TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Zatopienie HMS Glorious

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Skandynawia
Data:
8 czerwca 1940
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Kampania norweska
Tagi:
Norwegia, Royal Navy, Kriegsmarine, RAF

Wieczorem 7 czerwca 1940 roku na pokładzie brytyjskiego lotniskowca HMS „Glorious”, krążącego u wybrzeży północnej Norwegii, wylądowały myśliwce RAF, które przez ostatnie tygodnie broniły nieba nad Narwikiem. Lotnicy dokonali rzeczy, której nikt wcześniej nie próbował, i uratowali swoje samoloty przed porzuceniem na ewakuowanym lądzie. Nazajutrz po południu, na pustym i słonecznym Morzu Norweskim, lotniskowiec i jego dwa niszczyciele eskorty, „Ardent” i „Acasta”, natknęły się na niemieckie pancerniki „Scharnhorst” i „Gneisenau”. W niespełna dwie godziny wszystkie trzy brytyjskie okręty poszły na dno. Zginęło ponad 1500 marynarzy, lotników i żołnierzy piechoty morskiej, a przeżyło około czterdziestu. Była to najcięższa pojedyncza strata Royal Navy w całej kampanii norweskiej i jeden z nielicznych w historii przypadków, gdy lotniskowiec zatopiła artyleria okrętów nawodnych.

Data

Niektóre kalendaria zapisują zatopienie „Glorious” pod 7 czerwca. W rzeczywistości bitwa rozegrała się po południu 8 czerwca 1940 roku, co zgodnie podają brytyjskie i niemieckie źródła. 7 czerwca to dzień, w którym na lotniskowiec wylądowały ewakuowane myśliwce i w którym z Tromsø odpłynął krążownik wiozący norweskiego króla, a więc dzień, od którego zaczyna się ta historia. Godziny odpowiadają czasowi przyjętemu w relacjach brytyjskich; niemieckie dzienniki okrętowe notowały te same wydarzenia godzinę później.

Ewakuacja spod Narwiku

Gdy 24 maja Londyn postanowił opuścić Norwegię, alianci mieli przed sobą zadanie trudniejsze od samego zdobycia Narwiku: wycofać z północnej Norwegii około 25 tysięcy żołnierzy brytyjskich, francuskich i polskich tak, by Niemcy niczego nie zauważyli. Ewakuacja, nazwana operacją „Alphabet”, trwała od nocy z 3 na 4 czerwca do 8 czerwca. Żołnierzy zabierały z okolic Harstad i fiordów wokół Narwiku niszczyciele, które przewoziły ich na wielkie transatlantyki czekające na otwartym morzu. Konwoje płynęły do Wielkiej Brytanii w kilku grupach, osłaniane przez okręty Floty Macierzystej. Bezpieczeństwa od strony powietrza pilnowały lotniskowce „Ark Royal” i „Glorious”, które przypłynęły z Scapa Flow na początku czerwca.

„Glorious” był okrętem nietypowym. Zbudowano go w czasie I wojny światowej jako tak zwany wielki krążownik lekki, szybki i słabo opancerzony, a w latach dwudziestych przebudowano na lotniskowiec, podobnie jak bliźniaczy „Courageous”, zatopiony przez U-Boota we wrześniu 1939 roku. Mógł zabrać około 48 samolotów i rozwinąć ponad 30 węzłów. Przez większość służby operował na Morzu Śródziemnym, a w kwietniu 1940 roku ściągnięto go na północ, by wspierał wyprawę do Norwegii. Przewoził wtedy na norweskie lotniska myśliwce RAF, w tym w maju Hurricane’y, załadowane dźwigiem i poderwane z jego pokładu dopiero po rozpędzeniu okrętu do pełnej prędkości.

W północnej Norwegii działały w ostatnich tygodniach kampanii dwa dywizjony RAF: No. 263, latający na przestarzałych dwupłatowcach Gloster Gladiator, i No. 46 z nowoczesnymi Hawker Hurricane. Z lotniska w Bardufoss osłaniały one Narwik, Harstad i zakotwiczoną w fiordach flotę, zestrzeliwując kilkadziesiąt niemieckich samolotów. Kiedy zapadła decyzja o ewakuacji, planowano je zniszczyć na ziemi, bo Hurricane’y nie miały haków do lądowania na lotniskowcu i uważano, że nie zdołają wyhamować na krótkim pokładzie. Dowódca 46 Dywizjonu, mjr pil. (squadron leader) Kenneth Cross, uzyskał jednak zgodę na próbę. Piloci odkryli, że worek piasku w tylnej części kadłuba pozwala od razu po przyziemieniu mocno hamować bez ryzyka przewrócenia się maszyny na nos. 7 czerwca po południu na „Glorious” wylądowało dziesięć Gladiatorów 263 Dywizjonu, a wieczorem, bez większych kłopotów, Hurricane’y 46 Dywizjonu. Źródła podają różną ich liczbę, od siedmiu do dziesięciu. Było to pierwsze w historii lądowanie nowoczesnych jednopłatowych myśliwców bez haków na pokładzie lotniskowca.

Samotny rejs

We wczesnych godzinach 8 czerwca dowódca „Glorious”, kmdr (captain) Guy D’Oyly-Hughes, poprosił o zgodę na samodzielny powrót do Scapa Flow i ją otrzymał. Lotniskowiec odłączył się od głównego zespołu i popłynął na południowy zachód tylko z dwoma niszczycielami, „Ardent” i „Acasta”. Oficjalnie podawano jako powód brak paliwa. Według historyka Johna Wintona i części ocalałych prawdziwą przyczyną był konflikt kapitana z własnym oficerem lotniczym, kmdr. por. J. B. Heathem, który wcześniej odmówił wysłania samolotów do ataku na słabo rozpoznane cele lądowe, uznając je za nieodpowiednie dla jego maszyn. D’Oyly-Hughes zostawił go w Scapa Flow w oczekiwaniu na sąd wojenny i, jak twierdzą ci autorzy, spieszył się, by sprawę zamknąć. Postawiono też hipotezę, że lotniskowiec miał się przygotować do innego zadania. Żadna z tych wersji nie została rozstrzygająco udowodniona.

D’Oyly-Hughes był doświadczonym oficerem, ale okrętów podwodnych, a nie lotnictwa. W czasie I wojny światowej, jako zastępca dowódcy okrętu podwodnego E11 w Dardanelach, przepłynął nocą do brzegu i wysadził odcinek kolei pod Konstantynopolem, za co otrzymał Krzyż Wybitnej Służby (DSC). Na „Glorious” miał opinię dowódcy apodyktycznego, który lekceważył rady lotników. 8 czerwca okręt płynął w stanie niskiej gotowości. Pod parą było tylko 12 z 18 kotłów, więc rozwinięcie pełnej prędkości wymagało czasu. W bocianim gnieździe nie wystawiono obserwatora. Nad zespołem nie krążył żaden patrol myśliwski, choć wcześniejszy dowódca zawsze trzymał w powietrzu kilka samolotów, a pogoda była wymarzona do lotów: bezchmurne niebo i niemal nieograniczona widoczność. Na pokładzie hangarowym stały, poza maszynami RAF, Swordfishe i Sea Gladiatory własnych dywizjonów okrętu, z których kilka utrzymywano w gotowości dziesięciominutowej.

Operacja „Juno”

Brytyjczycy nie wiedzieli, że od kilku dni na tych samych wodach są Niemcy. 4 czerwca z Kilonii wyszedł zespół pod dowództwem dowódcy floty (Flottenchef) adm. Wilhelma Marschalla: pancerniki „Gneisenau” (okręt flagowy) i „Scharnhorst”, ciężki krążownik „Admiral Hipper” i cztery niszczyciele. Wielki admirał Erich Raeder chciał, by flota pomogła wojskom gen. Eduarda Dietla, przypartym pod Narwikiem do szwedzkiej granicy. Rozkaz operacji „Juno” przewidywał uderzenie na bazę aliancką w Harstad i wsparcie niemieckiej kolumny idącej przez Nordland na odsiecz Dietlowi. Okręty niepostrzeżenie przepłynęły Skagerrak i wzdłuż wybrzeża norweskiego dotarły na Morze Norweskie, gdzie uzupełniły paliwo ze zbiornikowca w pobliżu wyspy Jan Mayen.

Wieczorem 7 czerwca Marschall naradzał się na pokładzie „Gneisenau”. Rozpoznanie lotnicze meldowało o konwojach i lotniskowcach płynących na zachód, ale nic o Harstad. Admirał doszedł do wniosku, że alianci opuszczają Norwegię, i postanowił, zamiast atakować pustą bazę, szukać ich statków na morzu. Rankiem 8 czerwca jego okręty zatopiły brytyjski zbiornikowiec „Oil Pioneer” z eskortującym go trawlerem uzbrojonym „Juniper”, a w południe pusty transportowiec wojska „Orama”, którego załogę w większości wzięto do niewoli. Oszczędziły płynący w pobliżu statek szpitalny „Atlantis”, który ze swej strony nie zameldował o spotkaniu. Potem Marschall odesłał „Hippera” i niszczyciele do Trondheim, a z dwoma pancernikami ruszył dalej na północ. Postąpił wbrew woli dowództwa, które chciało ataku na Harstad, ale jego radiowywiad przechwytywał sygnały brytyjskich lotniskowców i liczył na większą zdobycz.

Bitwa

Około 15.45 obserwator na najwyższej platformie „Scharnhorsta” dostrzegł na horyzoncie smugę dymu, a potem szczyt masztu, w odległości około 46 kilometrów. Pancerniki natychmiast skręciły w tamtą stronę. Na brytyjskich okrętach Niemców zauważono dopiero po 16.00. „Ardent” wysłano, by sprawdził, kim są obce okręty. Na „Glorious” nie zmieniono kursu ani prędkości, a alarm bojowy ogłoszono dopiero o 16.20. Wydano rozkaz wydobycia na pokład pięciu samolotów torpedowych Fairey Swordfish, ale nim zdążono je przygotować, było już za późno.

O 16.27 Niemcy otworzyli ogień do „Ardenta”, który zawrócił, stawiając zasłonę dymną i odpalając torpedy. Pięć minut później „Scharnhorst” przeniósł ogień swoich dział kalibru 283 mm na lotniskowiec. O 16.38, z odległości około 24 kilometrów, jeden z jego pocisków trafił w przednią część pokładu lotniczego i eksplodował w górnym hangarze. Było to jedno z najdalszych trafień w historii artylerii morskiej. W hangarze wybuchł pożar, zniszczone zostały przygotowywane do startu Swordfishe, a dziura w pokładzie uniemożliwiła poderwanie jakiegokolwiek samolotu. O 16.58 kolejny pocisk trafił w nadbudówkę i zabił lub ranił kapitana oraz większość ludzi na mostku. Przez dwadzieścia kilka minut dym stawiany przez niszczyciele utrudniał Niemcom celowanie, ale gdy się rozwiał, ogień wznowiono. Około 17.20 pocisk trafił w środkową maszynownię. Lotniskowiec stracił szybkość, zaczął zataczać koło i przechylać się na prawą burtę. Wydano rozkaz opuszczenia okrętu.

Oba niszczyciele walczyły do końca w sposób, który wszedł do legendy Royal Navy. „Ardent” raz za razem wychodził z dymu, by atakować torpedami, i trafił „Scharnhorsta” pociskiem ze swojego działa 120 mm. Rażony ogniem artylerii średniej, zatonął około 17.25. „Acasta” kmdr. por. Charlesa Glasfurda, który wcześniej osłaniał lotniskowiec dymem, wyszedł z zasłony i ruszył prosto na pancerniki. O 17.34 jedna z jego torped trafiła „Scharnhorsta” w rejonie rufowej wieży artylerii głównej. Wybuch wyrwał w kadłubie dziurę długości kilkunastu metrów, do wnętrza wdarło się około 2500 ton wody, wieża i jedna z maszynowni wypadły z akcji, a zginęło blisko pięćdziesięciu niemieckich marynarzy. Zmasakrowany „Acasta” zatonął około 18.20. „Glorious” poszedł na dno około 18.10.

Rozbitkowie

Według relacji ocalałych z „Glorious” zeszło do wody około 900 ludzi. Pancerniki, z których jeden był ciężko uszkodzony, a oba nie wiedziały, czy w pobliżu nie ma innych okrętów brytyjskich, odpłynęły w stronę Trondheim, nie podejmując rozbitków. Royal Navy o katastrofie nie wiedziała. W sztabach dowiedziano się o niej następnego dnia z niemieckiego komunikatu radiowego. Przez dwie, trzy doby rozbitkowie dryfowali na tratwach i w szalupach na lodowatym morzu i większość z nich zmarła z wychłodzenia. Norweski parowiec „Borgund”, płynący na Wyspy Owcze, natrafił na nich wieczorem 10 czerwca i dowiózł do Thorshavn kilkadziesiąt osób, wśród nich jedynego ocalałego z „Acasty” i Kennetha Crossa. Inny norweski statek, „Svalbard II”, zabrał kilku rozbitków, ale zauważony przez niemiecki samolot musiał zawrócić do Norwegii, gdzie ocaleni trafili do niewoli. Dwóch ludzi z „Ardenta” wyłowił niemiecki wodnosamolot. Łącznie przeżyło, w zależności od sposobu liczenia, od 38 do 45 osób.

Według zestawień opartych na badaniach Wintona zginęło lub zaginęło 1519 ludzi: 1207 z „Glorious”, 160 z „Acasty” i 152 z „Ardenta”. Inne listy, uwzględniające wszystkich pochowanych w morzu członków załóg i pasażerów, podają ponad 1530 nazwisk. Wśród zabitych było kilkudziesięciu ludzi RAF, w tym 18 pilotów obu dywizjonów myśliwskich, którzy przeżyli norweską kampanię tylko po to, by zginąć w drodze do domu. Z 46 Dywizjonu ocalało tylko dwóch pilotów, Cross i kpt. pil. Patrick Jameson.

Spór o „Glorious”

Zatopienie trzech okrętów bez jednego meldunku o przeciwniku stało się dla Royal Navy kłopotliwą sprawą, do której wracano przez dziesięciolecia. Okręty miały rozkaz natychmiast nadawać meldunek o napotkaniu nieprzyjaciela. Admiralicja twierdziła, że od „Glorious” niczego nie odebrano. Wkrótce wyszło jednak na jaw, że w odległości od 30 do 50 mil morskich od miejsca bitwy przepływał ciężki krążownik HMS „Devonshire”, okręt flagowy wiceadm. Johna H. D. Cunninghama, który wiózł do Wielkiej Brytanii króla Haakona VII, następcę tronu i norweski rząd. Część ocalałych z „Glorious” i członków załogi „Devonshire” zeznawała później, że krążownik odebrał okaleczony meldunek lotniskowca. Cunningham miał rozkaz zachować ciszę radiową i za wszelką cenę bezpiecznie dowieźć swoich pasażerów, więc nie przekazał meldunku dalej i nie zawrócił, tylko zwiększył szybkość. Według norweskiej relacji pokazał depeszę królowi, a ten, zapytany o rozkazy admirała, usłyszał, że brzmią one: dowieźć Waszą Królewską Mość bezpiecznie do Anglii. Haakon zauważył później, że Cunninghamowi wyraźnie się to nie podobało. Wiceadmirała nie należy mylić z jego imiennikiem Andrew Cunninghamem, dowodzącym w tym czasie Flotą Śródziemnomorską.

Krytycy wskazywali także na brak patrolu lotniczego w warunkach idealnej widoczności, który mógłby wykryć Niemców z odległości kilkudziesięciu mil i dać okrętom czas na ucieczkę, na niską gotowość okrętu i na decyzję o samotnym rejsie. Po ujawnieniu w latach siedemdziesiątych prac łamaczy szyfrów z Bletchley Park okazało się ponadto, że analitycy sekcji morskiej, wśród nich, według późniejszych relacji, młody Harry Hinsley, na podstawie analizy ruchu radiowego przewidywali wyjście niemieckich okrętów w morze, ale Centrum Wywiadu Operacyjnego Admiralicji nie podzieliło ich oceny i nie ostrzegło floty. Okoliczności zatopienia „Glorious” były przedmiotem debaty w Izbie Gmin jeszcze 28 stycznia 1999 roku, a sprawa do dziś budzi spory.

Miejsce w wojnie

Niemiecki sukces miał swoją cenę. „Scharnhorst” z torpedą „Acasty” w kadłubie dowlókł się do Trondheim. 13 czerwca piętnaście bombowców nurkujących Blackburn Skua z „Ark Royal” zaatakowało go w porcie, uzyskując jedno trafienie bombą, która nie wybuchła, za cenę ośmiu samolotów. 20 czerwca, gdy „Gneisenau” wyszedł w morze, by osłaniać powrót bliźniaka do kraju, brytyjski okręt podwodny HMS „Clyde” storpedował go w dziób. Oba pancerniki pozostawały w naprawie do końca 1940 roku. Razem z wcześniejszymi stratami w Norwegii oznaczało to, że latem 1940 roku, gdy Adolf Hitler kazał przygotowywać inwazję na Wielką Brytanię, Kriegsmarine nie miała niemal żadnych sprawnych ciężkich okrętów. Marschall, choć wygrał największe starcie floty niemieckiej w kampanii, został przez Raedera skrytykowany za samowolne odejście od rozkazów i wkrótce stracił stanowisko na rzecz adm. Günthera Lütjensa.

Dla Brytyjczyków utrata „Glorious” była ciężkim ciosem w chwili, gdy we Francji waliła się cała sojusznicza strategia. Royal Navy straciła drugi lotniskowiec w ciągu dziewięciu miesięcy wojny, a z nim lotników, których brakowało w bitwie powietrznej nad Anglią. Katastrofa była także lekcją, którą marynarka przyswajała długo i boleśnie: lotniskowiec bez własnych samolotów w powietrzu jest bezbronny wobec okrętów, których działa sięgają dalej, niż sięga wzrok jego obserwatorów. W nocy z 7 na 8 czerwca ostatni żołnierze alianccy opuścili okolice Narwiku, a sprzymierzone wojska, które wywalczyły tam pierwsze lądowe zwycięstwo nad Wehrmachtem, wracały do kraju i do walczącej jeszcze Francji. Zatopienie „Glorious”, „Ardenta” i „Acasty” było ostatnim akordem kampanii norweskiej na morzu i najkrwawszym jej dniem dla Royal Navy. Pamięć o nim przechowują pomniki w Portsmouth, Plymouth i w norweskim Harstad, odsłonięty w 2010 roku, w siedemdziesiątą rocznicę bitwy.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.