TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Misja Clarka w Algierii

Kategoria:
Wojsko
Front:
Morze Śródziemne
Data:
22 października 1942
Autor:
Łukasz
Tagi:
Stany Zjednoczone, Francja Vichy, Henri Giraud, Dwight Eisenhower

W nocy z 21 na 22 października 1942 roku z brytyjskiego okrętu podwodnego HMS „Seraph” zeszło na brzeg Algierii pięciu amerykańskich oficerów w składanych kajakach. Prowadził ich gen. dyw. Mark Clark, zastępca gen. broni Dwighta Eisenhowera i drugi człowiek w sztabie przygotowującym operację „Torch”. Na odludnym wybrzeżu kilkanaście kilometrów na zachód od miasteczka Cherchell (dziś Szarszal) czekała na nich willa, a w niej amerykański dyplomata Robert Murphy i francuscy oficerowie gotowi pomóc aliantom. Do rana przyjechał gen. Charles Mast, dowódca dywizji w Algierze. Niektóre opracowania podają, że Clark spotkał się z „urzędnikami Vichy i grupami ruchu oporu”. To uproszczenie: jego rozmówcami byli spiskowcy, którzy działali za plecami rządu w Vichy i którym ten rząd z pewnością kazałby Clarka aresztować.

Pilne wezwanie z Algieru

Od lata 1942 roku alianci planowali desant we francuskiej Afryce Północnej. Najbardziej obawiali się nie Niemców, lecz Francuzów. W Maroku i Algierii stało ponad sto tysięcy żołnierzy armii Francji Vichy, a w portach okręty francuskiej floty. Po Mers el-Kébir i Dakarze francuscy oficerowie i marynarze nienawidzili Brytyjczyków, a marszałek Philippe Pétain wielokrotnie zapowiadał, że jego wojska będą bronić imperium przed każdym napastnikiem. Gdyby stawiły zacięty opór, lądowanie mogło skończyć się krwawo, a Niemcy zdążyliby zająć Tunezję.

Waszyngton miał w Afryce przewagę, której nie mieli Brytyjczycy. Utrzymywał stosunki z Vichy i od 1941 roku trzymał w Algierze Roberta Murphy’ego z grupą wicekonsulów, którzy pod pozorem nadzoru nad dostawami żywności zbierali informacje i kontakty. Murphy dotarł do oficerów i cywilów gotowych wrócić do wojny po stronie aliantów. Ich wojskowym przywódcą w Algierze był gen. Mast, a duchowym gen. Henri Giraud, zbiegły w kwietniu z niemieckiej twierdzy Königstein i mieszkający pod nadzorem w południowej Francji. We wrześniu Murphy wrócił z rozmów z Eisenhowerem w Anglii z poleceniem nawiązania łączności z Giraudem.

Według amerykańskiej historii oficjalnej to Mast uznał, że nadszedł czas na rozmowy sztabowe, i przez Murphy’ego zaproponował spotkanie w nocy z 21 na 22 października na wybrzeżu koło Cherchell. Depesza przyszła do Londynu w połowie miesiąca, na niecały tydzień przed proponowanym terminem. 16 października Eisenhower zebrał w Norfolk House kilku oficerów i postanowił wysłać do Afryki swojego zastępcę.

Pięciu oficerów i trzy kajaki

Clarkowi towarzyszyli gen. bryg. Lyman Lemnitzer, szef wydziału operacyjnego sztabu sojuszniczego, płk Archelaus Hamblen, specjalista od transportu i zaopatrzenia, płk Julius Holmes z wydziału spraw cywilnych, który miał służyć za tłumacza, oraz kmdr Jerauld Wright z marynarki amerykańskiej, łącznik z Royal Navy, którego zadaniem było wybadać nastroje francuskiej floty. Zdecydowano, że Clark ma mówić w imieniu Eisenhowera, ale nie może zdradzić ani daty desantu, ani miejsc lądowania.

Grupa poleciała do Gibraltaru dwiema latającymi fortecami B-17 i tam weszła na pokład „Seraph”, którym dowodził por. mar. Norman „Bill” Jewell. Okręt dopiero co wrócił z rozpoznania algierskiego wybrzeża. Wiózł składane kajaki, pistolety maszynowe i krótkofalówki, a do obsługi kajaków trzech ludzi z brytyjskiej Special Boat Section: kpt. Godfreya Courtneya oraz poruczników R. P. Livingstone’a i J. P. Foota.

„Seraph” wyszedł z Gibraltaru 19 października, ale dotarł na miejsce za późno, by wysadzić ludzi przed świtem 21 października. Cały dzień przeleżał w zanurzeniu. Czekający w willi Francuzi, przekonani, że coś się nie udało, o świcie odjechali do Algieru. Dopiero depesza nadana z okrętu do Gibraltaru i przekazana tajną siecią radiową amerykańskiego wywiadu (OSS) ściągnęła ich z powrotem. Około północy z 21 na 22 października na brzegu czekali już Murphy i wicekonsul Ridgway Knight, który sygnalizował latarką z okna willi. Kajaki przebiły się przez przybój i przemoczeni oficerowie wnieśli broń i bagaże do willi.

Rozmowy w willi Teyssiera

Spotkanie odbyło się w nadmorskiej willi koło wsi Messelmoun, w gospodarstwie rodziny Teyssierów (w źródłach także Tessier), sprzyjającej spiskowcom. Gen. Mast przyjechał ze swoimi oficerami krótko przed piątą rano 22 października. Najpierw rozmawiali w wąskim gronie Clark, Lemnitzer, Mast, ppłk Germain Jousse i Murphy, potem do stołu usiedli wszyscy oficerowie obu stron. Wright rozmawiał osobno z kmdr. Jeanem Barjotem z marynarki francuskiej. Francuskie źródła wymieniają wśród obecnych także ludzi cywilnego podziemia algierskiego, m.in. Bernarda Karsenty’ego i Henriego d’Astier de La Vigerie.

Clark powiedział Mastowi, że alianci wyślą do Afryki Północnej wielką armię amerykańską, wspieraną na morzu i w powietrzu przez Brytyjczyków. Podkreślał amerykański charakter wyprawy, bo wiedział, jak Francuzi przyjęliby wiadomość o desancie brytyjskim. Mast odpowiadał rzeczowo. Ostrzegł, że Niemcy będą w stanie przerzucić wojska powietrzem do Tunezji w ciągu trzydziestu sześciu godzin od pierwszego lądowania, i radził jak najszybszy marsz na wschód. Domagał się też jednoczesnej pomocy dla francuskich wojsk w nieokupowanej części Francji, czego alianci, którym brakowało okrętów i statków, nie mogli obiecać. Francuzi przekazali dużo dokładnych informacji o rozmieszczeniu wojsk, baterii nadbrzeżnych, lotnisk i zapasów paliwa, a także o tym, że lotnisko Blida pod Algierem i garnizon w Bône (dziś Annaba) są w rękach zwolenników Girauda. Spiskowcy zapowiadali, że w noc desantu pomogą aliantom w samym Algierze.

Najtrudniejsza była sprawa Girauda. Mast mówił w jego imieniu i uważał, że tylko on może pociągnąć za sobą armię. Uzgodniono, że Giraud otrzyma od aliantów list z ich zobowiązaniami i że jeśli zgodzi się przybyć do Afryki, zabierze go z Francji okręt podwodny. Projekt listu przewidywał przywrócenie Francji granic z 1939 roku, uznanie jej za sojusznika i przekazanie Francuzom naczelnego dowództwa w Afryce Północnej „w stosownym czasie”, po wylądowaniu, urządzeniu baz i dozbrojeniu armii francuskiej. Clark, zgodnie z instrukcjami, nie wspomniał o admirale François Darlanie, z którym Murphy też prowadził ostrożne rozmowy, i powtarzał, że wybór francuskiego dowódcy jest sprawą samych Francuzów. Barjot uprzedził Wrighta, że flota, w przeciwieństwie do części armii i lotnictwa, jest przeciwna wejściu Amerykanów.

Clark nie powiedział Mastowi, kiedy nastąpi desant. Mast, podobnie jak Giraud, sądził, że alianci przyjdą raczej wiosną 1943 roku i że będzie miał czas na przygotowania. W rzeczywistości część konwojów była już gotowa do wyjścia w morze, a lądowanie miało nastąpić za siedemnaście dni.

Policja, piwnica i przybój

Wieczorem 22 października rozmowy przerwał telefon: do willi jechała policja. Według relacji uczestników donieśli jej arabscy służący, odesłani na ten dzień z domu, którzy podejrzewali przemytników. Francuscy oficerowie w pośpiechu przebrali się w cywilne ubrania i rozjechali, a pięciu Amerykanów i trzech brytyjskich komandosów zeszło przez klapę w podłodze do pustej piwnicy na wino. Murphy i Knight zostali na górze i udawali, że trafili na zakrapiane przyjęcie, którego nie wypada nagłaśniać. Policjanci przeszukali dom, ale do piwnicy nie zajrzeli. W ciemności Courtney zaczął się dusić od tłumionego kaszlu. Clark dał mu swoją gumę do żucia. Courtney zauważył później, że amerykańska guma nie ma żadnego smaku, na co Clark odparł, że żuł ją wcześniej przez dwie godziny. Tę anegdotę znamy z jego wspomnień.

Policja odjechała, zapowiadając powrót, i grupa musiała natychmiast uciekać. Przybój był jednak tak wysoki, że pierwsza próba się nie powiodła. Kajak Clarka przewrócił się na fali. Generał, który przed wejściem do wody zdjął spodnie, stracił je razem z pasem, w którym miał pieniądze na wypadek ucieczki. Relacje podają różne kwoty, od dwóch tysięcy dolarów w złotych monetach do znacznie wyższych sum. Część przemoczonych dokumentów i spodnie podobno wyrzuciło później morze, złota nie odnaleziono. Mokrzy i zmarznięci oficerowie ukryli się znów w pobliżu willi, a Jewell podprowadził „Seraph” tak blisko brzegu, jak tylko pozwalała głębokość. Przed świtem 23 października kajaki przebiły się wreszcie przez fale. Wszyscy dotarli na pokład.

24 października „Seraph” przekazał pasażerów na łódź latającą, która zabrała ich do Gibraltaru. 25 października Clark i jego ludzie wrócili dwoma B-17 do Anglii. Prasa dowiedziała się o całej wyprawie dopiero po desancie i zrobiła z niej jedną z najbardziej znanych przygód wojny. Jej uczestnicy założyli później żartobliwy klub, który spotykał się, by ją wspominać.

Co zyskano, a czego nie

Wojskowo misja była sukcesem. Informacje od Francuzów przekazano przez radio do dowództw zespołów desantowych, w tym kontradm. Henry’ego K. Hewitta i gen. dyw. George’a Pattona na krążowniku „Augusta”, które były już w drodze do Maroka, i wykorzystano w planach lądowania pod Algierem. Alianci wiedzieli teraz, na których dowódców francuskich mogą liczyć i jak wygląda obrona portów. W nocy z 7 na 8 listopada kilkuset cywilnych spiskowców z Algieru, współdziałających z Mastem, opanowało na kilka godzin centralę telefoniczną, urzędy i część miasta, a Mast próbował powstrzymać opór swoich żołnierzy na plażach.

Politycznie najważniejsze sprawy zostały nierozstrzygnięte. Mast nie wiedział, że desant jest kwestią dni, i nie mógł przygotować ludzi poza wąskim gronem spiskowców. Giraud, z którym Murphy dalej korespondował, uznał, że to on powinien zostać naczelnym dowódcą sił sojuszniczych w Afryce Północnej już po czterdziestu ośmiu godzinach od lądowania. Taki warunek przedstawił 27 października, a alianci nigdy go nie przyjęli. Jak pisał do jednego z rodaków, Francuzi nie chcieli, by Amerykanie ich wyzwolili, lecz by pomogli im wyzwolić się samym.

Miejsce w wojnie

Spotkanie koło Cherchell było pierwszą bezpośrednią rozmową wysokiego dowódcy alianckiego z francuskimi wojskowymi w Afryce Północnej i dało aliantom przekonanie, że część armii Vichy nie będzie strzelać. To przekonanie okazało się zbyt optymistyczne. Kilka dni później „Seraph”, pod banderą amerykańską i formalnie pod komendą kmdr. Wrighta, zabrał Girauda z wybrzeża Prowansji, ale generał dotarł do Gibraltaru dopiero 7 listopada i przez wiele godzin spierał się z Eisenhowerem o naczelne dowództwo. Gdy 8 listopada alianci wylądowali, armia i flota Vichy w Maroku i pod Oranem stawiły opór. W Algierze spiskowców szybko rozbito, a Mast został odsunięty od dowództwa przez przełożonych.

Sprawę rozstrzygnął nie Giraud, którego apelu prawie nikt nie posłuchał, lecz obecny przypadkiem w Algierze Darlan. Po trzech dniach walk zawarł z Clarkiem porozumienie o przerwaniu ognia, a w zamian alianci uznali go za zwierzchnika francuskiej Afryki Północnej. Ten „układ z Darlanem” wywołał burzę w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Po zamordowaniu admirała w grudniu 1942 roku władzę objął Giraud, a w 1943 roku zaczęła się jego rywalizacja z gen. Charles’em de Gaulle’em, którą przegrał. Mast, jeden z pierwszych francuskich generałów, którzy otwarcie przeszli na stronę aliantów, został w 1943 roku rezydentem generalnym w Tunezji.

Dla Clarka wyprawa była początkiem kariery dowódcy polowego. W styczniu 1943 roku objął amerykańską 5 Armię, a z nią we wrześniu wylądował pod Salerno i prowadził ją przez większą część kampanii włoskiej. „Seraph” wsławił się jeszcze raz w kwietniu 1943 roku, gdy u wybrzeży Hiszpanii wypuścił do morza zwłoki rzekomego oficera z fałszywymi planami alianckimi w ramach operacji „Mincemeat”.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.