TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Krew, znój, łzy i pot

Kategoria:
Polityka
Data:
13 maja 1940
Autor:
Łukasz
Tagi:
Wielka Brytania, Winston Churchill, Stany Zjednoczone, Franklin Delano Roosevelt

13 maja 1940 roku, w Poniedziałek Zielonoświątkowy, Izba Gmin zebrała się na specjalnym posiedzeniu, by wysłuchać nowego premiera. Trzy dni wcześniej Winston Churchill objął urząd po Neville’u Chamberlainie i zaczął budować rząd wszystkich partii. Teraz poprosił Izbę o wotum zaufania. Wystąpienie było krótkie, trwało kilka minut, ale jedno jego zdanie przeszło do historii: „Nie mam nic do zaoferowania poza krwią, znojem, łzami i potem”. Izba poparła rząd bez głosu sprzeciwu. W następnych dniach Churchill dokończył obsadę rządu i zwrócił się o pomoc do prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Posiedzenie w dniu świątecznym

Poniedziałek po Zielonych Świątkach był w Wielkiej Brytanii dniem wolnym od pracy, ale nowy rząd odwołał święto, bo od 10 maja na kontynencie trwała niemiecka ofensywa. Izba zebrała się poza planem: na prośbę premiera zwołał ją spiker, korzystając z uprawnień, które dawała mu wcześniejsza uchwała Izby. Ostatni raz posłowie obradowali 8 maja, gdy w głosowaniu kończącym debatę norweską większość rządu Chamberlaina spadła do 81 głosów. Od tamtej pory zmieniło się wszystko: Niemcy uderzyli na Holandię, Belgię i Luksemburg, Chamberlain ustąpił, a do rządu weszli laburzyści i liberałowie.

Według dzienników i wspomnień ówczesnych posłów, gdy do sali wszedł Chamberlain, z ław konserwatywnych zerwała się burzliwa owacja, a Churchilla przyjęto znacznie chłodniej. Większość konserwatywnych posłów wciąż była przywiązana do dawnego premiera i nieufna wobec jego następcy, który przez lata krytykował własną partię. Churchilla oklaskiwali przede wszystkim laburzyści.

Przemówienie

Churchill wstał o 14.54 i przedstawił wniosek: „Izba z zadowoleniem przyjmuje utworzenie rządu, który reprezentuje zjednoczoną i nieugiętą wolę narodu, by prowadzić wojnę z Niemcami aż do zwycięskiego końca”. Potem złożył sprawozdanie z tego, co zrobił od piątku. Mówił (w przekładzie):

W piątek wieczorem otrzymałem od Jego Królewskiej Mości misję utworzenia nowego rządu. Oczywistym życzeniem i wolą parlamentu i narodu było, by oprzeć go na możliwie najszerszej podstawie i by objął on wszystkie partie, zarówno te, które popierały poprzedni rząd, jak i partie opozycji. Wykonałem najważniejszą część tego zadania. Utworzono pięcioosobowy gabinet wojenny, który wraz z opozycyjnymi liberałami reprezentuje jedność narodu. Przywódcy trzech partii zgodzili się służyć w gabinecie wojennym albo na wysokich stanowiskach wykonawczych. Obsadzono trzy resorty wojskowe. Trzeba było zrobić to w ciągu jednego dnia, z powodu skrajnej pilności i surowości wydarzeń.

Zapowiedział, że obsadę najważniejszych ministerstw zakończy następnego dnia, a całego rządu do ponownego zebrania się parlamentu, i zaproponował, by Izba odroczyła obrady do 21 maja. Potem przeszedł do słów, które zapamiętano:

Utworzenie rządu tej skali i złożoności jest samo w sobie poważnym przedsięwzięciem, ale trzeba pamiętać, że jesteśmy we wstępnej fazie jednej z największych bitew w dziejach, że walczymy w wielu innych miejscach, w Norwegii i w Holandii, że musimy być przygotowani na Morzu Śródziemnym, że bitwa powietrzna trwa nieprzerwanie i że wiele przygotowań trzeba poczynić tu, w kraju. Mam nadzieję, że w tym kryzysie wybaczy mi się, jeśli nie będę dziś długo przemawiał do Izby. Mam nadzieję, że ci moi przyjaciele i koledzy, obecni i dawni, których dotknęła ta przebudowa polityczna, wybaczą mi w pełni brak ceremonii, z jakim musiałem działać. Powiem Izbie to, co powiedziałem tym, którzy weszli do tego rządu: „Nie mam nic do zaoferowania poza krwią, znojem, łzami i potem”.

Czeka nas próba najcięższego rodzaju. Czekają nas długie, długie miesiące walki i cierpienia. Pytacie, jaka jest nasza polityka? Odpowiem: prowadzić wojnę na morzu, na lądzie i w powietrzu, z całą naszą mocą i z całą siłą, jaką może nam dać Bóg; prowadzić wojnę przeciw potwornej tyranii, której nie prześcignęło nic w mrocznym, żałosnym rejestrze ludzkich zbrodni. Taka jest nasza polityka. Pytacie, jaki jest nasz cel? Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo, zwycięstwo za wszelką cenę, zwycięstwo mimo wszelkiego terroru, zwycięstwo, jakkolwiek długa i ciężka byłaby droga; bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania. Uświadommy to sobie: nie przetrwa Imperium Brytyjskie, nie przetrwa wszystko, za czym Imperium Brytyjskie stało, nie przetrwa odwieczne dążenie i porywanie ludzkości, by posuwała się naprzód ku swojemu celowi. Lecz podejmuję moje zadanie z otuchą i nadzieją. Jestem pewien, że ludzie nie pozwolą, by nasza sprawa upadła. W tej chwili czuję się uprawniony, by prosić o pomoc wszystkich, i mówię: „Chodźcie więc, idźmy razem naprzód, ze zjednoczonymi siłami”.

Angielskie „blood, toil, tears and sweat” bywa po polsku oddawane na kilka sposobów, najczęściej jako „krew, pot i łzy” albo „krew, trud, łzy i pot”. Słowo „toil” oznacza ciężką, wyczerpującą pracę, dlatego najbliższym mu polskim odpowiednikiem jest „znój”.

Skąd te słowa

Zestawienie krwi, potu i łez nie było nowe. Churchill sam sięgał po nie wcześniej: w 1931 roku pisał o „ich pocie, ich łzach, ich krwi”, a w 1939 roku o nowych strukturach życia narodowego wznoszonych na krwi, pocie i łzach. Podobnie mówił w 1897 roku Theodore Roosevelt do słuchaczy Kolegium Wojny Morskiej: o „krwi, pocie i łzach, pracy i udręce”, przez które przeszli przodkowie Amerykanów. Często porównuje się też słowa Churchilla z odezwą Giuseppe Garibaldiego z lipca 1849 roku, który opuszczając upadający Rzym, obiecywał swoim żołnierzom głód, pragnienie, forsowne marsze, bitwy i śmierć. Churchill w młodości myślał o napisaniu biografii Garibaldiego i znał tę historię. Siła jego przemówienia nie polegała jednak na oryginalności, ale na tym, że premier zamiast zapewnień o pewnym zwycięstwie zapowiadał ciężką próbę, a zarazem nie dopuszczał myśli o innym wyniku niż zwycięstwo.

Wotum zaufania

Pierwszy odpowiedział Churchillowi laburzysta Hastings Lees-Smith, który przejął obowiązki przywódcy opozycji po wejściu Clementa Attleego do rządu. Choć główne partie weszły do rządu, ktoś musiał pełnić tę funkcję, by Izba mogła działać według swoich reguł. Lees-Smith zapowiedział, że jego partia poprze wniosek, i ogłosił wiadomość z Bournemouth: tego ranka konferencja Partii Pracy zatwierdziła decyzję kierownictwa o wejściu do rządu większością 2 400 000 głosów delegatów przeciwko 170 000 (głosy w laburzystowskiej konferencji liczono według liczby członków reprezentowanych organizacji). Gdy wyjeżdżał do Londynu, przemawiał tam właśnie Attlee, nowy lord tajnej pieczęci. Lees-Smith mówił, że Wielka Brytania osiągnęła jedność przez dyskusję i rozsądek, a nie przez obóz koncentracyjny, gumową pałkę i katowski pień.

Najostrzej mówił James Maxton z małej Niezależnej Partii Pracy. Kpił, że objęcie urzędu przez Churchilla było chyba zapisane w księdze przeznaczenia już na polu bitwy pod Blenheim, i twierdził, że zamiana miejsc dwóch polityków nie da krajowi żadnej nowej siły. Nie przekonał nikogo. David Lloyd George, najstarszy stażem poseł Izby i premier z czasów poprzedniej wojny, pogratulował staremu przyjacielowi, z którym, jak mówił, łączyła go najdłuższa przyjaźń w polityce mimo wielu sporów. Ocenił, że król dokonał mądrego wyboru, i dodał, że nie wie, czy należy Churchillowi gratulować osobiście, bo bierze na siebie odpowiedzialność w chwili groźniejszej niż ta, przed którą stanął którykolwiek brytyjski minister. Przemawiał też m.in. lewicowy polityk wykluczony w 1939 roku z Partii Pracy, sir Stafford Cripps.

O 16.20 Izba przystąpiła do głosowania. Za wnioskiem padło 381 głosów, a przeciw nie oddano ani jednego. Głosów przeciw nie mogło zresztą być, bo jedynymi posłami, którzy zgłosili się do ich liczenia, byli Maxton i jego partyjny kolega Campbell Stephen, a liczący nie głosują. Rząd Churchilla otrzymał więc formalnie jednomyślne poparcie, choć wielu konserwatystów głosowało z obowiązku, nie z przekonania. Sam Churchill pisał później, że pełne poparcie Izby poczuł dopiero 4 lipca 1940 roku, gdy ogłosił atak na flotę francuską w Mers-el-Kébir. Przemówienie z 13 maja nie było transmitowane przez radio, a kraj poznał je z serwisów informacyjnych i z gazet. Pierwsze przemówienie radiowe jako premier Churchill wygłosił 19 maja.

Rząd w komplecie

Pod datą 14 maja bywa odnotowywane opublikowanie zarysu nowej koalicji konserwatystów, laburzystów i liberałów. Odpowiada to stanowi rzeczy, choć skład rządu ujawniano stopniowo. 11 maja ogłoszono pięcioosobowy gabinet wojenny i ministrów resortów wojskowych, 12 i 13 maja kolejne nazwiska, a w dniach 14 i 15 maja obsadzono pozostałe najważniejsze stanowiska. Ministrem produkcji lotniczej został lord Beaverbrook, ministrem wojny ekonomicznej laburzysta Hugh Dalton, ministrem pracy przywódca związkowy Ernest Bevin, a ministrem zaopatrzenia Herbert Morrison. Pod koniec pierwszego tygodnia rządów Churchill zamknął, poza kilkoma pomniejszymi stanowiskami, budowę gabinetu. Laburzyści dostali w nim kilkanaście stanowisk ministerialnych i wiceministerialnych, a liberałowie Ministerstwo Lotnictwa dla swojego przywódcy, sir Archibalda Sinclaira. W rządzie znalazły się tylko dwie kobiety, obie na stanowiskach wiceministrów: konserwatystka Florence Horsbrugh i laburzystka Ellen Wilkinson.

Apel do Roosevelta i Kanady

Często pisze się też, że 14 maja Churchill poprosił o pomoc prezydenta Roosevelta i Kanadę. W rzeczywistości pierwsza wiadomość, którą Churchill wysłał do Franklina Delano Roosevelta jako premier, nosi datę 15 maja, a więc dnia, w którym Niemcy przełamali front nad Mozą, a Holandia skapitulowała. Churchill korespondował z prezydentem od września 1939 roku jako pierwszy lord Admiralicji i podpisywał depesze „Naval Person” („Człowiek Marynarki”). Teraz podpisał się „Former Naval Person” („Były Człowiek Marynarki”) i pisał, że choć zmienił urząd, prezydent z pewnością nie zechce przerwać ich prywatnej korespondencji.

Ostrzegał, że sytuacja gwałtownie się pogorszyła, a małe państwa są miażdżone jedno po drugim „jak zapałki”. Spodziewał się wkrótce niemieckiego ataku na samą Wielką Brytanię i zapewniał, że w razie potrzeby będzie ona walczyć sama. Przestrzegał, że głos i siła Stanów Zjednoczonych mogą stracić wszelkie znaczenie, jeśli zbyt długo będą wstrzymywane, i że Ameryka może stanąć wobec całkowicie podbitej i znazyfikowanej Europy. Prosił Roosevelta, by ogłosił „nieprowadzenie wojny” (non-belligerency), czyli pomoc we wszystkim z wyjątkiem udziału sił zbrojnych w walce. Wymienił konkretne potrzeby: pożyczkę 40–50 starszych amerykańskich niszczycieli, kilkuset najnowszych samolotów, sprzętu i amunicji przeciwlotniczej, stali i innych surowców, za które Wielka Brytania będzie płacić dolarami, dopóki zdoła. Prosił też o wizytę eskadry amerykańskiej floty w portach Irlandii i o to, by Stany Zjednoczone powstrzymywały Japonię na Pacyfiku.

Roosevelt odpowiedział następnego dnia, uprzejmie, ale ostrożnie. Napisał, że wypożyczenie lub przekazanie niszczycieli wymagałoby zgody Kongresu i że nie jest pewien, czy w tej chwili rozsądnie byłoby z takim wnioskiem występować. Obiecał rozważyć pozostałe prośby i przypomniał, że amerykańska flota skoncentrowana jest na Hawajach. Tego samego dnia, 16 maja, wystąpił przed Kongresem z żądaniem gigantycznych środków na zbrojenia i wezwał do budowy 50 tysięcy samolotów rocznie, ale była to rozbudowa sił amerykańskich, nie pomoc dla Wielkiej Brytanii. Prezydenta krępowały ustawy o neutralności, izolacjonistyczne nastroje i zbliżające się wybory, w których miał ubiegać się o trzecią kadencję.

Prośba do Kanady przyszła później. 23 maja, gdy wojska niemieckie stały już nad kanałem La Manche, rząd brytyjski poprosił o przysłanie wszystkich dostępnych kanadyjskich niszczycieli do obrony wysp. Premier William Lyon Mackenzie King zgodził się natychmiast, choć osłabiało to obronę własnego wybrzeża, i cztery niszczyciele Royal Canadian Navy wkrótce wyruszyły przez Atlantyk. W Wielkiej Brytanii od grudnia 1939 roku stacjonowała już 1 Dywizja Kanadyjska. Kanadyjskie okręty wzięły udział w czerwcowych ewakuacjach wojsk z Francji, a jeden z nich, „Fraser”, zatonął 25 czerwca po zderzeniu z brytyjskim krążownikiem.

Miejsce w wojnie

Przemówienie z 13 maja było pierwszym z trzech wielkich wystąpień Churchilla w czasie kampanii francuskiej. 4 czerwca, po ewakuacji z Dunkierki, zapowiadał w Izbie Gmin, że Brytyjczycy będą walczyć na plażach, na lądowiskach, na polach i ulicach i nigdy się nie poddadzą, a 18 czerwca, po kapitulacji Francji, mówił o „najwspanialszej godzinie” Imperium Brytyjskiego. Te mowy, w połowie wygłaszane w parlamencie i powtarzane przez radio, stały się częścią brytyjskiej odporności w 1940 roku. Jednocześnie Churchill, który publicznie obiecywał zwycięstwo, w gabinecie wojennym musiał pod koniec maja odeprzeć propozycję zbadania warunków pokoju za pośrednictwem Włoch.

Prośba o niszczyciele wróciła w kolejnych tygodniach, coraz bardziej natarczywa, gdy straty Royal Navy pod Dunkierką i na Atlantyku rosły. 2 września 1940 roku Stany Zjednoczone zgodziły się przekazać Wielkiej Brytanii 50 starych niszczycieli w zamian za dzierżawę baz na terytoriach brytyjskich na zachodniej półkuli (porozumienie niszczyciele za bazy), a w marcu 1941 roku Kongres przyjął ustawę Lend-Lease, która otworzyła drogę do amerykańskich dostaw na wielką skalę. Zapowiedź z 13 maja, że Wielka Brytania będzie walczyć do zwycięstwa bez względu na koszty, spełniła się po pięciu latach. W 2016 roku zdanie o krwi, znoju, łzach i pocie umieszczono wraz z portretem Churchilla na nowym banknocie pięciofuntowym.

Źródła

  1. history.state.gov · d20
  2. americanheritage.com · churchill offers toil and tears fdr

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.