. Żukow i Watutin, którzy także walczyli pod Korsuniem, zostali w ceremoniach zwycięstwa pominięci; Żukow nazwał to później „niewybaczalnym błędem” Stalina.

Miejsce w wojnie

Korsuń nie był „drugim Stalingradem”, jak zapowiadano w Moskwie – zbyt wielu okrążonych uszło, a niemiecka 8 Armia nie straciła dowództwa, sztabów ani kadr. Był jednak dla Wehrmachtu klęską. Dwa korpusy na kilka miesięcy wypadły z walki, odsiecz wyczerpała najlepsze dywizje pancerne Grupy Armii Południe, a front nad Dnieprem przestał istnieć. Bitwa po raz kolejny pokazała, jak drogo kosztuje hitlerowski zakaz oddawania terenu: korsuński występ, którego utrzymanie Manstein uważał za bezcelowe, trzymano do chwili, gdy obrona zamieniła się w walkę o życie dwóch korpusów.

Wkrótce okazało się, że był to dopiero początek. Na początku marca oba fronty ukraińskie, teraz w pełni sił, uderzyły ponownie: odwilż i błoto nie zatrzymały radzieckich czołgów, które przeszły Boh, Dniestr i Prut i w kwietniu stanęły u granic Rumunii i Czechosłowacji. Pod Kamieńcem Podolskim w kotle znalazła się cała 1 Armia Pancerna, która także się wyrwała, ale porzuciwszy sprzęt. Hitler pod koniec marca odwołał Mansteina, z którym od miesięcy spierał się o każdą decyzję odwrotu, i już nigdy nie dał mu dowództwa.

Ocalałe dywizje odtworzono: „Wiking” walczyła latem pod Kowlem i nad Wisłą pod Warszawą, Walonowie zostali rozbudowani w dywizję SS. Degrellemu urządzono w kwietniu defiladę w okupowanej Brukseli. Korsuń stał się dla propagandy obu stron legendą – dla radzieckiej wzorem okrążenia i zniszczenia, dla niemieckiej przykładem wytrwałości – a historycy jeszcze dziesiątki lat po wojnie spierali się o to, ilu ludzi naprawdę wyszło z kotła.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.