TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Orzeł dociera do Wielkiej Brytanii

Kategoria:
Działania zbrojne
Data:
14 października 1939
Autor:
Natalia
Tagi:
Polska, Wielka Brytania, Royal Navy, bitwa o Atlantyk

Rankiem 14 października 1939 roku polski okręt podwodny ORP „Orzeł” wynurzył się u wschodnich wybrzeży Szkocji, na wysokości zatoki Firth of Forth, i nadał otwartym tekstem wiadomość o swoim przybyciu. Przed południem spotkał wysłany mu naprzeciw brytyjski niszczyciel, który doprowadził go do bazy w Rosyth. Tak zakończył się rejs, który zaczął się 1 września w Gdyni, przeszedł przez internowanie i ucieczkę z Tallinna, trzy tygodnie krążenia po Bałtyku bez map i nocne przejście przez cieśniny duńskie. Admiralicja brytyjska od dawna uważała okręt za stracony. Jego przybycie zbiegło się z wiadomością, która wstrząsnęła Wielką Brytanią: tej samej nocy niemiecki okręt podwodny zatopił pancernik „Royal Oak” w bazie floty w Scapa Flow.

Ostatni etap

„Orzeł” wydostał się z Bałtyku w nocy z 8 na 9 października, sforsowawszy na powierzchni płytki kanał Drogden w cieśninie Sund. Dowodził nim kapitan marynarki Jan Grudziński, dawny zastępca dowódcy, który przejął okręt w Tallinnie. 10 października okręt był na Kattegacie. Grudziński nie od razu ruszył do Anglii. Licząc na spotkanie z niemieckimi statkami, przez cały dzień patrolował wody między przylądkiem Kullen a wyspą Anholt, a następnej doby, już na Skagerraku, przy sztormowej pogodzie. Żadnego celu nie znalazł, za to w pobliżu przylądka Skagen okręt wszedł na pole minowe i szczęśliwie się z niego wydostał. Statki handlowe trzymały się szwedzkich wód terytorialnych, gdzie nie wolno ich było atakować.

Okręt był w złym stanie. W czasie przejścia przez Sund trzy razy wszedł na mieliznę, a wstrząsy przy uwalnianiu się uszkodziły radiostację, więc Grudziński nie mógł zawiadomić Brytyjczyków, że płynie. Pióra śrub były wyszczerbione, ster działał wadliwie, zbiorniki przeciekały, a działo bez zamków, zabranych przez Estończyków, było bezużyteczne. Mapy Bałtyku i cieśnin narysował odręcznie oficer nawigacyjny, podporucznik marynarki Marian Mokrski, na podstawie spisu latarń morskich, którego Estończycy nie zauważyli. Przed południem 12 października „Orzeł” obrał kurs przez Morze Północne do punktu zbornego, który Dowództwo Floty wyznaczyło jeszcze we wrześniu okrętom przedzierającym się do Anglii: 30 mil morskich na wschód od wyspy Isle of May u wejścia do Firth of Forth. Największym zagrożeniem były teraz nie tylko niemieckie okręty, ale też brytyjskie pola minowe i sojusznicze samoloty i eskortowce, które mogły wziąć nieznany okręt podwodny za niemiecki. Załoga, wyczerpana sześciotygodniowym rejsem, płynęła w sztormie.

Rankiem 14 października radiotelegrafiście udało się naprawić nadajnik. O 6.00 „Orzeł” nadał otwartym tekstem wiadomość, którą odebrała brytyjska stacja brzegowa i przekazała Royal Navy. Około 11.00, w punkcie zbornym, spotkał specjalnie wysłany niszczyciel HMS „Valorous”, który poprowadził go do Rosyth.

Polska marynarka w Wielkiej Brytanii

„Orzeł” był ostatnim polskim okrętem wojennym, który we wrześniu i październiku 1939 roku przedarł się do Wielkiej Brytanii. Pierwsze dotarły tam trzy niszczyciele, „Burza”, „Błyskawica” i „Grom”, które zgodnie z planem „Peking” wyszły z Gdyni 30 sierpnia, by nie dać się zamknąć na Bałtyku. Sojusz z Wielką Brytanią, podpisany 25 sierpnia, dawał im tam bazę. 20 września do Rosyth dopłynął okręt podwodny „Wilk”, który przedarł się przez Sund w połowie miesiąca. Trzy pozostałe okręty podwodne, „Sęp”, „Ryś” i „Żbik”, uszkodzone i bez możliwości uzupełnienia zapasów, w drugiej połowie września weszły do portów szwedzkich i zostały internowane do końca wojny. Reszta floty zginęła na Bałtyku albo dostała się w ręce Niemców: niszczyciel „Wicher” i stawiacz min „Gryf” zatopiło lotnictwo już 3 września, a kapitulacja Helu 2 października zakończyła walkę polskiej marynarki na własnym wybrzeżu.

W Wielkiej Brytanii odtwarzano jej dowództwo. Kontradmirał Jerzy Świrski, szef Kierownictwa Marynarki Wojennej, dotarł do Londynu przez Rumunię i Francję po tym, jak władze państwowe przekroczyły granicę rumuńską. 18 listopada 1939 roku podpisano w Londynie polsko-brytyjską umowę morską. Polskie okręty zachowały banderę, załogi, polskie dowództwo i polski regulamin, ale działały pod brytyjskim dowództwem operacyjnym, a Royal Navy miała je zaopatrywać. Umowa przewidywała też przekazywanie Polakom brytyjskich okrętów, na które mieli wystawiać załogi. „Orzeł” i „Wilk” stały się zaczątkiem polskiej floty podwodnej na Zachodzie.

Od Dundee do Norwegii

Po krótkim postoju w Rosyth „Orzeł” odpłynął razem z „Wilkiem” do stoczni w Dundee, gdzie przeszedł remont. Najtrudniej było z uzbrojeniem: zamki do działa trzeba było zamówić u szwedzkiego producenta, bo w Wielkiej Brytanii nie było takich dział, a wyrzutnie dostosowano do torped sprowadzonych z Francji. 16 listopada oba okręty odwiedził Naczelny Wódz i premier, generał Władysław Sikorski. Grudziński otrzymał Srebrny Krzyż Orderu Virtuti Militari, a dwudziestu oficerów, podoficerów i marynarzy Krzyż Walecznych. Remont skończył się 1 grudnia. „Orzeł” wrócił do Rosyth i wszedł do 2 Flotylli Okrętów Podwodnych Royal Navy, z brytyjską grupą łącznikową na pokładzie, złożoną z oficera, radiotelegrafisty i sygnalisty. Dopiero 8 grudnia Brytyjczycy ogłosili publicznie, że „Orzeł” i „Wilk” są w Wielkiej Brytanii, a trzy dni później król Jerzy VI nadał Grudzińskiemu Order Wybitnej Służby (Distinguished Service Order).

Od końca grudnia 1939 roku „Orzeł” eskortował konwój do Norwegii, a potem patrolował Morze Północne u wybrzeży norweskich, najczęściej bez spotkania z nieprzyjacielem. Największy sukces przyniósł mu 8 kwietnia 1940 roku: u południowego wybrzeża Norwegii zatopił niemiecki transportowiec „Rio de Janeiro” z żołnierzami i sprzętem płynącymi do Bergen. Rozbitkowie, wyłowieni przez Norwegów, zeznali, że płyną bronić Norwegii przed Brytyjczykami. Był to jeden z sygnałów, że rozpoczyna się niemiecka inwazja na Norwegię, ale norweskie władze nie wyciągnęły z niego na czas wniosków i niemiecki atak 9 kwietnia zaskoczył Norwegię.

Miejsce w wojnie

Rejs „Orła” z Tallinna do Szkocji stał się jedną z legend polskiej marynarki i jednym z niewielu epizodów jesieni 1939 roku, którymi Polacy mogli się szczycić. Pokazał też, jak skromne siły morskie zostały Rzeczypospolitej: trzy niszczyciele i dwa okręty podwodne. Z nich, z okrętów przekazywanych przez Royal Navy i z marynarzy, którzy przez Rumunię, Węgry i Francję docierali do Wielkiej Brytanii, Polska Marynarka Wojenna zbudowała w następnych latach flotę, która wzięła udział w bitwie o Atlantyk, w kampanii norweskiej, w ewakuacji spod Dunkierki, w konwojach arktycznych i na Morzu Śródziemnym.

Sam „Orzeł” nie dożył tych lat. 23 maja 1940 roku wyszedł z Rosyth na kolejny patrol na Morze Północne. Nie odpowiadał na radiogramy zmieniające mu rejon działania, a gdy nie wrócił w wyznaczonym terminie, w czerwcu 1940 roku uznano go za zaginiony. Zginęło 63 ludzi, w tym kapitan Grudziński i trzech Brytyjczyków z grupy łącznikowej. Przyczyna do dziś nie jest pewna. Najczęściej przyjmuje się, że okręt wszedł na niemieckie lub brytyjskie pole minowe. Rozważano też omyłkowy atak samolotu alianckiego lub niemieckie bomby lotnicze. Dowódca brytyjskiej floty podwodnej, wiceadmirał Max Horton, skłaniał się ku tej ostatniej wersji. Wraku mimo wielu wypraw poszukiwawczych nie odnaleziono. Grudziński został pośmiertnie awansowany na komandora podporucznika, a po wojnie odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.