Nalot na Mannheim
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 16 grudnia 1940
- Autor:
- Łukasz
- Tagi:
- RAF, III Rzesza, Wielka Brytania, Charles Portal
W nocy z 16 na 17 grudnia 1940 roku 134 bombowce brytyjskiego Bomber Command poleciały nad Mannheim, przemysłowe miasto nad Renem w południowo-zachodnich Niemczech. Operacja nosiła kryptonim „Abigail Rachel” i była czymś nowym. Dotąd załogi RAF otrzymywały za cel konkretny obiekt: zakład paliw syntetycznych, stację rozrządową, stocznię, elektrownię, a domy wokół nich niszczyły niejako przy okazji. Tym razem rozkaz brzmiał inaczej. Pierwsze samoloty miały wzniecić pożary w śródmieściu, a następne zrzucać bomby na ogień, by skupić jak największe zniszczenia w centrum miasta. Był to, jak napisali autorzy brytyjskiej historii oficjalnej ofensywy bombowej, pierwszy nalot „obszarowy” tej wojny, przeprowadzony w odwecie za niemieckie bombardowania Coventry i Southampton.
Atak ten bywa nazywany „pierwszym nocnym nalotem RAF”. To nieporozumienie. Brytyjskie lotnictwo bombowe latało nad Niemcy nocą od pierwszej nocy wojny, początkowo z ulotkami, od marca 1940 roku z bombami na bazę w Hörnum na Sylcie, od maja nad Zagłębie Ruhry, a od sierpnia nad Berlin. Sam Mannheim był bombardowany już w czasie kampanii francuskiej, gdy celem były tamtejsze zakłady paliwowe. Nowością nocy z 16 na 17 grudnia nie była więc pora ani cel geograficzny, lecz sam cel ataku: po raz pierwszy wyznaczono nim śródmieście, a nie fabrykę.
Grudzień wymiany ciosów
Pod 1 grudnia w kalendariach pojawia się z kolei uwaga, że przez cały miesiąc Niemcy i Wielka Brytania wymieniały naloty, „najpierw Niemcy, potem Brytyjczycy”. Proporcje tej wymiany były jednak bardzo nierówne. Luftwaffe, która po rozpoczęciu Blitzu we wrześniu i zniszczeniu Coventry w połowie listopada atakowała co noc kolejne brytyjskie miasta, wysyłała nad nie często po kilkaset bombowców. W nocy z 30 listopada na 1 grudnia po raz drugi z rzędu płonęło Southampton, w nocy z 2 na 3 grudnia bombardowano Bristol, a z 8 na 9 grudnia nad Londyn nadleciało według brytyjskich zestawień ponad 400 bombowców, które przez kilkanaście godzin zrzucały bomby burzące i zapalające. W nocy z 11 na 12 grudnia około 270 bombowców przez trzynaście godzin atakowało Birmingham, a w nocy z 12 na 13 i z 15 na 16 grudnia Luftwaffe zniszczyła śródmieście Sheffield, gdzie zginęło w sumie około 660 osób. Według brytyjskich danych w grudniu 1940 roku niemieckie bomby zabiły w Wielkiej Brytanii blisko 4 tysiące cywilów.
Bomber Command nie mogło odpowiedzieć z równą siłą. Jego nocne wyprawy liczyły zwykle kilkadziesiąt maszyn, rozdzielanych między miasta niemieckie, porty kanału La Manche, bazy okrętów podwodnych i lotniska, a w złą pogodę cel odnajdywała tylko część załóg. Właśnie takiej wyprawy dotyczy wzmianka spotykana pod 5 grudnia. W nocy z 4 na 5 grudnia dowództwo wysłało 83 samoloty nad Düsseldorf i Turyn; dwa nie wróciły. Na Turyn, ośrodek zakładów FIAT, bombowce Whitley latały z Anglii od pierwszych dni wojny z Włochami, w wielogodzinnych lotach przez Francję i ponad Alpami. Według włoskich zestawień tej nocy w Turynie zginęła jedna osoba, a osiem zostało rannych. Na Düsseldorf RAF wrócił w nocy z 7 na 8 grudnia; miejscowe zestawienia podają, że spadło wtedy na miasto około 700 bomb zapalających i 50 burzących. Żaden z tych nalotów nie przypominał tego, co Luftwaffe robiła z angielskimi miastami. Napięcie między tą dysproporcją a żądaniem odwetu doprowadziło do decyzji o Mannheimie.
Decyzja
Myśl, by na niemieckie naloty odpowiadać uderzeniami na całe miasta, krążyła w Londynie od jesieni. Winston Churchill już latem 1940 roku pisał, że jedyną drogą do pokonania Hitlera jest niszczycielska ofensywa ciężkich bombowców na Niemcy. Charles Portal, jeszcze jako dowódca Bomber Command, zaproponował 11 września, by po każdym „bezładnym” niemieckim ataku na brytyjskie miasto RAF bombardował w odwecie jedno z dwudziestu wskazanych miast niemieckich; na jego liście był także Mannheim. Sztab lotnictwa wolał wtedy trzymać się celów przemysłowych, ale dyrektywa z 30 października, wydana już po objęciu przez Portala stanowiska szefa sztabu, dopuściła „skoncentrowane ataki na obiekty w dużych miastach”, które miały wywołać ciężkie zniszczenia i pokazać przeciwnikowi siłę bombardowań. W listopadzie kilkudziesięciu bombowcom kierowanym nad Berlin, Essen, Monachium i Kolonię wyznaczano już za punkt celowania środek dzielnicy przemysłowej.
Zniszczenie Coventry w nocy z 14 na 15 listopada i seria nalotów na Birmingham, Southampton i Bristol przesądziły sprawę. Według części opracowań premier polecił przygotować nalot odwetowy już na początku grudnia. Plan operacji, któremu nadano kryptonim „Abigail”, zakładał „największe możliwe zniszczenia w wybranym niemieckim mieście” i był wzorowany na tym, co Luftwaffe zrobiła w Coventry. Na czele miały lecieć najbardziej doświadczone załogi Wellingtonów z bombami zapalającymi; reszta, nawigując samodzielnie, ale kierując się łuną pożarów, miała przez całą noc przylatywać kolejno nad cel z bombami zapalającymi, minami i najcięższymi dostępnymi bombami burzącymi. Gabinet wojenny omówił plan 12 grudnia, a 13 grudnia Ministerstwo Lotnictwa przekazało Bomber Command zgodę na jego wykonanie. Według opracowań powołujących się na protokoły gabinetu zgodę obwarowano warunkiem, że atak będzie traktowany jako eksperyment i nie zostanie nagłośniony. W oficjalnych komunikatach RAF miał nadal atakować obiekty wojskowe.
Cel miał zostać wybrany w ostatniej chwili, zależnie od prognozy pogody, spośród trzech miast w różnych częściach Rzeszy. Każde otrzymało biblijne imię kobiece: Brema była „Jezebel”, Düsseldorf „Delilah”, a Mannheim „Rachel”. Brytyjska historia oficjalna RAF podaje, że rano 16 grudnia, o 10.15, wybrano Düsseldorf, a trzy godziny później zmieniono cel na Mannheim. Dowództwo, na którego czele stał od października marszałek lotnictwa Richard Peirse, zamierzało wysłać ponad 200 samolotów (historia oficjalna mówi nawet o 235), ale prognoza zapowiadała mgły nad angielskimi lotniskami w drugiej połowie nocy, więc liczbę maszyn ograniczono do 134.
Cel
Mannheim, liczący wówczas około 280 tysięcy mieszkańców, leżał u ujścia Neckaru do Renu, naprzeciw Ludwigshafen z wielkimi zakładami chemicznymi koncernu IG Farben. Był jednym z największych portów rzecznych Europy i ważnym ośrodkiem przemysłu. Działały tu m.in. zakłady Heinrich Lanz, produkujące ciągniki, a w czasie wojny także części do pojazdów pancernych, oraz Motorenwerke Mannheim, budujące silniki wysokoprężne dla okrętów podwodnych. Dla planistów liczyło się jednak co innego. Śródmieście Mannheimu, zbudowane w XVII i XVIII wieku na planie szachownicy, z kwartałami oznaczonymi literami i cyframi zamiast nazw ulic, było łatwe do rozpoznania z powietrza w świetle księżyca, a układ rzek ułatwiał nawigację. Regularna zabudowa pozwalała też potem dokładnie zmierzyć skutki nalotu na zdjęciach lotniczych. Według historii oficjalnej RAF punkt celowania wyznaczono w rozkazach mniej więcej 1,4 kilometra na południe od zakładów silnikowych.
Noc z 16 na 17 grudnia
Wieczorem 16 grudnia z lotnisk we wschodniej i północnej Anglii wystartowały dwusilnikowe Wellingtony, Whitleye i Hampdeny oraz kilka lekkich Blenheimów. Noc była mroźna i bezchmurna, księżyc świecił jasno, widoczność nad celem była doskonała. Pierwsze nad miasto doleciały Wellingtony ze specjalnie dobranymi, najbardziej doświadczonymi załogami, uzbrojone w bomby zapalające. Ich liczbę źródła podają różnie: historia oficjalna RAF pisze o czternastu, zestawienia oparte na dziennikach Bomber Command o ośmiu. Ich załogi miały rozpalić w śródmieściu pożary, które dla następnych załóg byłyby latarnią. Za nimi przez około sześć godzin nadlatywały kolejne samoloty, każdy osobno, w odstępach, jak to było wtedy w zwyczaju RAF. Według brytyjskich danych nad Mannheim dotarło i zameldowało atak 102 lub 103 załogi: 47 Wellingtonów, 33 Whitleye, 18 Hampdenów i 4 Blenheimy. Zrzuciły około 89 ton bomb burzących i blisko 14 tysięcy bomb zapalających. Część bomb spadła po drugiej stronie Renu, na Ludwigshafen.
Załogi wracały przekonane o sukcesie. Meldowały, że śródmieście stoi w ogniu, a większość bomb trafiła w wyznaczony rejon. Peirse natychmiast przesłał gratulacje wszystkim uczestnikom. Koszt był jak na owe czasy wysoki. Kilka samolotów nie wróciło znad Niemiec, a kolejne rozbiły się w drodze powrotnej, gdy nad Anglią zabrakło im paliwa albo załogi zabłądziły. Historia oficjalna RAF podaje łącznie dziesięć utraconych maszyn, inne zestawienia od siedmiu do dziewięciu. Sam 101 Dywizjon stracił tej nocy trzy Blenheimy: jeden zaginął, a dwa po wyczerpaniu paliwa spadły na ziemię w Anglii.
Nie wszystkie bomby spadły na Niemcy. Tej samej nocy zabłąkane brytyjskie samoloty zbombardowały szwajcarską Bazyleę i sąsiednie Binningen. Zginęły cztery osoby. Był to jeden z pierwszych przypadków, w których alianckie bomby spadły w czasie wojny na neutralną Szwajcarię; według szwajcarskich zestawień do 1945 roku brytyjskie i amerykańskie bomby zabiły w Szwajcarii 84 osoby.
Co naprawdę osiągnięto
Niemiecki obraz nocy był zupełnie inny niż brytyjskie meldunki. Według współczesnego raportu niemieckiego, przytoczonego w brytyjskiej historii oficjalnej, obrońcy oceniali siłę ataku na 40–50 samolotów, a liczbę bomb na około 100 burzących i tysiąc zapalających. Większość szkód powstała w dzielnicach mieszkalnych. W mieście wybuchło 16 dużych i 75 średnich i małych pożarów, a gaszenie utrudniały uszkodzone wodociągi i zamarzająca woda czerpana z Renu. Bomby unieruchomiły cukrownię i fabrykę urządzeń chłodniczych, uszkodziły elektrownię w dzielnicy Rheinau i trafiły cztery inne zakłady; produkcja pojazdów pancernych i ich części w zakładach Lanza spadła o jedną czwartą. Liczba ofiar różni się w zależności od źródła. Raport przytoczony przez brytyjskich historyków mówi o 23 zabitych i 80 rannych, a zestawienia miejskie, na które powołuje się większość opracowań, o 34 zabitych i 81 rannych. Około 1270 osób straciło dach nad głową, a blisko 500 budynków zostało zniszczonych lub uszkodzonych. Komunikat niemieckiego naczelnego dowództwa określił wpływ nalotu na produkcję jako „nieznaczny”.
Brytyjczycy przekonali się o tym kilka dni później. 21 grudnia, przy drugiej próbie, Spitfire nowej jednostki rozpoznania fotograficznego wykonał nad Mannheimem zdjęcia w świetle dnia. Z mozaiki zdjęć wynikało jasno, że, jak przyznał sam Peirse, operacja „nie osiągnęła swego głównego celu”. Szkody były wprawdzie „znaczne”, ale bomby rozproszyły się po wielkim obszarze. Część pożarów wzniecono poza śródmieściem i to one ściągnęły w złą stronę następne załogi. W okólniku do dowódców grup z 24 grudnia Peirse uznał, że rozkaz bombardowania pożarów był sformułowany zbyt sztywno i że załogi powinny samodzielnie identyfikować cel. Dowódca 5 Grupy, wicemarszałek lotnictwa Norman Bottomley, ostrzegał przed niebezpieczeństwem „nabrania przekonania, że bomba zrzucona gdziekolwiek w Niemczech ma jakąś wartość”. Zarówno on, jak i dowódca 4 Grupy Arthur Coningham przyznawali, że w gruncie rzeczy nie wiedzą, co osiągają ich bombowce. Według brytyjskich historyków oficjalnych zdjęcia z Mannheimu były pierwszym prawdziwym dowodem, jak niska jest celność nocnych nalotów RAF, a dotyczyły przecież celu znacznie większego niż jakakolwiek fabryka.
Odwet i jego granice
Nalot na Mannheim był odwetem, ale odwetem przemilczanym. Brytyjska opinia publiczna, bombardowana co noc, domagała się odwetu, i rząd o tym wiedział. Jednocześnie oficjalnie trzymał się stanowiska, że RAF, w odróżnieniu od Luftwaffe, atakuje wyłącznie cele wojskowe i przemysłowe. Komunikaty Ministerstwa Lotnictwa o nalocie na Mannheim mówiły o trafionym dworcu kolejowym, stacjach towarowych i zakładach przemysłowych, a nie o celowym podpalaniu śródmieścia. Ta rozbieżność między tym, co postanowiono w gabinecie, a tym, co mówiono publicznie, utrzymała się do końca wojny.
Rozkazy dla operacji „Abigail Rachel” stawiały też po raz pierwszy otwarcie pytanie, które miało towarzyszyć ofensywie bombowej przez następne lata. Dotąd zniszczenia w dzielnicach mieszkalnych były niezamierzonym, choć przewidywalnym skutkiem nocnych nalotów na fabryki. W Mannheimie były celem samym w sobie. Zwolennicy takiej strategii, na czele z Portalem, przekonywali, że nocą i tak nie da się trafić w pojedynczy zakład bez rażenia domów wokół niego, że niszczenie miast osłabia przemysł wojenny, rozbija komunikację i łamie morale robotników, i że Niemcy pierwsi bombardowali Warszawę, Rotterdam i Coventry. Krytycy, wtedy nieliczni, wskazywali, że Wielka Brytania przyjmuje metody, które sama potępiała, a we wrześniu 1939 roku zgodziła się z apelem Roosevelta o oszczędzanie ludności cywilnej. W 1940 roku ten spór toczył się niemal wyłącznie w zamkniętych gabinetach. Publicznie wybuchł dopiero w latach 1943–1945, gdy naloty dywanowe zabijały w niemieckich miastach dziesiątki tysięcy ludzi.
Kwestia, kto „zaczął” bombardowanie miast, nie ma prostej odpowiedzi i była przedmiotem propagandy obu stron. Luftwaffe bombardowała miasta polskie od pierwszego dnia wojny, a Rotterdam w maju 1940 roku. RAF od maja atakował cele w Zagłębiu Ruhry i innych niemieckich ośrodkach, a jego bomby nocą spadały w praktyce także na domy mieszkalne. Hitler przedstawiał Blitz jako odpowiedź na brytyjskie naloty na Berlin, które z kolei były odpowiedzią na bomby, zrzucone w sierpniu na londyńskie City prawdopodobnie przez pomyłkę. Mannheim był pierwszym nalotem, w którym Brytyjczycy świadomie wybrali śródmieście za cel.
Miejsce w wojnie
Bezpośrednie skutki operacji były skromne. Bomber Command wracało nad Mannheim jeszcze w nocy z 17 na 18 grudnia, z 18 na 19 grudnia i przed Bożym Narodzeniem, ale już niewielkimi siłami. Do końca grudnia nie powtórzono ataku tego rodzaju. Admiralicja domagała się nalotów na bazy okrętów podwodnych w Lorient i Bordeaux, pogoda się popsuła, a w święta, między 24 a 27 grudnia, obie strony przerwały nieoficjalnie nocne bombardowania. Następny eksperyment z nalotem obszarowym przeprowadzono na Bremę na początku stycznia 1941 roku. W połowie stycznia nowa dyrektywa przywróciła zakładom paliw syntetycznych pierwszeństwo, a naloty na miasta zeszły na plan dalszy, by wrócić latem 1941 roku.
Ważniejsze były wnioski. Zdjęcia z Mannheimu pogłębiły w RAF wątpliwości co do celności nocnych nalotów, które potwierdził w sierpniu 1941 roku raport Butta: tylko mniej więcej co trzecia załoga meldująca atak zrzucała bomby w promieniu ośmiu kilometrów od celu. Zamiast odejścia od nalotów na miasta przyniosło to ich rozszerzenie. Skoro nocą można było trafić najwyżej w miasto, celem stało się miasto. Dyrektywa z lutego 1942 roku wskazała jako główny cel morale ludności cywilnej, a dowództwo Bomber Command objął Arthur Harris. Rozproszenie bomb nad Mannheimem było też jedną z pierwszych lekcji, że pożary trzeba wzniecić we właściwym miejscu, a samoloty muszą nadlatywać nad cel w krótkim czasie, a nie pojedynczo przez całą noc. Odpowiedzią stał się w 1942 roku „strumień bombowców”, w którym setki maszyn przelatywały nad celem w ciągu kilkunastu minut, a cel oznaczały wyspecjalizowane formacje „pathfinderów”. Metoda, którą wypróbowano po raz pierwszy w grudniu 1940 roku, w lipcu 1943 roku wywołała w Hamburgu, w operacji Gomora, burzę ogniową, a w lutym 1945 roku zniszczyła Drezno.
Sam Mannheim przeżył do marca 1945 roku ponad 150 nalotów, najwięcej ze wszystkich miast dzisiejszej Badenii-Wirtembergii. Najcięższy, w nocy z 5 na 6 września 1943 roku, zamienił w ruinę większą część śródmieścia, a w 1944 roku bomby niemal doszczętnie zniszczyły barokowy pałac elektorski. Według niemieckich zestawień na miasto spadło w czasie wojny ponad 25 tysięcy ton bomb, a zginęło w nalotach około 2,2 tysiąca jego mieszkańców; stosunkowo niewielką, jak na skalę zniszczeń, liczbę ofiar przypisuje się rozbudowanej sieci schronów i bunkrów. Nalot z nocy z 16 na 17 grudnia 1940 roku, z kilkudziesięcioma zabitymi, należał pod względem skutków do najmniejszych z nich. Zapisał się jednak w historii jako moment, w którym brytyjska ofensywa bombowa po raz pierwszy otwarcie wzięła na cel miasto, a nie fabrykę.
Źródła
W tym samym czasie
(01)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 25 października 1940 · Front zachodniNaloty RAF na Berlin i HamburgPod koniec października 1940 bombowce RAF nocą atakowały Berlin i Hamburg. 25 października szefem sztabu RAF został Charles Portal, zwolennik nalotów na miasta.
- 24 września 1940 · Front zachodniWielki nalot RAF na BerlinW nocy z 23 na 24 września 1940 ponad sto brytyjskich bombowców przez kilka godzin atakowało Berlin. Był to największy dotąd nalot na stolicę Rzeszy.
- 3 stycznia 1941 · Front zachodniNaloty RAF na Bremę i Kanał KilońskiW pierwszych nocach 1941 roku RAF bombardował zakłady Focke-Wulf w Bremie. Podczas nalotu na Kanał Kiloński uszkodzony most runął na fiński statek „Yrsa”.
- 12 maja 1941 · Front zachodniNaloty RAF na Hamburg i BerlinW nocy z 8 na 9 maja 1941 RAF wysłał nad Niemcy ponad 350 bombowców, najwięcej dotąd. W kolejnych nocach wracał nad Hamburg, Bremę i Berlin.