TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Pierwszy nalot RAF na Berlin

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
25 sierpnia 1940
Autor:
Łukasz
Tagi:
RAF, Luftwaffe, III Rzesza, Wielka Brytania

W nocy z 25 na 26 sierpnia 1940 roku brytyjskie bombowce po raz pierwszy w tej wojnie poleciały nad Berlin. Była to odpowiedź na wydarzenia poprzedniej nocy, kiedy niemieckie bomby spadły na City of London, historyczne serce brytyjskiej stolicy, uszkodziły średniowieczny kościół St Giles w dzielnicy Cripplegate i przewróciły stojący przy nim pomnik Johna Miltona. Premier Winston Churchill nie czekał na wyjaśnienia, czy Niemcy zrobili to celowo. Zażądał odwetu na stolicy Rzeszy. Sam nalot był militarnie niemal bez znaczenia: chmury zasłoniły cele, bomby rozsypały się po przedmieściach, a w Berlinie nikt nie zginął. Jego skutki polityczne okazały się jednak ogromne. Kilka dni później Adolf Hitler zniósł zakaz bombardowania Londynu, a 7 września Luftwaffe rozpoczęła zmasowane naloty na brytyjską stolicę, które przeszły do historii jako Blitz.

Popularne kalendaria rozkładają te wydarzenia na trzy dni: 24 sierpnia niemieckie samoloty „przez pomyłkę” bombardują kościół w Cripplegate, 25 sierpnia Churchill rozkazuje odwet, a 26 sierpnia „zarówno Londyn, jak i Berlin” zostają zbombardowane, „Berlin po raz pierwszy”. Ogólny obraz jest prawdziwy, ale wymaga kilku uściśleń. Bomby na City spadły w nocy z 24 na 25 sierpnia, już po północy. Brytyjskie bombowce wystartowały wieczorem 25 sierpnia, a nad Berlinem pojawiły się w pierwszych godzinach 26 sierpnia; część niemieckich dokumentów i opracowań mówi dlatego o „nocy 26 sierpnia”. Wreszcie nie był to pierwszy aliancki nalot na Berlin w ogóle, tylko pierwszy brytyjski. Już w nocy z 7 na 8 czerwca 1940 roku, w odwecie za niemieckie bombardowanie okolic Paryża, pojedynczy francuski samolot „Jules Verne” zrzucił bomby na przedmieścia stolicy Rzeszy.

Londyn pod ochroną zakazu

Od początku bitwy o Anglię Londyn był celem, o którym decydował wyłącznie Hitler. Wydana 1 sierpnia dyrektywa nr 17 nakazywała Luftwaffe zniszczenie brytyjskiego lotnictwa, jego lotnisk i fabryk, ale decyzję o ewentualnych „atakach terrorystycznych” jako środku odwetu Hitler zastrzegł dla siebie. Z jego polecenia Londyn miał być bombardowany tylko na jego wyraźny rozkaz. Za tym zakazem stały polityczne rachuby. Hitler wciąż liczył, że Wielka Brytania zgodzi się na pokój, i nie chciał jej rozjątrzyć zbędnym atakiem na stolicę. Obawiał się też odwetu na niemieckie miasta, a zwłaszcza na Berlin, którego mieszkańcom propaganda obiecywała, że wojna powietrzna ich nie dosięgnie. Szef Luftwaffe Hermann Göring miał przed wojną powiedzieć, że jeśli nad Rzeszą pojawi się choć jeden nieprzyjacielski bombowiec, można będzie go nazywać Meier. Autentyczność i dokładna data tego powiedzenia są niepewne, ale berlińczycy dobrze je znali.

W sierpniu bitwa o Anglię weszła w najcięższą fazę. Po „Dniu Orła” 13 sierpnia Luftwaffe atakowała przede wszystkim lotniska myśliwskie, stacje radarowe i zakłady lotnicze w południowej Anglii. Nocą coraz liczniejsze bombowce nękały porty i ośrodki przemysłowe w całym kraju. Bomby zaczęły spadać na przedmieścia Londynu: 15 sierpnia niemiecka jednostka, która miała zaatakować lotnisko Kenley, zbombardowała przez pomyłkę lotnisko w Croydon, a w kolejnych nocach bomby spadały na Wimbledon, Harrow i inne zewnętrzne dzielnice. Śródmieście pozostawało jednak nietknięte.

Noc z 24 na 25 sierpnia

24 sierpnia był jednym z najcięższych dni bitwy. Rozpoczął się wtedy okres, który brytyjscy historycy nazywają krytycznymi dwoma tygodniami: aż do 6 września Luftwaffe skupiła całą siłę na lotniskach 11 Grupy Myśliwskiej osłaniających Londyn. Tego dnia niemieckie bombowce tak dotkliwie zaatakowały wysunięte lotnisko w Manston, że trzeba było je ewakuować, uderzyły też na Hornchurch i North Weald. Po południu bombowce Heinkel He 111 zbombardowały Portsmouth, zabijając ponad sto osób, najwięcej w jednym dziennym nalocie od początku bitwy.

Wieczorem nad Anglię nadleciały bombowce nocne. Jedna z formacji He 111 z Kampfgeschwader 1, należącej wówczas do Luftflotte 3 Hugona Sperrlego, szukała nad ujściem Tamizy zbiorników paliwa w Thameshaven. Według najczęściej powtarzanej wersji jej załogi zboczyły z kursu i zrzuciły bomby na Londyn, przekonane, że są nad celem. Po północy bomby spadły na West Ham i Bethnal Green we wschodniej części miasta, na magazyny w dokach West India i na City. Przy Fore Street w Cripplegate wybuchł pożar, który objął kwartał magazynów i warsztatów krawieckich aż do ulicy London Wall. Bomba uszkodziła północne wejście kościoła St Giles-without-Cripplegate, w którym pochowano Miltona, a podmuch zrzucił z cokołu jego pomnik stojący na przykościelnym dziedzińcu. Były to pierwsze bomby, które spadły na City od niemieckich nalotów z 1918 roku. Według brytyjskich zestawień tej nocy w całym Londynie odnotowano kilkadziesiąt poważnych incydentów, zginęło 9 cywilów, a 58 zostało rannych. Bomby spadły też na przedmieścia, między innymi na Croydon, Lewisham, Harrow i Hayes.

Nalot na City do dziś bywa przedstawiany jako pomyłka, która zmieniła przebieg wojny. Część historyków ten obraz kwestionuje. Wskazują, że tej nocy na Londyn spadły bomby z kilku różnych formacji, a nie z jednej zbłąkanej grupy, że Luftwaffe miała już gotowe plany nalotów na port i zakłady Londynu pod kryptonimem „Loge” i że zakaz Hitlera od początku był pomyślany jako odroczenie, a nie trwała zasada. Pewne jest, że niemieckie dowództwo nie zamierzało w tym momencie bombardować śródmieścia. Według przytaczanych przez brytyjskich historyków dokumentów Göring nazajutrz polecił ustalić, które załogi zrzuciły bomby na zakazaną strefę Londynu, i zastrzegł sobie prawo ukarania dowódców przeniesieniem do piechoty.

Rozkaz Churchilla

Churchill nie miał powodu sądzić, że bomby na City były pomyłką, a nawet gdyby tak sądził, nie zmieniłoby to jego decyzji. Od maja Wielka Brytania prowadziła już nocne naloty na Niemcy, ale bombowce RAF atakowały głównie zakłady paliwowe, węzły kolejowe i porty w Zagłębiu Ruhry i nad Morzem Północnym; od decyzji z 15 maja oszczędzano jednak stolicę Rzeszy. Berlin leżał bowiem na granicy zasięgu brytyjskich bombowców, a jego obronę przeciwlotniczą uważano za jedną z najsilniejszych w Europie. 25 sierpnia premier nakazał uderzyć na Berlin. Ministerstwo Lotnictwa przekazało rozkaz dowódcy RAF Bomber Command Charlesowi Portalowi, który jeszcze tego samego dnia przygotował wyprawę na najbliższą noc.

Decyzja miała przede wszystkim wymiar polityczny i psychologiczny. Churchill chciał pokazać Brytyjczykom, że ich kraj nie tylko się broni, ale może też oddać cios, a Niemcom, że ich stolica nie jest bezpieczna. Kilka dni wcześniej, 20 sierpnia, mówił w Izbie Gmin o „nielicznych” pilotach myśliwskich, ale też o załogach bombowców, które każdej nocy lecą nad Niemcy. Liczył się również rachunek wojskowy: każdy nalot na Berlin zmuszał Niemców do trzymania w kraju dział, reflektorów i myśliwców nocnych. Portal ujmował to później tak, że warto ponosić straty, by wyciągnąć z łóżek i zapędzić do schronów cztery miliony ludzi.

Nad Berlinem

Wieczorem 25 sierpnia z lotnisk we wschodniej i północnej Anglii wystartowały bombowce Handley Page Hampden, Vickers Wellington i Armstrong Whitworth Whitley, jedyne maszyny RAF, które mogły dolecieć nad Berlin i wrócić. Liczba samolotów różni się w źródłach w zależności od tego, czy liczy się wszystkie maszyny wysłane tej nocy nad Niemcy, czy tylko te skierowane na Berlin: podaje się od 81 do 95 bombowców. Według zestawień poszczególnych dywizjonów nad Berlin wysłano 86 samolotów z jedenastu dywizjonów. Ich celami były lotnisko Tempelhof, zakłady Siemensa w Siemensstadt, elektrownia Klingenberg, zakłady Henschla, lotnisko w Rangsdorfie i stacje rozrządowe na południu miasta.

Lot do Berlina i z powrotem trwał ponad osiem godzin, w znacznej części nad Morzem Północnym i nad wrogim terytorium, a nad miastem zalegała gruba warstwa chmur. Według tych samych zestawień do rejonu Berlina dotarło 57 maszyn, a tylko 35 załóg meldowało, że zbombardowało wyznaczone cele. Z ziemi wyglądało to jeszcze skromniej. Ogień berlińskiej artylerii przeciwlotniczej nie pozwolił bombowcom zejść nad śródmieście, a większość z około 22 ton bomb rozrzucona została po północnych i wschodnich dzielnicach, takich jak Wedding, Reinickendorf i Lichtenberg, oraz po polach i ogródkach na skraju miasta. W Rosenthalu zniszczona została drewniana altana, a dwie osoby zostały lekko ranne. Nikt nie zginął. Część bomb w ogóle nie spadła na Berlin, bo załogi, które nie odnalazły miasta, atakowały cele zastępcze.

Wyprawa kosztowała RAF więcej niż Niemców. Silny przeciwny wiatr w drodze powrotnej sprawił, że kilku bombowcom zabrakło paliwa. Kilka Hampdenów musiało wodować na morzu albo rozbiło się przy lądowaniu. Według zestawień dywizjonów utracono sześć maszyn: czterech lotników zginęło, dwóch zostało rannych, a czterech trafiło do niewoli.

„Nie wierzyli, że to możliwe”

Skutek psychologiczny nalotu był nieproporcjonalnie duży wobec szkód. Syreny wyły nad Berlinem przez kilka godzin, ludzie spędzili noc w piwnicach, a niebo rozświetlały reflektory i ogień dział przeciwlotniczych. Amerykański korespondent William L. Shirer zanotował nazajutrz w dzienniku, że berlińczycy są oszołomieni: nie wierzyli, że coś takiego może się zdarzyć, bo Göring zapewniał ich, że do tego nie dojdzie. Niemiecka prasa początkowo zbyła nalot krótką wzmianką o kilku bombach zrzuconych na przedmieścia. Gdy jednak naloty się powtórzyły, propaganda ministra Josepha Goebbelsa zaczęła opisywać je jako barbarzyńskie ataki „piratów powietrznych” na kobiety i dzieci. Syreny alarmowe berlińczycy przezwali „myśliwskimi rogami Meiera”, kpiąc z przechwałek Göringa, który był także łowczym Rzeszy.

Tymczasem bitwa o Anglię trwała bez przerwy. 26 sierpnia Luftwaffe znów atakowała lotniska w Kent i Essex, w tym Debden, oraz Portsmouth, a nocą jej bombowce wróciły nad Anglię, także nad rejon Londynu. Brytyjczycy powtórzyli wyprawę na Berlin w nocy z 28 na 29 sierpnia. Tym razem bomby trafiły w okolice Görlitzer Bahnhof i sąsiednie kwartały mieszkalne w Kreuzbergu: według niemieckich raportów zginęło od 10 do 12 osób, a 28 zostało rannych. Były to pierwsze ofiary śmiertelne nalotów w stolicy Rzeszy. Kolejne naloty przyszły w nocy z 30 na 31 sierpnia i w następnych nocach. Wszystkie były małe, rozproszone i mało skuteczne, ale każdy z nich podważał zapewnienia, że Berlin jest nietykalny.

Odwet za odwet

Reakcja Hitlera przyszła szybko. 30 sierpnia zniósł zakaz atakowania Londynu, a 3 września Göring naradzał się w Hadze z dowódcami flot powietrznych. Albert Kesselring od dawna opowiadał się za uderzeniem na stolicę, które miało zmusić resztki brytyjskiego lotnictwa myśliwskiego do ostatecznej bitwy, i otrzymał teraz zgodę. 4 września Hitler przemówił w berlińskim Sportpalast na otwarcie zimowej zbiórki Pomocy Zimowej. Nazwał brytyjskie naloty nocnym piractwem i zapowiedział, że skoro Brytyjczycy grożą atakami na niemieckie miasta na wielką skalę, Niemcy „wymażą” ich miasta. Na każde dwa, trzy czy cztery tysiące kilogramów bomb zrzuconych przez RAF Luftwaffe miała odpowiedzieć w ciągu jednej nocy setkami tysięcy kilogramów. Wobec pytań, dlaczego wciąż nie ląduje w Anglii, uspokajał słuchaczy: „On przyjdzie”. Sala odpowiadała entuzjazmem. 5 września wydano rozkaz nalotów na Londyn i inne miasta, a 7 września po południu nad doki we wschodnim Londynie nadleciały setki bombowców. Niemiecka propaganda nazwała to „atakiem odwetowym”.

Czy brytyjski nalot na Berlin rzeczywiście „zmienił kształt” bitwy o Anglię, jest od dawna przedmiotem sporu. Zwolennicy tej tezy wskazują na kolejność wydarzeń: bomby na City, nalot na Berlin, gniew Hitlera, zwrot ku Londynowi. Dzięki temu zwrotowi wyczerpane lotniska Hugh Dowdinga dostały oddech w chwili, gdy Fighter Command był najbliżej załamania. Przeciwnicy przypominają, że niemieckie plany od początku przewidywały wielki nalot na Londyn w kulminacyjnej fazie kampanii, tuż przed planowaną inwazją, a dowództwo Luftwaffe, błędnie przekonane, że RAF ma już tylko garstkę myśliwców, samo uznało atak na stolicę za najlepszy sposób, by zmusić je do walki. W tej interpretacji naloty na Berlin dały Hitlerowi przede wszystkim pretekst i propagandowe uzasadnienie dla decyzji, która i tak była bliska. Większość historyków przyjmuje dziś, że oba czynniki działały razem: brytyjski odwet przyspieszył i ułatwił zwrot, ale go nie wymyślił.

Miejsce w wojnie

Noc z 25 na 26 sierpnia 1940 roku otworzyła wojnę powietrzną nad stolicami walczących państw. Londyn bombardowany był od 7 września 1940 roku niemal noc w noc przez prawie dwa miesiące, a Blitz trwał do maja 1941 roku i kosztował życie ponad 40 tysięcy brytyjskich cywilów, z czego niemal połowę w Londynie. Cripplegate, gdzie spadły pierwsze bomby na City, spłonęło niemal doszczętnie w wielkim nalocie z 29 grudnia 1940 roku; kościół St Giles został wtedy wypalony, a na gruzach dzielnicy po wojnie powstało osiedle Barbican. Berlin był bombardowany do kwietnia 1945 roku przez lotnictwo brytyjskie, amerykańskie i radzieckie, w tym w wielkiej ofensywie Bomber Command zimą 1943 i 1944 roku. Według różnych szacunków w nalotach na stolicę Rzeszy zginęło od około 20 tysięcy do 50 tysięcy ludzi.

Pierwszy nalot na Berlin nie zniszczył niczego ważnego, ale przełamał barierę, którą obie strony wznosiły od września 1939 roku. Hitler, który w Wieluniu, Warszawie i Rotterdamie bez wahania używał lotnictwa przeciw miastom, przez kilka tygodni lata 1940 roku oszczędzał Londyn z politycznego wyrachowania. Brytyjski odwet dał mu pretekst, by z tego zrezygnować, i pozwolił przedstawić Niemcom Blitz jako sprawiedliwą zemstę. Dla Churchilla Berlin był celem symbolicznym: w sierpniu 1940 roku jedyną drogą, by dosięgnąć Niemiec, było niebo nad nimi, a zapowiedzią tego, jak ta wojna miała się skończyć, były ruiny niemieckich miast pięć lat później.

Źródła

  1. battle-of-britain-diary.org.uk · raf bomb berlin for the first time
  2. battleofbritain1940.com · saturday 24 august 1940
  3. battle-of-britain-diary.org.uk

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.