TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Drugi wielki pożar Londynu

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
29 grudnia 1940
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Blitz
Tagi:
Wielka Brytania, Luftwaffe, Winston Churchill
Katedra św. Pawła ocalała z nalotu, fotografia z 114. nocy Blitzu.
Katedra św. Pawła ocalała z nalotu, fotografia z 114. nocy Blitzu.Autor: Herbert Mason · Public domain · Wikimedia Commons

W niedzielę 29 grudnia 1940 roku, kilka minut po szóstej wieczorem, nad City of London, historycznym i finansowym sercem brytyjskiej stolicy, pojawiły się pierwsze niemieckie bombowce. W ciągu niespełna trzech godzin zrzuciły na City i sąsiednie dzielnice dziesiątki tysięcy małych bomb zapalających. Wybuchło około 1500 pożarów, a kilka z nich zlało się w wielkie ogniska obejmujące całe kwartały ulic. Woda w Tamizie stała wyjątkowo nisko, bomby rozbiły główne wodociągi, a wiatr przenosił płonące szczątki z dachu na dach. Spłonął dach wielkiej sali Guildhallu, średniowiecznej siedziby władz City, kilka kościołów zbudowanych przez Christophera Wrena i cała dzielnica wydawców wokół Paternoster Row. Zginęło około 160 osób. Amerykański korespondent depeszował tej nocy, że „zaczął się drugi wielki pożar Londynu”, i ta nazwa, nawiązująca do pożaru z 1666 roku, przylgnęła do nalotu na zawsze.

Pośrodku płonącej dzielnicy stała katedra św. Pawła, arcydzieło Wrena wzniesione właśnie po pożarze z 1666 roku. Spadło na nią i na jej najbliższe otoczenie, według dziennika katedralnej straży, 28 bomb zapalających. Ochotnicy pilnujący dachów, wspierani przez strażaków, którzy zgodnie z poleceniem premiera Winstona Churchilla mieli bronić katedry za wszelką cenę, nie dopuścili, by ogień objął budowlę. Zdjęcie jej kopuły wyłaniającej się z dymu stało się jednym z najsłynniejszych obrazów całej wojny.

Pod 29 grudnia kalendaria notują „wielkie niemieckie naloty na Londyn” i to, że katedra św. Pawła została uszkodzona. Wymaga to uściślenia. Tej nocy był to jeden nalot, choć wyjątkowo niszczycielski, a katedra wyszła z niego niemal nietknięta: według jej archiwów skończyło się na nadpalonych przepierzeniach w bocznej nawie przy bibliotece i miejscowych uszkodzeniach ołowianego pokrycia i więźby dachu. Znacznie poważniej ucierpiała w innych nalotach: 10 października 1940 roku bomba przebiła dach prezbiterium i zniszczyła ołtarz główny, a 17 kwietnia 1941 roku inna rozerwała się nad północnym ramieniem transeptu.

Grudzień Blitzu

W grudniu 1940 roku Blitz trwał już czwarty miesiąc. Od 7 września Luftwaffe bombardowała Londyn niemal co noc, a od listopada coraz częściej uderzała w miasta przemysłowe i porty: Coventry, Birmingham, Southampton i Liverpool, Bristol, w grudniu Sheffield i Manchester. W październiku bomba, która przebiła się do tunelu metra, zabiła dziesiątki ludzi chroniących się na stacji Balham. Brytyjczycy z kolei wysyłali bombowce nad niemieckie miasta, w połowie grudnia na Mannheim, pierwszy raz celując rozmyślnie w samo centrum miasta.

Wraz z przejściem na naloty nocne zmieniała się niemiecka taktyka. Nocą trudno było trafić w pojedynczą fabrykę czy dok, więc coraz większą część ładunku stanowiły bomby zapalające. Małe, kilogramowe bomby z obudową ze stopu magnezu i wypełnieniem termitowym, zrzucane w pojemnikach po kilkadziesiąt sztuk, rozsypywały się na dachach. Jedna, dostrzeżona w porę, dawała się zgasić workiem piasku albo pompką ręczną. Setki bomb, które przebiły się przez dachy zamkniętych budynków, wzniecały pożary, z którymi straż pożarna nie mogła sobie poradzić. Pierwsze w szyku leciały samoloty Kampfgruppe 100, wyspecjalizowanej jednostki, która już nad Coventry oznaczała cel ogniem dla następnych fal.

W święta Bożego Narodzenia nad Wielką Brytanią zapanował na kilka dni względny spokój. Wielu właścicieli firm, pracowników i ochotników wyjechało na święta, a obowiązujące od września 1940 roku przepisy o dyżurach przeciwpożarowych (Fire Watchers Order) obejmowały tylko zakłady zatrudniające co najmniej 30 osób oraz duże magazyny i składy drewna. Biura, sklepy, kościoły i magazyny City, w niedzielny wieczór pozamykane na klucz, w większości nie miały nikogo, kto mógłby wejść na dach i zrzucić z niego płonącą bombę.

Niedzielny wieczór

Nalot przeprowadziła 3 Flota Powietrzna feldmarsz. Hugo Sperrlego, działająca z lotnisk w północnej Francji. Według części opracowań to Sperrle zaproponował zmasowany atak bombami zapalającymi na centrum Londynu. Około 18.15 dziesięć Heinkli He 111 z KGr 100 zaczęło zrzucać pierwsze bomby. Za nimi nadlatywały kolejne fale. Według zestawień opartych na danych niemieckich nad cel wysłano 136 bombowców, inne opracowania mówią o około 130. Szacunki liczby zrzuconych bomb zapalających różnią się bardzo: od około 24 tysięcy do nawet 100 tysięcy. Pewne jest, że ładunek składał się w przeważającej części z bomb zapalających, a bomb burzących było stosunkowo niewiele, choć to one rozbiły wodociągi i zawaliły wiele płonących budynków.

Według planu po bombowcach z ładunkiem zapalającym miały nadlecieć następne fale z bombami burzącymi, które w płonącym mieście zniszczyłyby jeszcze więcej i utrudniły gaszenie. Pogoda nad Francją jednak szybko się psuła. Wieczorem dowództwo odwołało dalsze starty, a przed północą deszcz i chmury zamknęły lotniska. Sygnał odwołania alarmu zabrzmiał krótko po 21, ale to nie był koniec: ogień, który wzniecił nalot, płonął przez całą noc. Według wielu historyków tylko załamanie pogody uchroniło Londyn przed jeszcze większym zniszczeniem.

Bez wody

Strażacy, zawodowi z Londyńskiej Straży Pożarnej i ochotnicy z Pomocniczej Służby Pożarniczej (Auxiliary Fire Service), ruszyli do City w ciągu kilku minut. Około ósmej wieczorem pracowało tam już około 300 motopomp, a do rana do walki z ogniem skierowano, według powojennych zestawień, około 2300 pomp z całego Londynu i spoza niego. Rejestry straży wymieniają sześć pożarów tak wielkich, że każdy wymagał ponad stu pomp, i kilkadziesiąt kolejnych, do których trzeba było po kilkadziesiąt.

Od początku brakowało wody. Bomby burzące uszkodziły trzy główne magistrale wodociągowe o średnicy 36 cali i kilkanaście innych dużych przewodów. Gdy wiele zastępów podłączało się jednocześnie do tych samych hydrantów, ciśnienie spadało i z węży ciekła ledwie strużka. Zostawała Tamiza, ale tego wieczoru przypadał wyjątkowo niski stan wody i czerpanie z niej było bardzo utrudnione. Silny wiatr z południowego zachodu rozdmuchiwał ogień i przenosił iskry nad wąskimi uliczkami, zabudowanymi w dużej części kilkupiętrowymi magazynami pełnymi papieru, tkanin i drewna.

Strażacy płacili za tę noc wysoką cenę. Malarz Leonard Rosoman, który służył w Pomocniczej Służbie Pożarniczej, gasił pożar przy Shoe Lane, gdy kolega przejął od niego wąż. Chwilę później runęła ściana i przysypała dwóch strażaków stojących w miejscu, które Rosoman przed momentem opuścił. Strażak, który go zmienił, zginął. Rosoman namalował później tę scenę na obrazie A House Collapsing on Two Firemen (Dom walący się na dwóch strażaków). Amerykański reporter Ernie Pyle, który obserwował nalot z balkonu, pisał o kopule katedry wyłaniającej się powoli z różowobiałego dymu, „jak przedmioty nabierające kształtu o świcie”.

„Katedra musi zostać ocalona”

Katedra św. Pawła stoi na wzgórzu Ludgate, w najwyższym punkcie City. Od pierwszej wojny światowej, gdy groziły jej naloty sterowców, pilnowała jej ochotnicza straż katedralna (St Paul’s Watch), złożona z duchownych, pracowników katedry, architektów i innych wolontariuszy. We wrześniu 1939 roku straż odtworzono. Jej członkowie znali na pamięć dachy, galerie i drewniane konstrukcje nad sklepieniami, rozstawiali na nich wiadra z piaskiem i wodą i ćwiczyli gaszenie bomb.

Tego wieczoru ogień otoczył katedrę ze wszystkich stron. Dziekan katedry Walter Matthews zanotował, że po pół godzinie pożary szalały wokół niej z każdej strony. Najgroźniejsza chwila nadeszła, gdy jedna z bomb zapalających przebiła ołowiane pokrycie kopuły i utkwiła w nim. Ołów zaczął się topić, a pod spodem znajdowała się drewniana konstrukcja, której pożar mógłby zniszczyć całą kopułę. Aby ją zgasić, strażnicy musieliby przedzierać się między belkami konstrukcji, z małą szansą na powodzenie. Bomba jednak wypadła na zewnątrz, na kamienną galerię, gdzie szybko ją ugaszono. Spływające po dachach ołowiane krople i płonące szczątki z sąsiednich budynków, niesione wiatrem, gaszono przez całą noc. Spłonął dach sąsiedniego domu kapituły, ale sama świątynia przetrwała.

W trakcie nalotu Churchill zatelefonował, według relacji, do Guildhallu i polecił, by katedrę ratowano za wszelką cenę. Zniszczenie jej, tłumaczył, odebrałoby ducha całemu krajowi. Strażacy działający wokół katedry zdołali utrzymać ogień z dala od jej murów, choć niemal wszystkie budynki w jej bezpośrednim sąsiedztwie spłonęły.

Zdjęcie Herberta Masona

Na dachu Northcliffe House, gmachu redakcji „Daily Mail” przy Tudor Street, tuż obok Fleet Street, pełnił dyżur przeciwpożarowy szef działu fotograficznego gazety Herbert Mason. Przez kilka godzin czekał, aż dym na chwilę się rozwieje. „Nagle zerwał się wiatr – opisywał – i lśniący krzyż, kopuła i wieże stanęły jak symbol pośród piekła. Widok był nie do uwierzenia. W tej chwili zwolniłem migawkę”. Zdjęcie zrobione we wczesnych godzinach 30 grudnia cenzura dopuściła do druku i 31 grudnia ukazało się na pierwszej stronie „Daily Mail” z podpisem „Najwspanialsze zdjęcie wojny”.

Fotografia St Paul’s Survives (Katedra św. Pawła przetrwała) stała się jednym z symboli Blitzu i brytyjskiej wytrwałości. Wykorzystywała ją także niemiecka propaganda, która widziała w niej obraz miasta otoczonego ogniem. Badacze wykazali później, że opublikowany obraz był mocno przycięty i retuszowany: usunięto z niego wiele zrujnowanych budynków, a całość poprawiano farbą w pracowni. Nie zmienia to faktu, że katedra rzeczywiście ocalała pośród niemal całkowicie spalonego otoczenia.

Co spłonęło

Rano 30 grudnia pożary w większości opanowano, ale ruiny dymiły jeszcze przez wiele dni. Ogień strawił m.in. kwartały wokół katedry, okolice Guildhallu i dzielnicę Cripplegate przy dawnych murach miejskich. Według części opracowań obszar strawiony przez ogień był większy niż w 1666 roku.

W Guildhallu, średniowiecznej siedzibie burmistrza i Rady City, spłonął drewniany dach wielkiej sali, odtworzony w XIX wieku na wzór dawnego. Kamienne mury z XV wieku przetrwały. Według często przytaczanych danych tej nocy spłonęło osiem kościołów zbudowanych przez Wrena po pożarze z 1666 roku. Wśród nich były St Bride’s przy Fleet Street, nazywany kościołem dziennikarzy, której dzwony stopiły się w ogniu, Christ Church Greyfriars, z którego ocalała podobno jedynie pokrywa chrzcielnicy, wyniesiona przez nieznanego strażaka, St Lawrence Jewry obok Guildhallu i St Vedast przy Foster Lane. Uszkodzony został m.in. średniowieczny kościół All Hallows-by-the-Tower i gmach Trinity House, korporacji opiekującej się latarniami morskimi.

Najdotkliwiej ucierpiał świat książki. Przy Paternoster Row i Ave Maria Lane, w cieniu katedry, od XIX wieku skupiali się londyńscy wydawcy i hurtownicy. Spłonęły w całości lub częściowo budynki i magazyny około dwudziestu wydawnictw, siedziba cechu księgarzy i wydawców Stationers’ Hall oraz hurtownia Simpkin Marshall. Szacuje się, że w pożarach przepadło około pięciu milionów książek.

Bilans

Według większości opracowań nalot zabił około 160 osób, w tym kilkunastu strażaków. Inne zestawienia podają 162 zabitych cywilów i 12 strażaków. Rannych było od około 250 do ponad 500, zależnie od źródła. W porównaniu z najkrwawszymi nocami Blitzu ofiar było stosunkowo niewiele, bo w niedzielny wieczór City, dzielnica biur, banków i magazynów, prawie nie miała mieszkańców. Tym większe były straty materialne: zniszczenia w samym sercu stolicy, w miejscu, które od stuleci było symbolem Londynu, wstrząsnęły Brytyjczykami bardziej niż wiele nalotów, które zabiły więcej ludzi.

Król Jerzy VI i królowa Elżbieta, którzy mimo zbombardowania Pałacu Buckingham we wrześniu nie opuścili stolicy, od początku Blitzu odwiedzali zbombardowane dzielnice i miasta, a po nalocie na Coventry król pojechał do zrujnowanego miasta. Para królewska stała się dla londyńczyków, podobnie jak Churchill, uosobieniem woli przetrwania.

Ten sam wieczór w Waszyngtonie

Tego samego wieczoru, o 21.30 czasu waszyngtońskiego (w Londynie było wpół do trzeciej w nocy, a City wciąż płonęło), prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt wygłosił przez radio jedną ze swoich „pogadanek przy kominku”. Niespełna dwa miesiące po wyborze na trzecią kadencję przekonywał Amerykanów, że ich bezpieczeństwo zależy od tego, czy Wielka Brytania przetrwa, i że ocean nie jest już dla nich tarczą. Stany Zjednoczone, mówił, muszą stać się „wielkim arsenałem demokracji” i dostarczać walczącym z Niemcami broń, choć same nie zamierzały wysyłać żołnierzy. Przemówienie zapowiadało ustawę Lend-Lease, uchwaloną i podpisaną w marcu 1941 roku. Był to kolejny po umowie „niszczyciele za bazy” krok Ameryki w stronę otwartego wspierania Wielkiej Brytanii.

Obowiązkowe dyżury przeciwpożarowe

Noc 29 grudnia obnażyła słabość dotychczasowej obrony przed bombami zapalającymi. Wiele pożarów wybuchło w zamkniętych na święta budynkach, do których nikt nie mógł wejść, a jedna bomba zgaszona w porę na dachu oznaczała jeden pożar mniej. W prasie i w parlamencie pytano, dlaczego City zostawiono bez dozoru. Minister bezpieczeństwa wewnętrznego Herbert Morrison, od października odpowiedzialny za obronę cywilną, wezwał w przemówieniu radiowym do masowego zaciągu ochotników, zapamiętanym z hasła „Wielka Brytania nie spłonie” (Britain shall not burn).

Już w styczniu 1941 roku dyżury przeciwpożarowe przestały być sprawą dobrej woli. Nowe przepisy nałożyły na właścicieli budynków handlowych i biurowych obowiązek stałego dozoru, a mężczyźni w wieku od 16 do 60 lat musieli się rejestrować i pełnić dyżury na dachach przez kilkadziesiąt godzin w miesiącu. W sierpniu 1941 roku obserwatorów połączono w ogólnokrajową Straż Przeciwpożarową (Fire Guard), podległą służbie ostrzegania przeciwlotniczego, a lokalne straże pożarne scalono w jedną Narodową Służbę Pożarniczą. Odtąd wiadro z piaskiem, pompka ręczna i dyżur na dachu stały się codziennością milionów Brytyjczyków, z czasem także kobiet.

Miejsce w wojnie

Nalot z 29 grudnia zamknął pierwszy, najcięższy dla Londynu okres Blitzu. Luftwaffe nie przerwała jednak bombardowań. Zimą i wiosną 1941 roku uderzała głównie w porty: Plymouth, Portsmouth, Swansea, Cardiff, Bristol, Liverpool, Glasgow, Hull i Belfast. Na Londyn wracała jeszcze kilka razy z wielką siłą, w marcu i kwietniu, aż do nalotu z nocy z 10 na 11 maja 1941 roku, najkrwawszego w całej wojnie, w którym zginęło ponad 1400 osób, a spłonęła sala posiedzeń Izby Gmin. Potem większość niemieckich bombowców odleciała na wschód, przed atakiem na Związek Radziecki. Blitz kosztował życie ponad 40 tysięcy brytyjskich cywilów, prawie połowę w Londynie, ale nie złamał ani brytyjskiej gospodarki wojennej, ani woli oporu.

Dla Brytyjczyków noc 29 grudnia stała się symbolem tamtej zimy, a fotografia kopuły św. Pawła wśród dymu, obok słów Churchilla z lata 1940 roku, najtrwalszym obrazem „najlepszej godziny” kraju, który samotnie stawiał czoła Niemcom. Zarazem ta noc pokazała, jak niszczycielskie może być masowe użycie bomb zapalających przeciw gęstej zabudowie miejskiej, a pamięć Blitzu służyła w Wielkiej Brytanii za moralne uzasadnienie własnej ofensywy bombowej. W następnych latach Dowództwo Bombowe RAF prowadziło naloty zapalające na miasta niemieckie na nieporównanie większą skalę; w lipcu 1943 roku w Hamburgu bomby zapalające wywołały burzę ogniową, w której zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Zniszczony obszar wokół katedry odbudowywano przez dziesięciolecia. Część kościołów Wrena podniesiono z ruin, inne, jak Christ Church Greyfriars, pozostawiono jako trwałe ruiny lub ogrody. Na miejscu spalonej dzielnicy Cripplegate wyrosło po wojnie osiedle Barbican, a na miejscu Paternoster Row nowe zabudowania placu Paternoster Square. Sama katedra, która przetrwała noc 29 grudnia dzięki ochotnikom na dachach i strażakom na ulicach, pozostała dla Londynu tym, czym uczyniło ją zdjęcie Herberta Masona: znakiem, że miasto przetrwało.

Źródła

  1. alondoninheritance.com · the second great fire of london 29th december 1940

W tym samym czasie

(02)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.