TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Arabia Saudyjska wypowiada wojnę Niemcom

Kategoria:
Dyplomacja
Front:
Bliski Wschód
Data:
1 marca 1945
Autor:
Natalia
Tagi:
Arabia Saudyjska, Abd al-Aziz ibn Su’ud, Stany Zjednoczone, III Rzesza

1 marca 1945 roku Arabia Saudyjska ogłosiła, że znajduje się w stanie wojny z Niemcami. Według większości zestawień, także amerykańskich i oenzetowskich, akt króla Abd al-Aziza ibn Su’uda obejmował również Japonię; niektóre opracowania wspominają jednak tylko o Niemczech, a sam akt miał charakter królewskiej decyzji ogłoszonej przez rząd w Mekce, nie uchwały parlamentu, którego królestwo nie miało. Ujęcie, które mówi o wojnie z Niemcami i Japonią, jest więc zgodne z przeważającą częścią źródeł.

Data nie była przypadkowa. Na konferencji jałtańskiej Wielka Trójka ustaliła, że na konferencję założycielską nowej organizacji światowej w San Francisco zostaną zaproszone państwa, które przystąpią do Deklaracji Narodów Zjednoczonych i do 1 marca 1945 roku wypowiedzą wojnę wspólnemu wrogowi. W ostatnich dniach lutego zrobiło to kilka państw, które dotąd zachowywały neutralność: większość republik Ameryki Łacińskiej, Turcja, Egipt, Syria i Liban. Arabia Saudyjska dołączyła do nich ostatnia, dokładnie w dniu upływu terminu. Żaden saudyjski żołnierz nie poszedł na front, a deklaracja nie zmieniła niczego w położeniu wojsk na którymkolwiek teatrze działań. Zmieniła natomiast pozycję królestwa po wojnie.

Neutralność życzliwa Brytyjczykom

Ibn Su’ud, który w 1932 roku nadał swojemu państwu nazwę od imienia rodu, rządził krajem ubogim, rzadko zaludnionym i zależnym od dochodów z pielgrzymek do Mekki. W latach trzydziestych utrzymywał poprawne stosunki z Niemcami i Włochami, a w 1939 roku rozmawiał nawet z Berlinem o dostawach broni. Gdy jednak we wrześniu 1939 roku wybuchła wojna, poszedł śladem Iraku i Egiptu i zerwał stosunki dyplomatyczne z Rzeszą. Ogłosił neutralność, ale życzliwą dla Wielkiej Brytanii, z którą łączyły go traktaty i subsydia. Wiosną 1941 roku nie poparł proniemieckiego przewrotu w Iraku, choć część arabskich nacjonalistów liczyła na jego pomoc.

Wojna szybko uderzyła w saudyjskie finanse. Ruch pielgrzymkowy niemal zamarł, a z nim główne źródło dochodów dworu. W pierwszych latach wojny kraj utrzymywały przede wszystkim pieniądze i dostawy zboża z Londynu. Wojna dotknęła też Arabię bezpośrednio, choć tylko raz: 19 października 1940 roku włoskie bombowce, które atakowały rafinerię na Bahrajnie, zrzuciły bomby także w rejonie amerykańskich instalacji naftowych w Az-Zahranie. Szkody były niewielkie, ale zdarzenie pokazało, że i ten zakątek świata leży w zasięgu wojny.

Ropa i Amerykanie

O tym, że Stany Zjednoczone zaczęły traktować pustynne królestwo poważnie, zdecydowała ropa naftowa. W 1933 roku Ibn Su’ud przyznał koncesję na poszukiwania we wschodniej części kraju koncernowi Standard Oil of California (dziś Chevron Corporation), który działał przez spółkę zależną California Arabian Standard Oil Company (CASOC); w 1936 roku udziały objął w niej także Texaco. Po kilku latach nieudanych wierceń w marcu 1938 roku odwiert nr 7 w Ad-Dammamie dał ropę na skalę przemysłową, a w maju 1939 roku król osobiście otworzył zawór, przez który popłynęła ropa do pierwszego tankowca. Na początku 1944 roku spółka przyjęła nazwę Arabian American Oil Company – Aramco.

W Waszyngtonie coraz częściej mówiono wtedy, że krajowe złoża nie wystarczą na długo, a Bliski Wschód stanie się po wojnie głównym rezerwuarem ropy świata. Amerykańscy nafciarze obawiali się, że kłopoty finansowe króla wepchną go całkowicie w ręce Brytyjczyków. 18 lutego 1943 roku prezydent Franklin Delano Roosevelt uznał obronę Arabii Saudyjskiej za żywotny interes Stanów Zjednoczonych, co pozwoliło objąć ją programem Lend-Lease. W Dżuddzie działało już wtedy stałe przedstawicielstwo amerykańskie, a w kolejnych miesiącach do kraju trafiały pieniądze, srebro na bicie monet, żywność i misje doradcze. Rywalizacja z Brytyjczykami o wpływy w królestwie trwała do końca wojny, ale jej wynik był coraz wyraźniejszy.

Spotkanie na Wielkim Jeziorze Gorzkim

Symbolicznym zwieńczeniem tego zbliżenia było spotkanie z 14 lutego 1945 roku. Wracając z Jałty, Roosevelt zatrzymał się w Egipcie i przyjął Ibn Su’uda na pokładzie krążownika „Quincy”, zakotwiczonego na Wielkim Jeziorze Gorzkim w ciągu Kanału Sueskiego. Król, który rzadko opuszczał swoje państwo, przypłynął z Dżuddy amerykańskim niszczycielem; na pokładzie rozbito dla niego namiot, a dworzanie zabrali ze sobą owce na mięso. Rozmowa, tłumaczona przez amerykańskiego posła Williama Eddy’ego, trwała kilka godzin. Najwięcej miejsca zajęła w niej Palestyna: król stanowczo sprzeciwił się dalszej imigracji żydowskiej, a Roosevelt zapewnił go – i potwierdził to później listem z 5 kwietnia – że nie podejmie w tej sprawie kroków wrogich Arabom bez konsultacji z nimi. Kilka dni później Ibn Su’uda przyjął w oazie Fajum Winston Churchill.

Tematem rozmów była też przyszła organizacja światowa. Według wielu historyków właśnie w tych tygodniach Amerykanie i Brytyjczycy dali królowi do zrozumienia, iż jeśli chce, by jego państwo zasiadło przy stole w San Francisco, musi przed 1 marca formalnie stanąć po stronie aliantów. Dla Ibn Su’uda, który przez całe życie dbał o to, by nie wyglądać na niczyjego klienta, było to rozstrzygnięcie pragmatyczne: wojna w Europie była już przesądzona, Niemcy i Japonia nie mogły mu zaszkodzić, a miejsce wśród założycieli nowej organizacji dawało małemu królestwu głos i międzynarodowe gwarancje.

Wojna na papierze

Deklaracja z 1 marca nie pociągnęła za sobą żadnych działań zbrojnych. Arabia Saudyjska nie miała nowoczesnej armii ani floty, a od najbliższego frontu dzieliły ją tysiące kilometrów. Formalne wejście do wojny otworzyło natomiast drogę do przystąpienia do Deklaracji Narodów Zjednoczonych, co było warunkiem zaproszenia do San Francisco. Królestwo znalazło się w ten sposób w gronie państw, które w ostatnich tygodniach przed terminem wypowiedziały wojnę wyłącznie po to, by nie zostać poza nowym porządkiem – ten sam rachunek przeprowadzili w lutym Turcy, Egipcjanie i Syryjczycy.

W świecie arabskim decyzja nie wywołała większego oporu. Inaczej niż w Egipcie, gdzie premier Ahmad Mahir zapłacił życiem za podobną decyzję, w Arabii nie było parlamentu ani zorganizowanej opozycji, a autorytet króla – strażnika świętych miast Mekki i Medyny – był niepodważalny. Wahhabickie duchowieństwo, które mogło mieć zastrzeżenia wobec sojuszu z niewiernymi, od lat przyjmowało pragmatyczną politykę władcy wobec Brytyjczyków i Amerykanów.

Co z tego wynikło

Niecałe trzy tygodnie później, 22 marca 1945 roku, Arabia Saudyjska znalazła się wśród siedmiu państw założycielskich Ligi Państw Arabskich, powołanej w Kairze. Wiosną delegacja saudyjska, na której czele stanął syn króla, emir Fajsal, późniejszy władca kraju, pojechała na konferencję w San Francisco, a 26 czerwca 1945 roku podpisała Kartę Narodów Zjednoczonych. Arabia Saudyjska stała się w ten sposób jednym z pierwszych członków Organizacji Narodów Zjednoczonych – status, którego nie uzyskałaby, gdyby zwlekała jeszcze jeden dzień.

Wkrótce po zakończeniu wojny Amerykanie uzyskali zgodę na budowę lotniska wojskowego w Az-Zahranie, a Aramco szybko zwiększało wydobycie; roczne dochody królestwa z ropy wzrosły z kilku milionów dolarów w 1939 roku do ponad 200 milionów na początku lat pięćdziesiątych. Spotkanie na „Quincy” i deklaracja z 1 marca otworzyły okres bliskiego związku Rijadu z Waszyngtonem, opartego na wymianie ropy na bezpieczeństwo, który przetrwał zimną wojnę. Sprawa Palestyny, o której król rozmawiał z Rooseveltem, miała natomiast już wkrótce stać się głównym źródłem napięć między światem arabskim a Zachodem. Jak inne spóźnione wypowiedzenia wojny z przełomu lutego i marca 1945 roku, saudyjska deklaracja niewiele mówi o samej wojnie, a wiele o świecie, który miał nastać po niej: o rosnącym znaczeniu ropy, o przejmowaniu przez Stany Zjednoczone dawnej roli Wielkiej Brytanii na Bliskim Wschodzie i o tym, jak ważne było dla małych państw miejsce w gronie założycieli ONZ.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.