TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Operacja „Pierścień”

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front wschodni
Data:
10 stycznia 1943
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Bitwa stalingradzka
Tagi:
Armia Czerwona, Wehrmacht, Friedrich Paulus, Adolf Hitler

W niedzielę 10 stycznia 1943 roku o godzinie 8.05 czasu moskiewskiego na zachodnim skraju kotła stalingradzkiego odezwało się blisko siedem tysięcy dział, moździerzy i wyrzutni rakietowych. Po prawie godzinnym przygotowaniu artyleryjskim piechota i czołgi radzieckiego Frontu Dońskiego ruszyły do natarcia na okrążoną od siedmiu tygodni 6 Armię generała Friedricha Paulusa. Tak zaczęła się operacja „Pierścień” (ros. „Kolco”) – ostatnia faza bitwy o Stalingrad, która miała zniszczyć największe zgrupowanie wojsk niemieckich, jakie kiedykolwiek znalazło się w okrążeniu.

Dwa dni wcześniej dowództwo radzieckie zaproponowało 6 Armii honorową kapitulację. Paulus nie odpowiedział: Adolf Hitler zabronił wszelkich rozmów, a armia miała trwać tak długo, jak to możliwe, by wiązać siły radzieckie i osłaniać odwrót wojsk niemieckich z Kaukazu.

Kocioł na przełomie roku

Od okrążenia 6 Armii 22–23 listopada 1942 roku w kotle między Donem a Wołgą znalazło się kilkanaście dywizji niemieckich, resztki dwóch dywizji rumuńskich, oddziały chorwackie oraz dziesiątki tysięcy pomocników rekrutowanych spośród jeńców radzieckich (tzw. Hiwi). Liczebność zgrupowania na początku stycznia jest sporna: radzieckie opracowania mówią o około 250 tysiącach ludzi, historycy niemieccy, opierając się na stanach racji żywnościowych, podają zwykle 200–250 tysięcy, z czego zdolnych do walki była już tylko część. Radziecki wywiad długo nie doceniał tej liczby: przed rozpoczęciem operacji Front Doński zakładał, że w kotle jest około 80–90 tysięcy żołnierzy przeciwnika.

Położenie okrążonych pogarszało się z tygodnia na tydzień. Most powietrzny do Stalingradu dostarczał średnio ułamek dziennego zapotrzebowania armii; po utracie lotnisk w Tacinskiej i Morozowsku pod koniec grudnia Luftwaffe musiała latać z baz położonych jeszcze dalej od kotła. Racje chleba spadły do 100–200 gramów dziennie, konie zostały w większości zjedzone, a mrozy sięgały minus 30 stopni. Nadzieja na odsiecz upadła wraz z niepowodzeniem operacji „Zimowa burza”: w drugiej połowie grudnia Grupa Armii Don feldmarszałka Ericha von Mansteina zatrzymała się około 50 kilometrów od kotła, a po radzieckim uderzeniu nad środkowym Donem front niemiecki cofał się na zachód i południowy zachód, coraz dalej od Stalingradu.

Strona radziecka uporządkowała w tym czasie dowództwo nad okrążeniem. Od 1 stycznia 1943 roku całość sił wokół kotła podlegała jednemu dowódcy – generałowi Konstantemu Rokossowskiemu, któremu z dotychczasowego Frontu Stalingradzkiego przekazano 57, 62 i 64 Armię. Wraz z 21, 24, 65 i 66 Armią Front Doński liczył siedem armii ogólnowojskowych, wspieranych przez 16 Armię Powietrzną generała Siergieja Rudenki. Jako przedstawiciel Stawki przygotowanie operacji nadzorował dowódca artylerii Armii Czerwonej generał pułkownik Nikołaj Woronow. Dane radzieckie mówią o około 212 tysiącach żołnierzy (nowsze zestawienia podają nawet 280 tysięcy), blisko 7 tysiącach dział i moździerzy, 257 czołgach i około 300 samolotach – a więc o przewadze w ludziach niewielkiej lub żadnej, za to o miażdżącej przewadze w artylerii, amunicji, paliwie i żywności.

Plan „Pierścienia” przewidywał uderzenie główne z zachodu, gdzie linia kotła wysuwała się klinem w stronę Donu w rejonie Marinowki i Karpowki, następnie odcięcie i zniszczenie tego występu, wyjście nad rzekę Rossoszkę i dalej w głąb kotła ku Pitomnikowi i Gumrakowi, a na koniec rozcięcie reszty zgrupowania na części i zniszczenie ich kolejno. Termin natarcia przesuwano – według wspomnień Woronowa początkowo planowano je na 6 stycznia, lecz przygotowania nie nadążały, a Józef Stalin zgodził się na zwłokę z wyraźnym niezadowoleniem.

Ultimatum z 8 stycznia

Przed natarciem dowództwo radzieckie spróbowało skłonić 6 Armię do złożenia broni. Ultimatum datowane 8 stycznia podpisali Woronow i Rokossowski. Przypominało ono, że armia jest odcięta, odsiecz zawiodła, a zaopatrzenie z powietrza nie wystarcza, i proponowało kapitulację na warunkach jak na wojenną praktykę wspaniałomyślnych: wszystkim poddającym się gwarantowano życie i bezpieczeństwo oraz powrót do ojczyzny po wojnie, zachowanie mundurów, dystynkcji, odznaczeń i rzeczy osobistych, a wyższym oficerom także broni białej; rannym i chorym obiecywano opiekę lekarską, wszystkim – normalne racje żywnościowe. Odpowiedź miała nadejść do godziny 10 czasu moskiewskiego 9 stycznia.

List mieli doręczyć parlamentariusze: major Aleksandr Smysłow i kapitan Nikołaj Djatlenko w towarzystwie trębacza. 8 stycznia, gdy z białą flagą zbliżyli się do linii niemieckich, zostali ostrzelani i musieli zawrócić. Następnego dnia zostali przyjęci na pierwszej linii, z zawiązanymi oczami zaprowadzeni na stanowisko dowodzenia, ale oświadczono im, że rozkaz zabrania przyjmowania jakichkolwiek pism, i odesłano ich z powrotem. Treść ultimatum i tak dotarła do Paulusa – nadawano ją przez radio i zrzucano w ulotkach nad kotłem. Dowódca 6 Armii przekazał je do kwatery Hitlera, prosząc o swobodę działania; odpowiedź była odmowna. Uzasadnienie, które Paulus powtarzał potem swoim generałom, brzmiało: każdy dzień oporu wiąże radzieckie armie, które w przeciwnym razie uderzyłyby na zagrożone ze wszystkich stron skrzydło południowe frontu wschodniego, przede wszystkim na wycofującą się z Kaukazu Grupę Armii A.

Natarcie na zachodni występ

Uderzenie główne wyprowadziła 10 stycznia 65 Armia generała Pawła Batowa, wspierana przez sąsiednie 21 i 24 Armię; od południa nacierały 57 i 64 Armia, a 62 i 66 Armia wiązały Niemców w ruinach miasta i na północnym odcinku. Na kilkunastokilometrowym odcinku przełamania Woronow skupił artylerię w gęstości, jakiej Armia Czerwona dotąd nie osiągnęła. Pierwszego dnia atakujący wbili się w obronę na kilka kilometrów, ale nie zdołali jej rozerwać. Niemieckie dywizje – 44 i 76 Dywizja Piechoty oraz 29 Dywizja Zmotoryzowana w rejonie Marinowki i 3 Dywizja Zmotoryzowana w południowo-zachodnim narożniku kotła – broniły się zaciekle, wykorzystując okopy i bunkry wykopane w zamarzniętym stepie, kontratakując ostatnimi czołgami, na które wystarczało jeszcze paliwa.

Opór był jednak krótkotrwały. Brakowało amunicji, a przede wszystkim ciepłych schronów na tyłach: kiedy Niemcy musieli opuścić umocnione pozycje, cofali się na otwarty, zasypany śniegiem step, gdzie nie było drewna, ziemianek ani okopów. Do 13 stycznia wojska radzieckie zlikwidowały występ Marinowki i wyszły nad Rossoszkę, a 3 Dywizja Zmotoryzowana, zagrożona okrążeniem, wycofała się na wschód. Tysiące rannych i odmrożonych żołnierzy ciągnęły w stronę lotniska w Pitomniku, licząc na ewakuację.

16 stycznia oddziały radzieckie zajęły Pitomnik – jedyne lotnisko w kotle zdolne przyjmować ruch na większą skalę. Dzień później obszar okrążenia był mniej więcej o połowę mniejszy niż przed natarciem, a Niemcy wycofali się na linię wewnętrzną, biegnącą od Bolszej Rossoszki przez okolice Gonczary do Woroponowa. W tych dniach kocioł opuścił jeden z jego najbardziej energicznych dowódców. Generał Hans-Valentin Hube, dowódca XIV Korpusu Pancernego, który 8 stycznia wrócił do kotła z kwatery Hitlera z zapowiedzią nowej odsieczy, 18 stycznia na rozkaz Führera ponownie z niego wyleciał, by z zewnątrz pomagać w organizowaniu zaopatrzenia z powietrza.

Utrata Pitomnika i ostatnie lotniska

Upadek Pitomnika był dla okrążonych ciosem, z którego nie mogli się już podnieść. Na lotnisku zostały porzucone samoloty, sprzęt i składy, a ruch transportowy przeniesiono do Gumraku, gdzie mieściła się także kwatera Paulusa. Lotnisko to było małe, zryte lejami i zastawione wrakami; ciężkie maszyny lądowały na nim z trudem, a wiele załóg wolało zrzucać zasobniki z powietrza, z których część spadała na stanowiska radzieckie. Feldmarszałek Erhard Milch, wysłany przez Hitlera w połowie stycznia, by usprawnić most powietrzny, nie mógł już niczego zmienić. Wokół lądowisk zbierały się tłumy rannych, a przy samolotach dochodziło do scen rozpaczy – żandarmeria musiała pilnować, by na pokład wchodzili tylko ci, którzy mieli prawo do ewakuacji.

Po krótkiej przerwie na przegrupowanie wojska radzieckie wznowiły natarcie. 20 i 21 stycznia ruszyły w stronę Gumraku, a 22 stycznia przełamały obronę na kilkukilometrowym odcinku po obu stronach Woroponowa. Tego dnia Paulus zameldował do Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych, że wyłomu nie da się zamknąć, amunicji i żywności zabrakło, w kotle leży ponad 12 tysięcy rannych pozbawionych opieki, a w niektórych miejscach zaczął się rozpad oddziałów; pytał, jakie rozkazy ma wydać wojsku, które nie ma już czym walczyć. Hitler odpowiedział jeszcze 22 stycznia, że kapitulacja jest wykluczona: armia ma bronić się do końca, bo spełnia „historyczne zadanie” – pozwala odbudować front na południu.

Gumrak padł w nocy z 21 na 22 stycznia. Ostatnie samoloty wystartowały z niego pod ogniem, a dowództwo armii przeniosło się do ruin śródmieścia Stalingradu. Do 23 stycznia pojedyncze maszyny lądowały jeszcze na prowizorycznym pasie przy szkole lotniczej na skraju miasta; potem jedynym zaopatrzeniem pozostały zrzuty zasobników na spadochronach, coraz częściej trafiające w ręce radzieckie. Kocioł skurczył się do pasa ruin wzdłuż Wołgi, wypełnionego głodnymi, chorymi i odmrożonymi żołnierzami.

Co się działo 21 stycznia

Pod 21 stycznia często podaje się, że tego dnia Armia Czerwona zdobyła ostatnie lotnisko pod Stalingradem, a Hitler, żądając dalszej walki, awansował Paulusa na feldmarszałka. Obie informacje wymagają sprostowania. Gumrak został zajęty w nocy z 21 na 22 stycznia, a i po nim działał jeszcze przez dzień–dwa prowizoryczny pas startowy w mieście. Awans Paulusa na feldmarszałka nastąpił natomiast dopiero 30 stycznia, w przeddzień kapitulacji – 22 stycznia Hitler ponownie jedynie zakazał poddania się.

Ofensywa na całym froncie

Spotyka się też informację, że 10 stycznia Armia Czerwona wznowiła działania „na północy i na Kaukazie”. Tego dnia nie ruszyła jednak żadna nowa ofensywa w tych rejonach. Na Kaukazie trwał od początku stycznia pościg za wycofującą się 1 Armią Pancerną znad Tereku, a pod Leningradem uderzenie Frontów Leningradzkiego i Wołchowskiego – operacja „Iskra” – rozpoczęło się dwa dni później, 12 stycznia. 13 stycznia Front Woroneski uderzył nad górnym Donem na węgierską 2 Armię i resztki włoskiej 8 Armii. Styczeń 1943 roku był więc miesiącem, w którym Armia Czerwona po raz pierwszy w tej wojnie prowadziła równocześnie wielkie operacje ofensywne na całej długości frontu – od Ładogi po Kaukaz.

Miejsce w wojnie

Operacja „Pierścień” była ostatnim aktem kontrofensywy, która zaczęła się 19 listopada 1942 roku operacją „Uran”. W pierwszych dwóch tygodniach odebrała 6 Armii lotniska, zapasy i większość terenu, na którym armia mogła jeszcze żyć. Dalszy przebieg był przesądzony: 26 stycznia wojska radzieckie rozcięły kocioł na dwie części, 30 stycznia Hitler awansował Paulusa na feldmarszałka, licząc, że ten nie odda się do niewoli żywy, a 31 stycznia Paulus ze sztabem i zgrupowaniem południowym skapitulował w podziemiach domu towarowego w śródmieściu. 2 lutego broń złożyło zgrupowanie północne generała Karla Streckera. Do niewoli trafiło około 91 tysięcy żołnierzy, w tym dwudziestu kilku generałów; po wojnie wróciło do Niemiec zaledwie około 5–6 tysięcy z nich.

Cena po stronie radzieckiej także była wysoka – walki w zamarzniętym stepie i w ruinach miasta kosztowały Front Doński dziesiątki tysięcy zabitych i rannych. Ale skutek był bezprecedensowy: po raz pierwszy w tej wojnie cała niemiecka armia polowa została okrążona i zniszczona. Przetrwanie 6 Armii do początku lutego rzeczywiście związało siedem radzieckich armii i ułatwiło wycofanie Grupy Armii A z Kaukazu, ale ceną tego było poświęcenie niemal całej armii. Stalingrad stał się odtąd w Niemczech symbolem klęski, a w świecie – dowodem, że Wehrmacht można pokonać w wielkiej bitwie.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.