TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Powstanie Spartakusa

Kategoria:
Polityka
Data:
4 stycznia 1919
Autor:
Natalia
Tagi:
Niemcy, rewolucja niemiecka, komunizm, Gustav Noske

4 stycznia 1919 roku rząd rewolucyjny w Berlinie, kierowany przez socjaldemokratę Friedricha Eberta, odwołał prezydenta berlińskiej policji Emila Eichhorna, działacza lewicowej Niezależnej Socjaldemokratycznej Partii Niemiec. Dla radykalnej lewicy stolicy była to prowokacja i dowód, że socjaldemokraci zamierzają zdusić rewolucję. Następnego dnia na ulice wyszły dziesiątki tysięcy demonstrantów, uzbrojone grupy zajęły gmachy redakcji i drukarni, a przywódcy lewicy, wśród nich Karl Liebknecht, ogłosili walkę o obalenie rządu. Powstanie, nazwane od Związku Spartakusa, trwało tydzień. Rozbiły je ochotnicze oddziały złożone z dawnych żołnierzy i oficerów, które na rozkaz socjaldemokraty Gustava Noskego weszły do miasta z karabinami maszynowymi, moździerzami i artylerią. 15 stycznia oficerowie jednej z tych formacji zamordowali Liebknechta i Różę Luksemburg. Tydzień walk i dwa morderstwa wykopały między socjaldemokratami a komunistami przepaść, której niemiecka lewica nie zasypała aż do dojścia Hitlera do władzy.

Daty wymagają wyjaśnienia. Popularne chronologie podają, że powstanie trwało od 4 do 15 stycznia. 4 stycznia był jednak dniem dymisji Eichhorna, a więc bezpośredniej przyczyny wybuchu. Pierwsze wielkie demonstracje i zajęcia budynków nastąpiły 5 stycznia, walki zbrojne trwały do 12 stycznia, gdy wojska rządowe zdobyły ostatnie punkty oporu. 15 stycznia, trzy dni po zakończeniu walk, zginęli Liebknecht i Luksemburg. Niemieccy historycy mówią zwykle o „walkach styczniowych” lub „powstaniu styczniowym” z 5–12 stycznia. Nazwa „powstanie Spartakusa” przyjęła się, choć jest myląca: Związek Spartakusa, a od 1 stycznia nowo założona Komunistyczna Partia Niemiec, nie zaplanowali tego zrywu i nim nie kierowali. Dołączyli do niego dopiero, gdy się zaczął.

Rewolucja, która podzieliła lewicę

Rewolucja listopadowa obaliła cesarstwo, ale nie dała Niemcom jednej lewicowej władzy. Od 10 listopada 1918 roku krajem rządziła Rada Pełnomocników Ludowych, złożona z trzech większościowych socjaldemokratów (SPD) i trzech niezależnych socjalistów (USPD). Faktycznie kierował nią Ebert. Tego samego wieczoru porozumiał się telefonicznie z generałem Wilhelmem Groenerem: armia uznała nowy rząd, a rząd obiecał pomoc w utrzymaniu dyscypliny i w walce z bolszewizmem. Ebert chciał jak najszybciej przekazać władzę zgromadzeniu narodowemu wybranemu w powszechnych wyborach. Po rozejmie w Compiègne jego głównymi zmartwieniami były powrót milionów żołnierzy, wyżywienie kraju i uniknięcie wojny domowej na wzór rosyjski.

Na lewo od niego stały środowiska, dla których listopad był dopiero początkiem. Niezależni socjaliści wahali się między demokracją parlamentarną a władzą rad robotniczych. W berlińskich fabrykach wpływy mieli tak zwani rewolucyjni mężowie zaufania (Revolutionäre Obleute), sieć radykalnych przedstawicieli robotników z przemysłu zbrojeniowego, którzy organizowali wielkie strajki w czasie wojny. Najdalej szedł Związek Spartakusa Liebknechta i Luksemburg, który żądał przekazania całej władzy radom, rozbrojenia oficerów i uzbrojenia robotników. Dla jego przywódców przykładem była, choć nie bezkrytycznie, rewolucja październikowa w Rosji.

Większość robotników poszła jednak za socjaldemokratami. Na ogólnoniemieckim zjeździe rad robotniczych i żołnierskich w Berlinie (16–20 grudnia 1918) zdecydowana większość delegatów poparła wybory do Zgromadzenia Narodowego i wyznaczyła je na 19 stycznia 1919 roku. Liebknechta i Luksemburg nie dopuszczono do głosu. Kilka dni później doszło do pierwszego rozlewu krwi. Ludowa Dywizja Marynarki, oddział marynarzy, który miał strzec rządu, w sporze o zaległy żołd uwięziła socjaldemokratycznego komendanta miasta Otto Welsa. 24 grudnia Ebert kazał wojsku zaatakować marynarzy w zamku i stajniach królewskich. Szturm się nie powiódł, zginęło kilkadziesiąt osób, a niezależni socjaliści 29 grudnia na znak protestu wystąpili z rządu. Ich miejsce zajęli socjaldemokraci, wśród nich Noske, który przejął sprawy wojska.

Między 30 grudnia a 1 stycznia spartakusowcy i inne grupy skrajnej lewicy założyli Komunistyczną Partię Niemiec (KPD). Róża Luksemburg napisała jej program, w którym zapewniała, że komuniści nie przejmą władzy inaczej niż z woli wyraźnej większości narodu. Przekonywała też, by partia wzięła udział w wyborach. Zjazd ją przegłosował: większość delegatów, młodych i niecierpliwych, chciała zdobyć władzę naciskiem ulicy i fabryk, a nie przez parlament.

Dymisja Eichhorna

Emil Eichhorn, działacz USPD, objął urząd prezydenta policji w Berlinie w dniu rewolucji, 9 listopada 1918 roku. Podległe mu oddziały bezpieczeństwa złożone z robotników i żołnierzy uchodziły za siłę lewicy. W czasie walk bożonarodzeniowych Eichhorn odmówił użycia ich przeciwko marynarzom, a w oczach Eberta stał się człowiekiem niepewnym. Po wyjściu niezależnych z rządu socjaldemokraci uzyskali zgodę większości w organach rad na jego usunięcie. 4 stycznia 1919 roku Eichhorna odwołano, a jego następcą mianowano socjaldemokratę Eugena Ernsta. Eichhorn odmówił opuszczenia gmachu prezydium policji przy Alexanderplatz.

Część historyków uważa dymisję za decyzję spóźnioną, ale konieczną, inni za świadome sprowokowanie radykałów, by rozprawić się z nimi przed wyborami. Pewne jest, że jeszcze tego samego dnia berlińskie władze USPD i rewolucyjni mężowie zaufania wezwali na niedzielę 5 stycznia do demonstracji w obronie Eichhorna. KPD przyłączyła się do apelu.

Tydzień w dzielnicy prasowej

Demonstracja 5 stycznia przerosła oczekiwania organizatorów. Do centrum Berlina przyszły dziesiątki tysięcy ludzi, a uzbrojone grupy, w których byli zapewne także prowokatorzy, zajęły dzielnicę prasową: gmach socjaldemokratycznego dziennika „Vorwärts”, wydawnictwa Mosse, Ullsteina i Scherla, drukarnie oraz biuro telegraficzne Wolffa. Wieczorem około 70 przywódców USPD, mężów zaufania i KPD zebrało się na naradę. Upojeni rozmiarami demonstracji i fałszywymi wieściami, że pułki berlińskiego garnizonu przejdą na ich stronę, postanowili walczyć o obalenie rządu. Przeciw byli nieliczni, wśród nich przywódcy mężów zaufania Richard Müller i Ernst Däumig, którzy uważali, że to za wcześnie. Wyłoniono 53-osobowy Komitet Rewolucyjny z trzema równorzędnymi przewodniczącymi: Georgiem Ledebourem z USPD, Liebknechtem z KPD i Paulem Scholzem z mężów zaufania. Komitet ogłosił w ulotce, że rząd Eberta i Scheidemanna jest odwołany.

6 stycznia na wezwanie do strajku generalnego wyszły na ulice według różnych szacunków setki tysięcy ludzi. Był to szczytowy moment ruchu i zarazem moment jego klęski. Komitet nie potrafił się zdecydować, co dalej, i nie wydał tłumom żadnych poleceń. Ludzie czekali godzinami, a wieczorem rozeszli się do domów. Próby przeciągnięcia na stronę powstańców pułków garnizonu i Ludowej Dywizji Marynarki zawiodły: żołnierze ogłaszali neutralność albo zostali przy rządzie. Część berlińczyków, zwłaszcza z klasy średniej, ruszyła z kolei bronić gmachów rządowych. Większość robotników popierała strajk przeciw kontrrewolucji, ale nie chciała strzelać do innych robotników. 9 stycznia na wielkim wiecu w parku Humboldthain zażądano dymisji wszystkich przywódców odpowiedzialnych za „bratobójstwo”, zarówno w rządzie, jak i w Komitecie Rewolucyjnym.

Róża Luksemburg uważała zryw za nieprzygotowany i przedwczesny i ostro krytykowała Liebknechta w kierownictwie partii. Do odwrotu namawiał komunistów także przebywający nielegalnie w Berlinie wysłannik bolszewików Karol Radek. Luksemburg nie wystąpiła jednak przeciw powstaniu publicznie, a redagowana przez nią „Die Rote Fahne” wzywała do walki. 9 stycznia KPD, berlińska USPD i mężowie zaufania wydali wspólną odezwę, w której nazwali członków rządu „judaszami”, którym należy się „szafot”, i wzywali do użycia broni przeciw „śmiertelnym wrogom”. Rozmowy z rządem, prowadzone od 6 stycznia za pośrednictwem przywódców USPD, upadły dzień później: rząd żądał oddania zajętych budynków, powstańcy przywrócenia Eichhorna.

Noske i Freikorpsy

Rząd nie miał wiernego wojska. Dawna armia rozpadała się, a pułki garnizonu nie chciały walczyć z robotnikami. W pierwszych dniach powstania Rada Pełnomocników Ludowych powierzyła Noskemu dowództwo nad wojskami w Berlinie i okolicach. Według jego własnej relacji, gdy ktoś zapytał, kto się tego podejmie, odpowiedział: „Ktoś musi być krwawym psem”. Noske założył kwaterę w szkole dla dziewcząt w podberlińskim Dahlem i zebrał tam ochotnicze Freikorpsy, formowane od grudnia przez zawodowych oficerów z żołnierzy frontowych, kadetów i studentów. Były zdyscyplinowane i dobrze uzbrojone, ale w większości wrogie nie tylko spartakusowcom, lecz także republice i samym socjaldemokratom, których traktowały jako zło tymczasowo konieczne. 8 stycznia rząd ogłosił odezwę, w której zapowiadał, że „godzina rozrachunku się zbliża”.

10 stycznia oddziały pułkownika Wilhelma Reinharda rozbiły powstańców w Spandau. 11 stycznia ochotnicy z Poczdamu zdobyli gmach „Vorwärts”, ostrzeliwując go z miotaczy ognia, karabinów maszynowych, moździerzy i dział. Siedmiu wysłanników, którzy chcieli wynegocjować kapitulację budynku, zabrano do koszar dragonów i tam zastrzelono. Tego samego dnia Noske przemaszerował na czele kolumny Freikorpsów przez centrum miasta. 12 stycznia padło ostatnie ważne gniazdo oporu, prezydium policji przy Alexanderplatz. Prawdziwych bitew nie było. Powstańcy nie byli przygotowani do walki z regularnym wojskiem i często poddawali się sami. Mimo to żołnierze rozstrzelali na miejscu ponad stu z nich oraz nieustaloną liczbę przypadkowych cywilów. Komisja śledcza pruskiego parlamentu krajowego naliczyła później 156 zabitych, a część opracowań podaje do około dwustu. Wojska rządowe straciły kilkanaście osób.

13 stycznia do Berlina weszły kolejne Freikorpsy, w tym największa z tych formacji, Gwardyjska Dywizja Kawalerii Strzelców (Garde-Kavallerie-Schützen-Division). Formalnie dowodził nią chory na serce generał Heinrich von Hofmann, faktycznie jej pierwszy oficer sztabu, kapitan Waldemar Pabst. Dywizja założyła kwaterę w eleganckim Hotelu Eden w zachodniej części miasta i zaczęła polowanie na przywódców rewolucji. Od grudnia Berlin oblepiały plakaty, rozpowszechniane między innymi przez finansowaną przez przemysłowców Ligę Antybolszewicką, wzywające: „Zabijcie ich przywódców! Zabijcie Liebknechta!”.

Zbrodnia w Hotelu Eden

Liebknecht i Luksemburg ukrywali się kolejno w kilku mieszkaniach, w końcu u znajomego w dzielnicy Wilmersdorf. Wieczorem 15 stycznia aresztowała ich tam miejscowa straż obywatelska, która wiedziała, kogo szuka. Nie wiadomo do dziś, kto ich wskazał. Zatrzymanych zawieziono do Hotelu Eden i oddano w ręce Pabsta. Przesłuchiwano ich i bito. Pabst postanowił, że oboje mają zginąć tak, by wyglądało to na zdarzenie przypadkowe. Według jego późniejszych relacji telefonował w tej sprawie do kancelarii Rzeszy i rozmawiał z Noskem, który miał mu odpowiedzieć, że sam musi wiedzieć, co robić. Noske do końca życia temu zaprzeczał.

Około 22.45 grupa oficerów marynarki przebranych w mundury szeregowców wywiozła Liebknechta. Przy wyjściu żołnierz Otto Runge uderzył go kolbą karabinu. W parku Tiergarten, nad jeziorkiem Neuer See, samochód stanął pod pozorem awarii. Liebknechta wyprowadzono i zastrzelono strzałami w plecy, a jego ciało oddano na pobliskim posterunku pogotowia jako zwłoki nieznanego mężczyzny. Niedługo później wyprowadzono Różę Luksemburg. Runge powalił ją ciosami kolby, nieprzytomną wrzucono do samochodu i zastrzelono strzałem w skroń z bliskiej odległości. Strzelał najpewniej porucznik marynarki Hermann Souchon, choć przez dziesięciolecia za sprawcę uchodził nadzorujący transport porucznik Kurt Vogel. Jej ciało wrzucono do Landwehrkanal. Wypłynęło dopiero 31 maja 1919 roku. Aresztowany tego samego wieczoru w mieszkaniu Wilhelm Pieck, późniejszy prezydent NRD, zdołał uciec w drodze do więzienia.

Następnego dnia dywizja ogłosiła komunikat, że Liebknecht został zastrzelony podczas ucieczki, a Luksemburg zlinczował rozwścieczony tłum. Wersję tę szybko podważono. Rząd zwołał nadzwyczajne posiedzenie. Ebert był według świadków wstrząśnięty śmiercią dawnych towarzyszy partyjnych, a socjaldemokraci obawiali się, że zbrodnia rozpali bunty w całym kraju.

Wyrok, który był kpiną

Sprawców nie sądził sąd cywilny, lecz polowy sąd wojenny ich własnej dywizji. Proces odbył się dopiero w dniach 8–14 maja 1919 roku, gdy komuniści pod kierunkiem Leona Jogichesa, dawnego towarzysza życia Luksemburg, sami ustalili i opublikowali nazwiska części zabójców. Jogiches nie doczekał rozprawy: w marcu aresztowano go i zastrzelono w więzieniu. Jednym z sędziów był wskazany przez Pabsta kapitan marynarki Wilhelm Canaris, późniejszy szef wywiadu wojskowego III Rzeszy. Oficerów z eskorty Liebknechta uniewinniono. Runge dostał dwa lata więzienia, Vogel dwa lata i cztery miesiące, nie za zabójstwo, lecz między innymi za usunięcie zwłok. Wyrok zatwierdził swoim podpisem Noske. Trzy dni później Canaris, podając się za innego oficera, wywiózł Vogla z więzienia i pomógł mu uciec do Holandii. Pabsta nigdy nie oskarżono. W 1962 roku powiedział tygodnikowi „Der Spiegel”, że kazał ich „stracić”, a w liście z 1969 roku, znalezionym po jego śmierci, napisał, że nie mógłby przeprowadzić tej akcji bez zgody Noskego, „z Ebertem w tle”. Historycy uważają, że Pabst konsultował się z kimś z rządu lub dowództwa, ale tego, czy i co dokładnie powiedział mu Noske, nie da się dziś dowieść.

Długi cień stycznia 1919

Na krótką metę rząd osiągnął swój cel. 19 stycznia 1919 roku odbyły się wybory do Zgromadzenia Narodowego, które w Weimarze uchwaliło konstytucję pierwszej niemieckiej demokracji. Socjaldemokraci zdobyli 37,9 procent głosów, niezależni 7,6 procent, więc partie lewicy nie miały razem większości. Większościowa SPD nigdy więcej w Republice Weimarskiej nie przekroczyła 30 procent. Styczeń w Berlinie stał się wzorem dla kolejnych miesięcy: na rozkaz Noskego Freikorpsy rozbiły republikę rad w Bremie, w marcu podczas nowych walk w Berlinie zginęło według niemieckich opracowań około 1200 osób, a na początku maja upadła Bawarska Republika Rad w Monachium. Do lata 1919 roku w walkach w całych Niemczech zginęło kilka tysięcy ludzi.

Najtrwalszym skutkiem była nienawiść. Komuniści nigdy nie wybaczyli socjaldemokratom „krwawego psa” Noskego i zabójstwa swoich przywódców, a socjaldemokraci komunistom próby obalenia republiki przemocą przed pierwszymi wolnymi wyborami. KPD, która po zjednoczeniu z lewym skrzydłem USPD w 1920 roku stała się partią masową, coraz ściślej podporządkowywała się Moskwie. Od 1928 roku, na polecenie Międzynarodówki Komunistycznej i Józefa Stalina, nazywała socjaldemokratów „socjalfaszystami” i głównym wrogiem robotników. W maju 1929 roku berlińska policja podlegająca socjaldemokratycznemu prezydentowi zabiła ponad trzydzieści osób podczas zakazanych demonstracji pierwszomajowych, co tylko pogłębiło podział. W 1931 roku komuniści poparli wraz z nazistami i nacjonalistami referendum przeciw socjaldemokratycznemu rządowi Prus. W wyborach z listopada 1932 roku SPD i KPD dostały razem więcej głosów niż NSDAP, ale nie potrafiły nawet rozmawiać o wspólnej obronie republiki. Gdy w styczniu 1933 roku Adolf Hitler został kanclerzem, obie partie zniszczył w ciągu kilku miesięcy. Przywódca KPD Ernst Thälmann spędził w nazistowskich więzieniach jedenaście lat i został zamordowany w Buchenwaldzie w 1944 roku. Komintern porzucił linię „socjalfaszyzmu” i zaczął budować fronty ludowe dopiero w 1935 roku, gdy było już za późno.

Drugą spuścizną stycznia były Freikorpsy. Republika obroniła się w 1919 roku rękami ludzi, którzy nią gardzili. Ochotnicy z tych oddziałów, przekonani, że ocalili Niemcy przed bolszewizmem i że wolno im zabijać bezkarnie, wzięli udział w puczu Kappa-Lüttwitza w 1920 roku, w którym Pabst odegrał jedną z głównych ról, a następnie w skrytobójczych zamachach na polityków republiki, między innymi na Matthiasa Erzbergera w 1921 roku. Wielu z nich trafiło do nazistowskiej SA, która przejęła ich styl, pogardę dla demokracji i kult przemocy. Bezkarność zabójców Liebknechta i Luksemburg pokazała, że w Niemczech można zabijać przeciwników politycznych, jeśli tylko są oni na lewicy. Naziści dobrze to zapamiętali. W 1934 roku przyznali Rungemu odszkodowanie za pobyt w więzieniu, a w 1935 roku zburzyli pomnik na grobach rewolucjonistów na berlińskim cmentarzu Friedrichsfelde.

Powstanie dostarczyło też prawicy obrazu, który stał się jednym z filarów propagandy nazistowskiej. Rewolucja, w której ważną rolę odgrywali ludzie pochodzenia żydowskiego, jak Luksemburg, Jogiches czy Radek, posłużyła do budowania mitu „żydowskiego bolszewizmu” zagrażającego Niemcom od wewnątrz. Hitler, który w 1919 roku zaczynał karierę polityczną w Monachium, świeżo po upadku tamtejszej republiki rad, przez całe życie powtarzał, że Niemcy nie mogą dopuścić do powtórki „listopada” i „spartakusowskiego chaosu”. Antykomunizm, przez lata podsycany pamięcią o 1919 roku, sprawił, że w 1933 roku wielu konserwatystów i oficerów uznało Hitlera za mniejsze zło.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.