TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Amerykanie w zatoce Lingayen

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
9 stycznia 1945
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Bitwa o Luzon
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, Filipiny, Douglas MacArthur
Mapa trasy amerykańskich sił desantowych na Luzon do zatoki Lingayen, gdzie 9 stycznia 1945 rozpoczęto inwazję.
Mapa trasy amerykańskich sił desantowych na Luzon do zatoki Lingayen, gdzie 9 stycznia 1945 rozpoczęto inwazję.Autor: United States Army · Public domain · Wikimedia Commons

9 stycznia 1945 roku o godzinie 9.30 pierwsze fale amerykańskiej piechoty wyszły na plaże u południowego krańca zatoki Lingayen, na zachodnim wybrzeżu Luzonu – największej wyspy Filipin. Był to „dzień S” operacji, która miała przywrócić Amerykanom panowanie nad sercem archipelagu i jego stolicą, Manilą. Na odcinku długości około 30 kilometrów, między miastami Lingayen i San Fabian w prowincji Pangasinan, 6 Armia generała porucznika Waltera Kruegera wysadziła pierwszego dnia około 68 tysięcy żołnierzy. Na plażach niemal nikt ich nie przywitał ogniem – japoński dowódca na Filipinach zrezygnował z obrony wybrzeża. Na morzu było inaczej: piloci kamikaze, którzy od tygodnia atakowali zmierzające ku Luzonowi zespoły, tego dnia znów trafili kilka okrętów, w tym pancernik i dwa krążowniki.

Zatoka Lingayen miała dla Amerykanów wymowę symboliczną. To tu 22 grudnia 1941 roku wylądowały główne siły japońskiej 14 Armii generała Masaharu Hommy, co przesądziło o losie kampanii filipińskiej i zmusiło Douglasa MacArthura do wycofania wojsk na półwysep Bataan. Wbrew często powtarzanemu uproszczeniu Amerykanie nie wylądowali jednak w 1945 roku „na tych samych plażach”. Japończycy w grudniu 1941 roku zeszli na brzeg na wschodnim wybrzeżu zatoki, pod Agoo, Caba, Santiago i Bauang, kilkadziesiąt kilometrów dalej na północ. Amerykanie wybrali szeroki, płaski brzeg u jej podstawy. Była to ta sama zatoka i ta sama logika: z Lingayen prowadziła najkrótsza, mniej więcej 160-kilometrowa droga przez Nizinę Środkowego Luzonu do Manili.

Droga do Luzonu

O tym, że Amerykanie w ogóle wrócą na Luzon, przesądził długi spór w dowództwie. Admirał Ernest King i część planistów marynarki chcieli ominąć wyspę i uderzyć na Formozę, a MacArthur domagał się wyzwolenia Filipin jako obowiązku politycznego i moralnego wobec Filipińczyków. Latem 1944 roku spór o drogę do Japonii rozstrzygnął się na korzyść MacArthura, a 3 października 1944 roku Połączone Kolegium Szefów Sztabów zatwierdziło inwazję na Luzon.

Pierwszym krokiem było lądowanie na Leyte 20 października 1944 roku. Japońska flota próbowała je udaremnić i poniosła klęskę w bitwie w zatoce Leyte, lecz walki na lądzie przeciągnęły się do końca grudnia i opóźniły dalsze plany. Inwazję na Luzon, pierwotnie wyznaczoną na 20 grudnia, przesunięto na 9 stycznia. Drugim krokiem było lądowanie na Mindoro 15 grudnia: na tej wyspie, leżącej na południe od Luzonu, inżynierowie zbudowali lotniska, z których myśliwce armii mogły osłaniać konwoje płynące na północ.

Sztab MacArthura starał się przekonać Japończyków, że uderzenie przyjdzie od południa. Samoloty bombardowały cele w południowym Luzonie, trałowce oczyszczały zatoki Batangas i Balayan, a partyzanci prowadzili tam akcje dywersyjne. Japońskie dowództwo nie dało się jednak zwieść – od dawna spodziewało się desantu właśnie w Lingayen.

Armada i jej droga przez kamikaze

Do inwazji skierowano siły, jakich Filipiny jeszcze nie widziały. Całością operacji morskiej dowodził wiceadmirał Thomas Kinkaid, dowódca 7 Floty, której okręty i jednostki pomocnicze – razem z transportowcami i okrętami desantowymi – liczyły według różnych zestawień około 800–850 jednostek. Najpierw wypłynęła grupa bombardująca i wsparcia ogniowego wiceadmirała Jessego B. Oldendorfa, ze starymi pancernikami, krążownikami, niszczycielami, trałowcami i lotniskowcami eskortowymi. Za nią, w odstępie kilku dni, płynęły dwa zespoły desantowe: zespół wiceadmirała Theodore’a Wilkinsona, który miał wysadzić korpus lądujący pod Lingayen, i zespół wiceadmirała Daniela Barbeya, kierujący się pod San Fabian. Z daleka osłaniały ich lotniskowce 3 Floty admirała Williama Halseya, które od 3 stycznia uderzały na Formozę i lotniska Luzonu, by sparaliżować japońskie lotnictwo.

Konwoje szły okrężną drogą: z zatoki Leyte przez cieśninę Surigao i morze Mindanao, potem wzdłuż zachodnich wybrzeży Negros, Panay i Mindoro, aż do wejścia do zatoki Lingayen. Na całej trasie były w zasięgu japońskich lotnisk i od 2 stycznia stały się celem zmasowanych ataków kamikaze. Japońska 1 Flota Powietrzna wiceadmirała Takijirō Ōnishiego i lotnictwo armii rzuciły do boju ostatnie samoloty, jakie miały na Filipinach. 4 stycznia zatonął lotniskowiec eskortowy USS „Ommaney Bay”, a 6 stycznia, gdy okręty Oldendorfa weszły do zatoki i rozpoczęły ostrzał wybrzeża, samobójcy trafili kilkanaście jednostek (według niektórych zestawień ponad dwadzieścia) – wśród nich pancerniki „New Mexico” i „California”, ciężki krążownik „Louisville” i australijski krążownik HMAS „Australia”. Był to najgorszy dzień kampanii dla floty, a trałowce, które musiały pracować tuż przy brzegu, znalazły się w szczególnie trudnym położeniu.

Przez trzy dni, od 6 do 8 stycznia, okręty ostrzeliwały brzeg, a płetwonurkowie z zespołów rozbiórek podwodnych badali plaże. Odkryli rzecz zaskakującą: nie było tam przeszkód, min ani umocnień. Trałowcy znaleźli w zatoce zaledwie kilka min. Duża część ostrzału okazała się zbędna – Japończycy już dawno odeszli od brzegu. Filipińscy partyzanci przekazywali zresztą wcześniej, że plaże nie są bronione, lecz dowództwo nie chciało ryzykować i ostrzał prowadzono według planu, niszcząc przy tym zabudowę nadbrzeżnych miejscowości.

Plan Yamashity

Za brakiem obrony stała świadoma decyzja. Od października 1944 roku Filipinami dowodził z ramienia armii generał Tomoyuki Yamashita, zdobywca Singapuru, na czele 14 Armii Obszaru. Klęska na Leyte, gdzie na rozkaz przełożonych przerzucał kolejne dywizje, pozbawiła go wielu najlepszych oddziałów, a lotnictwo i flota nie mogły już zapewnić mu wsparcia. Na Luzonie miał około 260 tysięcy żołnierzy, ale słabo uzbrojonych, z niedoborem amunicji, paliwa i transportu.

Yamashita uznał, że walna bitwa na równinie środkowego Luzonu, w zasięgu amerykańskiej artylerii okrętowej i lotnictwa, oznaczałaby szybkie zniszczenie jego armii. Postanowił więc nie bronić plaż ani Niziny Środkowego Luzonu, lecz jak najdłużej wiązać nieprzyjaciela w górach, by opóźnić marsz Amerykanów na Japonię. Podzielił wojska na trzy zgrupowania:

  • Shōbu – najsilniejsze, około 150 tysięcy ludzi pod jego osobistym dowództwem, w górach północnego Luzonu, z kwaterą główną w Baguio i z doliną Cagayan jako zapleczem żywnościowym;
  • Kembu – około 30 tysięcy ludzi generała porucznika Rikichiego Tsukady, w górach na zachód od lotnisk Clark, które miało bronić jak najdłużej;
  • Shimbu – około 80 tysięcy ludzi generała porucznika Shizuo Yokoyamy, w górach na wschód od Manili, gdzie znajdowały się zapory i ujęcia wody zaopatrujące stolicę.

Manili Yamashita nie zamierzał bronić. Wiedział, że wyżywienie i obrona około miliona mieszkańców w dużej mierze drewnianym mieście są niemożliwe, i nakazał wojskom armii jej opuszczenie. Marynarka wojenna miała jednak własne plany – i to miało się okazać tragiczne w skutkach.

Dzień S

Rankiem 9 stycznia, około godziny 7.00, pancerniki i krążowniki rozpoczęły ostatnie przygotowanie ogniowe, a samoloty z lotniskowców eskortowych atakowały cele za plażami. O 9.30 pierwsze fale amfibii gąsienicowych i barek dotarły do brzegu. Desant przeprowadziły dwa korpusy. Na prawym, zachodnim skrzydle, między Lingayen a Dagupan, wylądował XIV Korpus generała majora Oscara Griswolda z 37 i 40 Dywizją Piechoty. Na lewym, wschodnim, pod San Fabian, zszedł na brzeg I Korpus generała majora Innisa P. Swifta z 6 i 43 Dywizją Piechoty.

Na plażach prawie nie było walki. Oddziały XIV Korpusu zajęły miasto Lingayen z lotniskiem i Dagupan, a do zmroku przyczółek miał w niektórych miejscach kilka kilometrów głębokości. Tylko na lewym skrzydle I Korpusu, gdzie od wschodu nad równinę wznoszą się wzgórza, 43 Dywizja dostała się pod ogień japońskiej artylerii i moździerzy z rejonu Damortis i Rosario – zapowiedź ciężkich walk, które w kolejnych tygodniach toczyły się na tym kierunku ze zgrupowaniem Shōbu. Straty wojsk lądowych pierwszego dnia były niewielkie. Na brzeg zszedł tego dnia także MacArthur, który obserwował desant z pokładu krążownika USS „Boise”. Trzy lata po klęsce z 1941 roku i po słynnej obietnicy „I shall return”, złożonej, gdy opuszczał Corregidor, wrócił na Luzon.

W ciągu kilku następnych dni na przyczółek zeszły kolejne oddziały – 25 Dywizja Piechoty, 158 Pułkowy Zespół Bojowy i 13 Grupa Pancerna. Do połowy stycznia na ląd wysadzono łącznie ponad 175 tysięcy żołnierzy, a przyczółek rozciągał się na około 30 kilometrów wzdłuż wybrzeża.

Kamikaze 9 stycznia

Choć na lądzie panował spokój, nad zatoką toczyła się dalej walka powietrzna. Około 7.45 japoński myśliwiec Nakajima Ki-44 z bombą uderzył w lekki krążownik USS „Columbia”, który już 6 stycznia został ciężko trafiony przez samobójcę. Drugi atak zniszczył dalocelownik artylerii głównej i wywołał pożar. Według danych marynarki zginęło 17 marynarzy, 97 zostało rannych, a 6 uznano za zaginionych; okręt mimo to pozostał na stanowisku i wspierał desant ogniem. O 13.02 bombowiec nurkujący Aichi D3A („Val”) spadł na pancernik USS „Mississippi”, zabijając 23 i raniąc 63 członków załogi. Pancernik ostrzeliwał brzeg jeszcze przez miesiąc. Kilka minut później, o 13.11, piąty i ostatni w tej operacji samobójca trafił australijski krążownik „Australia”, który wkrótce potem odszedł do remontu.

W nocy z 9 na 10 stycznia Japończycy sięgnęli po inną broń samobójczą: z ukrytych przy wybrzeżu baz wypłynęły łodzie wybuchowe Shin’yō – motorówki z ładunkiem materiałów wybuchowych na dziobie. Zatopiły lub uszkodziły kilka okrętów desantowych i transportowców na kotwicowisku, zanim reszta została wytropiona i zniszczona. Ataki lotnicze trwały jeszcze do 13 stycznia, ale słabły. Japońskie lotnictwo na Luzonie zużyło swoje ostatnie samoloty, a dowództwo 1 Floty Powietrznej przeniosło się na Formozę.

Bilans był ciężki. Według amerykańskich zestawień w dniach 3–13 stycznia kamikaze uszkodzili kilkadziesiąt okrętów – w niektórych opracowaniach mowa o około 47 – i zatopili kilka jednostek, a straty floty sięgnęły kilkuset zabitych. Według powojennych amerykańskich analiz mniej więcej co trzeci atakujący samobójca trafiał okręt lub uszkadzał go bliskim wybuchem, a doświadczenia z Lingayen stały się dla US Navy ostrzeżeniem przed tym, co czekało ją w kolejnych operacjach.

Filipińscy partyzanci

Amerykanie nie wracali na wyspę, na której nie mieli sojuszników. Przez trzy lata okupacji na Luzonie działały liczne oddziały partyzanckie. Najsilniejsze w północnej części wyspy były siły pułkownika Russella Volckmanna, amerykańskiego oficera, który w 1942 roku nie poddał się Japończykom i zorganizował w górach regularne zgrupowanie – USAFIP-NL (Siły Zbrojne Stanów Zjednoczonych na Filipinach – Północny Luzon), złożone z pięciu pułków filipińskich ochotników. Od sierpnia 1944 roku miał on bezpośrednią łączność radiową z kwaterą MacArthura. W środkowym Luzonie działał komunistyczny Hukbalahap, walczący z Japończykami, ale nieufny wobec partyzantki podporządkowanej Amerykanom.

Partyzanci przekazywali informacje o rozmieszczeniu wojsk japońskich, wskazywali cele dla lotnictwa i ostrzegali, że plaże w Lingayen nie są bronione. W dniu desantu i w następnych tygodniach przerywali japońską łączność, niszczyli mosty, napadali na odizolowane garnizony i prowadzili amerykańskie kolumny. W ciągu 1945 roku oddziały Volckmanna rozrosły się do kilkunastu tysięcy ludzi i odegrały ważną rolę w walkach ze zgrupowaniem Shōbu. W Pangasinan 9 stycznia jest dziś obchodzony jako dzień weteranów prowincji.

Pierwsze dni na przyczółku

Po wylądowaniu ujawniła się różnica zdań w amerykańskim dowództwie. Wywiad sztabu MacArthura szacował japońskie siły na Luzonie znacznie niżej niż wywiad 6 Armii, który – jak się okazało, trafniej – spodziewał się ponad 200 tysięcy nieprzyjaciół. Krueger obawiał się więc o swoje lewe, wschodnie skrzydło, wystawione na uderzenie z gór, i chciał posuwać się ostrożnie. MacArthur naciskał na szybki marsz na Manilę: chciał jak najprędzej uwolnić internowanych cywilów i jeńców, zająć lotniska Clark i port w stolicy.

W efekcie XIV Korpus ruszył na południe przez Nizinę Środkowego Luzonu, przekroczył rzekę Agno i niemal nie napotykając oporu, pod koniec stycznia dotarł do lotnisk Clark, gdzie zaczął walkę ze zgrupowaniem Kembu. I Korpus wiązał w tym czasie wojska Shōbu na wschodnim skrzydle, gdzie do boju weszła japońska 2 Dywizja Pancerna. Zaatakowanie amerykańskiego przyczółka, którego obawiał się Krueger, nie nastąpiło: Yamashita trzymał się planu obrony w górach i nie zamierzał rzucać swoich sił na otwartą równinę.

Miejsce w wojnie

Lądowanie w zatoce Lingayen otworzyło największą kampanię lądową, jaką Amerykanie stoczyli na Pacyfiku. Pod koniec stycznia do 6 Armii dołączyły kolejne siły: 29 stycznia XI Korpus wylądował na wybrzeżu Zambales, na północny zachód od Bataanu, a 31 stycznia oddziały 8 Armii generała Roberta Eichelbergera zeszły na brzeg pod Nasugbu, na południe od Manili. 30 stycznia amerykańscy rangersi i filipińscy partyzanci uwolnili w rajdzie na Cabanatuan ponad pięćset osób – głównie amerykańskich jeńców wojennych, w tym ocalałych z marszu śmierci na Bataanie i obrońców, którzy poddali się po kapitulacji Corregidoru.

Od 3 lutego toczyła się bitwa o Manilę. Wbrew zamiarom Yamashity broniło jej kilkanaście tysięcy marynarzy kontradmirała Sanjiego Iwabuchiego. Walki, które do 3 marca obróciły stolicę w ruinę, i towarzysząca im masakra popełniona przez Japończyków na ludności cywilnej kosztowały według najczęściej przytaczanych szacunków życie około stu tysięcy Filipińczyków. Zgrupowania Shimbu i Shōbu walczyły w górach przez całą wiosnę i lato. Yamashita, z resztkami wojsk otoczonymi w górach północnego Luzonu, poddał się dopiero 2 września 1945 roku, po kapitulacji Japonii.

Według amerykańskiej historiografii walki na Luzonie kosztowały Amerykanów około 8–10 tysięcy zabitych, a Japończyków – w zależności od sposobu liczenia – od około 190 do ponad 200 tysięcy zabitych i zmarłych, w dużej części z głodu i chorób w górach. Dla MacArthura dzień 9 stycznia 1945 roku był spełnieniem obietnicy powrotu, dla Filipińczyków – początkiem wyzwolenia, ale też najkrwawszych miesięcy okupacji. A ataki kamikaze w zatoce Lingayen pokazały, że Japonia, pozbawiona floty i doświadczonych lotników, gotowa jest prowadzić wojnę metodami, które przy następnych desantach – na Iwo Jimie i Okinawie – miały kosztować obie strony jeszcze więcej.

Źródła

  1. ibiblio.org · USA P Triumph 4
  2. warhistorynetwork.com · 9 january 1945 beginning of the end in the philippines the battle
  3. Invasion of Lingayen Gulf · Wikipedia (en)

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.