TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Dzień Bitwy o Anglię

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
15 września 1940
Autor:
Natalia
Bitwa:
Bitwa o Anglię
Tagi:
Wielka Brytania, Luftwaffe, RAF, Polska
Dornier Do 17 z KG 76, zestrzelony 15 września 1940, spadł na dworzec Victoria w Londynie.
Dornier Do 17 z KG 76, zestrzelony 15 września 1940, spadł na dworzec Victoria w Londynie.Autor: Unknown likely ROC. The original uploader was Dapi89 at English Wikipedia.. Later version(s) were uploaded by… · Public domain · Wikimedia Commons

W niedzielę 15 września 1940 roku Luftwaffe po raz jedyny w całej bitwie o Anglię wysłała na Londyn dwie wielkie dzienne wyprawy jednego dnia: przed południem i wczesnym popołudniem. Niemieccy lotnicy usłyszeli przed startem, że brytyjskie lotnictwo myśliwskie jest na wyczerpaniu i ma ostatnie kilkadziesiąt maszyn. Nad Kentem i Londynem spotkały ich za każdym razem setki Spitfire’ów i Hurricane’ów, które atakowały formacje bombowców od wybrzeża aż po stolicę i z powrotem. Brytyjczycy ogłosili wieczorem zestrzelenie 185 samolotów niemieckich. W rzeczywistości było ich mniej więcej trzy razy mniej, ale wymowa dnia nie budziła wątpliwości: Fighter Command nie zostało pokonane, a Luftwaffe nie zdobyła panowania w powietrzu, bez którego nie mogło być mowy o inwazji. Dwa dni później Adolf Hitler odłożył desant na Wielką Brytanię do odwołania. Od 1943 roku Brytyjczycy obchodzą 15 września jako Dzień Bitwy o Anglię (Battle of Britain Day).

Popularne kalendaria podają, że tego dnia „masowe niemieckie wyprawy bombowe” skierowały się na angielskie miasta i że „większość z nich odparto”. Wymaga to dwóch uściśleń. Oba wielkie naloty szły na Londyn; mniejsze uderzenia spadły tylko na bazę marynarki wojennej w Portland i na zakłady lotnicze pod Southampton. Większość niemieckich bombowców nie została też zawrócona: według brytyjskich obliczeń około stu w pierwszej wyprawie i ponad siedemdziesiąt w drugiej dotarło nad Londyn i zrzuciło bomby. Rozproszone przez myśliwce i chmury, zrobiły to jednak bez większej celności, a w drodze powrotnej poniosły ciężkie straty.

Tydzień po zwrocie ku Londynowi

Przez ostatni tydzień sierpnia i pierwszy tydzień września Luftwaffe atakowała lotniska sektorowe 11 Grupy Myśliwskiej, która broniła Londynu i południowo-wschodniej Anglii, i doprowadziła brytyjskie lotnictwo myśliwskie do granicy wytrzymałości. 7 września marszałek Rzeszy Hermann Göring zwrócił jednak bombowce przeciw samemu Londynowi. Pierwszy wielki nalot na port i doki przyniósł ogromne zniszczenia i setki ofiar wśród cywilów, ale dla Fighter Command oznaczał wytchnienie: lotniska naprawiono, a dywizjony uzupełniły straty. Długi przelot nad stolicę dawał przy tym radarom i stanowiskom dowodzenia więcej czasu na przygotowanie przechwycenia. W kolejnych dniach, gdy przeszkadzała pogoda, Niemcy wysyłali nad Anglię mniejsze wyprawy, a nocami bombardowali Londyn.

14 września Hitler naradzał się z dowódcami w sprawie inwazji, operacji „Lew Morski”, przygotowywanej od lipca. Nie podzielał optymizmu szefa sztabu Luftwaffe gen. Hansa Jeschonnka, który przekonywał, że RAF jest u kresu sił. Uznał, że Luftwaffe nie ma jeszcze panowania w powietrzu, i odłożył decyzję o desancie do 17 września. Do tego czasu lotnictwo miało dalej uderzać na Londyn. Prognoza zapowiadała na 15 września pogodny dzień. Sztab 2 Floty Powietrznej feldmarszałka Alberta Kesselringa, z kwaterą w Brukseli, przygotował dwa uderzenia: przed południem na węzły kolejowe w dzielnicy Battersea na południowym brzegu Tamizy, wieczorem zaś większe, na doki i magazyny po obu stronach rzeki.

Niemiecki wywiad szacował, że RAF ma już tylko kilkuset myśliwców. W rzeczywistości wieczorem 14 września Fighter Command dysponowało, według brytyjskich zestawień, około 270 sprawnymi Spitfire’ami i ponad 530 Hurricane’ami; 11 Grupa wicemarsz. lotnictwa Keitha Parka miała ich około 310, a sąsiednia 12 Grupa wicemarsz. lotnictwa Trafforda Leigh-Mallory’ego, osłaniająca Midlands i wschodnią Anglię, blisko dwieście. Prawdziwym problemem byli ludzie: brakowało doświadczonych pilotów i dowódców, a wielu nowych lotników szło do walki po kilkunastu godzinach na maszynach bojowych. Dowódca Fighter Command gł. marsz. lotnictwa Hugh Dowding podzielił w tym celu swoje dywizjony na kategorie: najlepsze walczyły na południowym wschodzie, inne je wspierały, a jeszcze inne szkoliły nowicjuszy.

Churchill w Uxbridge

Przed południem do stanowiska dowodzenia 11 Grupy w Uxbridge przyjechał z pobliskiej rezydencji Chequers premier Winston Churchill. Bywał tu już wcześniej, między innymi 16 sierpnia, gdy po wizycie ułożył słynne zdanie o tym, jak wiele tak wielu zawdzięczało tak nielicznym. Z galerii podziemnej sali operacyjnej patrzył na wielki stół, na którym kobiety z pomocniczej służby lotnictwa (WAAF) przesuwały znaczniki nadlatujących wypraw, i na tablicę ze stanem dywizjonów, na której zapalały się żarówki oznaczające jednostki w gotowości, w powietrzu i w walce.

Krótko po jedenastej radary Chain Home wykryły formacje zbierające się nad Calais i przylądkiem Gris-Nez. Park musiał zdecydować, czy to bombowce, czy tylko myśliwce wysłane jako przynęta, i tak poderwać dywizjony, by zdążyły nabrać wysokości, a zarazem nie spaliły paliwa przed spotkaniem z nieprzyjacielem. Między 11.05 a 11.20 wystartowało jedenaście dywizjonów 11 Grupy, potem kolejne; o pomoc poproszono także 10 Grupę z zachodu i 12 Grupę z północy.

Przedpołudnie: Battersea i dworzec Victoria

Pierwsza wyprawa była niewielka, za to silnie osłaniana. Około 25 bombowców Dornier Do 17 z 76 Pułku Bombowego, prowadzonych przez doświadczonego mjr. Aloisa Lindmayra, osłaniało według różnych szacunków od 120 do ponad 150 myśliwców Bf 109. Silny wiatr w twarz spowalniał Dorniery, a myśliwce eskorty, zmuszone dopasować się do ich prędkości, spalały paliwo. Brytyjskie dywizjony atakowały parami przez całą drogę: najpierw nad Canterbury Spitfire’y z Biggin Hill rozbiły górną osłonę, potem kolejne dywizjony uderzały na bombowce i wiązały walką eskortę nad Kentem. Wśród nich był polski 303 Dywizjon z Northolt, prowadzony tego przedpołudnia przez kanadyjskiego kpt. (Flight Lieutenant) Johna Kenta. Gdy na przedmieściach Londynu Messerschmitty, na granicy zasięgu, zaczęły zawracać do Francji, bombowce zostały same.

Nad Londynem czekało na nie „wielkie skrzydło” (Big Wing) 12 Grupy, pięć dywizjonów z lotniska Duxford pod Cambridge prowadzonych przez mjr. (Squadron Leader) Douglasa Badera: brytyjskie 19, 242 i 611, polski 302 „Poznański” i czechosłowacki 310, razem około 55 myśliwców. Uderzyło ono na Dorniery w chwili, gdy podchodziły do celu. Bombowce zrzuciły ładunek na tory w Battersea, gdzie przerwały kilka linii i spowodowały zawalenie się wiaduktu; ruch kolejowy wstrzymano, ale po trzech dniach przywrócono. Część bomb spadła na gęstą zabudowę mieszkalną. Jeden z Dornierów, który z powodu awarii silnika odstał od formacji, zaatakowało naraz kilkanaście myśliwców. Ostatni z nich, pilot 504 Dywizjonu Ray Holmes, nie mając już amunicji, uderzył skrzydłem swojego Hurricane’a w ogon bombowca. Dornier rozpadł się w powietrzu i spadł przy dworcu Victoria w centrum Londynu, na oczach tłumów; Holmes wyskoczył na spadochronie. Tego przedpołudnia bomby spadły też na teren Pałacu Buckingham, co po raz kolejny w tych dniach dotknęło królewską rezydencję.

Z około 25 Dornierów sześć zestrzelono nad Anglią, a dwa kolejne, ciężko uszkodzone, rozbiły się przy lądowaniu we Francji; niemal wszystkie pozostałe wróciły podziurawione. Niemieckie myśliwce straciły kilkanaście maszyn, a RAF około trzynastu. Brytyjscy piloci zgłosili za to aż 81 zestrzeleń, w tym skrzydło Badera 26. Ta liczba dobrze pokazuje, jak w chaosie walki kilku pilotów zaliczało sobie ten sam samolot: tylko na Dorniera, który spadł przy dworcu Victoria, złożono dziewięć osobnych meldunków.

Popołudnie: „Żadnych”

Gdy lotnicy Kesselringa lądowali we Francji, startowała już druga wyprawa, znacznie większa: 114 bombowców Do 17 i He 111 z czterech pułków, osłanianych przez kilkaset myśliwców. Tym razem na jeden bombowiec przypadały cztery myśliwce, a część z nich, wśród nich 26 Pułk Myśliwski mjr. Adolfa Gallanda, oczyszczała niebo przed formacją. Według powojennych obliczeń całe ugrupowanie liczyło około 475 samolotów, choć brytyjskie radary oceniły je na znacznie mniej. Formacje przekroczyły wybrzeże między Dungeness a Dover około 14.15. Park poderwał wszystkie dywizjony, jakie miał, w trzech falach; ponownie nadleciało też skrzydło z Duxford, tym razem złożone z 19, 242, 302, 310 i 611 Dywizjonu. Z Northolt wystartował raz jeszcze 303 Dywizjon.

Właśnie wtedy Churchill, widząc, że na tablicy niemal wszystkie żarówki pokazują dywizjony w walce, zapytał Parka, jakie są jeszcze rezerwy. W swoich wspomnieniach przytoczył tę rozmowę tak: „Jakie mamy jeszcze rezerwy?” – „Żadnych”. Park miał na myśli rezerwy własnej grupy; dywizjony z sąsiednich grup były w odwodzie, ale za daleko, by zdążyć, gdyby Niemcy wysłali kolejną wyprawę. Churchill zapisał, że popatrzył wtedy poważnie i miał ku temu powody. Po kilku minutach na stole zaczęły się jednak pojawiać strzałki pokazujące, że Niemcy zawracają.

Walka rozegrała się nad Kentem i wschodnimi dzielnicami stolicy. Dywizjony z North Weald, Debden i Hornchurch uderzyły na Dorniery 3 Pułku Bombowego, które straciły kilka maszyn już przy pierwszym ataku, a inne zespoły na Heinkle 53 Pułku. Skrzydło Badera, które wynurzyło się z chmur pod Messerschmittami Gallanda, zostało tym razem samo zaatakowane i nie zdołało dotrzeć do bombowców, ale związało walką część eskorty. 303 Dywizjon starł się z Dornierami 2 Pułku Bombowego i z ich osłoną. Pokrywa chmur sięgająca od kilkuset metrów do blisko czterech kilometrów utrudniała naprowadzanie myśliwców, ale także celowanie Niemcom: większość docków była zasłonięta, więc bombowce zrzuciły ładunek głównie na West Ham, gdzie trafiły między innymi gazownię w Bromley-by-Bow, stację metra i podstację elektryczną. Według zapisków władz dzielnicy zginęło tam 17 osób, a ponad 90 zostało ciężko rannych. Część formacji w ogóle nie odnalazła celu i rozrzuciła bomby na dużym obszarze. W drodze powrotnej rozproszone i uszkodzone bombowce, osłaniane już tylko przez myśliwce na resztce paliwa, padały kolejno ofiarą świeżych dywizjonów.

Druga wyprawa kosztowała Niemców ponad dwadzieścia bombowców i kilkanaście myśliwców, Brytyjczyków około piętnastu myśliwców. Około 15.00 ponad dwadzieścia Heinkli bez osłony zbombardowało bazę marynarki wojennej w Portland, nie wyrządzając większych szkód, a pod wieczór samoloty doświadczalnej grupy myśliwsko-bombowej Erprobungsgruppe 210 zaatakowały fabrykę Spitfire’ów koncernu Supermarine w Woolston pod Southampton. Chybiły, ale zginęło dziewięciu mieszkańców okolicznych domów. Nocą niemieckie bombowce znów spadły na Londyn, a także na Liverpool i inne miasta.

Polacy 15 września

Dla polskich lotników był to jeden z najcięższych dni bitwy. W ciągu dnia 303 Dywizjon, w którym po ciężkim zranieniu mjr. Zdzisława Krasnodębskiego 6 września polską część dywizjonu prowadził kpt. Witold Urbanowicz, zgłosił 15 zestrzeleń: dziewięć przed południem i sześć po południu. Zginął sierż. Michał Brzezowski, którego ciała nigdy nie odnaleziono; sierż. Tadeusz Andruszków wyskoczył na spadochronie z zestrzelonego Hurricane’a nad Dartford, a ppor. Witold Łokuciewski wrócił ranny w nogę. Dywizjon 302, walczący w skrzydle Badera, i polscy piloci służący w dywizjonach brytyjskich także zgłosili tego dnia zwycięstwa. Jak wszystkie liczby z tego dnia, polskie meldunki były zawyżone, ale wkład obu dywizjonów w obronę Londynu był powszechnie zauważany. 15 września stał się później jedną z najważniejszych dat w polskiej pamięci o bitwie o Anglię.

185 czy 56?

Wieczorem Ministerstwo Lotnictwa ogłosiło zestrzelenie od 175 do 185 samolotów niemieckich; ostatnia z tych liczb obiegła świat. Gdy około ósmej wieczorem Churchill obudził się w Chequers z popołudniowej drzemki, jego sekretarz, jak premier opisał w pamiętnikach, zameldował mu o złych wieściach z Atlantyku, ale dodał, że „wszystko odkupiło lotnictwo”: 183 zestrzelone maszyny wroga przy stratach poniżej czterdziestu. 16 września wiadomość o „rekordowym łupie” 185 samolotów obiegła prasę amerykańską, a niemiecka ambasada w Waszyngtonie na próżno próbowała ją prostować. Niemiecka propaganda twierdziła z kolei, że Luftwaffe zestrzeliła 79 samolotów brytyjskich, tracąc 43.

Obie strony myliły się bardzo. Według powojennych badań Luftwaffe straciła 15 września 56 samolotów, według niektórych zestawień, uwzględniających także maszyny rozbite przy lądowaniu i skreślone ze stanu, około sześćdziesięciu. Fighter Command straciło 28 lub 29 myśliwców, a zginęło dwunastu pilotów. Wynik był więc dla Brytyjczyków korzystny w stosunku mniej więcej dwa do jednego, ale nie był rekordowy: w „najcięższym dniu” 18 sierpnia i 15 sierpnia Niemcy stracili więcej samolotów. Park, który wiedział o zawyżaniu meldunków, był bardziej krytyczny niż prasa. Uważał, że zbyt wiele bombowców dotarło nad cel, że część dywizjonów działała nieskładnie, a skrzydło z Duxford zgłosiło około jednej trzeciej wszystkich zestrzeleń, atakując głównie maszyny już rozbite i wracające do domu. Spór o „wielkie skrzydła” między nim a Leigh-Mallorym rozgorzał po 15 września na nowo.

Dlaczego właśnie ten dzień?

15 września nie przyniósł ani największych strat Luftwaffe, ani końca bitwy, która według brytyjskiej rachuby trwała do 31 października. Stał się symbolem zwycięstwa z innych powodów. Był to dzień, w którym Luftwaffe rzuciła na Londyn wszystko, co mogła, w przekonaniu, że zada ostateczny cios, i w którym przekonała się, że RAF nie tylko istnieje, ale jest w stanie dwa razy w ciągu kilku godzin wystawić setki myśliwców. Wielu niemieckich lotników, którym od tygodni powtarzano, że Brytyjczycy mają „ostatnie pięćdziesiąt Spitfire’ów”, wspominało potem ten dzień jako najcięższy w całej kampanii; widok kilkudziesięciu myśliwców skrzydła z Duxford, nadlatujących w zwartym szyku, wywarł na nich, jak zgodnie podkreślają historycy, wielkie wrażenie. Göring na naradzie w Carinhall 16 września wciąż jednak przekonywał, że RAF rzucił do boju ostatnie rezerwy i że wystarczy cztery, pięć dni dalszych ataków.

Dla historyków, na przykład Stephena Bungaya, dzień ten był raczej potwierdzeniem niż przełomem. Park kierował walką po mistrzowsku, ale też w warunkach dla siebie dogodnych: wielkie, powolne formacje zmierzające do jednego celu, wykryte z dużym wyprzedzeniem, pozwalały mu przygotować przechwycenie znacznie lepiej niż w sierpniu, gdy Niemcy atakowali naraz kilka lotnisk. Fighter Command użyło tego dnia mniej niż połowy swoich sił i mogło stoczyć podobną bitwę nazajutrz. Luftwaffe po prostu nie miała sposobu, by w ten sposób zniszczyć brytyjskie lotnictwo myśliwskie. Sam Churchill w powojennych wspomnieniach nazwał 15 września jednym z rozstrzygających starć wojny i dodał, że podobnie jak bitwa pod Waterloo przypadło ono w niedzielę.

Miejsce w wojnie

17 września Hitler odłożył operację „Lew Morski” do odwołania, a w październiku przesunął ją na wiosnę 1941 roku, czyli w praktyce z niej zrezygnował. Luftwaffe prowadziła jeszcze dzienne naloty na Londyn do końca września, 27 i 30 września ponosząc kolejne ciężkie straty, a w październiku wysyłała nad Anglię głównie myśliwce i myśliwce-bombowce latające na dużych wysokościach. Ciężar niemieckiej ofensywy przeniósł się na noc: Blitz na brytyjskie miasta trwał do maja 1941 roku i kosztował życie dziesiątków tysięcy cywilów, ale nie zmusił Wielkiej Brytanii do pokoju. Przetrwanie wyspy jako bazy miało rozstrzygające znaczenie dla dalszego przebiegu wojny, od bitwy o Atlantyk po lądowanie w Normandii w 1944 roku.

Zwycięzców 15 września spotkał paradoksalny los. Spór o taktykę i krytyka bezradności wobec nocnych nalotów doprowadziły w listopadzie 1940 roku do odsunięcia Dowdinga, a w grudniu Park oddał 11 Grupę swojemu rywalowi Leigh-Mallory’emu. Pamięć o dniu przetrwała jednak niezależnie od tych sporów. Od 1943 roku w niedzielę najbliższą 15 września odprawia się w Wielkiej Brytanii nabożeństwa dziękczynne, a w 1947 roku w Opactwie Westminsterskim odsłonięto witraż upamiętniający lotników poległych w bitwie. W Kanadzie Dzień Bitwy o Anglię obchodzi się w trzecią niedzielę września, a w Polsce rocznica jest okazją do przypomnienia udziału polskich lotników, z Dywizjonem 303 na czele, w obronie Wielkiej Brytanii w 1940 roku.

Źródła

  1. rafmuseum.org.uk · 15 Sept Podcast

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.