TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Pierwszy nalot na Moskwę

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front wschodni
Data:
21 lipca 1941
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Operacja Barbarossa
Tagi:
ZSRR, III Rzesza, Luftwaffe, Albert Kesselring

W poniedziałek 21 lipca 1941 roku, dokładnie miesiąc po ataku Niemiec na ZSRR, z lotnisk na zajętych ziemiach Białorusi i Litwy wystartowało blisko dwieście niemieckich bombowców. Późnym wieczorem w Moskwie zawyły syreny i przez następne pięć godzin, kilkoma falami, samoloty Luftwaffe bombardowały stolicę Związku Radzieckiego. Był to pierwszy z kilkudziesięciu nalotów na Moskwę w 1941 roku i zarazem pierwszy sprawdzian jej obrony przeciwlotniczej, przygotowywanej od lat z myślą właśnie o takiej chwili.

Często pisze się, że Luftwaffe „uderzyła ciężko na Moskwę”. To prawda w tym sensie, że nalot z nocy z 21 na 22 lipca był, obok dwóch następnych, największym, jaki Niemcy wykonali na to miasto. W porównaniu z bombardowaniami Warszawy, Rotterdamu czy Londynu jego skutki okazały się jednak ograniczone, a w ogólnym bilansie wojny powietrznej nad Moskwą był to raczej pokaz siły niż cios, który mógłby złamać miasto.

Decyzja o nalotach

W pierwszych tygodniach wojny Luftwaffe nie miała czasu na bombardowanie odległych celów strategicznych. Najpierw niszczyła radzieckie lotnictwo na przygranicznych lotniskach, potem wspierała wojska lądowe w bitwach okrążających pod Białymstokiem i Mińskiem i nad Dnieprem. Moskwa leżała poza zasięgiem większości bombowców, dopóki front nie przesunął się daleko na wschód. W połowie lipca, gdy wojska Grupy Armii Środek stanęły w rejonie Smoleńska, do stolicy ZSRR zostało od lotnisk pod Mińskiem, Borysowem i Orszą kilkaset kilometrów.

Adolf Hitler zażądał nalotów na Moskwę już w połowie lipca, a 19 lipca zapisano je w dyrektywie nr 33 o dalszym prowadzeniu wojny na wschodzie, wydanej kilka dni po tym, jak Niemcy wdarli się do Smoleńska. Siły 2 Floty Powietrznej, wzmocnione bombowcami ściągniętymi z zachodu, miały „jak najszybciej” zaatakować Moskwę. Jako oficjalne uzasadnienie podano odwet za radzieckie naloty na Bukareszt i Helsinki z końca czerwca, które w Finlandii stały się bezpośrednim powodem wejścia do wojny. Rzeczywiste cele były szersze. Hitler chciał uderzyć w Moskwę jako „centrum bolszewickiego oporu” i przeszkodzić w ewakuacji aparatu państwowego, a Joseph Goebbels zanotował 21 lipca w dzienniku, że naloty mają w istotny sposób przyczynić się do złamania woli oporu przeciwnika.

Nalotami dowodził feldmarszałek Albert Kesselring, dowódca 2 Floty Powietrznej, który rok wcześniej kierował wyprawami na Londyn w bitwie o Anglię i podczas Blitzu. Organizację wyprawy powierzono dowódcy II Korpusu Lotniczego gen. Brunonowi Loerzerowi. Do akcji przeznaczono pułki bombowe (Kampfgeschwader) KG 2, KG 3 i KG 53 oraz, według rosyjskich opracowań, dwie grupy KG 55 z 4 Floty Powietrznej, uzbrojone w Heinkle He 111, Junkersy Ju 88 i Dorniery Do 17. Drogę miała wskazywać doświadczona w nalotach na Anglię Kampfgruppe 100, specjalizująca się w oznaczaniu celów. Do kolejnych nalotów ściągnięto jeszcze jednostki KG 4, KG 26, KG 28 i KG 54, toteż wykazy pułków z pierwszej wyprawy różnią się w źródłach.

Moskwa czeka na bombowce

Moskwa była najlepiej przygotowanym na ataki z powietrza miastem ZSRR. Już w sierpniu 1939 roku postanowiono przystosować stacje i tunele metra do roli schronów dla setek tysięcy ludzi. Obronę stolicy powierzono Moskiewskiej Strefie Obrony Przeciwlotniczej gen. mjr. Michaiła Gromadina. Samo miasto osłaniał 1 Korpus Obrony Przeciwlotniczej gen. mjr. Daniiła Żurawlowa, a operacyjnie podlegał mu 6 Korpus Lotnictwa Myśliwskiego płk. Iwana Klimowa. Według danych radzieckich i niemieckich, które w tym punkcie są zbliżone, w drugiej połowie lipca obrona dysponowała około sześciuset myśliwcami, z czego ponad połowę stanowiły nowe MiG-3, Jak-1 i ŁaGG-3, a resztę starsze I-16 i I-153, oraz ponad tysiącem dział przeciwlotniczych, około sześciuset reflektorami i ponad setką stanowisk balonów zaporowych. Sieć posterunków obserwacyjnych uzupełniało kilka rzadkich jeszcze w ZSRR stacji radiolokacyjnych.

Od pierwszych dni wojny w mieście obowiązywało zaciemnienie. Mieszkańców szkolono w gaszeniu bomb zapalających, a w domach i zakładach pracy utworzono tysiące drużyn przeciwpożarowych. Architekci i malarze zamaskowali najbardziej charakterystyczne budowle. Złote kopuły cerkwi na Kremlu przemalowano, gwiazdy na wieżach osłonięto, na murach i placach wymalowano fałszywe dachy i ulice, a Mauzoleum Lenina zasłonięto atrapą zwykłego budynku. Około siedemdziesięciu procent zabudowy mieszkalnej Moskwy stanowiły wówczas domy drewniane, toteż pożary były największym zagrożeniem.

Według wspomnień Żurawlowa jeszcze 21 lipca Józef Stalin przeprowadził w Stawce grę sztabową, w której symulowano zmasowany nalot na stolicę i sprawdzano gotowość jej obrony. Kilka godzin później gra stała się rzeczywistością.

Noc z 21 na 22 lipca

Niemcy liczyli na zaskoczenie. Załogi leciały w kilku falach na wysokości dwóch–trzech tysięcy metrów, a zbliżając się do celu, przymykały przepustnice, by utrudnić wykrycie podsłuchowcom. Radziecka stacja radiolokacyjna wykryła jednak wyprawę z odległości około stu kilometrów, a posterunki obserwacyjne meldowały o samolotach nad Wiaźmą. Alarm ogłoszono na czas i setki tysięcy moskwian zeszły do schronów i na stacje metra.

Według danych niemieckich wystartowało 195 bombowców, z których do celu dotarło 127. Radzieckie opracowania mówią o około 220 samolotach. Zrzucono około 104 ton bomb burzących i około 46 tysięcy bomb zapalających. Za cele wyznaczono Kreml, elektrownię miejską, gmach Komitetu Centralnego partii, Dworzec Białoruski, zakłady przemysłowe i mosty w zachodniej i północnej części miasta. Bombowce napotkały ogień, jakiego większość załóg nie znała. Artyleria przeciwlotnicza strzelała zaporowo, stawiając przed samolotami „kurtynę” pocisków, reflektory oślepiały pilotów, a balony zaporowe wznosiły się wyżej niż nad Anglią. Według danych radzieckich zużyto około 29 tysięcy pocisków przeciwlotniczych, a myśliwce wykonały 173 loty bojowe.

Brytyjski dziennikarz Alexander Werth, który przeżył nalot w Moskwie, porównywał go z nalotami na Londyn i pisał, że odłamki pocisków przeciwlotniczych spadały na ulice jak grad. Amerykańska fotoreporterka Margaret Bourke-White sfotografowała tej nocy niebo nad Kremlem pocięte smugami pocisków i światłem reflektorów. Bomby zapalające spadły między innymi na dach ambasady brytyjskiej, gdzie pożar ugasili jej pracownicy razem z moskiewskimi strażakami.

Bilans pierwszego nalotu

Według danych radzieckich zginęło 130 osób, 241 zostało ciężko i 421 lżej rannych. Zniszczonych zostało 37 budynków, a w mieście wybuchło 1166 pożarów, w większości szybko ugaszonych przez strażaków i dyżurnych na dachach. Ani Kreml, ani najważniejsze zakłady nie poniosły poważnych szkód. Bomby zapalające spadały wtedy i w następnych nalotach także na teren Kremla, gdzie gasili je żołnierze garnizonu.

Ocena strat napastników jest różna. Strona radziecka ogłosiła zestrzelenie 22 bombowców, z tego 12 przez myśliwce w 25 nocnych starciach. Z niemieckiej dokumentacji wynika, że nie wróciło od jednego do kilku samolotów: zachodnie opracowania, m.in. Christera Bergströma, mówią o sześciu–siedmiu utraconych maszynach, a według części niemieckich danych obrona zestrzeliła tylko jeden bombowiec. 22 lipca rozkaz ludowego komisarza obrony nr 241 ogłosił podziękowanie dla żołnierzy 1 Korpusu Obrony Przeciwlotniczej za odparcie nalotu.

Niemiecka agencja DNB donosiła 23 lipca o „morzu płomieni” widocznym z odległości stu kilkudziesięciu kilometrów i porównywała zniszczenia Moskwy z bombardowaniami Manchesteru i Sheffield. Zagraniczni korespondenci, którzy chodzili po mieście w następnych dniach, takich zniszczeń nie zobaczyli.

Kolejne noce

Luftwaffe wróciła nad Moskwę już następnej nocy. Wieczorem 22 lipca wystartowało, według Bergströma, około 115 bombowców, z których pięć nie wróciło, a w nocy z 23 na 24 lipca nad miastem pojawiło się jeszcze około stu. Po doświadczeniach pierwszej nocy Niemcy zrzucali bomby z coraz większej wysokości: według danych radzieckich drugi nalot przeprowadzono z czterech–czterech i pół tysiąca metrów, a późniejsze z sześciu–siedmiu tysięcy, co bardzo zmniejszało celność. W jednym z tych nalotów, według rosyjskich opracowań 23 lipca, ciężka bomba przebiła strop tunelu metra między stacjami Smolenskaja i Arbatskaja, a inne spadły w pobliżu wejścia do stacji na placu Arbackim. Zginęło kilkadziesiąt osób, w dużej mierze w panice na schodach prowadzących do schronu.

Stacje metra stały się w tych tygodniach symbolem wojennej Moskwy. Co wieczór przed wejściami ustawiały się kolejki. Matki z małymi dziećmi nocowały w wagonach stojących przy peronach, reszta na peronach i w tunelach, a na jednej ze stacji pracowała część Sztabu Generalnego.

Ostatni z wielkich lipcowo-sierpniowych nalotów, z udziałem około stu samolotów, nastąpił w nocy z 10 na 11 sierpnia. Później Niemcy wysyłali nad miasto zwykle po kilka lub kilkanaście maszyn. Według obliczeń niemieckiego historyka Horsta Booga z 76 nalotów na Moskwę do wiosny 1942 roku tylko trzy pierwsze przeprowadziło ponad sto bombowców i to one wyrządziły największe szkody, a w 59 brało udział od trzech do dziesięciu samolotów. Według danych radzieckich od 22 lipca do 22 sierpnia zginęło w Moskwie 736 osób, a ponad 3500 zostało rannych.

Znaczenie

Pierwszy nalot na Moskwę był dla Hitlera i Goebbelsa przede wszystkim gestem politycznym: stolica wroga miała poczuć wojnę tak samo jak Warszawa, Rotterdam, Belgrad i Londyn. Luftwaffe, zbudowana przede wszystkim do współpracy z wojskami lądowymi, nie miała jednak ani ciężkich bombowców, ani zapasu sił, by prowadzić równocześnie wojnę na froncie i kampanię przeciw miastu oddalonemu o kilkaset kilometrów od lotnisk. W bitwach pod Smoleńskiem w lipcu 2 Flota Powietrzna straciła kilkaset samolotów, a gdy pod koniec miesiąca Hitler przesunął główny wysiłek na skrzydła frontu, jeden z dwóch korpusów lotniczych Kesselringa, VIII Korpus Wolframa von Richthofena, odszedł pod Leningrad. Sam Kesselring przyznawał później, że ogień przeciwlotniczy i reflektory nad Moskwą zrobiły wrażenie nawet na lotnikach, którzy latali nad Anglią.

Dla strony radzieckiej noc z 21 na 22 lipca była jednym z pierwszych sukcesów w wojnie, która od miesiąca przynosiła tylko klęski. Niespełna trzy tygodnie po przemówieniu Stalina z 3 lipca, wzywającym do obrony każdej piędzi ziemi, stolica pokazała, że potrafi się bronić. W nocy z 6 na 7 sierpnia młodszy lejtnant Wiktor Tałalichin staranował nad podmoskiewskimi lasami niemiecki bombowiec He 111 i jako jeden z pierwszych lotników radzieckich został za nocny taran bohaterem propagandy. W nocy z 7 na 8 sierpnia radzieckie bombowce lotnictwa Floty Bałtyckiej z wyspy Sarema po raz pierwszy zbombardowały Berlin, co Moskwa przedstawiała jako odpowiedź na naloty na swoją stolicę.

Naloty na Moskwę trwały do zimy. Nasiliły się jesienią, gdy w październiku front podszedł pod miasto, część urzędów i korpus dyplomatyczny ewakuowano do Kujbyszewa, a w stolicy wybuchła panika. Pod koniec października bomba trafiła w gmach Komitetu Centralnego na Starym Placu, zabijając m.in. dramatopisarza Aleksandra Afinogenowa, a inna uszkodziła Teatr Bolszoj. Wtedy naloty miały już charakter taktyczny, związany z bitwą pod Moskwą. Według różnych danych radzieckich w nalotach na Moskwę w latach 1941–1942 zginęło od nieco ponad tysiąca do ponad dwóch tysięcy mieszkańców. Liczba ta, choć tragiczna, była wielokrotnie mniejsza niż straty Londynu w czasie Blitzu. Moskwa nie stała się ani Rotterdamem, ani Coventry, a jej obrona przeciwlotnicza należała do najsilniejszych w Europie. Rozstrzygnięcie losów miasta należało nie do bombowców, lecz do wojsk lądowych, które w grudniu 1941 roku zatrzymały Wehrmacht u jej bram.

Źródła

  1. ww2today.com · 41 07 21 first luftwaffe raid on moscow

W tym samym czasie

(03)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.