TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Hitler odkłada operację „Lew Morski”

Kategoria:
Wojsko
Front:
Front zachodni
Data:
17 września 1940
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Bitwa o Anglię
Tagi:
III Rzesza, Wielka Brytania, Adolf Hitler, Kriegsmarine

17 września 1940 roku Adolf Hitler postanowił odłożyć „do odwołania” operację „Lew Morski” („Seelöwe”), czyli desant w Anglii. Dziennik wojenny sztabu dowództwa marynarki zapisał tego dnia uzasadnienie: lotnictwo nieprzyjaciela nie zostało pokonane, przeciwnie, wykazuje coraz większą aktywność, a pogoda nie pozwala liczyć na okres spokoju na morzu, więc Führer odkłada operację na czas nieokreślony. Był to dzień, w którym według harmonogramu musiał zapaść wstępny rozkaz do desantu w ostatnim dogodnym terminie września. Rozkaz nie zapadł. Warunek, od którego Hitler w lipcu uzależnił całą operację, czyli pobicie brytyjskiego lotnictwa, nie został spełniony.

Kalendaria wojny rozkładają tę historię na cztery daty. Pod 3 września podają, że Hitler odłożył inwazję, bo Luftwaffe nie złamała brytyjskiej obrony, pod 10 września, że „Lwa Morskiego” wyznaczono na 24 września, pod 14 września, że przesunięto go na 27 września, ostatni dzień miesiąca z dogodnym przypływem, a pod 17 września, że odszyfrowane depesze ujawniły odłożenie operacji do odwołania. Były to kolejne kroki jednej decyzji. Kilka z nich trzeba sprostować. 3 września nie odłożono inwazji, tylko po raz pierwszy wyznaczono jej konkretny termin, 21 września, a przyczyną przesunięcia wcześniejszych planów było opóźnienie przygotowań marynarki, a nie niepowodzenia Luftwaffe. 24 i 27 września nigdy nie były „wyznaczonymi” datami desantu: były najwcześniejszymi możliwymi terminami, które wynikały z tego, że Hitler dwa razy odłożył wydanie wstępnego rozkazu. Brytyjczycy zaś nie przeczytali 17 września w żadnej depeszy, że operację odłożono. Odszyfrowali rozkaz, z którego można było to tylko wywnioskować.

Terminarz z 3 września

Dyrektywa nr 17 z 1 sierpnia nakazywała zakończyć przygotowania do desantu do 15 września, a Hitler miał zdecydować o nim po pierwszych tygodniach zaostrzonej wojny powietrznej. Przez cały sierpień marynarka nie nadążała jednak z przebudową barek rzecznych i ich przeprowadzaniem nad kanał La Manche, a spór z wojskami lądowymi o szerokość frontu lądowania ciągnął się do końca miesiąca. 30 sierpnia sztab dowództwa wojennego marynarki zameldował, że nie zakończy przygotowań przed 21 września.

3 września szef Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu (OKW) feldmarszałek Wilhelm Keitel rozesłał rozkaz, który ustalał terminarz operacji. Najwcześniejszym dniem wypłynięcia floty desantowej miał być 20 września, a lądowania („dnia S”) 21 września. Marynarka potrzebowała dziesięciu dni, by przed wypłynięciem oczyścić z min trasy przeprawy i postawić własne zagrody minowe na jej skrzydłach, więc rozkaz rozpoczęcia operacji miał zapaść w „dniu S minus 10”, czyli prawdopodobnie 11 września. Ostateczny rozkaz Hitler miał wydać najpóźniej w południe trzeciego dnia przed lądowaniem, a całe przedsięwzięcie musiało dać się odwołać jeszcze na dobę przed godziną zero.

Machina była w ruchu. Według brytyjskiej historii oficjalnej już 4 września Niemcy mieli zarekwirowane 168 statków transportowych o łącznej pojemności ponad 700 tysięcy ton, 1910 barek, 419 holowników i trawlerów oraz około 1600 łodzi motorowych, więcej, niż sztab marynarki sześć tygodni wcześniej uznał za potrzebne. Dziewięć dywizji pierwszej fali 16 i 9 Armii zajmowało rejony wyjściowe od Rotterdamu po okolice Rouen. Pod Calais i Boulogne stały ciężkie baterie nadbrzeżne zdolne ostrzeliwać brytyjski brzeg. Mimo to w samym niemieckim dowództwie wątpliwości było wiele. Generał Kurt Student, twórca niemieckich wojsk spadochronowych, które miały lądować w pierwszej fali, wspominał po wojnie, że 2 września usłyszał od dowódcy Luftwaffe, marszałka Rzeszy Hermanna Göringa: „Führer wcale nie chce do Anglii”.

Inwazja za progiem

W Wielkiej Brytanii pierwsze dni września przyniosły największy od czerwca strach przed inwazją. Zdjęcia lotnicze wybrzeża od wyspy Texel po Cherbourg pokazywały, że barki płyną kanałami i wzdłuż brzegu na zachód. W Ostendzie 28 sierpnia nie było ich wcale, 31 sierpnia było 18, a 7 września 270. Podobnie przybywało ich w Vlissingen, Dunkierce i Calais. Na przełomie sierpnia i września na wybrzeże Kentu przypłynęło łodzią czterech niemieckich agentów. Schwytani w ciągu kilku godzin, przyznali, że mają być gotowi w ciągu najbliższych dwóch tygodni meldować o ruchach brytyjskich odwodów między Londynem, Oksfordem, Reading i Ipswich. Trzech z nich powieszono w grudniu.

7 września brytyjski Połączony Komitet Wywiadu ostrzegł szefów sztabów, że inwazja może być bliska, bo księżyc i przypływy na południowo-wschodnim wybrzeżu sprzyjają lądowaniu w dniach 8–10 września. Tego samego popołudnia Luftwaffe zaatakowała po raz pierwszy z pełną siłą Londyn, zaczynając Blitz. Wieczorem o 20.07 kwatera główna Sił Krajowych (Home Forces) wysłała do dowództw na wschodzie i południu Anglii hasło „Cromwell”, oznaczające natychmiastową gotowość do walki. W niektórych miejscowościach dowódcy Home Guard kazali bić w dzwony kościelne, czyli dać sygnał niemieckiego desantu, i noc upłynęła wśród fałszywych meldunków o spadochroniarzach. Następnego dnia dowódca Sił Krajowych gen. Alan Brooke zarządził, że dzwony mogą bić tylko wtedy, gdy ktoś na własne oczy zobaczy co najmniej 25 spadochroniarzy.

Hitler sam podsycał to napięcie. 4 września w berlińskim Pałacu Sportu, w przemówieniu, w którym zapowiedział odwet za brytyjskie naloty na Berlin, drwił z Anglików, którzy pytają, dlaczego wciąż nie przychodzi: „Uspokójcie się, uspokójcie się, on przyjdzie!”. 11 września Winston Churchill mówił w radiu, że najbliższy tydzień należy uznać za bardzo ważny okres w dziejach Wielkiej Brytanii, porównywalny z dniami, gdy do kanału zbliżała się hiszpańska Wielka Armada, albo z czasami, gdy Nelson zagradzał drogę Wielkiej Armii Napoleona zgromadzonej w Boulogne. Royal Navy zbliżała ciężkie okręty: 13 września pancernik „Nelson” i krążownik liniowy „Hood” przeszły ze Scapa Flow do Rosyth. Nocami wysyłała krążowniki i niszczyciele pod Calais, Boulogne i Ostendę, choć znajdowały tam niewiele celów, bo statki unikały już najbliższych Anglii portów.

Bitwa o barki

Najwięcej szkód niemieckim przygotowaniom wyrządziło brytyjskie lotnictwo bombowe. W lipcu i sierpniu Bomber Command atakowało głównie cele w Niemczech i lotniska, bo nad kanałem nie było jeszcze czego bombardować. Gdy na początku września barki zaczęły zapełniać porty, stały się głównym celem. Od nocy z 5 na 6 września atakowały je lekkie bombowce Blenheim, a wkrótce także Hampdeny, Fairey Battle, Wellingtony i Whitleye. Według brytyjskiej historii oficjalnej ataki na porty inwazyjne pochłonęły we wrześniu około trzech czwartych całego wysiłku Bomber Command i ponad tysiąc ton bomb. W nocy z 13 na 14 września po raz pierwszy cała nocna aktywność bombowców poszła na porty i statki, a następnej nocy liczba lotów była niemal dwa razy większa.

W nocy z 14 na 15 września do walki weszły polskie dywizjony bombowe. Po trzy załogi 300 i 301 Dywizjonu, latające na Fairey Battle, zbombardowały barki w Boulogne, a w kolejnych nocach atakowały Calais, Ostendę i Dunkierkę. Nocą z 15 na 16 września nad Antwerpią zapalił się trafiony Hampden 83 Dywizjonu. Osiemnastoletni radiooperator i strzelec, sierż. John Hannah, gasił ogień gaśnicami, a potem rękami, i pomógł pilotowi doprowadzić maszynę do bazy. Dostał za to Krzyż Wiktorii, jako jeden z najmłodszych lotników odznaczonych tym orderem. 17 września w Dunkierce zatopiono lub uszkodzono 84 barki.

Skutki były odczuwalne. Redy portów kanału przestały się nadawać na nocne kotwicowiska dla transportowców, a sztab marynarki tracił resztki optymizmu. Według niemieckich danych, które Churchill przytoczył po wojnie, do 21 września zniszczono lub uszkodzono 21 ze 170 transportowców i 214 z niespełna 1920 barek, czyli około 12 procent tonażu. Ataki pokazały też, że RAF, o którym niemiecki wywiad mówił, że jest na wyczerpaniu, ma jeszcze siły nie tylko do obrony.

Odroczenie za odroczeniem

Rozstrzygające dla Hitlera było jednak niebo nad Anglią. Od 7 września Luftwaffe uderzała na Londyn, licząc, że zmusi do walki i zniszczy ostatnie rezerwy myśliwców RAF. Gdy nadszedł termin wstępnego rozkazu, Hitler go nie wydał i przesunął decyzję o trzy dni, na 14 września. Brytyjska historia oficjalna datuje tę decyzję na 11 września, część opracowań na 10 września. Z przesunięcia wynikało, że lądowanie mogło nastąpić najwcześniej 24 września; stąd wzięła się data, którą chronologie podają jako „wyznaczony” termin inwazji. 13 września wielki admirał Erich Raeder zameldował Hitlerowi, że wysiłki Göringa nie stworzyły dotąd warunków do przeprowadzenia operacji. Sztab marynarki, któremu Luftwaffe nie pomogła w walce z brytyjską flotą, uważał, że same zagrody minowe nie osłonią przeprawy przed Royal Navy.

14 września Hitler zebrał w Kancelarii Rzeszy w Berlinie dowódców. Byli Raeder, dowódca wojsk lądowych feldmarszałek Walther von Brauchitsch, szef sztabu generalnego gen. Franz Halder, a Luftwaffe reprezentował feldmarszałek Erhard Milch, bo Göring dowodził nalotami z Francji. Według zapisków Haldera i protokołu marynarki Hitler pochwalił przygotowania i powiedział, że udany desant byłby najszybszą drogą do zakończenia wojny. Ocenił, że Luftwaffe osiągnęła wiele, ale panowania w powietrzu jeszcze nie zdobyła, choć cztery czy pięć dni dobrej pogody mogłoby przynieść rozstrzygnięcie. Odwołać operacji nie chciał, bo byłaby to dla Brytyjczyków ulga, a sama groźba desantu wiązała ich siły. Naloty miały trwać dalej. Prośbę szefa sztabu Luftwaffe gen. Hansa Jeschonnka, by pozwolić na bombardowanie dzielnic mieszkalnych w celu wywołania masowej paniki, Hitler odrzucił, zostawiając sobie taki „terror” jako ostatni środek. Decyzję o desancie odłożył o kolejne trzy dni, na 17 września. Lądowanie mogło więc nastąpić najwcześniej 27 września, a był to ostatni dzień, w którym księżyc i przypływ sprzyjały przeprawie. Następny dogodny okres zaczynał się dopiero 8 października.

16 września Göring wydał rozkazy do nowej fazy nalotów, ale dzień wcześniej Luftwaffe przeżyła porażkę, która dla wielu uczestników bitwy była jej punktem zwrotnym. 15 września dwie wielkie dzienne wyprawy na Londyn zostały rozbite przez myśliwce 11 i 12 Grupy, a niemieccy lotnicy, którym od tygodni mówiono, że RAF ma ostatnie myśliwce, zobaczyli nad stolicą Anglii kilka setek Spitfire’ów i Hurricane’ów. Niemcy stracili tego dnia około 60 samolotów. Raeder 15 września wciąż uważał desant za desperacki hazard, a prognozy pogody nie dawały nadziei na dłuższy okres ciszy na kanale.

Decyzja z 17 września

17 września, gdy przyszedł czas na wstępny rozkaz, sztab marynarki opowiadał się za czekaniem, a brytyjski opór w powietrzu nie słabł. Hitler odłożył „Lwa Morskiego” do odwołania. Zastrzegł, że trzeba mieć na uwadze możliwość lądowania w październiku, ale zarazem zgodził się, by flotę desantową częściowo rozproszyć, tak by bombowce RAF nie niszczyły jej dalej. Rozkazy w tej sprawie OKW wydało w kolejnych dniach. Już 20 września brytyjskie rozpoznanie lotnicze stwierdziło, że sześć niszczycieli i torpedowiec sfotografowane dwa dni wcześniej w Cherbourgu zniknęły z portu (wkrótce pojawiły się w Breście), a liczba barek widocznych w pięciu głównych portach, od Vlissingen po Boulogne, spadła z 1004 w dniu 18 września do 691 w ostatnim tygodniu miesiąca.

Wiadomość o decyzji dotarła do Londynu inną drogą. W Bletchley Park brytyjscy kryptolodzy czytali już wtedy część depesz Luftwaffe szyfrowanych maszyną Enigma, co nazwano później „Ultra”. Według oficjalnej historii brytyjskiego wywiadu F.H. Hinsleya 17 września odczytano depeszę, w której przekazywano, że Führer zezwolił na demontaż urządzeń do załadunku samolotów transportowych na lotniskach w Holandii. Urządzenia te były potrzebne do przerzutu wojsk powietrznodesantowych w pierwszej fali. Depesza nie mówiła wprost o odłożeniu operacji, ale w Londynie odczytano ją jako wyraźny znak, że bezpośrednie niebezpieczeństwo inwazji mija. Dlatego powtarzaną często wzmiankę o „odszyfrowanych depeszach, które ujawniły” odłożenie operacji należy rozumieć jako wniosek wyciągnięty przez Brytyjczyków z pośredniej wskazówki, a nie odczytanie samej decyzji.

Strach, który nie mijał

Brytyjczycy nie mogli jednak wiedzieć, czy odłożenie jest ostateczne, i nie rozluźnili obrony. Zdjęcia lotnicze z końca września i z października wprowadzały zamęt: barek ubywało, ale na fotografiach widać było pochylnie do szybkiego załadunku i dziwne pary barek połączonych ze sobą, a na lotniskach w Holandii trwały roboty budowlane. Część barek nie odpłynęła daleko, tylko schowała się w pobliskich kanałach, skąd mogła szybko wrócić. Wywiad zastanawiał się, czy Niemcy nie przygotowują po cichu desantu z portów bałtyckich, których samoloty rozpoznawcze długo nie mogły sfotografować. Dopiero pod koniec października brytyjskie dowództwo uznało, że wyprawa z portów kanału nie jest już bliska.

Wśród ludności krążyły tymczasem pogłoski, że Niemcy próbowali już wylądować i zostali odparci z wielkimi stratami, a według niektórych wersji Brytyjczycy podpalili morze, wylewając na nie ropę. Podsycały je ciała kilkudziesięciu niemieckich żołnierzy wyrzucone przez morze na brzegi Anglii, ofiary bombardowań portów i ćwiczeń z barkami, które zatonęły w złą pogodę. Rząd brytyjski oficjalnie tym pogłoskom zaprzeczał, ale nie przeszkadzały mu one w podtrzymywaniu ducha oporu w kraju i za granicą.

Miejsce w wojnie

Decyzja z 17 września była w praktyce końcem planów inwazji w 1940 roku. Rozproszona flota nie mogła się zebrać na czas, a jesienne sztormy zamykały kanał. 12 października Hitler przełożył operację na wiosnę 1941 roku i nakazał, by przygotowania trwały dalej już tylko jako środek politycznego i wojskowego nacisku na Wielką Brytanię. Barki zaczęto zwracać żegludze śródlądowej, a w styczniu 1941 roku wstrzymano wszystkie prace z wyjątkiem rozwoju specjalnego sprzętu i działań maskujących. Luftwaffe prowadziła dalej dzienne naloty do końca października, a nocną ofensywę na brytyjskie miasta do maja 1941 roku, lecz cel tej ofensywy był już inny: miała złamać brytyjski przemysł i morale, a nie przygotować lądowanie. Raeder jeszcze we wrześniu namawiał Hitlera, by uderzył na Brytyjczyków w basenie Morza Śródziemnego, w Gibraltarze i nad Kanałem Sueskim. Hitler wybrał jednak wschód: 18 grudnia 1940 roku podpisał dyrektywę nr 21 o napaści na Związek Radziecki, a „Lew Morski” stał się odtąd głównie zasłoną dla tych przygotowań.

Odłożenie desantu było najważniejszym skutkiem bitwy o Anglię. Lotnicy Fighter Command, marynarze, którzy pilnowali kanału, i załogi bombowców, które nocami atakowały porty, nie pokonali Wehrmachtu, ale odebrali mu jedyną szansę na szybkie zakończenie wojny na zachodzie. Historycy do dziś spierają się, czy Hitler naprawdę chciał lądować w Anglii, czy groźba desantu miała przede wszystkim skłonić Londyn do rokowań. Pewne jest, że Wielka Brytania, której nie zdołał ani zastraszyć, ani zdobyć, przetrwała jesień 1940 roku i została w wojnie, a z czasem stała się bazą alianckiej ofensywy bombowej i desantu w Normandii.

Źródła

  1. battleofbritain1940.com · tuesday 17 september 1940

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.