TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Bombardowanie Henderson Field

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
13 października 1942
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Kampania na Guadalcanalu
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, Isoroku Yamamoto, Alexander Vandegrift

W nocy z 13 na 14 października 1942 roku dwa japońskie pancerniki, „Kongō” i „Haruna”, podeszły pod północny brzeg Guadalcanalu i przez niespełna półtorej godziny ostrzeliwały amerykańskie lotnisko Henderson Field. Wystrzeliły 973 pociski kalibru 356 mm. Rano z mniej więcej dziewięćdziesięciu samolotów lotnictwa Cactus Air Force zniszczonych albo uszkodzonych było 48, płonęła niemal cała zapasowa benzyna lotnicza, a w powietrze mogło wzbić się tylko kilkanaście maszyn. Zginęło 41 ludzi. Marines nazwali to po prostu „Nocą” (ang. The Night) – było to najcięższe bombardowanie, jakie przeżyli w całej kampanii. Ostrzał z morza miał osłonić japoński konwój, który następnej nocy wysadził na wyspie kilka tysięcy żołnierzy przed wielką ofensywą lądową. Lotnisko jednak przetrwało: jeszcze tego samego dnia z jednego pasa startowały samoloty, zatankowane benzyną spuszczoną z wraków i wyciągniętą z zapomnianych beczek.

Lotnisko, wokół którego toczyła się kampania

Od lądowania 7 sierpnia cała amerykańska obecność na Guadalcanalu sprowadzała się do obrony jednego lotniska. Pas przy przylądku Lunga, nazwany na cześć poległego pod Midway majora Loftona R. Hendersona, zbudowali jeszcze Japończycy; marines i budowlańcy marynarki dokończyli go zdobycznym sprzętem i utrzymywali w ruchu pod codziennymi nalotami. Stacjonujące na nim samoloty piechoty morskiej, marynarki i armii – od kryptonimu wyspy nazwane Cactus Air Force – za dnia panowały nad wodami wokół wyspy. Japończycy mogli więc dowozić posiłki wyłącznie nocą, szybkimi niszczycielami, które Amerykanie przezwali Tokyo Express. Niszczyciel zabierał jednak najwyżej kilkuset żołnierzy bez ciężkiego sprzętu.

Po klęsce na Krwawej Grani w połowie września japońska 17 Armia generała porucznika Harukichiego Hyakutake szykowała trzecie, największe natarcie na lotnisko. Na wyspę przerzucano 2 Dywizję Piechoty („Sendai”) generała porucznika Masao Maruyamy i część 38 Dywizji; od 1 do 17 października Tokyo Express i konwoje dowiozły około 15 tysięcy żołnierzy, a 9 października na Guadalcanal przybył sam Hyakutake. Do natarcia potrzebne były jednak działa, czołgi, amunicja i żywność, których niszczyciele nie mogły zabrać. Dowódca Połączonej Floty admirał Isoroku Yamamoto zgodził się więc na rzadkie ryzyko: wysłanie konwoju powolnych statków transportowych, a dla jego osłony – wyłączenie lotniska z walki ogniem ciężkich okrętów.

Pierwsze próby się nie powiodły. 7–9 października marines rozbili nad Matanikau japoński pułk szykujący się do natarcia, a w nocy z 11 na 12 października amerykańskie krążowniki przechwyciły koło przylądka Esperance japoński zespół, który miał ostrzelać lotnisko krążownikami. Yamamoto sięgnął wtedy po pancerniki.

13 października

Dzień zaczął się dla Amerykanów pomyślnie. Rano u przylądka Lunga stanęły transportowce „McCawley” i „Zeilin” kontradmirała Richmonda Turnera z 164 Pułkiem Piechoty – 2837 żołnierzy, rezerwistów Gwardii Narodowej z Dakoty Północnej pod dowództwem pułkownika Bryanta Moore’a, wydzielonych z dywizji Americal stacjonującej w Nowej Kaledonii. Była to pierwsza jednostka armii lądowej na wyspie. O jej przysłanie zabiegał dowódca wojsk lądowych USA na Południowym Pacyfiku generał major Millard Harmon, przekonany, że wyczerpana 1 Dywizja Piechoty Morskiej generała majora Alexandra Vandegrifta nie odeprze sama następnego natarcia. Razem z ludźmi wyładowano pojazdy, amunicję i zaopatrzenie.

Japończycy szybko dali znać o sobie. W południe i po południu nad lotnisko nadleciały dwie fale bombowców z Rabaulu. Myśliwce Cactus Air Force, zaskoczone w czasie tankowania, nie zdążyły ich przechwycić; bomby zryły pas główny i podpaliły kilka tysięcy galonów benzyny. Wieczorem, około 18:30, z pozycji na zachód od rzeki Matanikau otworzyły ogień japońskie haubice kalibru 150 mm, nowo przywiezione na wyspę. Marines nadali im wspólny przydomek „Pistol Pete”. Odtąd mogły one ostrzeliwać lotnisko w dzień i w nocy, a amerykańska artyleria długo nie potrafiła ich namierzyć.

Tego samego dnia z wysp Shortland wyszedł japoński konwój: sześć statków transportowych w eskorcie ośmiu niszczycieli, z około 4,5 tysiąca żołnierzy 16 i 230 Pułku Piechoty, dwiema bateriami ciężkiej artylerii i kompanią czołgów. Z atolu Truk płynęła ku Guadalcanalowi 3 Dywizja Pancerników wiceadmirała Takeo Kurity: „Kongō” i „Haruna” z lekkim krążownikiem „Isuzu” i dziewięcioma niszczycielami. Oba pancerniki były przebudowanymi krążownikami liniowymi z czasów I wojny światowej, najszybszymi okrętami liniowymi japońskiej floty. Mogły w ciągu jednej nocy podejść do wyspy, wystrzelać amunicję i przed świtem oddalić się poza zasięg amerykańskich bombowców.

Noc

Około 1:30 14 października nad lotniskiem zapłonęły flary zrzucone z japońskich wodnosamolotów, a na wzgórzu Austen, panującym nad perymetrem, japoński obserwator artyleryjski przygotowywał się do korygowania ognia. O 1:33 pancerniki otworzyły ogień z odległości około 15–16 kilometrów – poza zasięgiem amerykańskich dział nadbrzeżnych, które nie mogły im odpowiedzieć. Ostrzał trwał 83 minuty. Okręty przechodziły wzdłuż brzegu, zawracały i strzelały ponownie, kładąc pociski na obszarze lotniska, jego obu pasów, parkingów samolotów i magazynów paliwa. Według szczegółowej rekonstrukcji historyka Richarda B. Franka tylko część z 973 pocisków stanowiły specjalne pociski zapalające i odłamkowo-burzące przeznaczone do ostrzału celów lądowych – resztę, gdy tamtych zabrakło, uzupełniły pociski przeciwpancerne.

Dla ludzi w okopach i ziemiankach wokół lotniska była to próba, której wielu nie zapomniało do końca życia. Ciężkie pociski wyrywały palmy kokosowe, rozrzucały ziemię i szczątki samolotów, a płonące składy paliwa oświetlały cały perymetr. Szczególnie dotkliwie przeżyli tę noc żołnierze 164 Pułku, którzy kilkanaście godzin wcześniej zeszli na ląd. Jedynym przeciwnikiem, jakiego pancerniki napotkały, były cztery amerykańskie kutry torpedowe z bazy na pobliskiej wyspie Tulagi. Pod koniec ostrzału zaatakowały one japoński zespół, nie trafiły jednak żadnego okrętu. Około godziny trzeciej, po wystrzelaniu przydzielonej amunicji, Kurita zawrócił na Truk.

Bilans nocy

Rano obraz był przygnębiający. Według amerykańskich danych pociski zniszczyły lub uszkodziły 48 z około 90 samolotów Cactus Air Force; ze stacjonujących na lotnisku bombowców nurkujących Dauntless zdatnych do lotu pozostało kilka, a samolotów torpedowych – żadnego. Spłonęła niemal cała benzyna lotnicza. Pas główny był podziurawiony lejami, choć trawiasty pas dla myśliwców, zwany Fighter One, ucierpiał mniej. Zginęło 41 ludzi, wśród nich sześciu lotników, a w zniszczonym stanowisku dowodzenia jednego z dywizjonów bombowych poległ jego dowódca, major Gordon Bell, z kilkoma oficerami. Richard B. Frank określił ten ostrzał jako jedno z najbardziej nasyconych bombardowań w historii, a w dziejach floty japońskiej uchodzi on za najskuteczniejszą akcję jej pancerników w całej wojnie.

Mimo to lotnisko nie zostało wyłączone na dłużej. Saperzy i budowlańcy marynarki w ciągu kilku godzin zasypali najgroźniejsze leje i przywrócili do użytku część pasów. Najtrudniejszym problemem było paliwo. Mechanicy spuszczali benzynę ze zbiorników zniszczonych samolotów, a z zarośli wokół lotniska wydobyto kilkaset beczek benzyny, rozproszonych tam wcześniej, według amerykańskich relacji z polecenia dowódcy lotnictwa na wyspie generała brygady Roya Geigera – właśnie na wypadek takiej katastrofy. Z Espiritu Santo przyleciały posiłki – kilkanaście Dauntlessów i około dwudziestu myśliwców Wildcat – a transportowce C-47 piechoty morskiej i armii zaczęły wozić na Guadalcanal beczki z benzyną. Jeden samolot zabierał ich zaledwie kilkanaście, a każda wystarczała myśliwcowi na mniej więcej godzinę lotu, ale ten most powietrzny pozwolił Cactus Air Force przetrwać najgorsze dni.

Konwój pod Tassafarongą

14 października samoloty z Henderson Field dwukrotnie zaatakowały zbliżający się japoński konwój, nie zadając mu jednak strat. Po zmroku, około północy, sześć transportowców stanęło u przylądka Tassafaronga, kilkanaście kilometrów na zachód od amerykańskich pozycji, i zaczęło wyładunek. Tej samej nocy ciężkie krążowniki „Chōkai” i „Kinugasa” wiceadmirała Gun’ichiego Mikawy wystrzeliły na lotnisko 752 pociski kalibru 203 mm, a następnej nocy ostrzał powtórzyły krążowniki „Myōkō” i „Maya” – według japońskich danych 912 pociskami. Zniszczyły kolejne samoloty, ale nie wyrządziły już szkód porównywalnych z „Nocą”.

15 października, w biały dzień, Cactus Air Force rzuciła przeciw transportowcom wszystko, co mogło latać i miało paliwo: Dauntlessy, Wildcaty, myśliwce armii P-39 i bombowce B-17 z Espiritu Santo. Major Jack Cram, adiutant Geigera, podwiesił dwie torpedy pod jego osobistą łódź latającą Catalina, zwaną „Blue Goose”, i trafił jeden z transportowców, „Sasago Maru”, po czym z podziurawionym samolotem wrócił na lotnisko. Trzy statki, podpalone i wyrzucone na brzeg, zostały zniszczone, a pozostałe po zmroku odpłynęły. Japończycy zdążyli jednak wyładować wszystkich żołnierzy i około dwóch trzecich zaopatrzenia i sprzętu. Amerykanie stracili w tych dniach także okręty, które spieszyły z benzyną: 15 października samoloty z lotniskowca „Zuikaku” zatopiły niszczyciel „Meredith”, osłaniający holownik z barką paliwa, a następnego dnia uszkodzony został transportowiec wodnosamolotów „McFarland”, który zdołał wyładować swój ładunek benzyny.

Miejsce w wojnie

Bombardowanie z 13/14 października było szczytem japońskiej współpracy armii i marynarki w walce o Guadalcanal. Pancerniki zrobiły to, czego nie zdołały naloty z Rabaulu: na kilka dni sparaliżowały amerykańskie lotnictwo na wyspie, dzięki czemu konwój mógł wyładować ciężką artylerię, czołgi i tysiące żołnierzy. Do połowy października Hyakutake zgromadził na Guadalcanalu około 20 tysięcy ludzi i był pewien, że odbije lotnisko. Japończycy szacowali siły przeciwnika na około 10 tysięcy; w rzeczywistości Amerykanów było na wyspie około 23 tysięcy.

Po stronie amerykańskiej „Noc” wywołała głęboki niepokój. 15 października admirał Chester Nimitz ocenił w Pearl Harbor, że Amerykanie nie są w stanie kontrolować morza wokół Guadalcanalu, a zaopatrywanie wyspy będzie odtąd bardzo kosztowne; położenie nie jest beznadziejne, ale z pewnością krytyczne. Nimitz uznał też, że dowódca na Południowym Pacyfiku, wiceadmirał Robert Ghormley, jest zbyt przygnębiony i wyczerpany, by poprowadzić tę walkę – kilka dni później zastąpił go wiceadmirał William Halsey. Do Waszyngtonu dotarła świadomość, że kampania, rozpoczęta w sierpniu jako ograniczona operacja, wymaga znacznie większych sił.

Lotnisko jednak przetrwało, a wraz z nim cała amerykańska obrona. Najtrudniejsze dni Cactus Air Force przetrwała dzięki benzynie z wraków, beczkom dowożonym samolotami i dzięki temu, że japońskie krążowniki, które ostrzeliwały lotnisko w kolejnych nocach, nie miały już siły ognia pancerników. Odpowiedź na pytanie, czy wysadzone pod Tassafarongą wojska zdołają odbić Henderson Field, przyniosła japońska ofensywa lądowa pod koniec października. Gdy w listopadzie Yamamoto spróbował powtórzyć nocne bombardowanie pancernikami, amerykańska flota była już gotowa: w dwóch nocnych bitwach pod Guadalcanalem w dniach 13–15 listopada przechwyciła japońskie okręty, a pancerniki „Hiei” i „Kirishima” zatonęły, zanim zdołały ostrzelać lotnisko.

W tym samym czasie

(03)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.