TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Początek Blitzu

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
7 września 1940
Autor:
Natalia
Bitwa:
Blitz
Tagi:
Wielka Brytania, Luftwaffe, RAF, Hermann Göring

W sobotę 7 września 1940 roku, późnym popołudniem, nad ujście Tamizy nadleciała największa formacja lotnicza, jaką Brytyjczycy dotąd widzieli: około 350 bombowców osłanianych przez ponad 600 myśliwców. Tym razem jej celem nie były lotniska myśliwskie, które Luftwaffe atakowała przez dwa poprzednie tygodnie, lecz port Londynu i robotnicze dzielnice wokół niego. Doki we wschodnim Londynie płonęły przez całą noc, a łuna prowadziła nad miasto kolejne fale bombowców, które zrzucały bomby niemal do świtu. Według brytyjskich zestawień zginęło tego dnia i tej nocy od około 430 do 448 londyńczyków, a około 1600 zostało ciężko rannych. Brytyjczycy nazwali ten dzień „czarną sobotą” (Black Saturday). Był to pierwszy dzień Blitzu, niemieckiej ofensywy bombowej przeciw brytyjskim miastom, która trwała do maja 1941 roku, a zarazem punkt zwrotny bitwy o Anglię.

7 września opisuje się często jako jedną z największych pomyłek wojny: Luftwaffe odwraca uwagę od lotnisk RAF, a jej „sukces” mierzy się jedynie szacunkiem około 2000 zabitych cywilów. Ocena zwrotu ku Londynowi jako błędu jest powszechna, choć historycy ją różnicują, o czym niżej. Liczba ofiar wymaga natomiast uściślenia. Pierwszego dnia i pierwszej nocy zginęło ponad 400 osób, a nie 2000. Mniej więcej tyle ofiar Londyn poniósł w ciągu pierwszego tygodnia nalotów, bo następne noce okazały się równie krwawe: według brytyjskiej historii oficjalnej w nocy z 8 na 9 września zginęło 412 osób, a 747 zostało ciężko rannych.

Dlaczego Londyn

Do końca sierpnia Londyn był celem zastrzeżonym dla samego Adolfa Hitlera. Dyrektywa nr 17 z 1 sierpnia nakazywała Luftwaffe zniszczyć brytyjskie lotnictwo, a decyzję o ewentualnych nalotach „terrorystycznych” jako odwecie Hitler zostawiał sobie. Plany ataku na port i zakłady stolicy, pod kryptonimem „Loge”, rozesłano jednak do korpusów lotniczych już w lipcu. W pierwotnej koncepcji wielki nalot na Londyn miał być punktem kulminacyjnym kampanii, wymierzonym tuż przed desantem, by wywołać chaos i falę uchodźców na drogach w chwili rozpoczęcia operacji „Lew Morski”, przewidzianej w dyrektywie nr 16.

Bieg wydarzeń przyspieszył tę decyzję. W nocy z 24 na 25 sierpnia niemieckie bomby, prawdopodobnie wbrew rozkazom, spadły na londyńskie City, a premier Winston Churchill kazał w odpowiedzi zbombardować Berlin. Brytyjskie naloty na stolicę Rzeszy, choć małe i niecelne, upokarzały Hitlera i marszałka Rzeszy Hermanna Göringa, który zapewniał Niemców, że ich miasta są bezpieczne. 30 sierpnia Hitler zniósł zakaz bombardowania Londynu. 3 września Göring naradzał się w Hadze z dowódcami flot powietrznych. Dowódca 2 Floty Powietrznej, Albert Kesselring, przekonywał, że brytyjskie lotnictwo myśliwskie jest na wyczerpaniu, a jego ostatnie rezerwy można zniszczyć tylko nad celem, którego Brytyjczycy będą musieli bronić za wszelką cenę, czyli nad stolicą. Dowódca 3 Floty Powietrznej, Hugo Sperrle, uważał, że RAF ma jeszcze wiele samolotów, i wolał dalej bić w lotniska. Przeważyło zdanie Kesselringa, zgodne z tym, co chciał usłyszeć Göring.

4 września Hitler przemówił w berlińskim Sportpalast na otwarcie zbiórki Pomocy Zimowej. Zapowiedział, że skoro Brytyjczycy grożą wielkimi atakami na niemieckie miasta, Niemcy „wymażą” ich miasta, i obiecał odpowiadać na każdy nalot setkami razy większą ilością bomb. W następnych dniach, 5 i 6 września, wydano rozkazy do nalotów na Londyn. Niemiecka propaganda przedstawiała je odtąd jako „ataki odwetowe”. Za tym słowem kryły się jednak dwa cele, które w niemieckich rozkazach się splatały: zniszczenie portu, zakładów i komunikacji stolicy, od której zależała gospodarka wojenna kraju, oraz wciągnięcie ostatnich brytyjskich myśliwców do walki, w której Luftwaffe zamierzała je ostatecznie wybić.

Göring na klifie

Göring przyjechał na wybrzeże kanału swoim specjalnym pociągiem i ogłosił, że osobiście obejmuje dowództwo nad bitwą. Po południu 7 września, w towarzystwie Kesselringa i dowódcy II Korpusu Lotniczego Bruno Loerzera, obserwował z klifu Cap Blanc-Nez, między Calais a Wissant, przelatujące nad kanałem formacje. Zachowane zdjęcia pokazują go z lornetką nad cieśniną. Wieczorem przemówił w niemieckim radiu. Mówił, że sam przejął kierowanie atakiem i że nadeszła historyczna godzina, w której Luftwaffe po raz pierwszy uderzyła w samo serce wroga.

Siły zebrane tego dnia były rzeczywiście ogromne. Według najczęściej podawanych danych w dziennym ataku wzięło udział 348 bombowców, głównie Heinkli He 111 i Dornierów Do 17, oraz 617 myśliwców Messerschmitt Bf 109 i Bf 110. Inne zestawienia, wliczające wszystkie maszyny wysłane tego dnia nad Anglię, mówią nawet o ponad tysiącu samolotów.

Popołudnie nad dokami

Brytyjskie radary wykryły formacje zbierające się nad Francją około 15.40. W dowództwie 11 Grupy Myśliwskiej wicemarsz. lotnictwa Keitha Parka spodziewano się kolejnego uderzenia na lotniska sektorowe, więc dywizjony skierowano tak, by je osłaniały. Niemieckie formacje minęły jednak lotniska i poleciały wzdłuż Tamizy prosto na Londyn. Syreny zawyły w stolicy o 16.43. Pierwsze bomby spadły na Thameshaven z jego zbiornikami paliwa, a potem na doki i dzielnice nad rzeką. Między piątą a szóstą po południu kolejne fale bombardowały Royal Docks i zakłady wokół nich, West India Docks na Isle of Dogs, zakłady gazowe w Beckton, elektrownię w West Ham i zbrojownię Royal Arsenal w Woolwich, gdzie wybuchały magazyny prochu. Na południowym brzegu płonęły Surrey Commercial Docks w Rotherhithe, wielkie składy drewna sprowadzanego ze Skandynawii i Kanady.

Myśliwce RAF dopadły bombowce dopiero nad celem albo w drodze powrotnej. Park rzucił do walki ponad dwadzieścia dywizjonów, a z północy po raz pierwszy jako zwarta formacja nadleciało „wielkie skrzydło” 12 Grupy wicemarsz. lotnictwa Trafforda Leigh-Mallory’ego, prowadzone przez Douglasa Badera. Formowanie skrzydła trwało jednak tak długo, że dotarło nad Londyn, gdy bombowce już zrzuciły ładunki. W całodziennych walkach Luftwaffe straciła według różnych zestawień od około 40 do 50 samolotów, RAF od 23 do około 28 myśliwców. Nad ujściem Tamizy walczyli też piloci polskiego Dywizjonu 303, który miał za sobą dopiero tydzień walk.

Noc pożarów

Po szóstej ogłoszono odwołanie alarmu, ale ulgi nie było. W East Endzie płonęło kilkaset pożarów, a kilka z nich ogarnęło całe kwartały magazynów. Strażacy londyńskiej straży pożarnej i ochotniczej Auxiliary Fire Service, w dużej części ludzie bez doświadczenia, walczyli z płonącym drewnem, cukrem, gumą, farbami i rumem wypływającym z magazynów. Pożar w Surrey Docks, gdzie płonęły dziesiątki tysięcy ton drewna, bywa opisywany jako jeden z największych w dziejach Londynu. Według często przytaczanej relacji oficer straży w dokach meldował: „Przyślijcie wszystkie pompy, jakie macie. Cały świat się pali”. Do Londynu ściągano wozy strażackie z okolicznych hrabstw, a nawet z Birmingham i Bristolu. Niektórzy strażacy pracowali bez przerwy przez dwie doby.

Łuna była widoczna z daleka i nie było potrzeby szukać celu. Około ósmej wieczorem nad wybrzeże Kentu nadleciała druga fala, około 250 bombowców 3 Floty Powietrznej Sperrlego, tym razem bez eskorty, bo w ciemności nie groziły im myśliwce. Brytyjska obrona nocna była niemal bezradna: myśliwców nocnych z radarem było niewiele, a działa przeciwlotnicze nie miały czym celować. Bombowce krążyły nad miastem do około 4.30 nad ranem. Zrzuciły według brytyjskich danych ponad 300 ton bomb burzących i tysiące zapalających. Najciężej ucierpiały gęsto zabudowane dzielnice robotnicze nad rzeką i w głębi East Endu: Silvertown, Canning Town i inne części West Hamu, Poplar, Stepney, Wapping, Whitechapel i Bermondsey. Domy robotników stały tuż przy murach doków, a nalot na port nieuchronnie stawał się nalotem na mieszkańców.

Ofiary

Liczba ofiar „czarnej soboty” podawana jest w różnych opracowaniach nieco inaczej. Najczęściej przytacza się od 430 do 448 zabitych i około 1600 ciężko rannych; część zestawień podaje 1337 ciężko rannych, a liczbę około 1600 odnosi do wszystkich poszkodowanych. Różnice wynikają głównie z tego, czy liczy się tylko ofiary z obszaru Londynu, czy także z okolic, oraz z tego, że wielu rannych zmarło w następnych dniach. Tysiące ludzi straciło domy. Punkty pomocy dla poszkodowanych, przygotowane raczej na kilkudniowy pobyt pojedynczych rodzin niż na tłumy bezdomnych, zostały przepełnione. W kolejnych nocach Luftwaffe wracała nad Londyn, a 10 września bomba trafiła w szkołę w Canning Town, w której czekały na ewakuację rodziny z East Endu; oficjalnie zginęły tam 73 osoby, według relacji mieszkańców znacznie więcej.

Mimo to straty były znacznie mniejsze, niż obawiały się władze. Przedwojenne szacunki brytyjskiego rządu przewidywały, że już pierwszy tydzień wielkich nalotów na stolicę zabije dziesiątki tysięcy ludzi, i przygotowywano się na masowe pochówki i wybuch paniki. Do paniki nie doszło. Według brytyjskiej historii oficjalnej we wrześniu i październiku 1940 roku zginęło ponad 13 tysięcy cywilów, a prawie 20 tysięcy zostało ciężko rannych, w większości w Londynie.

Hasło „Cromwell”

Wieczorem 7 września w Londynie obawiano się nie tylko bomb. Od kilku dni brytyjski wywiad notował gwałtowny przyrost barek i statków w portach od Holandii po Boulogne, przybywało niemieckich samolotów w Pas-de-Calais, a przypływ i księżyc w następnych dniach sprzyjały desantowi. Na początku września wylądowało też w Kencie kilku niemieckich agentów, których szybko schwytano. Około ósmej wieczorem dowództwo sił lądowych w kraju (GHQ Home Forces) rozesłało do jednostek we wschodniej i południowej Anglii hasło „Cromwell”, oznaczające, że inwazja jest bliska i wojska mają zająć stanowiska bojowe. Hasło nie znaczyło, że desant się zaczął, ale tak je zrozumiano w wielu miejscach. Oddziały Home Guard postawiono w stan gotowości, w niektórych miejscowościach rozległy się dzwony kościelne, od czerwca zarezerwowane jako sygnał lądowania nieprzyjaciela, a ludzie spędzili noc w oczekiwaniu na spadochroniarzy. Do inwazji nie doszło. Tej samej nocy brytyjskie bombowce atakowały barki w portach okupowanego wybrzeża.

Wybawienie dla lotnisk

Dla Fighter Command marsz. lotnictwa Hugh Dowdinga zwrot ku Londynowi oznaczał ulgę. Przez dwa tygodnie od 24 sierpnia ataki na lotniska 11 Grupy wyczerpywały pilotów i niszczyły sale operacyjne. Teraz bomby spadały na miasto, a lotniska sektorowe można było naprawić, dywizjony uzupełnić i dać pilotom odpocząć. Londyn leżał przy tym dalej od Francji niż lotniska w Kencie, więc radary i kontrolerzy mieli więcej czasu, by poderwać myśliwce i zebrać je przed nadejściem bombowców, a niemieckie Bf 109 mogły spędzić nad celem tylko kilka minut, zanim musiały zawracać z braku paliwa.

Stąd wzięła się ocena, powtarzana w chronologiach i wielu popularnych opracowaniach, że 7 września Luftwaffe popełniła jeden z decydujących błędów wojny. W tej interpretacji Niemcy byli o krok od złamania Fighter Command i porzucili zwycięską strategię z gniewu, w odwecie za Berlin. Część historyków, m.in. Stephen Bungay i Richard Overy, uważa ten obraz za uproszczony. Wskazują, że w krytycznych dwóch tygodniach tylko jedno lotnisko sektorowe na krótko przestało działać, a liczba myśliwców w dywizjonach nie malała, bo fabryki i warsztaty nadążały z dostawami. Prawdziwym problemem był ubytek pilotów, ale i Luftwaffe była wyczerpana. Zwrot ku Londynowi nie był też czystym odruchem złości: wynikał z planów, które od początku przewidywały atak na stolicę, z przekonania niemieckiego wywiadu, że RAF ma już tylko garstkę myśliwców, i z rachuby, że nad Londynem będzie można je dobić. Błąd polegał więc nie tyle na samym wyborze celu, ile na fałszywej ocenie przeciwnika. Bez względu na to, który pogląd przeważy, skutek jest bezsporny: Fighter Command przetrwało, a nad Londynem miało walczyć w lepszych warunkach niż nad własnymi lotniskami.

Inne miasta

7 września ucierpiały też inne brytyjskie miasta. Tego dnia główny ciężar spadł na Londyn i jego okolice, ale nocne naloty na miasta przemysłowe i porty trwały już od kilku tygodni. Pod koniec sierpnia Luftwaffe przez kilka nocy z rzędu bombardowała Liverpool i Birkenhead, a wcześniej Walię, Szkocję i Irlandię Północną. Równolegle z atakami na Londyn (operacja „Loge”) niemieckie dowództwo prowadziło operację „Seeschlange”, wymierzoną w porty i żeglugę: bombowce i samoloty minujące atakowały Liverpool, Bristol, Southampton i inne porty. Londyn pozostał jednak przez najbliższe dwa miesiące głównym celem.

Miejsce w wojnie

Rankiem 8 września Churchill pojechał do zbombardowanych dzielnic East Endu. Według wspomnień towarzyszącego mu gen. Hastingsa Ismaya mieszkańcy wołali: „Dobry stary Winnie, wiedzieliśmy, że przyjedziesz. Wytrzymamy to”, a premier miał łzy w oczach. Tej nocy bombowce wróciły i odtąd Londyn bombardowano przez 57 nocy z rzędu. Londyńczycy zaczęli schodzić na noc do stacji metra, mimo początkowego zakazu władz. 13 września bomby trafiły w Pałac Buckingham, co pozwoliło rodzinie królewskiej Jerzego VI dzielić los mieszkańców East Endu. 15 września Luftwaffe poniosła nad Londynem w dzień tak ciężkie straty, że nie zdołała już zdobyć panowania w powietrzu, a 17 września Hitler odłożył inwazję na czas nieokreślony. Od października Niemcy bombardowali głównie nocą. 14 listopada nalot na Coventry zniszczył średniowieczne centrum miasta, a ataki objęły Birmingham, Bristol, Southampton, Liverpool, Plymouth, Glasgow, Belfast, Hull i inne miasta. Ostatni i najcięższy nalot na Londyn, w nocy z 10 na 11 maja 1941 roku, zabił około 1400 osób. Potem większość niemieckich bombowców odleciała na wschód, przed atakiem na ZSRR.

Blitz zabił ponad 40 tysięcy brytyjskich cywilów, niemal połowę w Londynie, ale nie złamał ani przemysłu, ani woli oporu Wielkiej Brytanii. Nalot z 7 września nie był pierwszym bombardowaniem miasta w tej wojnie: Luftwaffe zrównała już z ziemią Wieluń, bombardowała Warszawę i Rotterdam. Po raz pierwszy jednak niemieckie lotnictwo prowadziło przeciw wielkiemu miastu kampanię trwającą miesiące, nastawioną nie tylko na cele wojskowe, ale też na złamanie ducha ludności. Doświadczenie Blitzu umocniło w Wielkiej Brytanii przekonanie, że wojnę trzeba prowadzić do końca, i stało się dla niej moralnym uzasadnieniem własnej ofensywy bombowej przeciw Niemcom, której ofiarą padły w latach 1942–1945 Hamburg, Kolonia, Berlin, Drezno i dziesiątki innych miast.

Źródła

  1. battleofbritain1940.com · saturday 7 september 1940
  2. londonmuseum.org.uk · black saturday first day blitz
  3. worldwartwodaily.filminspector.com · september 7 1940 blitz begins
  4. spartacus-educational.com · U3Ahistory60

W tym samym czasie

(02)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.